Wywiady

JACEK PRZYBYŁOWICZ

AUTOR: Wojciech Giczkowski FOT.: Materiał prasowy
27.10.2017


Maxresdefault

Muzyka jak ocean

Przed premierą „Baletów Polskich” z Jackiem Przybyłowiczem, choreografem i tancerzem, rozmawia Wojciech Giczkowski

II Koncert skrzypcowy op. 61 skomponował Karol Szymanowski w 1933 roku na prośbę swego drogiego przyjaciela – wspaniałego skrzypka Pawła Kochańskiego. Na tle muzyki europejskiej uderza oryginalnością: słyszymy wielkie uniesienia, ale dozowane oszczędnie, pogodne, triumfalne, pełne radosnego zachwytu i euforii. W muzyce panuje ton obiektywny i rzeczowy, klarowność myśli, jasna, słoneczna aura i uśmiech, choć nie brak w niej także delikatnej liryki. Jak Pan przeniósł tę estetykę na język baletu?

Ta muzyka jest przepiękna i ma w sobie nutę szlachetności. To ona była moim punktem wyjścia do zmagań z partyturą, która jest niezwykle trudna w kontekście opracowania choreograficznego. Nie chciałem w swojej interpretacji pójść nurtem góralskim, na który bardzo często zwraca się uwagę w dziełach Szymanowskiego. Oczywiście symbioza pomiędzy polskością a góralską muzyką jest w tym utworze odczuwalna, ale chciałem, żeby w warstwie choreograficznej pojawił się rys uniwersalny, tak charakterystyczny dla międzywojnia, w którym ta muzyka powstała, bo taka jest idea całego wieczoru, czyli „Baletów Polskich”. Zastanawiałem się, jakiej techniki baletowej użyć do wizualizacji choreograficznej tej muzyki. Zdecydowałem się na inne środki niż te, które zazwyczaj realizowałem na tej scenie. Będzie dużo bardziej klasycznie, bo to lepiej pasuje do estetyki muzycznej, z którą kojarzy mi się utwór Szymanowskiego.

Powiedział Pan, że zanim zaczął układać choreografię do „Pieśni o nocy” Szymanowskiego, bardzo długo słuchał tej muzyki, aby przedstawić jej wyjątkowość, mistycyzm i nastrój. Czy właśnie z tych poszukiwań wynikają elementy abstrakcyjne, zawarte w pańskiej choreografii, czy raczej z Pana doświadczeń zdobytych w teatrach na całym świecie?

Tym razem idę innym tropem niż ten, który obrałem, realizując „Pieśni o nocy”. Teraz mogę użyć zupełnie innych rozwiązań choreograficznych, bo operuję zespołem blisko pięćdziesięcioosobowym. Muzyka w tej inscenizacji jest jak ocean. Fale oceanu nachodzą jedna na drugą i taka jest moja choreografia. Ona nie odpowiada w skali jeden do jednego zapisowi nutowemu, który jest niezwykle skomplikowany. Postarałem się o przełożenie wizji muzycznej na obraz spektaklu baletowego, gdzie różne sekcje choreograficzne zachodzą na siebie i tworzą ocean tańca połączony z genialną muzyką polskiego kompozytora, która jest, w moim przekonaniu, absolutnie nieokiełznana. To jest poemat symfoniczny bez początku i końca. Zanurzamy się w inną czasoprzestrzeń. Ten balet jest bardzo trudny do realizacji, ale tancerze Polskiego Baletu Narodowego doskonale czują emocje, które niesie w sobie muzyka. Z tym zespołem można podjąć się ryzyka wystawienia baletu „Pieśni o nocy”, bo wszyscy, także ze strony dyrekcji, nas wspierają i usuwają bariery natury organizacyjnej.

Pańskie choreografie emanują emocjonalnością oraz delikatnym, subtelnym erotyzmem. Jak będzie teraz w trzecim przedstawieniu z cyklu „Balety polskie”? Czym zaskoczy to przedstawienie warszawską publiczność?

W odniesieniu do pierwszego członu pytania, rzeczywiście, w moich baletach jest zmysłowość. Ona się rodzi, gdy na scenie spotyka się mężczyzna z kobietą, a dla mnie jest to pretekst, aby szukać w tym głębi i różnych relacji, które w spotkaniach prywatnych nie są tak bardzo podkreślane. Lepiej można je zarysować na scenie. A kiedy do tego dochodzi muzyka, musi powstać emocjonalna więź publiczności z wykonawcami. Tancerze byli chyba zaskoczeni moim pomysłem wykorzystania akademickich środków wyrazu, bo zazwyczaj szukamy możliwości połączenia technik współczesnych z elementami klasycznymi. Tym razem rezygnuję z technik współczesnych i sam z zaciekawieniem czekam na efekt finalny. Jestem przekonany, że dostosowuję się do formy i estetyki, która obowiązuje w tym teatrze. To są fantastyczni tancerze, którzy niezwykle szybko się rozwijają; jest to zespół o wielkich horyzontach artystycznych. Operując dużymi scenami zespołowymi, miałem świadomość, że jest to najlepsza możliwość wykorzystania tancerzy w takim materiale choreograficznym, w którym będą się dobrze czuli.

Jako światowej sławy artysta przygotował Pan dla Opery Narodowej cztery balety: „Kilka krótkich sekwencji” (2005), „Alpha Kryonia Xe” (2006), III Symfonię „Pieśń o nocy” Szymanowskiego (2006) oraz „Sześć skrzydeł aniołów” (2012). Czy obecnie będziemy mogli oglądać w Polsce Pana realizacje częściej?

Cóż, byłem umówiony w Łodzi z dyrektorem Gabarą na zrobienie baletu do muzyki „Bolera” Ravela, ale tak się niefortunnie stało, że zmieniono szefa tej sceny. Projekt „Lamaila” Macieja Pawłowskiego w koncepcji autorskiej był zupełnie inny niż mój i niestety zrezygnowałem, ku rozpaczy moich dzieci. Bardzo się cieszę, że ten rok spędzam z rodziną w Polsce. Zaraz po premierze w Operze Narodowej mam zaproszenie do Wrocławia, gdzie w tamtejszej operze zrealizujemy z Jackiem Tyskim dwuczęściowy balet „Eufolia/ Ambulo”, którego premiera odbędzie się już 3 grudnia. Zapraszamy przy okazji także do Wrocławia.