Wywiady

Jorma Elo

AUTOR: Anita Nowak FOT.: JE
04.02.2014


Elo

Przed premierą „Fascynacji” w Operze Nova w Bydgoszczy.

„Lubię proces tworzenia” - z fińskim choreografem Jorma Elo rozmawia Anita Nowak

- Dlaczego tak wybitny, światowej sławy choreograf przyjechał i przyjął propozycję pracy w Bydgoszczy?

- Mam w Bydgoszczy bardzo dobrego kolegę, z którym kiedyś tańczyłem i do dziś pozostaję z nim w stałym kontakcie, Jacka Soleckiego. On właśnie namówił mnie na przyjazd do Bydgoszczy.

- Dlaczego wybrał Pan do pracy tutaj akurat „Brake the Eyes” i „1st Flash”?

- „Brake the Eyes” wybrała kierownik bydgoskiego baletu Ilona Jaświn- Madejska, natomiast „1st Flash” po przyjrzeniu się tutejszemu zespołowi wybrałem sam, uznając, że będzie do niego bardzo dobrze pasować.

- Czy inscenizacje te są z sobą jakoś stylistycznie połączone?

- Są to dwie zupełnie niezależne od siebie części, oparte na zupełnie innej muzyce; odmienny jest też sposób podejścia do nich. Jedna jest bardziej irracjonalna, druga bardziej płynna.

- Jak wystawiona po raz pierwszy w 2003 roku w Lucent Danse Theater w Hadze inscenizacja „1st Flash” ewoluowała na różnych scenach świata i na ile jej bydgoski kształt odbiegać będzie od pierwowzoru?

- Na początku „1st Flash” był bardzo powiązany z osobami matek tancerzy. Podczas premiery były one filmowane i jednocześnie ich wizerunki pojawiały się na ekranie. W obecnej wersji są już tylko tancerze i muzyka. Reszta pozostała bez zmian.

- Jak przebiega praca nad tym przedstawieniem?

- Mamy bardzo mało czasu. Praca jest więc bardzo intensywna. Podoba mi się to, że bydgoski zespół próbując, nie spogląda na zegar, ale każdego dnia spędza na scenie tyle godzin, ile się da fizycznie i psychicznie wytrzymać. I dzięki temu osiągamy znakomite wyniki. Tancerze rozwijają się z dnia na dzień.

- Kiedy po raz pierwszy pomyślał Pan, że chciałby związać swoje życie z baletem?

- Kocham ruch. Będąc dzieckiem marzyłem o tym, by zostać hokeistą. Kiedy jednak w wieku 13 lat trafiłem na swoje pierwsze zajęcia w Finnish National Ballet i usłyszałem muzykę, odkryłem jak wspaniale można łączyć dynamikę z dźwiękiem. Zorientowałem się, że zespolenie ruchu z muzyką może dać fantastyczne efekty. Zafascynowało mnie to. A kiedy po raz pierwszy poszedłem w Finlandii do opery na spektakl baletowy i zobaczyłem jak światła, dekoracje, makijaż i kostiumy współgrają z muzyką i ruchem, wiedziałem już na pewno, co chcę w życiu robić.

- Przez wiele lat był Pan tancerzem. Co zadecydowało o tym, że w 2000 roku zajął się Pan również choreografią?

- W swojej pracy spotykałem wielu ciekawych ludzi, którzy zajmowali się choreografią, scenografią a nawet projekcjami video. A jeżeli wokół ciebie są kreatywne postaci, to ich poczynania nie pozostają bez wpływu na twoją wyobraźnię i skłaniają do poszerzania zakresu artystycznego działania.

- Co w określonej muzyce inspiruje Pana do tego, by na jej tle zrealizować przedstawienie? Przyglądając się Pana dziełom, można się zorientować, że na pewno nie odgrywa tu roli epoka, w której została skomponowana, ale raczej jakość…

- Podczas przesłuchiwania muzyki skupiam się na pierwotnych odczuciach. Ważne jest, żeby wsłuchiwać się w utwór wiele, wiele razy i słuchając wydobywać z siebie określone emocje. Istotne jest też dokładne przyjrzenie się strukturze utworu. Bo nawet, jeśli jakiś utwór na początku mi się nie podoba, ciekawa struktura może przemówić na jego korzyść. Oczywiście ona nie decyduje, ale jest tylko jednym z ważniejszych atutów. W jakichś dwudziestu procentach ma znaczenie. Słucham bardzo dużo różnej muzyki, bo nawet tak odległa w czasie muzyka, jak Vivaldiego może zainspirować współczesnego choreografa. Uważam, że synteza baletu klasycznego ze współczesnymi technikami tanecznym daje bardzo ciekawe efekty.

- Wspomniał Pan o wielkiej wadze oprawy plastycznej spektakli baletowych. Od zawsze sam ją Pan tworzy dla swoich przedstawień?

- Tak. Bardzo lubię proces jej tworzenia. Opracowywanie scenografii przypomina rzeźbienie w skale, której trzeba nadać pożądany przez artystę kształt. Często dopracowuję to potem jeszcze wspólnie z tancerzami na scenie. Bardzo cenię ich pomysły i uwagi. Stąd efekty ostateczne są często wynikiem wspólnej pracy twórczej. Rodzą się na scenie.

- Jak przebiega u Pana proces twórczy nad określoną inscenizacją?

- Rano zastanawiam się nad tym, co na danej próbie będę robił. Szukam w głowie koncepcji poszczególnych układów. Potem rejestruję przebieg próby, a wieczorem przeglądam to na video i sprawdzam, na ile te pomysły są trafione. Opracowuję też projekcje video do danego projektu. Kiedyś pracowałem więcej, bo bałem się ciszy, stagnacji. Teraz robię mniej, bo uważam, że w ciszy kumuluje się energia, która potem owocuje większą ilością nowych, ciekawych pomysłów.

- Czy ma Pan jakichś szczególnie ulubionych mistrzów choregrafii, których wyjątkowo Pan ceni?

- Pracowałem np. z Jiri Kilianem, Ohadem Naharinem, Williamem Forsythem… Ich nazwiska mówią same za siebie. Oni też są dobrymi tancerzami. Uczęszczałem do szkoły baletowej klasycznej, studiowałem w Kirov Ballet School w Petersburgu, wówczas Leningradzie, gdzie też spotkałem bardzo wielu świetnych choreografów, którzy mnie zainspirowali swoją sztuką. Bardzo cenię sobie też współpracę ze szwedzkim choreografem Matsem Ekiem, światowej sławy specjalistą od tworzenia nowych koncepcji choreograficznych opartych na starych utworach, jak np. „Giselle”.

- Co w tancerzach ceni Pan najbardziej?

- U tancerza najważniejsza jest umiejętność słuchania. Przede wszystkim muzyki, ale również i choreografa. Chodzi o to, żeby czuli jak mają reagować na to, co słyszą. Ważne są oczywiście umiejętności tancerzy. Ale ja zawsze mam szczęście pracować z tancerzami, którzy doskonale znają technikę.

- W ciągu dwunastu tak zrealizował Pan 50 przedstawień baletowych. Z jakimi zespołami na świecie pracowało się Panu najlepiej?

- Bardzo dużo podróżuję. Pracowałem z wieloma znakomitymi zespołami i jestem z tego powodu bardzo dumny. A teraz bardzo cieszę się, że mogę pracować z zespołem Opery Nova. Ci ludzie dają z siebie więcej, niż mogą. Cały zespół tańczy lepiej, niż może. Ocenę oczywiście pozostawiam publiczności. Dla mnie najważniejsza jest sama praca z tancerzami nad przedstawieniem i wspólne tworzenie.

- Plany na najbliższą przyszłość?

- Najbliższa premiera po „Fascynacjach” to „Sen nocy letniej”. Mam też zaproszenia do Wiednia, Amsterdamu i paru innych miast europejskich, a także do Hongkongu, Amsterdamu, do Vancouver w Kanadzie, do Ameryki. Będę pracował z bardzo różnymi zespołami.

- Czy ma Pan zatem w życiu czas na cokolwiek poza pracą?

- Moją wielką pasja jest tenis. Można powiedzieć, że działa na mnie jak narkotyk. Poza tym ponad 20 lat jestem ze swoją partnerką, no ale tego nie można nazwać hobby. Bardzo ją kocham, ona mnie wspiera. Dzięki dobrej organizacji i cierpliwości spotykamy się dość często, choć przez moją pracę nie tak często, jakbyśmy sobie tego życzyli.

- Też jest tancerką?

- Była wspaniałą tancerką. Obecnie jest dyrektorem haskiego konserwatorium. Też więc jest bardzo zaabsorbowana pracą.

- Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.