Artykuły

Ileż emocji w "śmierci na scenie"

AUTOR: Wiesław Kowalski FOT.: Materiał organizatora
15.04.2018


30443175 1739011902852449 8179258890127409152 o

„Luiza Miller”, piętnasta opera Giuseppe Verdiego, jest kolejnym przykładem, jak niekwestionowaną jakością jest w Metropolitan Opera muzyka i śpiew. To one były najmocniejszym atutem inscenizacji Elijaha Moshinsky’ego, który w swej strategii reżyserskiej zatrzymał się na poziomie tradycyjnej i monumentalnej realizacji z wykorzystaniem dosłowności scenograficznej i historycznych kostiumów. Do tego kompozycja kolorystyczna jest ujednolicona do zrównoważonej tonacji, bez jakichkolwiek akcentów barwowych. Dominująca na scenie statyczność pozwoliła na szczęście solistom skonstruować mocno zindywidualizowane postaci i to dzięki nim nowojorski spektakl ogląda się bez znużenia; przedstawienie pozwala podziwiać kunszt wokalny wszystkich bez wyjątku solistów, którzy emocjonalnym zaangażowaniem wyrażanym śpiewem mogli zachwycić nawet najbardziej zatwardziałych przeciwników tej mało oryginalnej pod względem teatralnym inscenizacji. W dodatku i Hrabiemu Walterowi, w fantastycznej kreacji Alexandra Vinogradova, udało się wyjść poza wpisaną w tę postać wyniosłość i bezwzględność postawy wobec niepokornego syna (a jego duet z Belosselskyim to prawdziwy majstersztyk).

Kompozycje obrazów złożone z konstrukcji budynków są jednak w tym spektaklu pozbawione siły oddziaływania i zredukowane do podstawowych form dekoracyjnych. Santo Loquasto postawił w swych scenograficznych rozwiązaniach przede wszystkim na perspektywę silnie odnoszącą się do XVIII-wiecznego pejzażu. Kostiumy angielskiego ziemiaństwa są szalenie stylowe, podobnie jak komnata samego pałacu z wiszącymi nad kominkiem portretami; efektownym zabiegiem jest natomiast użycie schodów zewnętrznych, które pozwalają na spektakularne pojawienie się księżnej Fryderyki (Olesya Petrova).

Sonya Yoncheva w roli tytułowej była pod względem wokalnym znakomita, choć aktorsko nie tak porywająca jak Placido Domingo w roli jej ojca. Słynny tenor, tym razem w partii barytonowej (zupełnie nie rozumiem dąsów co po niektórych komentatorów), był niezwykle wyrazisty i przejmujący w swej trosce o szczęście córki, jako świadek jej uczuciowych zawirowań spowodowanych niecną intrygą Wurma – bardzo dobry w tej roli Dmitry Belosselskiy.

Najciekawszą sceną jest ostatnie spotkanie Luizy z Rudolfem (rewelacyjny nie tylko głosowo ale i aktorsko, szczególnie w ostatnim akcie, Piotr Beczała), kiedy konstruowane wcześniej raczej drobną gestyką relacje między parą kochanków zostają zamienione w rozegranie klasycznej „śmierci na scenie”. Yoncheva i Beczała osłabieni wypitą trucizną padają na brzegach estrady z wyciągniętymi ku sobie ramionami. Do ostatniego uścisku już nie dojdzie, albowiem dłoń Luizy zsunie się ze sceny pozostając w bezruchu.

Giuseppe Verdi (1813–1901)

Luiza Miller

Opera w 3 aktach (1849)

Libretto: Salvatore Cammarano według dramatu „Intryga i miłość” Friedricha Schillera

Premiera niniejszej inscenizacji The Metropolitan Opera: 26 października 2001 roku PO RAZ PIERWSZY W HD

Transmisja przedstawienia:

14 kwietnia 2018 | sobota | 18:30

Obsada:

Sonya Yoncheva jako Luiza

Olesya Petrova jako Federica

Piotr Beczała jako Rodolfo

Plácido Domingo jako Miller

Alexander Vinogradov jako Walter

Dmitry Belosselskiy jako Wurm

Soliści, chór i orkiestra The Metropolitan Opera

Bertrand de Billy dyrygent

Realizatorzy:

Elijah Moshinsky reżyseria

Santo Loquasto scenografia i kostiumy

Duane Schuler światło