Wywiady

Monika Strzępka i Paweł Demirski

AUTOR: Producenci serialu „Klątwa FOT.: Tomasz Dubiel
19.03.2014


Monika pawel fot.tomasz dubiel

Polish Horror Story

Rozmowa z Moniką Strzępką i Pawłem Demirskim przed premierą „Klątwy”

W Waszym serialu w ciągu jednej nocy giną prawie wszyscy parlamentarzyści, powstaje sytuacja kryzysowa. Co dalej? Z jakimi wizjami niebezpieczeństwa i jakimi nadziejami spotkamy się w spektaklu?

Monika Strzępka: Ideą serialu jako takiego jest to, że nie wiadomo co będzie dalej. Państwo jako widzowie macie odruch pytać co się wydarzy dalej, my jednak zachowując specyfikę serialu nie będziemy o tym mówić. Ja sama jako reżyser łapię się na tym, że nie muszę przy pierwszym odcinku wiedzieć jaki będzie finał danego wątku w odcinku czwartym. Temat spektaklu powstał już dawno temu, chociaż teraz odnoszę takie wrażenie, po ostatnich wypadkach na Majdanie i na Krymie, że niestety życie niebezpiecznie nas dogania. Nie do końca jeszcze wiem, jak to traktować. Nie będziemy oczywiście żywić się tym, co się wydarza. Mamy w spektaklu trzecią wojnę światową. Temat ten wymyśliliśmy już dawno. Jest też scena z paleniem ludzi na stosach, której koncepcja zrodziła się już jakiś czas temu. Zdecydowaliśmy się na pokazanie momentu schyłkowego i nie będziemy w prostacki sposób tego aktualizować. Jednym z bohaterów jest dziennikarz, który w tym tragicznym dniu kiedy giną wszyscy parlamentarzyści traci pracę. Nie ma szans na awans, rozwój kariery. Postać prezydenta nie musi koniecznie odnosić się do realnej postaci, to raczej figura. Chociaż używamy nazwisk parlamentarzystów, nie chcemy nikogo atakować personalnie. W każdym razie to nie jest nasz główny cel.

Istotną rolę w spektaklu odgrywa świat nadprzyrodzony, czym jest tytułowa klątwa?

Paweł Demirski: Ważnym elementem świata przedstawionego są siły nadprzyrodzone, znaki na niebie, karty tarota, przepowiednie. Wiedźma, która stawia karty może nam dać takie same odpowiedzi, jakie dają nam racjonalne analizy, prognozy giełdowe czy opinie historyków. Skoro usprawiedliwiamy wiele z naszych działań przekonaniami religijnymi, dlaczego nie ufać wróżkom czy wyrokom kart tarota.

W jaki sposób wykorzystujecie strukturę serialu? Czy zostaną zachowane jakieś elementy gatunku telewizyjnego?

MS: Jest kilka pomysłów. Np. to, że na początku każdego odcinka będzie streszczenie tego, co było w poprzednim. Takie „Previously on…” Przeniesienie gatunku telewizyjnego na teatralną scenę jest dużym wyzwaniem, nie tylko pod względem znalezienia odpowiednich środków wyrazu, ale także pod względem przemyślenia całej koncepcji, wymyślenia konsekwentnie całego sezonu. Jest to dla nas niezwykle ekscytujące, bo będziemy to robić po raz pierwszy. Tego rodzaju eksperyment w teatrze to wydarzenie bezprecedensowe. Jako artyści chcemy przede wszystkim reagować na zmienność percepcji współczesnego odbiorcy.

Czy widzowie będą mieć wpływ na przebieg serialu?

MS: Nie, spektakl pozostaje strukturą zamkniętą.

Czy dlatego zdecydowaliście się właśnie na serial?

MS: W pewnym momencie poczuliśmy głębokie upośledzenie społeczne, dlatego, że nie znaliśmy żadnych seriali, a praktycznie każda towarzyska rozmowa prędzej czy później schodziła na ten temat. Wtedy Paweł zamknął się na miesiąc w domu i cały czas oglądał. Ja czasem razem z nim. Klątwie najbliżej chyba do American Horror Story. Oglądaliśmy też Homeland, Synów anarchii, The Top of the lake, House of cards, The Killing. Część zarzuciliśmy, a w część się wkręciliśmy. W kinie nie lubimy oglądać krótkich fabuł. Ta forma jest już zużyta. Lubimy się na dobre zagnieździć w fabule. Serial daje możliwość konsekwentnego i precyzyjnego pociągnięcia paru wątków. W czerwcu, na Nocy Teatrów chcemy zagrać całość. Sama chciałabym wziąć udział w czymś takim. 6, 7 godzin teatru, z kocem i poduszką. Nawet jeśli ktoś się na chwilę wyłączy, nic nie szkodzi. Jeśli ludzie mają przyjemność zanurzenia się po kilkanaście godzin w serialach – to znaczy, że mają potrzebę takiego uczestnictwa. Współczesny świat nie daje im pozoru uczestnictwa w życiu społecznym, politycznym. Być może mają poczucie braku wpływu na otaczającą ich rzeczywistość. Serial spełnia tutaj funkcję kompensacyjną. Ponoć w radiu słuchamy tylko przez dwie, trzy minuty, a potem już tylko słyszymy. Paweł ma szczególny szacunek do Aniołów w Ameryce i dlatego taka dłuższa forma już za nim jakiś czas chodziła.

Wasze przedstawienie zaczyna się od kataklizmu – oto w czasie jednej nocy znika prawie cały parlament. Skąd takie mocne uderzenie?

DM: To opowieść o czasach ostatecznych. W drugim odcinku sporo będzie o tym, że nagle w Europie wybucha wojna. Taka, której początkowo nikt nie widzi i w którą, z różnych względów, nikt nie chce uwierzyć. Dziś, mając na uwadze wydarzenie na Ukrainie, powoli dochodzi do nas świadomość, że być może nasze spokojne życie i zapewniające nam pozorny pokój międzynarodowe pakty to tylko iluzja. Powtarzając za Mrożkiem, od dawna mieliśmy poczucie, że dotychczasowe leniwe trwanie Europy dobiega końca .

W spektaklu realizujecie także wizję ponownego przyjścia na ziemię Chrystusa?

MS: - I ci, którzy czekają na Jezusa - i ci, którzy kompletnie w niego nie wierzą, bardzo się rozczarują jego przyjściem .

Czy nie boicie się, że rozbudowana forma może okazać się zbyt wymagająca dla publiczności?

MS: Wszyscy chcieliby przedstawień trwających maksymalnie dwie godziny. Że niby dłużej się nie wysiedzi, bo dupa boli. A z drugiej strony popularność seriali pokazuje, że potrzeba zanurzenia się w konsekwentnie, długo budowanym świecie jest bardzo silna. Pewnych treści po prostu nie da się inaczej i bardziej syntetycznie opowiedzieć.

P.D: 90 minut standardowego filmu narzuca bardzo mocno zarysowaną strukturę. Wiesz, że po 30 minutach musi być zwrot akcji, a po godzinie wszystko zaczyna zmierzać ku końcowi. Tymczasem współczesne seriale to tak naprawdę kilkunastogodzinne filmy, oglądane naraz. To pozwala na szerszą opowieść. Poza tym denerwuje mnie takie gadanie: przedstawienie niby dobre, ale za długie. No to teraz zrobimy naprawdę za długie przedstawienie. Zwłaszcza, gdy będziemy grać wszystkie cztery odcinki jednocześnie. Współczesny serial jest odpowiednikiem XIX wiecznej powieści, której kolejne rozdziały publikowane były w prasie, a czytelnicy z utęsknieniem czekali na kolejny numer. Rozbudowana, wielowątkowa struktura pozwala wygodniej zagnieździć się w fabule, poznać bohaterów, uzależnić się od nich. To także daje większe możliwości aktorom.

Dziękujemy za rozmowę i życzymy żeby Klątwa … no właśnie „odniosła sukces” w tym kontekście zabrzmiałoby dwuznacznie, spełniła swoje zadanie i znalazła grono wiernych fanów.

Materiał prasowy producentów serialu „Klątwa, odcinki z czasu beznadziei”