Wywiady

ANNA SMOLAR

AUTOR: Wiesław Kowalski FOT.: Magda Hueckel
28.05.2015


Anna smolar popr czb

Wchodzić w tabu

Z Anną Smolar, o pracy nad "Aktorami żydowskimi" w Teatrze Żydowskim w Warszawie, rozmawia Wiesław Kowalski

Najpierw byli „Aktorzy prowincjonalni” w Teatrze im. Kochanowskiego w Opolu, teraz przygotowuje Pani w ramach obchodów 65-lecia istnienia Teatru Żydowskiego premierę spektaklu zatytułowanego „Aktorzy żydowscy”. Co takiego fascynuje panią w aktorstwie w ogóle i w ludziach tym zawodem się parających, że staje się to tematem Pani kolejnych spektakli?

Zastanawia mnie aktorstwo jako pewna tajemnica. Aktor przyjmuje na siebie cudze doświadczenie, staje się przekaźnikiem cudzych myśli i wyobraźni, nieustająco poznając siebie samego. A z drugiej strony aktorstwo jest zawodem, od którego człowiek może się zdystansować i potraktować całkowicie prozaicznie. Zawsze jednak aktor funkcjonuje w strefie mocno naznaczonej oczekiwaniami widzów. W przypadku aktorów Teatru Żydowskiego jest to bardzo znaczące. Tu bardziej niż gdziekolwiek indziej zawód aktora jest naznaczony historią i polityką. Kwestia jego społecznej funkcji jest pewną zagadką, którą staramy się zdefiniować.

Czy jest wg Pani coś co w jakiś szczególny sposób wyróżnia aktorów pochodzenia żydowskiego? Jeśli tak to jakie aspekty tej „inności” interesują Panią najbardziej? A może nie tylko o pochodzenie tu chodzi?

Tytuł spektaklu jest ironiczny, wyraża pewien paradoks: w zespole Teatru Żydowskiego Żydzi są mniejszością. U nas aktor żydowski to ten, który wiąże swoje życie z tym miejscem; ale czy coś o Żydach wiedział, zanim dołączył do zespołu? Niekoniecznie. Pokazujemy ludzi, którzy zanurzyli się głęboko w żydowskość, założyli na siebie całkiem nową tożsamość i całe swoje życie zawodowe poświęcają temu, żeby urzeczywistniać na scenie świat, którego już nie ma. Grają Żydów, odtwarzają rzeczywistość przedwojenną, pokazują nam tradycję, o której mało kto wie. Uczą się języka, którego nikt już nie zna. Polacy i Żydzi pracują razem, wchodzą co wieczór na scenę, aby dla widza stworzyć na nowo zapomnianą historię. Natomiast ciekawe jest to, że identyfikacja z tym miejscem, fascynacja kulturą żydowską czy poczucie misyjności są niezależne od pochodzenia: u Żydów w zespole pewnie są osoby, które traktują kwestię odpowiedzialności za kulturę żydowską zupełnie nonszalancko, a z drugiej strony Polacy, którzy się bardzo angażują. I odwrotnie!

Proszę powiedzieć jak powstawał scenariusz do tego spektaklu, którego autorem jest Michał Buszewicz. I jaki miała Pani wpływ na jego ostateczny kształt? Interesujące jest również to, że w zapowiedziach do przedstawienia kilka razy powtarza się w jego opisie słowo fantazja?

Zaczęliśmy od licznych rozmów z wszystkim aktorami zespołu. Wysłuchaliśmy pasjonujących opowieści o ich pochodzeniu, o rodzinie, o tym, jak się związali z Teatrem Żydowskim i jak przez te wszystkie lata czuli się wewnątrz jego murów. Z tych rozmów wyłoniły się tropy, które stały się podstawą do myślenia o spektaklu. Zaczęliśmy z Michałem wymyślać konwencję opowieści paradokumentalnej. Wtedy doszłam do wniosku, że potrzebujemy aktorów gotowych na dość ryzykowną grę: wiedziałam, że z jednej strony będą opowiadać o sobie i muszą być gotowi się odsłaniać, wchodzić w tabu. A z drugiej będą się bawić swoim wizerunkiem i dystansować od niego. Więc potrzebowaliśmy aktorów gotowych na autoironię. Zależało mi też na tym, żeby spektakl opierać na improwizacjach. Spotkałam się z aktorami w ramach castingu i poprosiłam ich o improwizacje na dane tematy. To było bardzo inspirujące doświadczenie - jako zespół, który przedstawia swój autoportret wydali mi się bardzo odważni i dowcipni. Wybór szóstki aktorów był niełatwy, żałowałam nawet przez chwilę, że nie robimy spektaklu na dużej scenie z całym zespołem. Ale kameralność pozwoliła nam na budowanie szczególnego języka. Z Michałem Buszewiczem zaczęliśmy od wymyślania postaci, opartych na osobowościach tych aktorów, którzy u nas grają, ale nawiązujących również do świadectw pozostałych. Powstały biogramy, w których trudno jest oddzielić prawdę od fałszu, i monologi, wyraźnie stylizowane, pozwalające na dialektyczne wyrażenie tych wszystkich napięć i paradoksów, które się wyłaniały podczas rozmów. Fantazja, na której opieramy ten wieczór z Aktorami Żydowskiego, urodziła się na podstawie anegdoty, o której wielu z aktorów opowiadało, jak to wiele lat temu próbowali wciąż pierwszy akt do spektaklu, który w końcu nigdy nie powstał. Ten paraliż nas zainteresował i stał się podstawą do fikcji, która nam pozwoliła przekroczyć charakter dokumentalny tego przedsięwzięcia.

Czy można opowiadając osobistą historię uciec zupełnie od dokumentalnej prawdy?

Nie, myślę że wielką stratą byłoby nie korzystać z prawdziwej historii ludzi, którzy dziś tworzą zespół Teatru Żydowskiego. Na początku nasza praca wyglądała zupełnie jak praca reporterska. Wyszliśmy z pierwszych spotkań z wielogodzinnymi nagraniami, z notesami pełnymi notatek. Ilość myśli, tropów i emocji które wtedy w nas zamieszkały, były trudne do uporządkowania. Ale jasne stało się wtedy to, że chcemy te doświadczenia skondensować, zremiksować i przekroczyć po to, aby wejść w wymiar metaforyczny tej sytuacji. Opowieść o aktorach jest w pewnym sensie pretekstem do szerszej refleksji na temat relacji polsko-żydowskich, na temat miejsca Żydów dziś w Polsce. Mieliśmy od początku silne postanowienie, żeby skupić się na współczesności. Żeby zastanowić się nad tym, jak dziś żyją razem Żydzi i Polacy. Nad tym, kim jest dziś widz Teatru Żydowskiego. Za czym tęskni, czego szuka i czego oczekuje, zasiadając na widowni tego szczególnego teatru. Jest wiele spektakli, które podejmują refleksję na temat przeszłości, zmierzają się z historią i konfrontują widza z niewygodną prawdą. Myśmy jednak chcieli opowiedzieć o dzisiejszych Żydach – czyli o dzisiejszych Polakach. O bardzo żywym i złożonym doświadczeniu. Zaprosiliśmy aktorów do stworzenia autoportretu, czy też autofikcji, aby zasłuchując się w ich zwierzeniach zmierzyć się ze stereotypami i z tabu.