Wywiady

WIESŁAW FAŁKOWSKI

AUTOR: Wojciech Giczkowski FOT.: Materiał prasowy
09.12.2017


Ok%c5%82adka

O istocie poezji publikowanej w internecie z Wiesławem Fałkowskim rozmawia Wojciech Giczkowski

Zacząłeś pisać późno czy późno publikować? Co było płomieniem, który spowodował, że będąc w wieku, nazwijmy dojrzałym, zdecydowałeś się pokazać światu swoje wiersze?

Sądzę, że wiek nie ma tutaj nic do rzeczy. Ten płomień, jak mówisz, czy iskra, czy jak byśmy tego nie nazwali, czasami zapala się wcześniej - w chłopcu jeszcze, a czasami później - w dojrzałym już człowieku. Przy czym w wieku dojrzałym pisze się chyba łatwiej, bo oprócz wyobraźni bujnej mamy jeszcze do dyspozycji całą bibliotekę wspomnień i doświadczeń, galerię tkwiących w pamięci obrazów.

Jesteś z grona tych twórców, którym internet pozwolił na otwarcie się i podzielenie z czytelnikami swoją twórczością. Czy anonimowość jaką daje internet, ułatwia przedstawienie się i podzielenie przemyśleniami często bardzo osobistymi?

Twórcy publikujący w internecie nie są anonimowi. Mało tego, ponoszą odpowiedzialność za każde napisane słowo. Łatwiej bowiem stwierdzić, posługując się narzędziami internetowymi, czy w ich utworach nie ma zapożyczeń, czy wręcz plagiatu. Jest zrozumiałe i bezsprzeczne - dotrzeć do szerokiego kręgu jest o wiele łatwiej. I taniej. Większości osób piszących nie stać na wydanie publikacji drukowanych tradycyjnie, nawet w niewielkich nakładach. Na autorów internetowych czyha jednak pewne niebezpieczeństwo: ich utwory są zbyt często emocjonalne, osobiste do bólu, ekshibicjonistyczne wręcz. Albo skrajnie odwrotnie - są o niczym - nic nieznaczące imponderabilia, czyli duperele. W jednym i drugim wypadku taka twórczość ociera się o grafomanię. Co ciekawe, znajduje wielu zwolenników wśród czytelników. To takie poetyckie disco polo. Chyba nic na to nie poradzimy.

Publikujesz w internecie, ale także tęsknisz za słowem drukowanym. Twoje wiersze można znaleźć w wielu antologiach, ale także wydałeś swój tomik debiutancki „Siedem stopni miłości”, a w tym tygodniu ukaże się na rynku wydawniczym twoja książka - „Koniec nowego świata”. Czy internet nie wystarcza? Czy masz potrzebę wyodrębnienia niektórych wierszy i przedstawienia ich na papierze?

Człowiek jest istotą, u której odbiór bodźców zewnętrznych w procesie poznawczym jest równie ważny jak sama treść, którą staramy się zgłębić. Czytając wiersz na monitorze komputera czy innym ekranie, odbieramy słowa jedynie wzrokiem. Nie angażujemy innych zmysłów. Czytanie książki daje dużo więcej satysfakcji. Słów możemy dotknąć, poczuć ich zapach. Zdaje mi się, że internet odbiera nam dużo przyjemności. Po co iść do muzeum, po co czytać książkę, po co pić kawę w kawiarni, po co robić zakupy w osiedlowym sklepie, po co rozmawiać z przyjacielem, spacerując po parku, po co uprawiać seks, patrząc prosto w oczy i czując zapach ukochanej osoby? Możemy to wszystko zrobić w internecie. Tylko po co? Po co tracić przyjemność?

Eksperymentujesz z formą, bawisz się słowem, szukasz inspiracji w podróżach, i w muzyce. Jaki jest twój warsztat pisarski? Co skłania ciebie do podjęcia tematu i napisania małego dziełka z wszystkimi wynikającymi z tego ograniczeniami?

Mam przyjaciela, który podpowiada mi o czym mam pisać. Mówię to zupełnie poważnie. Wszystko co dzieje się teraz, albo co działo się kiedyś, wszystkie odbyte rozmowy, wszystkie przeczytane książki, obejrzane obrazy, usłyszana muzyka są kanwą myśli, które przy pomocy wyobraźni materializują się w postaci tego małego dziełka, jak mówisz. Przy czym jedynym ograniczeniem pozaformalnym jest wyobraźnia. Z drugiej zaś strony to właśnie wyobraźnia (w połączeniu z wiedzą) sprawia, że nie zawsze poeta jest podmiotem lirycznym swojego dzieła, choć chętnie przez czytelników tak utożsamianym.

Jesteś także dostarczycielem tekstów do piosenek. Mieszkający w Londynie i studiujący tam kompozycję Remigiusz Juśkiewicz komponuje piosenki do twoich tekstów. Są wykonywane na koncertach w Polsce i Anglii pod tytułem „Projekt Remi i Falko”. Czy to także wiersze, czy też ciężka praca tekściarza?

To moje wiersze są pretekstem do komponowanych przez Remiego piosenek. Innymi słowy w tym wypadku inspiracją dla muzyka jest słowo, tekst. Jest z tym trochę zabawy, bo moje wiersze rzadko mają rymy, mają zmienny rytm, często brak w nich melodyjności, szeleszczą i trzeszczą, jak to polszczyzna. Piosenka rządzi się trochę innymi zasadami. Trzeba czasem trochę popracować.

W internecie powstały grupy poetów, którzy publikują na specjalnych stronach czy portalach. Udzielasz się także tam. Jaka jest twoja rola w tym przedsięwzięciu artystycznym? Które z grup wyróżniasz i jak nowi poeci mogą do was przyłączyć?

Internet to olbrzymi śmietnik, do którego wszyscy wrzucają, co chcą. Istnieje potrzeba, by trochę ten śmietnik posprzątać, posegregować odpady, wybrać to, co trafiło tu, na śmieci, przypadkiem i właściwie to zagospodarować. Temu służą internetowe grupy twórców i moderatorzy pracujący w tych grupach. Większość tych grup, mówię to bez nagany, to towarzystwa wzajemnej adoracji i wzajemnej promocji. Są też grupy, portale, strony internetowe dbające o poziom literacki publikowanych utworów. Zachęcam wszystkich piszących i czytających do uczestniczenia w takich internetowych grupach twórczych. Każdy sam zauważy, w jakim towarzystwie czuje się dobrze.

Za chwile ukaże się nowy tom twojej poezji „Koniec nowego świata, czyli prolegomena do wieczności”. Tytuł dość przekorny, bo wiem, że miałeś na myśli warszawską ulicę zakończoną pomnikiem Chrystusa dźwigającego krzyż autorstwa rzeźbiarza Andrzeja Pruszyńskiego. Figura umęczonego Chrystusa, dźwigającego na barkach krzyż, wznosi się na balustradzie schodów przed świątynią. Zbawiciel zwraca rękę ku górze i zdaje się wołać do warszawiaków: Sursum corda! - W górę serca! Czy takie przesłanie zawarłeś w poezji umieszczonej w tym tomie?

Świątynia i figura Chrystusa wznosi się w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu. Gdzie kończy się, a raczej zaczyna Nowy Świat łatwo stwierdzić, patrząc na plan miasta. Gdzie kończy się nowy świat w mojej książce, czym jest prolegomena do wieczności? No cóż, zachęcam wszystkich do przeczytania moich wierszy. Mam nadzieję, że nie znajdziecie w nich patosu, ani łatwych odpowiedzi.

Powiedz tym twoim kolegom i koleżankom, którzy marzą o wydaniu swojego tomu poezji, co mają zrobić, aby spełnić takie marzenie?

Literatura to jest bardzo prosta rzecz: trzeba usiąść i ją napisać. Można potem ciężko zarobione pieniądze (w innej pracy) przeznaczyć na wydanie książki. Można też poszukać sponsora. Kiedy już nasz wymarzony tomik będzie napisany i wydany drukiem, to wszyscy (prawie wszyscy) nasi znajomi chętnie wyciągną po niego ręce, chociaż dotychczas żadnego naszego wiersza nie przeczytali. Rozdajcie cały nakład znajomym. Kilka egzemplarzy wyślijcie do bibliotek (są jeszcze w niektórych miastach) i do redakcji.

Najprawdopodobniej nie uda wam się wprowadzić książki do powszechnej dystrybucji i zarobić. Ktoś powiedział, nie pamiętam kto, że poeci to prawdziwi artyści, jedyni, którzy tworzą, wiedząc o tym, że nikt im za to nie zapłaci.