Artykuły

Okiem kota

AUTOR: Izabela Mikrut FOT.: Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
21.04.2018


Kroniki.kota.podroznika

Chociaż przeważnie porównania do „Oskara i pani Róży” działają na większość świadomych odbiorców tak samo jak określenia w stylu „światowy bestseller”, połączenie tych dwóch haseł na okładce tomu „Kroniki kota podróżnika” ma głęboki sens i powinno – mimo wszystko – zadziałać jak wabik.

Hiro Arikawa proponuje nieco łzawą (przez to, że odrobinę przewidywalną), za to świetnie napisaną książkę, historię opowiadaną z perspektywy bezdomnego kota. I chociaż narracja zwierzęcia to kolejny czynnik odstraszający wyrobionych czytelników od powieści, w tym wypadku warto złamać swoje zasady i sięgnąć do relacji o niezwykłej przyjaźni, oddaniu i odchodzeniu. Bo tylko kot nie wie, co się wydarzy, ludzie mogą się domyślić już przy pierwszych stronach. Oto Satoru Miyawaki oswaja bezdomnego kota. Wydaje się, że rozumie jego mowę, nic więc dziwnego, że kot wybiera sobie tego człowieka na swojego obrońcę w chwili, gdy jest z nim naprawdę źle. Satoru kocha koty od dziecka, ale odkąd musiał w dramatycznych okolicznościach rozstać się z ulubionym czworonogiem, nie przygarnął żadnego. Dopiero na wezwanie Nany odpowiada: zapewnia kotu dom, opiekę i pełne zrozumienie. Zapewnia mu też imię, które bohatera niespecjalnie cieszy, ale w końcu czego można wymagać od ludzi. Przez pięć lat Satoru i Nana żyją w zgodzie, szanują wzajemnie swoje potrzeby i budują silną relację opartą na przyjaźni, a i na przedziwnym międzygatunkowym porozumieniu. Unikają wielkich słów, kot jest przekonany, że w każdej chwili mógłby wrócić na ulicę, Miyawaki nie chce narzucać się ze swoimi potrzebami, bo wie, że zwierzę jest niezależne – więc nie zamierza go stracić przez głupi błąd. Ale nadchodzi moment, w którym człowiek musi znaleźć dla kota nową rodzinę. Wybiera się w podróż, a Nana podróżuje z nim.

Dla czytelników oczywiste będzie, że do takiego kroku skłonić może tylko ostateczność, więc rozwiązanie, które proponuje Hiro Arikawa nie przyniesie zaskoczenia. Jednak rzecz nie w puencie książki, a w samej drodze, historii, którą rozwija autorka narracją kota. Oto Satoru przemierza kraj i odwiedza swoich dawnych przyjaciół. Trafia do tego, z którym opiekował się znalezionym kotem, przybywa do domu swojej dawnej miłości i kolegi, któremu ustąpił w walce o serce dziewczyny, przyjeżdża również do ciotki, która zastępowała mu rodziców. W każdym z miejsc odnosi się do przeszłości, może wyjaśniać tajemnice i niedopowiedzenia, wskazywać rozwiązania zagadek lub rozwiewać wątpliwości. Każdemu znajomemu pozostawia zestaw miłych wspomnień, nie nadmieniając nic o własnym problemie. Szuka miejsca dla kota, więc sprawdza, jak w kolejnych domach czuje się Nana. Ten jednak nie zamierza zostać, dopóki podróż się nie skończy, szuka zatem sposobu, by uniknąć rozstania przed czasem. I tu wyjaśnia się siła powieści. Arikawa pokazuje potęgę przyjaźni i mechanizmy, które mogą po latach doprowadzić do nieporozumień. Portretuje różne charaktery i zabiegi dyplomatyczne oddalające szczerość w relacjach, przestrzega przed ukrywaniem uczuć. Działa subtelnie i przekonująco jednocześnie, każde spotkanie jest inne i każde owocuje zestawem wartościowych przemyśleń dla odbiorców. Narracja kota dostarcza odrobiny śmiechu obok natłoku refleksji – nadaje lekkości książce i dobrze się tu sprawdza. Autorka obyczajowy charakter historii przełamuje jeszcze rozmaitymi narracyjnymi komplikacjami: bawi się gramatyką, nie zaznacza autorów wypowiedzi (lub, częściej, myśli), przeplata komentarze różnych stron. To zapewnia urozmaicenie lekturowe – i uszlachetnia jeszcze opowieść, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wywołuje pewien chaos.

W „Kronikach kota podróżnika” ważne jest przywiązanie, międzygatunkowa miłość, której nic nie pokona, przyjaźń i zrozumienie. Przy takiej mieszance nawet wyniosły kot musi czasami się poddać i postępować zgodnie z tym, czego życzyliby sobie ludzie… Nie tylko kociarze zakochają się w tej powieści.

Hiro Arikawa: Kroniki kota podróżnika. Prószyński i S-ka, Warszawa 2018.