Artykuły

Wspomnienia

AUTOR: Izabela Mikrut FOT.: Wydawnictwo: ISKRY
21.04.2018


Na wlasna nute

Ten, kto życie przeżywa z pasją, może inspirować innych. Jeśli do tego potrafi własne doświadczenia opisać z zaangażowaniem porównywalnym do intensywności codziennych wrażeń – powstaje książka w rodzaju „Na własną nutę”.

Edward Pałłasz dzieli się tu z odbiorcami własną egzystencją, ale nie w formie pełnej i schematycznej autobiografii. Porzuca autor utarte ścieżki, wybierając nieco lżejszy sposób prezentowania siebie i kolejnych etapów życia. „Na własną nutę” to zestaw rozbudowanych refleksji wywoływanych… obecnością ważnych przedmiotów – z punktu widzenia obcych ludzi detali, ale niezwykle istotnych dla samego autora. Każdy rozdział zaczyna się od „oprowadzenia” po najbliższym otoczeniu: Pałłasz wskazuje mebel, bibelot, rodową pamiątkę albo prezent. Potrafi przedstawić go plastycznie i natychmiast powiązać z rodzinną historią. Wplata w statyczny obrazek przeszłość bardzo szybko – tak, że przedmiot staje się tylko punktem wyjścia do kolejnej opowieści o bliskich. To rozwiązanie sprawia, że autor nie musi biedzić się ze skrótami w mniej atrakcyjnych do opisywania momentach, może za to skupiać się wyłącznie na sprawach najważniejszych i przeskakiwać od tematu do tematu. Porzuca częściowo chronologię (zachowuje sensowny układ wydarzeń na osi czasu, ale na pierwszy rzut oka tom porządkują właśnie przedmioty, katalizatory wspomnień), fragmentaryczność pozwala mu od razu przechodzić do tego, co stanie się ciekawe dla czytelników.

A ciekawych tematów w obszernej książce nie brakuje. Autor opowiada i o muzyce, i o swoim dyrektorowaniu w Programie Drugim Polskiego Radia, i o ZAiKS-ie, o operze i o teatrze Bim-Bom. Zaprasza czytelników do swojego domu, przedstawiając dwie ukochane żony, Małgosię i Marysię – w tym wypadku nie stroni od podawania wiadomości z życia prywatnego, dzieli się szczęściem i opowiada o prawdziwej miłości. Unika za to plotkarskiego tonu, ale też i sensacyjności w domowych perypetiach próżno by szukać. Przez książkę przewijają się kolejne sławy, postacie doskonale znane czytelnikom, aktorzy, reżyserzy, poeci, kompozytorzy – a każdy ujęty w indywidualnym miniportrecie, z ciepłym humorem. Trzeba przyznać Edwardowi Pałłaszowi, że jako gawędziarz sprawdza się wyśmienicie: potrafi opracowywać anegdoty tak, by puenty wybrzmiewały najsilniej, co zapewnia odbiorcom stałą rozrywkę i mnóstwo śmiechu podczas lektury – wcale przecież nie przeznaczonej wyłącznie do rozbawiania.

Jest też w tej publikacji coś, co ująć może szczególnie starszych czytelników, (oraz) zmęczonych dzisiejszą bylejakością narracyjną. Edward Pałłasz posługuje się piękną, literacką polszczyzną. Pisze w starym stylu, nienagannie, bez manier stylistycznych czy archaizmów. Posługuje się językiem lepiej niż niejeden współczesny autor i może to dziwne, kiedy w recenzji wychwala się umiejętność stosowania zdań złożonych czy imiesłowów, ale ten twórca dostarcza przyjemności lekturowej już na poziomie samej narracji. Tu każde słowo jest przemyślane, autor relacjonuje wydarzenia barwnie i tak, by odbiorcy poczuli się jak świadkowie opisywanych wydarzeń. Nie narzuca Pałłasz swoich interpretacji, pisze inteligentnie, dowcipnie i erudycyjnie. Po raz kolejny Iskry pokazują, że „niszowe” autobiografie znajdą swoje miejsce na rynku wydawniczym. „Na własną nutę” to książka, której warto się przyjrzeć, nawet jeśli tylko dla odpoczynku od chaotycznych wyznań przypadkowych twórców. Edward Pałłasz sprawia, że odbiorcy szybko poczują się zaproszeni do jego świata – i nie będą chcieli go opuszczać.

Edward Pałłasz: Na własną nutę. Iskry, Warszawa 2018.