Artykuły

7. Międzynarodowy Festiwal Szkół Lalkarskich - dzień czwarty

AUTOR: Agata Tomasiewicz, Karolina Rospondek, Szymon Spichaliski, Karol Suszczyński FOT.: MFSL
24.06.2014


Logo 2014

ŚPIĄCE KRÓLESTWO – AKADEMIA SZTUK SCENICZNYCH Praga CZECHY

Sen króla-superbohatera

Widzowie siadają na poduszkach. Czescy artyści starają się stworzyć jak najbardziej kameralną atmosferę – w pewien sposób wręcz rodzinną. W sali prób Białostockiego Teatru Lalek zostanie zebranym opowiedziana bajka o śpiącej królewnie. Klasyczna historyjka będzie jednak uzupełniona pomysłami studentów praskiej szkoły.

Śpiące królestwo ukazuje słynną bajkę w mocno postmodernistycznym duchu. Całą opowieść przedstawia dwoje służących. Wykonawcy bawią się różnymi konwencjami i środkami. Pojawia się teatr cieni – król przychodzi jako kawałek materiału, którego czarny kształt odbija się na płótnie zawieszonym na suficie. Znakiem rozpoznawczym władcy jest berło i… piosenka, w której przedstawia się jako superbohater. Obok niego zjawia się również zła czarownica, otoczona grubym puchem piór. Ale i sami aktorzy pojawiają się niejako prywatnie – niekoniecznie w roli narratorów. Mówią do widzów różnymi językami, jakby chcieli włączyć w ten tajemniczy świat każdego odbiorcę. Często puszczają przy tym oko do publiczności, wskazując naiwność i pruderyjność niektórych bajek: gdy król stara się o potomka, aktorzy zwracają się do widzów: ,,Jak się robi dzieci?”.

Takie wstawki nie służą wykpieniu baśni jako takich, ale raczej pozwalają na zwrócenie uwagi na ich niedopowiedzenia. Angażowanie publiki najlepiej wychodzi w scenie, w której służący zapala świeczki na torcie dla Różyczki. Każdy zapytany widz ma powiedzieć, czego życzy małej księżniczce. Jedno życzenie – jedna świeczka. Na samym końcu spektaklu gaśnie światło – w końcu królestwo z powszechnego letargu może wybudzić tylko pocałunek. Do roboty, drodzy państwo! – zdają się mówić artyści, mający z całości zabawę nie mniejszą niż sama publiczność.

Autor: Szymon Spichalski (AT WoT / TdW)

OPOWIEŚCI Z ULICY BROKATOWEJ – PWST KRAKÓW, FILIA WE WROCŁAWIU Wrocław POLSKA

Groteska dla (nie)najmłodszych

Spektakl studentów IV roku Wydziału Lalkarskiego został przygotowany na podstawie zbioru „Opowieści z ulicy Broc” Pierre’a Gripariego. Autor napisał swoje historyjki mocnym językiem, nie unikającym drastycznych opisów – jest to zarazem styl prosty, a przy tym pełny aluzji (m.in. do Nietzschego) jasnych tylko dla dorosłych. Gripari kontynuuje tradycję braci Grimm – czyli baśni mających nieraz groteskowe oblicze.

Młodzi lalkarze wyjęli z książki Francuza kilka historii. Pierwszą z nich jest opowieść o dwóch braciach. Nad sceną wisi płótno, na którym wyświetla się zbliżenie makiety małego domku. Użyte lalki są zwykłymi zabawkami – biedny brat to Quasimodo, jego żoną jest lalką Barbie. Bajka kończy się morałem, wskazującym na różnice w postrzeganiu świata przez dzieci i dorosłych. Sami aktorzy co i rusz przerywają akcję, wstawiając własne komentarze. Następny epizod dotyczy historii dwóch butów – Mikołaja i Tiny, które bardzo się kochają. Los każe im przechodzić z jednych stóp na inne. Gdy jednak ktoś próbuje je rozdzielić, umyślnie osobnika przewracają. Czasem jednak robią to tylko po to, by się pocałować. But staje się pewnym emblematem, bowiem aktorzy w tej opowieści rozmawiają ze sobą właśnie przez ruchy stóp. W trzeciej historii głównym rekwizytem staje się miotła. Pan Piotr stara się pozbyć starej czarownicy ze swojego domu, który kupił za zaledwie pięć złotych. Może właściwsze byłoby tutaj określenie ,,wymieść”, bo cały epizod zasadza się właśnie na takim skojarzeniu.

Czwarta z kolei opowieść traktuje o czarownicy, która chciałaby odmłodnieć. Może to osiągnąć jedynie przez pożarcie młodej dziewczynki, podanej w sosie pomidorowym. Tutaj każdy z aktorów nosi papierową maskę niczym Scarecrow z serii o Batmanie. Czy nie chodzi o podkreślenie pewnej sztuczności? Sugerują to także dekoracje – porozrzucane kartony i skrzynki. Swoistym hołdem dla inwencji najmłodszych jest opowieść o małym chłopcu, który stwarza własny wszechświat. Bohaterami stają się gwiazdy, słońce i księżyc – są nimi animowane światełka, przepuszczane przez płótna, bądź rzucane wprost na sufit. Nosem-światełkiem jest też negatywny bohater tej opowieści – mała świnka. Rekwizytem staje się natomiast ściana w ostatniej historii. Narysowany jest na niej dom, do którego przybywa wróżka. Dwie siostry zostają obdarzone przez nią darami, na które nie zasługują. Magiczna staje się także kreda, budująca wokół bohaterów ściany i istniejące tylko na papierze przedmioty (np. pierścionek zaręczynowy). Wokół każdej z tych historii rozbrzmiewa jednocześnie trudne moralne przesłanie, niezależnie od zastosowanych technik i środków.

Autor: Szymon Spichalski (AT WoT / TdW)

OSTATNIE WAKACJE I OCALENIE BALTAZARA ESPINOZY - MESEBOLT BÁBISZÍNHÁZ & KŐSZEGI VÁRSZÍNHÁZ Szombathely - Köszeg WĘGRY

Biblia pauperum

Konstrukcja fabularna utworu Borgesa jest prosta – czytający prostym ludziom Biblię Baltazar zostaje wzięty przez nich za Chrystusa i ukrzyżowany. Według niewykształconych członków rodziny Gutrie Zbawiciel zmaterializował się w osobie przybysza z daleka. Owo uobecnienie zostało wykorzystane przez węgierskich twórców do stworzenia widowiska o charakterze misteryjnym. Gdyby przyjrzeć się misteriom w kategoriach chrystologicznych, są one niczym innym jak cyklicznym aktualizowaniem się śmierci Jezusa, a zatem – rodzajem odnowy świata. Wydaje mi się, że warto zapoznać zagranicznych gości z lokalnym akcentem i napomknąć o żyjącym na Podlasiu Eliaszu Klimowiczu, który, założywszy sektę, był traktowany przez wiernych jak nowe wcielenie Chrystusa, a wedle niektórych przekazów, wyznawcy chcieli dokonać ukrzyżowania proroka. Historia Espinozy zyskuje nowy, regionalny kontekst; spektakl Węgrów stanowi w końcu interkulturowy patchwork. Obok węzłowego dla utworu Borgesa problemu relacji Baltazara z rodziną Gutrie, w widowisku pojawiły się symultaniczne względem planu realnego historie – przekazy biblijne zilustrowane za pośrednictwem kukiełek. W ten sposób dochodzi do stworzenia trójwymiarowej biblii pauperum; jednocześnie forma pokazu ewidentnie nawiązuje do średniowiecznych misteriów. Zamiast mansjonów użyte zostały stelaże zakryte wielobarwnymi tkaninami.

Wspomniałam o interkulturowości. Zreasumujmy: pierwszym fragmentem patchworku jest nawiązanie do tradycji misteryjnej w przestrzeni publicznej. Ilustracjom Biblii towarzyszy akompaniament wędrownej orkiestry (z wykorzystaniem m.in. akordeonu), grającej muzykę charakterystyczną dla folkloru centralnej Europy. Istotna jest również scena karnawału, w której pojawiają się lalki wyobrażające Heroda, Kajfasza i inne postacie znane z Pisma Świętego. Warto zwrócić uwagę na taniec Salome – tę wyobraża uśmiechnięta trupia czaszka, z sylwetką okrytą białą mantylą. Przypomina tym samym la catrinę – antropomorfizację Śmierci znaną z meksykańskiego Dnia Zmarłych, w którym istnieje wszakże groteskowe zbratanie powagi i ludyzmu.

Twórcy pozostają do końca wierni estetyce biblii pauperum. Widowisko opiera się na świadomym trywializowaniu przenośni biblijnych – przykładowo, Potop reprezentuje gumowa sikawka, a znaną z Ewangelii św. Marka przypowieść o siewcy ilustruje kobieta obdarzająca ziarnami siedzących na murawie widzów. W momencie zapowiadania Potopu, niebo z nagła zasnuwa się chmurami. Ostatnio pogoda w Białymstoku nie dopisywała, pojawiła się więc myśl, że niezadługo lunie deszcz. Byłby to iście ikoniczny finał, ot, taki respons ze strony niebios.

Autor: Agata Tomasiewicz (AT WoT / TdW)

POST MORTEM – KRÓLEWSKA CENTRALNA SZKOŁA MOWY I DRAMATU Londyn WIELKA BRYTANIA

Gdy rozum śpi…

Cykl Los Caprichos Francisco Goyi, twórczość Zdzisława Beksińskiego, a nawet nasycone czarnym humorem ilustracje Edwarda Goreya – takie obrazy mogą nasunąć się oglądającemu niedługie, lecz intensywne Post Mortem. W programie podano, że spektakl traktuje przede wszystkim o depresji. Wydaje mi się, że wcześniejsze sugerowanie się notą, nakładanie jednej interpretacji może zawęzić możliwe odczytania i zubożyć skojarzenia rodzące się przy zetknięciu z cyklem mrocznych obrazów reżyserii Laury Elands. Widowisko zapełnia umysł spontanicznymi asocjacjami i można śmiało powiedzieć, że traktuje o człowieku skonfrontowanym z jakąkolwiek sytuacją graniczną. Mamy tu więc obrazy ikoniczne dla estetyki horroru – jak na przykład kruk penetrujący ukryte na pustkowiu zwłoki czy stwór o skrzydłach wykonanych z czarnego parasola. Jednocześnie pojawiają się obrazy mniej oczywiste – jak choćby projekcje wyświetlające się na ścianie namiotu. Tu chciałabym zreferować pewną obserwację – nie chcę wypowiadać się w imieniu widzów, bo być może jest ona bardzo indywidualna.

Na powierzchni namiotu widać nieregularne plamy, przypominające raz to płaty mięsa, raz żyłkowany, wielobarwny marmur. Owa wizja wywołuje antynomiczne skojarzenia – nieożywiona, chłodna, kojarzona z klasycyzmem materia versus organiczność i „prozaiczność” tuszy. Nieforemne plamy układają się jednak w konkretny kształt – ludzkiego embriona, któremu towarzyszy odgłos nieregularnego bicia serca. Warto również zapamiętać, w jaki sposób Elands ukazuje ręce. Początkowo pojawia się dłoń o wydłużonych palcach, zaciskająca palce na podświetlonym, przypominającym łożysko materiale. Ręka o nierealistycznych palcach pojawia się również pod koniec Post Mortem, leżąca obok czaszki, przypominająca bardziej wygięty, suchy korzeń niż ludzkie kości. Martwa kończyna posiada jednak władzę nad człowiekiem; to ona przyciska swego znalazcę do ziemi. Zarówno finałową scenę, jak i cały spektakl, można interpretować w dwójnasób – jako konkretyzację podskórnych lęków człowieka oraz jako memento poświęcone śmierci w wymiarze biologicznym.

Autor: Agata Tomasiewicz (AT WoT / TdW)

VITEZ LASZLO – JANOS PALYI Budapeszt WĘGRY

Arlekin z patelnią

Postać Viteza László jest ściśle związana z tradycyjną kulturą węgierską. Jej rodowód można wywodzić z rosyjskiego teatru Pietruszki i włoskiej commedii dell’arte. Nieprzypadkowe są też skojarzenia z czeskim Kasparkiem i francuskim Guignolem. Objazdowa scena, charakterystyczna buda, farsowy humor – te trzy cechy dobrze opisują jarmarczny charakter opowieści o sprytnym błaźnie.

János Pályi sięga do tych źródeł, inscenizując klasyczne scenki ze świata László. W Białymstoku zostaje przedstawiona sekwencja z młynarzem. László przejmuje od niego worek ze zbożem, który ma zanieść do młyna. W budynku znajdują się bowiem diabły, duchy i sama Śmierć. Bronią błazna jest jego patelnia. Dzięki niej bohaterowi udaje się pozbyć nieproszonych gości. Rozpoczynają się podchody – kto kogo oszuka, przełoży worek, zamknie lub otworzy drzwi. Humor opowieści o László może się dzisiaj wydawać grubo ciosany. Cały komizm zawarty jest bowiem w prostych rozwiązaniach. Tylko co w tym dziwnego? Chaplin śmieszy dzisiaj bardziej niż cała gama współczesnych amerykańskich komedii. László reaguje na wydarzenia dziejące się niedaleko budki, m.in. narzeka na hałas wywołany przez samochód czyszczący ulicę. Nawiązuje kontakt z dziećmi, chociaż to bynajmniej nie one śmieją się najgłośniej. Postać ubranego na czerwono wesołka przypomina o źródłach teatru, który nie był jeszcze zamkniętą w czterech ścianach stateczną instytucją.

Pod względem warsztatowym przedstawienie jest zrealizowane w sposób – piszę to bez kadzenia – mistrzowski. Pályi znakomicie prowadzi wszystkie pacynki, co wiąże się z równoczesną animacją dwóch laleczek czy chociażby prostym operowaniem kończynami. Synchronizacja poszczególnych działań przekłada się na dynamikę widowiska. Pályi przypomina, że teatr sprzed wieków potrafił efektowniej wyjść do widza niż jakiekolwiek współczesne happeningi i performanse.

Autor: Szymon Spichalski (AT WoT / TdW)

SCENY - UNIWERSYTET SZTUKI TEATRALNEJ I FILMOWEJ Budapeszt WĘGRY

Taniec, bryła i muzyka country

Łączenie różnorodnych form wyrazu wydaje się być najmocniejszą stroną kompilacji etiud studentów z Uniwersytetu Teatru i Sztuki Filmowej w Budapeszcie. Swój występ zaczęli od efektownej etiudy A-cup-ella podczas której cała grupa siedzi za stołem, śpiewając w kanonie melodyjne piosenki country. Jednocześnie animują plastikową zastawę stołową; z początku przerzucając się między sobą kubkami. Pojawiają się także zadania aktorskie, śpiewający subtelnie szkicują swoje relacje. Tematyka tych zadań to rozwinięcie prostych zagadnień uczuć i relacji międzyludzkich. W kolejnych etiudach wciąż pojawiają się naczynia, animowane przez kilka osób zwierzęta i fantastyczne stwory.

Ożywianie przedmiotu znalazło swoją oryginalną kontynuację w etiudzie Dyktatura, gdzie sytuacja wspólnego obiadu staje się metaforą systemu totalitarnego. Publiczność jest świadkiem buntu talerzy. Aktorzy prezentują także swoje umiejętności pracy z lalką oraz dłońmi – tutaj dość schematycznie i mniej oryginalnie. Godna wymienienia jest z pewnością etiuda Tom i Jerry w której geometryczne bryły z gąbki – kula i prostopadłościan zyskują cechy ruchu i „zachowania” zapożyczone z klasycznej kreskówki Looney Tunes. Gra jest precyzyjna i wystudiowana, celnie spuentowana lekko podrasowaną ścieżką dźwiękową animacji. Pokaz kończy się efektownym tańcem z papierowymi wachlarzami, nawiązującymi do wachlarzy bojowych kultur dalekiego wschodu. Tutaj wachlarze występują trochę w roli zwyczajnych rekwizytów, a trochę ożywianych przedmiotów.

Autor: Karolina Rospondek (AT WoT)

ŻYWOTY ŚWIETYCH OSIEDLONYCH – TEATR AD SPECTATORES / AGATA KUCIŃSKA Wrocław POLSKA

Ciemność i beton

„Po to dałem wam wyobraźnię, abyście się zbawiali od pustki każdego dnia” - tak brzmią najważniejsze słowa Żywotów świętych osiedlowych. Pisarka Lidia Amejko w swojej powieści stworzyła korowód niezwykłych postaci, które domagają się stworzenia o nich świadectwa. Spotyka je niezwykłe szczęście – zostają przygarnięci i ocaleni przez Agatę Kucińską w przedstawieniu z wrocławskiego Ad Spectatores. Aktorka jest nie tylko animatorką lalek i reżyserką spektaklu, ale także autorką scenografii i adaptacji. Wykazuje się niezwykłym wyczuciem formy. Świat wydobywa się z betonu w atramentowej ciemności, tak gęstej, że budzi dyskomfort na widowni. Z lewej strony na mikrofonie świeci czerwony punkcik, jedyna rzecz na której można zawiesić oko. Rozbłyskają światła, ukazując pojedynczo trzy strefy gry: kartonowy blok, na którego dachu aktorka animuje miniatury postaci za pomocą dłoni, wspomniany mikrofon z przytwierdzonym na sztywno ubraniem, gdzie wygłasza odautorski komentarz i centrum, w którym solowo prezentują się postaci.

Kucińska bohaterom użycza swojego ciała – z męczennikiem Egonem ma wspólne nogi i tułów, z prostytutką Apolonią tworzy osobliwą chimerę w masce, o korpusie kobiety i nogach lalki. Apolonia wykonuje elektryzujący strip-tease, podczas którego obnaża nawet elementy swojej konstrukcji. Niewinna Andżela, która zamykała swój gniew w słoikach jest za to zbudowana ze stelażu spod sukienki (komunijnej?). Autorka animuje lalki w skupieniu i z czułością, jakby była objawiającym się w tekście Bogiem – łaskawym i pobłażliwym dla swojego koślawego, przetrąconego, a jednak niezwykłego stworzenia.

Pojawia się kilka pomysłowych rekwizytów. Telewizor staje się konfesjonałem, a słoiki Andżeli świecą silnym, radioaktywnym blaskiem lampek ledowych. Wewnątrz papierowego bloku wędruje światło windy i zapala się ono w poszczególnych mieszkaniach męczenników. Wszystkie elementy przedstawienia potraktowane zostały z jednakową pieczołowitością: słowo, postaci, przestrzeń i przedmioty. Tworzą jednolity, poetycki świat, betonowy mikrokosmos poruszający widza od pierwszego zapalenia świateł do wygaśnięcia opowieści o świętych z powrotem w ciemności przed-stworzenia.

Autor: Karolina Rospondek (AT WoT)

STUTTCASE – PAŃSTWOWA WYŻSZA SZKOŁA MUZYKI I SZTUK SCENICZNYCH Stuttgart NIEMCY

Walizka z pomysłami

Propozycje szkoły teatralnej ze Stuttgartu zaprezentowane w kompilacji Stuttcase charakteryzują się oszczędnością formy i wysmakowaną wrażliwością. Pokaz otworzyła etiuda na trzy aktorki z udziałem figur-głów, animowanych dłońmi, o tematyce zaufania i przyjaźni. Stopniowo rośnie w niej ładunek emocjonalny, lecz wydaje się odrobinę przegadana. Oglądamy także dwie etiudy będące solowymi, autorskimi projektami studentów trzeciego roku – to najciekawsze pokazy z tej szkoły. Student ożywia przedmioty, prezentując nam subtelną etiudę z udziałem miniaturowych lampek biurowych. Z początku przypomina to słynną zajawkę studia animacji Pixar. Student animuje jednak lampki nadając im ludzkie cechy – przekazują one sobie światło „całując” się nawzajem.

Kolejna etiuda prezentuje być może najciekawszy pomysł całego festiwalu. Dziewczyna, przyczepiając do swojego ubrania gumowe worki z wodą, prezentuje nam osobistą historię o... tłuszczu. Jest to opowiedziany uniwersalnym językiem performans mówiący o walce o akceptację własnego ciała, oparty na dość prostym pomyśle – w przerywanych wyciemnieniami i krótkimi monologami odsłonach, wysoka zgrabna dziewczyna animuje worki z „tłuszczem” sprawiając że stają się fragmentami jej ciała. W ostatniej odsłonie oznajmia nam, że „uczyniła swoje ciało dziełem sztuki”, po czym na swoje zdeformowane „tłuszczem” (3 razy teraz większe) ciało zakłada lekką sukienkę i zaczyna tańczyć. Dzięki samoakceptacji zyskuje lekkość motyla. Ten występ, przy całej efektowności i mocnym, poruszającym przekazie mógłby śmiało być przedstawiony jako performans w dowolnej przestrzeni miejskiej.

Pokazana po czymś tak mocnym zamykająca kompilację baśniowa etiuda z kukłami (wariacja na temat bajki o rybaku i złotej rybce, która w tym przypadku jest halibutem), pomimo elementów humorystycznych (konwencja teatru w teatrze i łamanie narracji „osobistym” komentarzem lalek) wydaje się być przydługa i nudnawa.

Autor: Karolina Rospondek (AT WoT)

SMUTNA, WESOŁA BAJKA - KIJOWSKI NARODOWY UNIWERSYTET TEATRU, FILMU I TELEWIZJI Kijów UKRAINA

Wesoła, wesoła bajka

Pietruszka – bohater ludowy, postać rodem z teatru jarmarcznego i ulicznego. Prostaczek, który brnie w problemy, ale dzięki sprytowi, a nierzadko i pomyślnemu trafowi zawsze wychodzi na prostą. Rozbrajający, jowialny, uwikłany w motaninę niesamowitych historii. Bohater jednoznacznie pozytywny. Wobec tego, który wariant wygra: smutny czy wesoły? Ukraińscy studenci ewokują tradycję teatru Pietruszki bez niepotrzebnych interpretacyjnych szaleństw – można więc się spodziewać, że będzie to opowieść zaiste radosna.

Scenografia charakteryzuje się wyjątkową prostotą. W centrum sceny stoi parawan zakryty czerwonym materiałem. Nad nim unoszą się zielone makiety drzew, których korony obszyto kwiecistymi tkaninami (wzór ludowy pojawi się też w kostiumach aktorek, wychodzących co jakiś czas zza parawanu). Pojawia się Pietruszka – chce zdobyć względy królewny, musi przy tym pokonać szereg przeciwności. Zespół aktorski ma ikrę, lecz oprócz dziarskiego komizmu i bezpretensjonalnych gagów istotny jest żywioł improwizacyjny grupy, wyrażający się w dialogowaniu z publiką.

Znamienna jest scena knowań wiedźmy. W czasie jej tyrad zza parawanu wyłaniają się aktorzy, przyciskający palce do ust w wymownym geście. Wiedźma zachęca widownię do pożyczenia jej „smacznego” (a czarownice, jak wiemy, lubią wrzucić na ruszt człowieka). Publiczność milczy jak zaklęta. Baba Jaga stwierdza zatem: „oni chyba nie rozumieją!”, mając na myśli nieznajomość języka ukraińskiego. Widzowie z nagła wybuchają śmiechem. Tutaj ujawnia się fenomen wielokrotnie obserwowany w trakcie festiwalu – komunikacja ponad barierami językowymi jest możliwa. Spektakl z pewnością był bardziej czytelny dla osób posługujących się językami z grupy słowiańskiej, niemniej klarowność i prostota fabuły, wykorzystanie dowcipu sytuacyjnego i wciąganie widzów do gry nie pozostawi nikogo z poczuciem wyobcowania.

Autor: Agata Tomasiewicz (AT WoT / TdW)

ETIUDY - KIJOWSKI NARODOWY UNIWERSYTET TEATRU, FILMU I TELEWIZJI Kijów UKRAINA

Zabawna składanka

Porywające publiczność Etiudy w wykonaniu studentów Uniwersytetu z Kijowa ukazują wszechstronność prowadzonych na uczelni zajęć, a równocześnie pomysłowość młodych adeptów lalkarstwa. Ta przezabawna składanka etiud i fragmentów dłuższych prac wykorzystywała szereg technik: od gry aktora z przedmiotem, przez różne formy lalkowe aż po pantomimę. Całość zaś dopięta była zabawną i ilustracyjną muzyką.

W pokazie studenci zachwycali nie tylko swą energią i żywiołowością, precyzją animacji i niebywałym zharmonizowaniem, ale przede wszystkim pełnią dystansu i komizmu. Świat animowanych przedmiotów i lalek wypełniają perypetie codziennego życia każdego z nas, ukazane z przymrużeniem oka. Młodzi aktorzy do zbudowania zabawnych scen wykorzystują różnice swojego wzrostu, drzemiący w każdym potencjał i różnicę płci. Zwłaszcza sfera seksualności przenosi się na etiudy z przedmiotami, ale tylko po to, by przedstawić to, co dla nas naturalne i uniwersalne w sposób prześmiewczy i wręcz groteskowy.

Etiudy pantomimiczne i z wykorzystaniem lalek to małe perełki umiejętności technicznych pracy animatora nie tylko z przedmiotem, ale i z własnym ciałem. Zabawne relacje jakie tworzą się między postaciami – niezależnie czy bohaterami etiud są dwie lalki, lalka i człowiek czy dwoje żywych ludzi – nagradzane były co chwila gromkimi brawami i salwami śmiechu. Taki lekki i pobudzający pokaz idealnie nadaje się na koniec dnia – wywołany śmiech i entuzjazm przeniosły się bowiem do Festiwalowego Klubu.

Autor: Karol Suszczyński (AT WSL / TdW)