Artykuły

Rodzinne bebechy

AUTOR: Edyta Werpachowska FOT.: Jooli Photo
24.12.2015


Party take apart fot. jooli photo 4 1024x683

Studium Teatralne znane jest z awangardowych projektów. To ośrodek, który celnie komentuje współczesność, szuka miejsca dla człowieka w świecie nieuporządkowanych wartości, rządzącym się okrutnymi prawami materializmu. Spektakle to ciągłe poszukiwania – spokoju ducha w zdominowanej przez pośpiech codzienności, elementarnych wartości, siebie samego. Poszukiwania te odbywają się dzięki trudnemu, aktorskiemu warsztatowi – metodach pracy zaczerpniętych ze szkoły Stanisławskiego czy Grotowskiego, polegających na realizmie psychologicznym, ogromnej pracy nad ciałem i ekspresją. Nie inaczej jest w nowym spektaklu Piotra Borowskiego – założyciela S/T. Reżyser w „Party: take (a)part” na warsztat bierze tym razem rodzinę, która pierwszy raz od dwudziestu lat zasiada razem do stołu. Jakie demony wyjdą na jaw przy z pozoru niezobowiązujących kurtuazyjnych rozmowach?

Pejzaż przyjęcia imieninowego jest osobliwy. Na przyjęciu prym wiedzie jedna z ciotek – zachowująca się jak nastolatka kobieta w średnim wieku z nostalgią wspominająca czasy swojej świetności. To prowokatorka nie zważająca na słowa, z upodobaniem do mocniejszych alkoholi i hucznej zabawy. Jej siostra – gospodyni imprezy jest jej zupełnym przeciwieństwem. To bardzo wyważona i tajemnicza postać, mówi mało, boi się odkrycia rodzinnych sekretów. Podobny do niej jest jej syn – zamknięty w sobie introwertyk, większość życia spędzający w alternatywnej rzeczywistości, jaką są dla niego gry komputerowe. Gdy już jednak przełamie się, by coś powiedzieć, robi to słowami dosadnymi, trafiającymi w samo sedno, nie oszczędzającymi nikogo. Kolejni goście na przyjęciu to młoda para – spokojna bratanica wraz ze swoim chłopakiem Irlandczykiem, nie orientującym się w całej sytuacji i po chwili zafascynowanym szaloną, młodszą ciotką.

Akcja już od pierwszych sekund zaczyna się z dużym impetem, by potem nie zwolnić ani na chwilę. Członkowie rodziny nawet nie bawią się w kurtuazję. Do gry od razu wchodzą silne emocje, skrywane od lat lęki, wzajemne oskarżenia. Wyrażane wprost lub niedopowiedziane, dominują w przestrzeni przyjęcia, uniemożliwiając zwykłe rozmowy o błahostkach. Wewnętrzne napięcia, silne emocje, nieprzepracowane żale z przeszłości na scenie materializują się w postaci krzyków, rytmicznego ruchu wyczulonego na interakcję z drugim człowiekiem. Aktorzy grają bardzo dynamicznie, scena kipi od energii, dają się we znaki wysokie decybele wykrzykiwanych oskarżeń. Tempo tego kontrolowanego chaosu nie zwalnia ani na chwilę. „Party take (a)part” daleko do tradycyjnego dramatu ze stopniowym rozwojem akcji prowadzącym do kulminacyjnego momentu. W spektaklu Borowskiego wszystko odbywa się na najwyższych tonach: i technicznie, i emocjonalnie. Jedyny moment zwolnienia akcji to alegoryczne przeniesienie się młodszych bohaterów do alternatywnego świata – symbolu dojrzewania i wchodzenia w rzeczywistość dorosłych. Nie stanowi on jednak momentu wytchnienia – dla widza jest jeszcze bardziej wyczerpujący niż cała degrengolada na przyjęciu.

Borowski swój spektakl mocno osadził w polskości. Lokalnych kontekstów jest mnóstwo. Jeden z najciekawszych wprowadzony został do przedstawienia za pomocą Irlandczyka. Stanowi on swego rodzaju zwierciadło: ukazuje, jak postrzegamy się jako Polacy, obnaża największe kompleksy i ilustruje aspiracje. „Party: take (a)part” jest zresztą cały nafaszerowany aluzjami i symbolami stanowiącymi drugie dno i tło odgrywanych wydarzeń, osadzając je w zupełnie nowej perspektywie.

Dużym problemem dla widza może być trudność w odbiorze spektaklu. Dynamiczna gra aktorska, dialogi wypowiadane krzykiem lub podniesionym głosem sprawiają, że często niemożliwym jest usłyszenie i dokładne zrozumienie kwestii. Gra aktorów opiera się głównie na emocjach, lecz duża intensywność przedstawienia powoduje trudności w jego satysfakcjonującej percepcji. „Party: take (a)part” ogląda się ciężko i wyczerpująco. Nawet ostatnie sceny – spokojniejsze w warstwie technicznej, nie spuszczają z tonu, jeśli chodzi o emocje. Dotyczą spraw ostatecznych, wobec których nawet silne rodzinne spory wydają się błahe. Sposób ich ekspozycji ociera się jednak o absurd. Być może dlatego, że spektakl już od pierwszej minuty jest w przekazie bardzo tragiczny i dynamiczny, nastrój ten utrzymuje się niezmiennie aż do finału, w którym jest jeszcze mocniej i ciężej.

„Party: take (a)part” to przedstawienie dla widzów o mocnych nerwach. Borowski nie oszczędza publiczności, tak jak świat nie oszczędza człowieka. W spektaklu reżyser podjął próbę rozliczenia się z ciężką przeszłością, okazało się jednak, że nie jest to proste. Traumy przechodzą z pokolenia na pokolenie, a raz wywołane demony nie chowają się tak łatwo.

Party: take (a)part

reżyseria: Piotr Borowski

tekst: Wiktor Uhlig muzyka: Sean Palmer, Arek Waś kostiumy: Zofia Ufnalewska wideo: Jan Bobula

obsada: Gianna Benvenuto, Danny Kearns, Rafał Kocemba, Paulina Masiak, Małgorzata Zielińska