Artykuły

Kiedy kobieta znika z domu, czyli „Żona do adopcji” w Old Timers Garage

AUTOR: Agnieszka Gałczyńska FOT.: Krzysztof Piątek
23.04.2017


%c5%bcona do adopcji1 1024x682

Podobno „Małżeństwo jest zgodne, kiedy żona panuje nad mężem, a mąż nad sobą.” Ale, jeśli kobieta wyjeżdża z domu, a mężczyzna zostaje sam, jak dowodzi spektakl „Żona do adopcji” Marka Pitucha, mogą dziać się naprawdę dziwne rzeczy.

Przyjaciółka Nataszy wychodzi za mąż. Podekscytowana blondynka nie może doczekać się ślubu, na którym jest druhną. Perspektywa „ochów” i „achów” przeraża jednak jej męża Adama, który postanawia w ramach niechęci do całego zamieszania złamać nogę - bo w końcu co mu da lepsze alibi? Dlatego na łydkę zakłada niebieski gips i udaje inwalidę. Natasza na wesele wybiera się sama, a szczęśliwy małżonek zostaje w domu ze szklaneczką whisky. Zamiast jednak delektować się ciszą i spokojem wpada w wir szalonych zdarzeń. Wszystko za sprawą natrętnego domokrążcy Filipa, który po godzinach dorabia jako wróżbita Jonasz, a jak się okazuje jest też dawno niewidzianym przyjacielem z podstawówki. Koledzy zaczynają wspominać, a przecież nic tak nie pasuje do starych dobrych czasów jak alkohol. Kłopoty zaczynają się o poranku. Kiedy do drzwi mieszkania Nataszy i Adama puka przedstawicielka ośrodka adopcyjnego, od której decyzji zależy to, czy młode małżeństwo będzie miało szansę na dziecko…

Na scenie Patrycja Szczepanowska w roli rozkapryszonej żony, szukającej miłości harcerki i surowej urzędniczki, Jakub Wons jako mąż – pantofel, który nade wszystko kocha żonę, ale momentami ma jej po prostu dość oraz Marek Pituch idealnie wcielający się w postać człowieka od wszystkiego, który za najlepszy sposób na biznes uznał kłamstwo.

Spektakl oparty jest na zabawnych dialogach. Scenografia Adama Grządziela przedstawia przeciętny dom Polaka. Muzyka nie przeszkadza w odbiorze, a umila wieczór. Charakteru dodają retrospektywy, które zaskakują widza. Efekt „wspomnień na żywo” wybija nas z rytmu po to, by powrócić z większym impetem do rozgrywającej się na scenie historii.

Przedstawienie grane jest w jednej z kamienic na Kazimierzu. To tam mieści się Old Timers Garage – nowe miejsce na krakowskiej mapie teatralnej. Filia kultowego katowickiego teatru wystrojem nawiązuje do historii motoryzacji, a atmosfera daleka jest od małopolskich tradycji. Właśnie dlatego warto odwiedzić to miejsce. A kiedy już raz przestąpicie jego próg – zapewne często będziecie wracać.

„Żona do adopcji” to obraz przeciętnego polskiego małżeństwa. Damsko-męskie utarczki bawią niejednokrotnie do łez. Pomyłki, aluzje, abstrakcyjne problemy sprawiają, że uśmiech nie znika z ust. Niedomówienia i gra w skojarzenia świetnie się sprawdzają, bo w końcu nabieramy dystansu do małych domowych wojenek.

Agnieszka Gałczyńska - dziennikarz, copywriter, PR-owiec. Optymista będący z kulturą w tę i we w tę.

„Żona do adopcji”

Old Timers Garage, Kraków

Scenariusz: Marek Pituch

Reżyseria: Jakub Ehrlich

Muzyka: Szymon Suchoń

Scenografia: Adam Grządziel

Kostiumy: Ewa Kowalewska