Artykuły

SUBIEKTYWNY ALFABET 2016 ROKU Szymona Spichalskiego

AUTOR: Szymon Spichalski FOT.: Maria Wytrukus
23.12.2016


Czarnik artysci

Miniony rok okiem Szymona Spichalskiego:

Artyści - pierwszy taki polski serial o teatrze, odważnie nawiązujący formatem do wzorców zachodnich. Dodajmy – jest to projekt udany. Demirski i Strzępka pokazali kulisy teatralnego życia: z wszystkimi jego blaskami i cieniami, przyziemnymi nieraz problemami (głównie finansowymi…), prywatnymi rozterkami twórców, koniecznością użerania się z demonicznymi urzędnikami. Słowna "żyleta" Demirskiego udowadnia swoją siłę, cieszą świetne kadry Bartosza Nalazka. Szkoda tylko, że w całym serialu nie pojawia się kwestia etyki w sztuce, moralnych rozterek twórców bądź ich braku. A rok 2016 to jednak nie 1968, czego dowodem dość groteskowa wizja mas wspierających ekranowy Teatr Popularny. Kibice Legii idący z poparciem dla awangardowego teatru? To mogli wymyśleć tylko… artyści.

Bohdan Smoleń – wielki człowiek i artysta. Członek słynnego kabaretu "Tey”, aktor kochany chyba przez wszystkich Polaków (co rzadko się zdarza). Ciężko doświadczony przez życie (śmierć żony i syna, postępująca choroba), z całych sił poświęcał się działalności filantropijnej. Jego kreacje – jak pan Edzio czy Pelagia – były przykładem ciepłego humoru, pozbawionego poczucia wyższości i pogardy względem prostego człowieka. Najlepszym świadectwem jego stosunku do swojego dorobku są słowa: "Nic mi tak dobrze w życiu nie wyszło jak włosy”. Panie Bohdanie, pewnie rozśmiesza Pan teraz tam u góry pewnego jegomościa z brodą. My również się śmiejemy, choć już przez łzy.

Cenzura – zawsze była dla polityków okazją do zamanifestowania swojej sprawności przed wyborcami. Dla twórców – zmorą, ale czasem świadomie ją prowokowano jako metodę na podbijanie popularności. Dzisiaj najwięcej kontrowersji wzbudzają raczej konkretne chwyty artystyczne, aniżeli ideowa wymowa spektakli. Ingerencje rządzących w działalność twórców zawsze są niepokojącym objawem. Groteskowe to jednak barykady, na których symbolami wolności słowa stają się czescy aktorzy porno i flaga w waginie.

Dramaturgia współczesna – od lat narzeka się na jej kondycję, mimo to wciąż powstają nowe dzieła. Rozwija się słowo pisane "na scenie” – w utworach Michała Buszewicza do głosu dochodzą aktorzy, własne doświadczenia traktując jako materiał sceniczny. Problem pojawia się wtedy, kiedy w tego rodzaju utworach grający nie mają nic ciekawego do powiedzenia… Twórcy chętnie adaptują znane opowieści ("Fahrenheit 451” Marcina Cecki wg Bradbury’ego). Widać jednak wyraźną potrzebę powrotu do linearnej narracji. Pamiętajmy jednak, by "nie style lubić, lecz dzieła”, jak pisał mistrz Raszewski.

Etyka – niby każdy się nią kieruje, a wychodzi jak zwykle – zyskuje ona różne odcienie szarości lub czerni, patrz: Frljić, Mieszkowski i Morawski.

Frljić – w Polsce było już o nim głośno przy okazji odwołanej premiery "Nie-Boskiej komedii” w Narodowym Starym Teatrze. Prawdziwy ogień wybuchł jednak teraz, kiedy na bydgoskim Festiwalu Prapremier Chorwat zaprezentował spektakl "Nasza i wasza przemoc”. Do sądu trafiły zgłoszenia o popełnieniu przestępstwa (w tym ze strony kujawsko-pomorskich polityków). Przedstawienie odwoływało się do kondycji Europy, jej relacji ze Wschodem, przewin świata Zachodu wobec niego. Czy ostre chwyty były potrzebne do poruszenia tematu? Ile by nie napisano przemądrzałych analiz, do ilu kontekstów by się nie odwoływano – wyciąganie narodowej flagi z waginy (jak i wkładanie jej tam) przegięciem po prostu JEST.

Gliński – minister kultury i dziedzictwa narodowego jest człowiekiem, któremu trudno zarzucić brak wykształcenia. Niestety często brakuje mu wyczucia sytuacji i znajomości specyfiki środowisk artystycznych, z którymi przecież ma obowiązek się kontaktować i rozmawiać. W zeszłym roku zaliczył komunikacyjną wpadkę przy okazji premiery "Śmierci i dziewczyny”. W tym stara się nie angażować w podobnego rodzaju afery (jak w Bydgoszczy, przy okazji pokazu spektaklu Frljicia). Cisza przed burzą czy pragmatyzm?

Henryk Sienkiewicz – wielki nieobecny w 2016 roku. Dlaczego jest to takie dziwne? Rok 2016 Sejm uhonorował nazwiskiem pisarza. Polski teatr odniósł się do tego… wstrzemięźliwie. W Toruniu i Gdańsku odbyły się całkowicie odmienne premiery "Krzyżaków”, w stołecznym Polskim czytano "Na jedną kartę”, ale co więcej?... Generalnie środowisko pominęło temat, zapewne ze względu na lekceważące podejście do spuścizny twórcy "Trylogii”. Mamy problem nie tyle z Sienkiewiczem, co z naszym wyobrażeniem o nim jako twórcy bogoojczyźnianym, nieporuszającym trudnych tematów. Tak jakby nie było "Bez dogmatu”, poruszającej przemowy Chmielnickiego do Jana Skrzetuskiego z "Ogniem i mieczem”. Tyle mówimy o reinterpretacjach, tak mało z nich rozumiemy.

Internet – jedno z najważniejszych pól bitewnych polskiego środowiska teatralnego. Prawe sierpowe w formie złośliwych komentarzy; iście husarskie masowe szarże pod postami, gdzie wszyscy prychają, bluzgają i wzdychają; brutalne bombardowanie przez udostępnianie kolejnych memów i zdjęć; wreszcie bomba atomowa w postaci bana lub usunięcia ze znajomych. Stosują je teatralni sołdaci różnych opcji. Nawet wrocławski Teatr Polski zszedł do "podziemia”, jak głosi fanpage na Facebooku. Szkoda tylko, że przy okazji pełnienia ważnej przecież funkcji informacyjnej (której nikt nie cenzuruje), stał się miejscem całkiem nieskrępowanego narzekania na zamykanie (tudzież zaklejanie) ust. Cóż, jaka partyzantka, takie podziemie.

Jaracz – a właściwie teatr jego imienia, czyli warszawskie Ateneum. Scena na Powiślu trwa w dyrektorskim impasie niepokojąco długo – kto go przerwie? Wciąż nie rozstrzygnięto konkursu na stanowisko kierownika placówki. W sprawie padły oskarżenia pod adresem Biura Kultury, które miało działać i rozstrzygać niezgodnie z przepisami. Co ciekawe, sprawa Ateneum nie wzbudza w środowisku teatralnym większych emocji. Bo to przecież tylko "mieszczańska” scena…

Kobiety – coraz ich więcej w polskim teatrze. Zwłaszcza reżyserek, bo na wydziałach teatrologicznych panowie od dawna są w mniejszości. W tegorocznej edycji Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej uwidacznia się przewaga artystycznych dokonań w wykonaniu przedstawicielek płci pięknej: Aliny Moś-Kerger czy Małgorzaty Warsickiej. Czy można jednak mówić o jakimś specyficznym "kobiecym” języku w teatrze? Raczej nie – reżyserki potrafią być w stylistyce zarówno chłodne i brutalne (jak Maja Kleczewska), jak też skupione na ciepłym przekazie oraz plastyce (przykład Joanny Gerigk). Ważne przy tym, żeby nie kierować się poczuciem "sprawiedliwości dziejowej” czy nadawaniem jakichś parytetów. Przede wszystkim trzeba doceniać dobrą robotę – bez względu na płeć artysty. Do tego hasła dodaję jeszcze podpunkt: Koleśnik Magdalena – szczupła blondynka, która dzięki kolejnym rolom w spektaklach Teatru Powszechnego staje się jedną z ciekawszych aktorskich osobowości spotykanych na naszych scenach.

Leszno – tutejszy Teatr Miejski powinien służyć jako wzorzec kulturalnego sukcesu dla mniejszych miejscowości. Inicjatywa Błażeja Baraniaka doprowadziła do stworzenia potrzebnej dla lokalnej społeczności sceny teatralnej, do której repertuaru sukcesywnie wprowadzane są kolejne pozycje - "Moralność pani Dulskiej”, "Przesilenie”, "Wiśniowy sad”. Miasto króla Stanisława Leszczyńskiego może być dumne, a dyrektor Beacie Kawce życzę powodzenia!

Mieszkowski i Morawski – dwaj panowie M., których nazwiska sygnują konflikt wokół wrocławskiego Teatru Polskiego. Ten pierwszy zbudował jego pozycję na polu artystycznym. Obecnemu posłowi należy oddać, że wypromował TP, wydał wiele świetnych przedstawień (np. "Wycinkę” Lupy), czyniąc Wrocław ważnym miejscem na teatralnej mapie państwa. Z drugiej strony obok hitów pojawiły się kity (np. "Media Medea”). Teatr stał się w końcu narzędziem w politycznych rozgrywkach, czego dowodem dwuznaczny udział dyrektora w aferze wokół "Śmierci i dziewczyny”. Czekamy na wyniki audytu dotyczącego domniemanych bizantyjskich sum przewijających się przez TP. Mieszko I zbudował państwo polskie, Mieszko z Wrocławia stworzył państwo w Polskim. Sam jestem zwolennikiem opinii o tej scenie jako NAJGŁOŚNIEJSZYM, ale na pewno nie NAJLEPSZYM teatrze w kraju.

Ten drugi spróbował swoich sił jako gracz w politycznej rozgrywce. Na początku zachowywał pojednawczą postawę: starał się utrzymać zespół, wiele spektakli granych za poprzednika – w tym "Śmierć i dziewczynę” – pozostawił w repertuarze. Ostatnie posunięcie Morawskiego jest ostrą reakcją obronną na bezustanne podważanie jego autorytetu – i wcale nie chodzi tylko o zwolnienia z pracy za "wpisy na Facebooku”, jak podkreślają krytycy tej decyzji (co np. z ostentacyjnym zaklejaniem ust?). Zmianę na stanowisku dyrektora TP rzeczywiście przeprowadzono bezczelnie, a Morawski podejmuje desperackie kroki.
Wzajemne zacietrzewienie zaczyna jednak sięgać niepokojących szczytów. Bunt części publiczności przeciwko łamaniu procedur konkursowych jest słuszny. Z tym że celem protestujących jest chyba powrót do tego, "co było”. Tylko że ta przeszłość mieszkiem (sic!) jest podszyta.

Narodowy – słówko, z którym mamy coraz większy problem. Dla władz bywa ono listkiem figowym – nadawanie go jako przymiotnika do różnych działań ma być dowodem ich słuszności oraz skuteczności. Twórcy teatralni odwołują się do niego w różnoraki sposób. Przypomnijmy sobie, jaki kłopot był z nazewnictwem 250-lecia teatru publicznego. "Narodowa” ma być twórczość Michała Zadary, który wystawił przecież całe "Dziady” (w jaki sposób – to już inna sprawa…). W innym przypadku "narodowy" niektórym kojarzy się z "faszystowski". Bądź tu mądry i pisz o teatrze!

OFF – teatr alternatywny żyje i ma się dobrze. Rozkręca się Ogólnopolska OFFensywa Teatralna, której paliwo dali twórcy z Pomorza Zachodniego oraz redakcja Nietak!tu. Pewnie trudno będzie skoordynować działalność ruchu alternatywnego, którego specyfika zasadza się przecież na braku formalnej organizacji. Dobrze jednak, że wciąż żyją tradycje Cierniaka, choć w odmiennej formie.

Pijana Sypialnia – zespół, którego działalność stanowi pomost między teatrem profesjonalnym a amatorskim. Ekipę PS stanowią w dużej mierze artyści niezawodowi. Jej przedstawienia zyskały już określoną stylistykę: dynamiczne sceny zbiorowe, odniesienia do polskiej tradycji muzycznej i tanecznej, pojawiające się próby namysłu nad narodową tożsamością. Popularność "pijanych teatrem” potwierdzają ich trasy objazdowe obejmujące cały kraj. Pijana Sypialnia musi uważać, by tego potencjału – nomen omen – nie przepić i nie przespać. Jej działalność jest już jednak pewnym fenomenem.

Recenzenckie typy – nie było zachwytów, nie miejsce tu też na analizy spektakli czy ról (odsyłam do recenzji). Na pewno mogę wyliczyć kilka interesujących pozycji, które na daną chwilę zapadły mi w pamięć. Z przedstawień: "Silesia, Silentia” Marka Fiedora we Wrocławskim Teatrze Współczesnym, "Henrietta Lacks” Anny Smolar w CNK, projekt Agnieszki Wąsikowskiej "Tylko to, co zrobić należało”. Z ról na pewno Grzegorz Małecki jako Gustaw/Konrad w "Dziadach” Eimuntasa Nekrosiusa, do tego zespół aktorski w "Krzywickiej/Krwi” Aliny Moś-Kerger z legnickiego Teatru Modrzejewskiej.

Studio – kolejny teatr po wrocławskim Polskim (Mieszkowski i Morawski) oraz stołecznym Żydowskim (Upadek Teatru Żydowskiego), który w minionym roku stał się areną ostrej batalii. Odejście Agnieszki Glińskiej z funkcji kierownika artystycznego wywołało burzę. Część aktorów zbuntowała się przeciwko dyrektorowi Romanowi Osadnikowi, nagrywając słynny kawałek disco polo. Studio nie ma teraz zbyt dobrej prasy, część środowiska ogłosiła nawet bojkot sceny przy placu Defilad. Wyjścia nie widać, a warszawska Melpomena słabnie coraz bardziej.

Teatrologia – co zrobić z badaniami nad teatrem i jego historią w dobie humanistyki, która przeżywa ostry kryzys? Finansowa oraz zawodowa samodzielność osiągnięta dzięki pracy naukowej i pisarskiej wydaje się dzisiaj nieosiągalnym marzeniem. Teatrologia jest wąską specjalizacją, co sytuacja na rynku pracy tylko podkreśla. Może na niektóre pytania uda się odpowiedzieć dzięki Forum Teatrologów, które odbyło się w listopadzie w Instytucie Teatralnym. Co będzie dalej, pokaże przyszłość – kto wie, jak długo przetrwa system grantowy i jak zmieni się struktura systemu edukacji w ogóle.

Upadek Teatru Żydowskiego – jedna z najsmutniejszych spraw mijającego roku. Stołeczna scena przechodziła ostatnio znaczące zmiany, pracowali na niej Maja Kleczewska i Anna Smolar. Na mocy administracyjnych decyzji Żydowski opuścił budynek przy placu Grzybowskim. Stopniowo się jednak odradza – i tego Feniksa odżywiajmy jak najlepiej.

Wybrzeże – za dyrekcji Adama Orzechowskiego teatr stał się ważnym punktem na kulturalnej mapie Trójmiasta, zdobywając zaufanie miejscowych widzów. Od kilku lat Wybrzeże próbuje przebić się do teatralnej czołówki, chociaż jego mocnym punktem są przede wszystkim aktorzy: Mirosław Baka czy Dorota Kolak. Zobaczymy, gdzie morski wiatr zaprowadzi gdańską scenę w najbliższym czasie – w końcu ma już ona 70 lat!

Zdrowy rozsądek – często brakowało go w tym roku, oby starczyło w następnym. Zarówno artystom, politykom jak i krytykom.

Ze swojej strony życzę Państwu ciepłych, spokojnych Świąt Bożego Narodzenia spędzonych w gronie ukochanych, zaufanych osób. A na nowy rok – osiągnięcia życiowych i teatralnych spełnień, estetycznych uniesień i masy cierpliwości, a nade wszystko optymizmu – bo bez niego się jednak nie da. Do zobaczenia w Nowym Roku AD 2017!

Szymon Spichalski - teatrolog i krytyk, absolwent warszawskiego WoT-u, obecnie pracuje jako kierownik literacki w Teatrze Baj Pomorski w Toruniu.