LEKCY LUDZIE

MICHAIŁ DURNIENKOW

LEKCY LUDZIE

Tłumaczenie: Tomasz Leszczyński


Michaił DURNIENKOW (ur. 1978, Tynda, Amurski Obwód) – dramatopisarz i scenarzysta. Pracował jako stróż, ślusarz, inżynier, dziennikarz i prezenter TV, aktor i reżyser. W latach 1995-2005 mieszkał w Togliatti, a od 2005 – w Moskwie.

Jest autorem około dwudziestu utworów scenicznych i scenariuszy, m.in.: „Czerwona filiżanka” („Krasnaja czaszka”, 2005), „Sztuka jest wieczna!” („Iskusstwo wieczno!”, 2008), „(Całkiem) prosta metoda jak rzucić palenie” („(Samyj) logkij sposob brosit’ kurit’”, 2010), „Izotow” (2009, prapr.: 23 X 2009, reż. Andriej Moguczyj, Teatr Aleksandryjski, Sankt Petersburg), „Sny o wojnie” (2014). Moskiewski Teatr im Stanisławskiego przygotował inscenizację „Nie wierzę!” (prapr. – 29 I 2011, reż. Marat Gacałow), opartą na książce K. Stanisławskiego „Moje życie w sztuce”.

M. Durnienkow uczestniczył w prestiżowych rosyjskich festiwalach „Nowaja Drama” i „Lubimowka” oraz w poświęconym dramaturgii rosyjskiej amerykańskim seminarium w Princeton; był też stypendystą teatru Royal Court w Londynie. Jest reprezentantem (patron) Rosji na międzynarodowym festiwalu teatralnym „New Plays from Europe” w Wiesbaden (Niemcy). Od 2013 roku – jeden z organizatorów festiwalu „Lubimowka”. Na język polski zostały przetłumaczone dramaty: „Szmaty” (tł. Alicja Chybińska), „(Całkiem) prosta metoda jak rzucić palenie” (tł. Tomasz Leszczyński) oraz „Wojna jeszcze się nie zaczęła” („Wojna jeszcze nie naczałaś”, tł. Tomasz Leszczyński). Sztuka „Szmaty” ukazała się drukiem w „Antologii współczesnego dramatu rosyjskiego. T. 1. Nowy realism” (pod red. Andrieja Moskwina, Warszawa, 2011). W Rosji zwyciężyła ona na konkursie „Eurazja-2008” (nominacja „Najlepszy dramat dla wielkiej sceny”). Rosyjska prapremiera: teatr „Centrum Dramaturgii i Reżyserii im. A. Kazańcewa i M. Roszczyna” (Moskwa, X 2008). Inne inscenizacje: Teatr Il’hom (Taszkient, Uzbekistan, jesień 2009) i Miejski Teatr w Helsinkach (15 IX 2010).

Polska prapremiera „Szmat”: Teatr „Ad Spectatores” (11 V 2012, reż. Kinga Maciejewska, Zuzanna Mukoid, Jacek Timingeriu). Czytanie w Polsce: Teatr im. H. Modrzejewskiej w Legnicy (23 XI 2010, opieka reżyserska Krzysztof Kopka) w ramach cyklu „Teatr w Mieście – Miasto w Teatrze” (gościem był Michaił Durnienkow); Teatr Nowy w Poznaniu (8 XII 2012, opieka reżyserska Jacek Bała).

Sztuka „(Całkiem) prosta metoda jak rzucić palenie” („(Samyj) logkij sposob brosit' kurit'”) została napisana w roku 2010 i opublikowana na łamach czasopisma „Urał” (2011/3). Sztuka ta zwyciężyła w konkursie „Diejstwujuszczyje Lica-2010” („Osoby”), organizowanym przez teatr „Szkoła Współczesnego Dramatu” (Moskwa) oraz otrzymała Grand Prix programu „Nowy Dramat” w ramach festiwalu „Złota Maska” (2011).

Prapremiera: Teatr Dramatyczny w Krasnojarsku (23 XII 2010, reż. Jegor Czernyszow). Inne inscenizacje: Teatr na Litiejnom (Sankt Petersburg, 21 I 2011, reż. Wiktor Ryżakow); Teatr Dramatyczny im. A. Kolcowa w Woronieżu (17 I 2013, reż. Wadim Kriwoszejew); teatr „Centrum Dramaturgii i Reżyserii im. A. Kazańcewa i M. Roszczyna” w Moskwie (9 II 2013, reż Aleksandr Suworow); teatr „Szkoła Współczesnego Dramatu” w Moskwie (6 III 2013, reż. Filipp Łoś); „Teatr 19” (Charków, Ukraina, 27 III 2012, reż. Igor Ładenko). Sztuka „Wojna jeszcze się nie zaczęła” („Wojna jeszcze nie naczałaś”) została napisana w 2014 roku. Przetłumaczona na język angielski pt. tytułem „The War Hasn’t Yet Started” i wystawiona przez zespół „A Play, A Pie and A Pint” (Glasgow) w ramach projektu „International plays from Ukraine and Russia” (przy współpracy National Theatre of Scotland, 4 V 2015 (reż. Davey Anderson). Czytanie sztuki: projekt teatru „Sputnik” (London) w Frontline Club (15 I 2016).

Prapremiera sztuki „Lekcy ludzie”: Teatr „ARTiSZOK” (Kazachstan, reż. Galina Pjanowa, 17 XII 2008). Inna inscenizacja: Teatr „Wriemia” (Nowopołock, Białoruś, reż. Jelena Kłopowa, 11 XI 2010); „On.Tieatr” (Sankt Petersburg, reż. Konstantin Jermichin, 23 II 2011).

Andriej Moskwin


Widoczna część mieszkania przedstawia dwa pokoje. Jeden duży – salon, z trojgiem drzwi: do małego pokoju, którego nie widzimy, do sypialni i na zewnątrz. W pokoju dziennym znajduje się duży stół, kilka krzeseł, szafy – pozostałości po czasach radzieckich. Całe to radzieckie wnętrze zawalone jest tysiącem przeróżnych możliwych rzeczy, które sądząc po ich położeniu, przyniesione zostały do mieszkania na jakiś czas, a potem zrobiło się ich żal, albo nie było czasu, żeby je wyrzucić. Różnokolorowe butelki, muszle, książki ułożone jedna na drugiej itd. W sypialni stoi łóżko, wzdłuż ścian, z braku szafy rozwieszone są sukienki Tatiany - letnie, lekkie, różnokolorowe. Na dworze – lato.

I

Jegor mówi tak, jakby miał przed sobą parę swoich dobrych przyjaciół – lekko, zwyczajnie, tak jak opowiada się anegdoty.

JEGOR Jestem lekkim człowiekiem, wydaje mi się, że jak nabiorę powietrza w płuca, to odlecę. Wcześniej uważano, że lekkość jest wadą, i trzeba było ją ukrywać. Imprezując z przyjaciółmi, zawsze musiałem udawać, że jest mi ciężko. Rozumieliśmy, że przypominaliśmy staruszków, którzy skrzeczącymi głosami, przekazują sobie zbędne komunały. A potem w powietrzu coś się zmieniło, coś takiego nieuchwytnego. Rozbite przez wozy drogi w kraju stopniowo zamieniono na strumienie powietrza. Teraz tymi strumieniami wiatr niesie lekkich, niczym Mary Poppins, ludzi, którzy nic nie ważą. To jak klub, którego członkiem może zostać każdy. Pierwsze miejsce w tym klubie oddałbym Sicie i Gicie. Te dziewczyny tak siebie nazywają, i dlatego my też je tak nazywamy. Poznałem je na Placu Czerwonym: stały tam i namiętnie się całowały. Padał śnieg, zlepiłem śnieżkę i z całej siły pocałowałem nią dziewczyny. Na moje oko, były zbyt piękne dla takiego miejsca, jak Plac Czerwony. Gdybyście mogli je wtedy zobaczyć. Okazało się, że czekały na wystrzał snajpera. Nie wiadomo dlaczego, były pewne, że dwie lesbijki całujące się na Placu Czerwonym, powinny zostać zastrzelone przez czyhających na murach Kremla snajperów. To było ich wyzwanie rzucone państwu. Tak lekkie i bezsensowne, jak moja śnieżka, która rozpadła się w locie. Śnieżka zamiast kuli dla wszystkich członków naszego klubu.

II

Tatiana otwiera drzwi i cofa się o krok do salonu. Do pokoju wchodzi Iwan, trzyma kamerę wideo.

TATIANA Skąd masz kamerę?

IWAN Wziąłem pokręcić.

TATIANA Super. I kręcisz teraz?

IWAN No. Widzisz lampka się pali.

TATIANA Pokaż.

IWAN Nie, nie pokażę. Jestem zajęty, nagrywam.

TATIANA Nie kręć mnie, jestem nie ubrana.

IWAN Nie ważne, najważniejsze, żeby uchwycić cię taką jaką jesteś. W tej chwili.

TATIANA A to dlaczego?

IWAN Dzisiaj jest nowy etap w naszym życiu. Kiedy kręcisz człowieka z bliska, to nie wiadomo dlaczego, nigdy nie udaje się uchwycić mądrego wyrazu twarzy.

TATIANA Po pierwsze, trzymaj się z dala od mojej twarzy, a po drugie, wytłumacz mi co to za etap. I oczym ty w ogóle mówisz?

IWAN Dlatego, że na pierwszym planie jest nos, a wszystko pozostałe – oczy, uszy…

TATIANA Dobra, mów, co się stało?

IWAN Dostałem pracę.

TATIANA O-ooo…

IWAN Nie słyszę radosnych okrzyków.

TATIANA A gdzie dostałeś tę pracę?

IWAN Nie psuj cudownego momentu. Na razie można jeszcze wszystko wyciąć. To się nazywa montaż. Więc ostatnia moja kwestia brzmiała: „dostałem pracę”. Raz i, dwa i, trzy…

TATIANA A gdzie dostałeś tą pracę?

IWAN Ech, nie udało uchwycić zdarzenia.

TATIANA Wyłącz kamerę i opowiedz mi wszystko po kolei.

Iwan wyłącza kamerę.

IWAN Pamiętasz, mówiłem ci kiedyś o Maarze?

TATIANA Kolega ze studiów? Ten z zębami?

IWAN Z zębami to Garnow. A to Maar, który nie mógł zaliczyć wuefu ze względu na swoją narodowość.

TATIANA A czy ja spamiętam, tych wszystkich twoich… No, i co dalej?

IWAN Okazało się, że on już został naczelnym. Przychodzę na rozmowę, do działu kadr, a on w tej chwili też tam wchodzi. I mówi: piwko się nieźle z tobą na studiach piło, zobaczymy teraz jaki z ciebie inżynier. Wyobraź sobie, że gdybym wszedł minutę później, on by już mnie nie spotkał. Zawsze wiedziałem, że wszystko jest dziełem przypadku.

TATIANA I co, wziął cię do pracy?

IWAN No.

TATIANA Hura!

IWAN Do diaska. Nie włączyłem kamery!

TATIANA Jesteś najlepszy, zawsze to wiedziałam!

IWAN Chcesz mnie wpędzić w kompleksy, czy co? A gdybym nie znalazł pracy?

TATIANA Wszystko jedno byś znalazł, wierzę w ciebie. To ja mam kompleksy.

IWAN Masz kompleksy?

TATIANA Mam kompleksy. Kompleks bezrobocia i chronicznego braku pieniędzy.

IWAN Wyleczy się.

TATIANA Pobawimy się w lekarza?

IWAN Hm. Teraz?

TATIANA A czemu nie?

IWAN Tak, tak, tak… nie jestem gotów.

TATIANA Babciu, babciu, a dlaczego masz takie wielkie uszki?

IWAN Hej, hej, zaczekaj, muszę wziąć prysznic, tylko co przyszedłem…

TATIANA Babciu, babciu, a dlaczego masz takie ostre ząbki?

IWAN No… wnuczko… ty tego…

TATIANA Babciu, babciu… Słuchaj, a kiedy zaczynasz pracę?

IWAN Poczekaj, nie mogę się tak szybko przełączać. Teraz przyszła kolei na pytanie o ogonek.

TATIANA Każdego ranka będę ci robiła kanapki i odprowadzała cię do drzwi.

IWAN Czy nie potrzebujesz obrony? Bardzo mi się teraz chce przed czymś cię obronić.

III

Sypialnia.

IWAN Znam cię zaledwie od pół roku. Przy tym jesteśmy razem już rok. Rok, dobrze mówię?

TATIANA Który jest dzisiaj?

IWAN Piętnasty.

TATIANA Rok i prawie dwa miesiące. Dwudziestego drugiego będzie równo.

IWAN Tak?

TATIANA Nigdy nie pamiętasz dat.

IWAN W głowie nie mam takiej specjalnej maszynki… do dat.

TATIANA No, ale to dotyczy nas. To przecież nie urodziny jakiejś ciotecznej siostry ojca.

IWAN Mój ojciec nie ma ciotecznej siostry.

TATIANA Nie czepiaj się szczegółów.

IWAN Dobra. Już do roku i dwóch miesięcy jesteśmy.

TATIANA Nie filmuj mnie. Wyłącz kamerę. Nie chcę.

IWAN A to dlaczego?

TATIANA Nie wiadomo co się stanie. Na przykład rozstaniemy się, i pójdę w smutku włóczyć się po ulicach. Inaczej: pogrążona w nieszczęściu będę płynąć ulicami, patrząc przed siebie nieobecnym wzrokiem…

IWAN I zabiorą cię do Kaszczenki…

TATIANA Nie przerywaj. Nie od razu zauważę płynącą obok mnie limuzynę, w której będzie siedział on.

IWAN Wszyscy płyną, wszystko płynie… No, no.

TATIANA Wiem, że to brzmi tanio, ale nie mogę się powstrzymać. A potem, kiedy będę już z nim, i będzie nam dobrze, jakiś wstrętny, obrośnięty anonim, trochę podobny do ciebie, podsunie mu to nagranie.

IWAN Zobaczy cellulitis na twoim wspaniałym ciele, i wesela nie będzie?

TATIANA Głupi jesteś.

IWAN Nie obrażaj się. No, proszę. Wiem, że to był głupi żart.

TATIANA Głupek.

IWAN Tak, głupek, wybacz. No, i co? Co dalej?

TATIANA Nic, nie chcę dalej opowiadać. Wyłącz tą debilną kamerę, proszę cię!

IWAN Jeśli przestanę cię filmować, to jak odbiję cię od tego kierowcy limuzyny?

TATIANA Od właściciela limuzyny.

IWAN Dobrze – od właściciela limuzyny.

TATIANA Nijak.

IWAN No, nie obrażaj się. Fajna historia, chcę się dowiedzieć jak się kończy.

TATIANA Przyznajesz się do winy?

IWAN Przyznaję się.

TATIANA Dobrze. Historia ta kończy się następująco. Limuzyniarz ogląda to nagranie i my się z nim rozstajemy.

IWAN Dlaczego?

TATIANA Dlatego, że on nigdy nie widział, żebym miała tak szczęśliwy wyraz twarzy, jak na tym nagraniu. I rozumie, że nigdy tego nie zobaczy.

IWAN Nowy etap w życiu. Nowa praca i tym podobne. Rozumiesz? Do czego cały czas zmierzam.

TATIANA Do czego ty zmierzasz?

IWAN Już czas.

TATIANA Coś mi się nie podoba twój wyraz twarzy.

IWAN Zbyt uroczysty? Chuj z nim. Nie rozmawialiśmy o tym, ale ty też o tym myślałaś.

TATIANA O czym?

IWAN O dziecku. Co? Myślałaś?

Pauza. Tatiana z nieokreślonym wyrazem twarzy patrzy na Iwana.

TATIANA Myślałam.

Dzwonek do drzwi.

IWAN (rozczarowany) O masz ci…

TATIANA Pójdę, otworzę…

IWAN Nie otwieraj. Jestem pewien, że tam stoją kobiety pokaleczone przez los, które chcą wcisnąć ci broszurki o tym, jak szukać Boga. (śmieje się) I broszurki o tym, po co Go szukać.

Dzwonek raz jeszcze.

TATIANA (idąc w stronę drzwi) Papla.

IWAN Czekaj! Sam otworzę. Nie umiesz ich spławiać. W końcu kupisz od nich paczkę przeterminowanych flamastrów i patelnię z przypalającą powierzchnią.

Na tych słowach podchodzi do drzwi i otwiera je. Wygląda na zewnątrz.

IWAN Do kogo? Do nas? Jesteśmy w domu, proszę wejść. Ja zaraz pomogę…

Wychodzi. Tatiana robi parę kroków w stronę drzwi, przystaje. Na progu staje Jegor z dużym plecakiem na plecach. Za nim wchodzi Iwan, niosący duże białe pudło.

JEGOR (uśmiecha się) Witam.

TATIANA Cześć, Jegorze.

IV

JEGOR Umiem ominąć wszelkie alarmy, przedostać się przez domofony do wnętrza budynku, pełnego obcych mi ludzi. Kiedy przez drzwi cię zapytają: „kto tam?”, należy odpowiedzieć: „to ja”. I od razu cię wpuszczą. Tego nauczył mnie Klucz. Jeszcze jeden członek naszego otwartego na cały kraj klubu. Jako nastolatek Klucz interesował się Castanedą, chciał być wojownikiem ducha, później płynnie wszedł do grona zwyczajnych heroinistów. Wygrzebał się z nałogu, pobłądził po kilku sektach, studiował NLP, i tam dostał swoją ksywkę. Gdy go poznałem, był lekko jąkającym się młodzieńcem. Mógł z wygodą, niczym kot, rozlokować się na podłodze najmniejszej kuchni, bądź na oparciu najniewygodniejszej ławki w dworcowej poczekalni. Niczego nie chciał od życia, i nie miał żadnego celu, posiadał magiczną umiejętność wchodzenia tam, gdzie wchodzić nie wolno. Dla niego nie istniała droga okrężna – jego ścieżka wiodła przez zabite dechami gniazda bezdomnych, ociekające złotem kasyna, tory kolejowe, opuszczone domy, rzeki, drapacze chmur i leprozoria. Jest lekki jak balon napełniony helem. On sam dopasował pod siebie otaczający go świat. Po prostu raz i na zawsze zlikwidował coś takiego jak zamknięte drzwi.

V

Iwan, Jegor i Tatiana siedzą przy stole, na którym stoi białe, nie rozpakowane pudło.

IWAN Co?

JEGOR Wyciskarka.

IWAN (myśli, że nie dosłyszał) Słucham?

JEGOR Wyciskarka. Do wyciskania soku.

IWAN Po co nam wyciskarka.

JEGOR Do wyciskania soku. Prezent.

IWAN Dziękuję.

TATIANA A ty na długo?

JEGOR Jak się złoży.

IWAN Odniosę to… (do Tatiany) Dokąd?

TATIANA Włóż do szafy. Tam gdzie zimowe buty.

JEGOR Dobra rzecz. Polecam.

Iwan bierze pudło ze stołu i milcząc wychodzi z nim.

JEGOR Widzę, że nie podoba wam się mój prezent. Miałem nadzieję, że podaruję wam święto, rozjaśnię szarość waszej codzienności…

TATIANA (przerywa) Skąd się dowiedziałeś, że tu mieszkamy?

JEGOR Z nikąd. Po prostu pomyślałem, że nadal tu mieszkasz.

TATIANA A gdybym się przeprowadziła.

JEGOR Nie spotkalibyśmy się.

TATIANA Po co żeś przyjechał?

JEGOR Mówiłem już, jestem w delegacji. Nie mam się gdzie zatrzymać, no i…

TATIANA …i nie wymyśliłeś nic lepszego niż, przyjechać tutaj.

JEGOR Właśnie. A ten ponury tym…

TATIANA Kocham go, a on mnie.

Wraca Iwan.

JEGOR Nie wątpię.

IWAN O czym gadacie?

TATIANA A tak…

JEGOR Jak to „tak”? O miłości. (do Tatiany) Przecież rozmawialiśmy o miłości?

IWAN No i… jak?

TATIANA Jesteś pewnie zmęczony po podróży?

JEGOR Wziąłbym prysznic, jeśli można.

IWAN Oczywiście. Kiedy tylko zechcesz.

JEGOR No to jesteśmy umówieni.

Gwałtownie wstaje i wychodzi. Tatiana i Iwan zostają. Siedzą. Pauza.

IWAN I co?

TATIANA Znasz stary dowcip o Żydzie, co to się modlił do Boga, że ma wielu domowników, a mało miejsca? Bóg kazał mu wziąć do domu wszystkie zwierzęta domowe, pomieszkać w takich warunkach, a potem wygonić wszystkie kury, kozy i tak dalej.

IWAN Byłem całkowicie usatysfakcjonowany naszymi warunkami mieszkaniowymi sprzed kilku godzin.

TATIANA Ja też.

IWAN Kim on jest?

TATIANA Stary przyjaciel.

IWAN A dokładniej?

TATIANA Byliśmy ze sobą przez dwa lata. Mieszkaliśmy tutaj. Potem się rozstaliśmy. To było dwanaście lat temu. Właściwie byliśmy jeszcze dziećmi.

IWAN A dlaczego on postanowił…?

TATIANA (przerywa) Nie wiem. Możesz poprosić go, żeby poszukał sobie innego lokum?

IWAN Jak ty to sobie wyobrażasz?

TATIANA No, na przykład tak: „Jegorze, powinieneś zrozumieć, że mamy nieco inne plany…”.

IWAN Nie dam rady.

Pauza.

IWAN A ty?

TATIANA Ale mamy sytuację.

IWAN On chociaż nie na długo? Nie powiedział ci?

TATIANA Sam wszystko słyszałeś.

IWAN Kto? Ja?

TATIANA A kto sapał tam za drzwiami? (rozkłada ręce) Jesteś zazdrosny?

IWAN Nie.

TATIANA Tak, tak.

IWAN Jestem nadczłowiekiem i nic co nadludzkie nie jest mi obce.

TATIANA Nie bądź zazdrosny. To takie głupie.

IWAN Głupie. Zgadzam się.

TATIANA Iwanie, co ty jesteś taki przygnębiony?

IWAN No jakoś tak… czuję się nieswojo.

TATIANA (rozczarowana) O nie, zaczyna się.

IWAN Dobra, wezmę się w garść.

Tatiana wstaje i zabiera się za gotowanie. Następująca rozmowa odbywa się w konkretnym tonie, jakby omawiane były jakieś zupełnie nudne sprawy.

TATIANA Zbierz się w garść, mięczaku.

IWAN Zbiorę się.

TATIANA Udowodnij, że jesteś mężczyzną.

IWAN Jestem okrutny, jestem krwiożerczy.

TATIANA Tak. Dalej.

IWAN Mogę z zamkniętymi oczyma rozłożyć i złożyć wyciskarkę.

TATIANA Niezła umiejętność. Najbardziej spodobało mi się to rozkładanie.

IWAN Mogę przelecieć nad Dnieprem, do środka i z powrotem. Umiem… zgrzytać zębami.

TATIANA Pokaż.

IWAN Teraz? O tak, bez przygotowania?

TATIANA Kłamca.

IWAN (przerywa i wypada z gry) Jutro już muszę iść do pracy. Nie zdążyłem ci tego powiedzieć.

TATIANA I co z tego?

IWAN Zostaniesz sama. Z nim.

TATIANA Poradzimy sobie. Prawda?

IWAN (ponuro) Bez wątpienia.

VI

Jegor i Iwan.

JEGOR Jak minął dzień?

IWAN Dziękuję. Jeszcze nie minął. Po prostu przyjechałem do domu na obiad. Okazuje się, że zostawiłem w domu dokumenty, w szufladzie w stole. Zaraz je zabiorę i idę z powrotem.

JEGOR Jak tam nowa praca?

IWAN W porządku. Właściwie, nic ciekawego. Ale praca nie powinna być ciekawa. Odpowiadam za załadunek i wyładunek w dziale transportowym.

JEGOR A ja nigdy nie zmuszam się do robienia czegoś wbrew mojej woli.

IWAN (ze zwątpieniem) No, nie wiem. Gdybym siebie nie zmuszał, nic bym nie robił. W ogóle nic.

JEGOR Próbowałeś?

IWAN Nie. Ale wiem.

JEGOR To są różne rzeczy: wiedzieć i próbować. Trzeba kochać to, jak się żyje.

IWAN Tak… A gdzie Tatiana?

JEGOR Zadzwoniła do niej jakaś stara koleżanka. Poszła się z nią spotkać.

IWAN Jasne.

JEGOR Czuję, że chciałbyś mnie o coś zapytać?

IWAN Zapytać? Ja? Skądże.

JEGOR No, sam wiesz lepiej. Pomyślałem, że…

IWAN (równocześnie) Tania powiedziała, że byliście razem?

JEGOR Tak. Było coś takiego.

IWAN Czemu się rozstaliście?

JEGOR A jak zazwyczaj ludzie się rozstają? Powoli wszystko przeszło w negatyw. Przepadł sens. Sam przecież wiesz.

IWAN Nie wiem.

JEGOR Pomyślałem, że jeśli już u was mieszkam, to może będę wam gotował?

IWAN Nie, nie trzeba.

JEGOR To dla mnie nic trudnego. Lubię to.

IWAN Jeśli to nic trudnego.

JEGOR Będę tobie robił kanapki do pracy.

IWAN (twardo) Nie, niech lepiej Tania to robi.

JEGOR No, ja coś jeszcze wymyślę, żeby was wynagrodzić.

IWAN Wyciskarka w zupełności wystarczy.

JEGOR Dobra to rzecz.

IWAN Najlepsza w swoim gatunku. Czas na mnie.

JEGOR Fajnie nam się pogadało.

IWAN Po przyjacielsku.

JEGOR Po męsku.

IWAN Jak facet z facetem.

JEGOR Gdybyśmy tak częściej rozmawiali.

IWAN Tak, i bez bab.

JEGOR (ziewa) Przepraszam, ziewam i ziewam. Po tym pociągu w ogóle wyspać się nie mogę. Pójdę, może utnę sobie drzemkę.

IWAN (wstaje) I ja już wychodzę. Dozo!

JEGOR No, pa…

Iwan wychodzi. Jegor, gdy już jest sam, wyjmuje z kieszeni zapalniczkę, zapala, patrzy na płomyczek, o czymś myśli. Podchodzi do stołu, wysuwa szufladę, zagląda. Uśmiecha się.

JEGOR Kurwa mać… (kiwa głową) Nikomu nie można wierzyć…

Zasuwa szufladę, wraca na swoje miejsce. Otwierają się drzwi, wchodzi Iwan.

IWAN Przecież zapomniałem dokumentów…

Podchodzi do stołu, wysuwa tą samą szufladę, do której przed chwilą zaglądał Jegor.

IWAN (zakłopotany) Do diaska, gdzie one…

Wysuwa szufladę obok.

IWAN Mam!

Wyjmuje z drugiej szuflady dokumenty i wkłada do kieszeni.

IWAN No, to do wieczora.

JEGOR Cześć.

VII

Jegor i Tatiana.

JEGOR Pękasz z zazdrości?

TATIANA A czego mam zazdrościć? Że moja koleżanka z klasy jest szefową agencji reklamowej, zarabia po dziesięć tysia dolarów miesięcznie i po pół roku spędza za granicą?

JEGOR No.

TATIANA Nie.

JEGOR Załóżmy, że nakłamała ci tak na połowę. Wszystko jedno super.

TATIANA Nie kłamała. Po prostu nie widziałeś jej. Tacy ludzie jak ona, są już na takim etapie kiedy się umniejsza, a nie wyolbrzymia.

JEGOR W takim razie nie rozumiem.

TATIANA Po prostu ja mam taką niepełnosprawną głowę. W pełni satysfakcjonuje mnie to, jak żyję.

JEGOR Wiesz, od momentu, kiedyśmy się z tobą… no, krótko mówiąc, żyjesz tak samo.

TATIANA Nie. I nawet nie próbuj porównywać.

JEGOR Co za różnica?

TATIANA Teraz jestem szczęśliwa.

JEGOR O proszę.

TATIANA (twardo) Tak. Jestem.

JEGOR To, oczywiście, nie moja sprawa. A ta twoja koleżanka, też jest szczęśliwa?

TATIANA Okazało się, że ani trochę.

JEGOR Ciekawe… a co jest nie tak?

TATIANA No, potem wstąpiłyśmy do kawiarni, lody, i wszystko jak należy. I, wtedy ona wykłada kawę na ławę. Mówi: wąsy rosną.

JEGOR (śmieje się) I co, to jakiś problem?

TATIANA Nie rozumiesz. Przez to, że pracuje na stanowisku kierowniczym, przez to, że musi być taką żelazną suką, podniósł się jej poziom męskich hormonów. Tych, odpowiedzialnych za podejmowanie decyzji i takie tam. Pięćdziesięciokrotnie przekraczają normę.

JEGOR I co, każdego ranka ona się goli. (powstrzymuje śmiech, spogląda na Tatianę) Czy to jeszcze nie wszystko?

TATIANA Nic ci nie można powiedzieć, ze wszystkiego sobie drwisz.

JEGOR Już milczę!

TATIANA Po pierwsze, nie goli, tylko wyszczypuje, a po drugie, lekarz jej powiedział, że z taką strasznie podwyższoną ilością hormonów, nie będzie mogła zajść w ciążę. A ona bardzo tego pragnie. Nawet chłopa sobie do tego znalazła. Tak więc: albo, albo. Albo praca, albo życie prywatne.

JEGOR A ty? Znalazłaś sobie do tego chłopa?

Pauza.

TATIANA Nie chcę i nie będę mówiła z tobą na ten temat. Sam wiesz dlaczego. Dlatego, porozmawiajmy o czymś innym.

Jegor wstaje, chodzi tam i z powrotem, jak gdyby chciał rozruszać zdrętwiałe nogi.

JEGOR Wiesz, podobają mi się tematy, które z tobą tutaj poruszamy.

TATIANA Podobają się? Dlaczego?

JEGOR Nie widzisz? Zauważ, że już pół dnia dyskutujemy o problemie wąsów u kobiet zajmujących stanowiska kierownicze. A dziesięć lat temu mieliśmy całkiem inne tematy rozmów. Interesowały nas inne rzeczy.

TATIANA Nic się nie zmieniło. Przecież sam to powiedziałeś.

JEGOR Kłamałem. Zmieniło się, i to jak. O, na przykład, pamiętam, jak kiedyś siedziałem u przyjaciół… no wtedy, dawno temu. I cały wieczór sprzeczaliśmy się na temat… Boże niechże sobie przypomnę… no właśnie, na temat Boga. Coś w stylu tego, że nauka skupiła się na kwestii istnienia Boga, i na tym się zatrzymała. Rozmawialiśmy o Einsteinie i jego ideach… A ci znajomi mieli małą córeczkę, sześcio albo siedmioletnią, z tych dzieci, co to lubią siedzieć z dorosłymi. I ona, słuchała cały ten ciężki stek bzdur i próbowała cokolwiek zrozumieć. Krótko mówiąc kompletnie zakręciliśmy biednemu dziecku w głowie naszą gadaniną, i to nieszczęsne małe stworzenie w którymś momencie wlazło w naszą rozmowę: „A jak ma na nazwisko ten wasz Bóg?”. Ona próbowała cokolwiek zrozumieć, rozumiesz?

TATIANA I co jej odpowiedzieliście?

JEGOR Nie ważne. Często wspominam tę historię.

TATIANA Dlaczego?

JEGOR Mała była szczera. A my nie, ze swoimi świeżo zapuszczonymi bródkami, książkami… To wszystko… było jakieś takie zagniwające.

TATIANA Nie lubisz chłopie swej przeszłości. I tyle.

JEGOR Nie lubię tego ruskiego intelektualnego syfu. Wszystko takie głębokie, takie ciężkie, że ledwie oddychasz. Mówiłem ci, przecież, o moim koledze. No tym, co ma ksywkę Klucz. I on nigdy nie brał w tym udziału, zawsze robił to, co chciał. Gdyby zechciał popełnić przestępstwo – nie zastanawiałby się, czy to jest moralne, czy nie. A do tego muchy by nie skrzywdził.

TATIANA Ty naprawdę się zmieniłeś.

JEGOR Jestem taki, jaki byłem. Wszyscy okłamują się nawzajem. Pewien jestem, że twoja ta wąsata-pasiata, też co nie co skłamała. Żebyś nie czuła się przegraną. Ona jest bogata, a ty nie. Ona jest kobietą spełnioną, a ty…

TATIANA (wyzywająco) Co ja?

JEGOR Ty. Ech, jaka jesteś każdy widzi.

Tatiana i Jegor stoją patrząc sobie głęboko w oczy. Słychać odgłos otwieranych drzwi.

Wchodzi Iwan.

TATIANA (nie zwraca uwagi na Iwana) Ja. Tak. Wszystko jasne.

JEGOR A ja tobie… nie wierzę.

IWAN A ja, słuchajcie… Ja zabiłem człowieka.

TATIANA Tak, oczywiście. (do Jegora) Jeśli myślisz…

Odwraca się do Iwana.

TATIANA Co?

IWAN Zabiłem człowieka.

VIII

Iwan stoi przy drzwiach. Nasłuchuje.

IWAN Kto tam?

Pauza.

IWAN Kto tam? Przecież słyszę, że tam stoisz. Dlaczego milczysz? Nie otworzę. Nie otworzę temu, kto milczy. Otwiera się tylko tym, którzy chcą wejść i o to poproszą. Mam już dosyć. Odchodzę.

Iwan imituje, że odchodzi: idąc na miejscu robi coraz to cichsze kroki. Ostrożnie podchodzi do drzwi, nasłuchuje.

IWAN No idź już, proszę. Nie mogę odejść póki stoisz przy drzwiach. Muszę tu stać. A ty musisz stać tam. Pewnie jesteś taki, jak wszyscy. Musisz mieć imię, które wylatuje z głowy po pięciu minutach. Zamiast twarzy masz gładką, śliską maskę, żółtawą niczym filtr wypalonego papierosa. Masz wiotkie ręce, jak u topielca. Ściskając twą dłoń na powitanie, chce się krzyczeć z powodu tego obrzydliwego uczucia, że wyciśnie się z niej sok. Gdy idziesz, lekko podskakujesz, dlatego zawsze można zdążyć uciec przed tobą w zaułek, zauważywszy, że idziemy sobie na spotkanie. Gdy jesz, opuszkami palców lepisz kanapki z różnorakich okruchów z talerza i starannie je później przeżuwasz. Z twoich ust pachnie plastikiem. Wszędzie pozostawiasz swoje włosy, cienkie, długie, nikomu niepotrzebne, nawet twojej przedwcześnie łysiejącej głowie. Twoje uszy pokrywają wyschnięte strzępy skóry, masz nieprzyjemny śmiech i nieprzyjemny uśmiech, zawsze jesteś w nieodpowiednim czasie.

Jesteś sąsiadem alkoholikiem, roznosicielem ulotek, starostą klatki schodowej, dalekim krewnym z Kazachstanu, jesteś prezydentem, jesteś dzielnicowym, nie wpuszczę cię.

IX

Tatiana i Iwan siedzą na przeciwległych krańcach łóżka, patrzą na siebie.

TATIANA No, kto mógłby do nas przyjść o trzeciej w nocy?

IWAN Nie wiem. Drzwi zamknięte?

TATIANA Zamknięte.

IWAN Na pewno zamknięte?

TATIANA Nie mogę ci pomóc, jeżeli nie wiem, co się stało.

IWAN Pójdę, sprawdzę.

TATIANA Nigdzie nie idź. Czekasz na kogoś?

IWAN To się nazywa suwnica pomostowa. W jednym miejscu zaczepia się na haki ładunek, który jedzie przez całą halę w powietrzu, a z drugiej strony ładunek się odczepia. Robią to specjalni ludzie, ja tylko wypełniam różne formularze.

TATIANA Czy ja dobrze zrozumiałam: niczego tam nie dotykałeś?

IWAN Ładunek prowadzi robotnik. Trzyma w ręku panel sterujący, który zwisa na długim sznurze z góry.

TATIANA Nikomu nie pomagałeś? Niczego sam nie ruszałeś?

IWAN Mój gabinet znajduje się na specjalnym pomoście. Na drugim poziomie dla pracowników technicznych, przybudowanym do ściany. Kiedy suwnica przejeżdża koło moich okien, widzę tylko haki, na których wisi ładunek.

TATIANA Nie wychodziłeś ze swojego gabinetu, prawda?

IWAN Po prostu obok przejeżdżają haki, a ja na nie patrzę. Kiedy suwnica jedzie przez całą halę, wszystko się trzęsie, herbata wylewa się ze szklanki, ołówki brzęczą w dzbanku. Takie małe trzęsienie ziemi.

TATIANA No i w czym rzecz?

IWAN Dwa metry od moich okien. Wiedzę, że zaraz liny wyskoczą z haków, rozumiesz? Bo są źle zamocowane.

TATIANA Nie zdążyłeś dobiec, krzyknąć.

IWAN Pomyślałem życzenie: spadnie, nie spadnie.

TATIANA O Boże…

IWAN Głupie slogany: „nie igraj z zapałkami”, „oszczędzając minutę, możesz stracić całe życie”. Nic nie znaczą w porównaniu z tym, co się działo potem.

TATIANA A jakie było to twoje życzenie?

IWAN A czy to ważne? Zabiłem przecież człowieka.

TATIANA Nikogo nie zabiłeś, nie mów tak!

IWAN Nie rozumiesz.

TATIANA Dobrze rozumiem. To życzenie było o nas? Tak? Byłeś pewien, że nic się nie stanie?

IWAN To są głupstwa. Ty, ja… to są perdoły. Przeze mnie zginął człowiek.

TATIANA Nie masz z tym nic wspólnego.

IWAN Nie. To ty nie masz z tym nic wspólnego.

Pauza.

IWAN Wybacz. Zostaw mnie samego. Muszę to wszystko przemyśleć.

TATIANA Jak ty to sobie wyobrażasz? Mam wyjść z domu, żebyś pobył sam?

Iwam złazi z łóżka, rzuca poduszę na podłogę, kładzie się. W milczeniu patrzy przed siebie.

X

Jegor i Tatiana siedzą w kuchni. W trakcie całej rozmowy Jegor robi kanapki. Bez przerwy, po prostu w ilościach hurtowych.

JEGOR Pachnie farbą.

TATIANA Wchodzę dziś do pokoju, a on stoi z pędzlem i maże po ścianach. Mówi: „Chcę, żeby cały pokój był biały, bielusieńki”. Cały pokój pokryty jest białymi plamami, on nie wszystko zamalowuje, tylko tak: maźnie gdzieś, pomilczy, rozejrzy się wokół, maźnie w innym miejscu… Straszne.

JEGOR Udało ci się wyjaśnić szczegóły, czy on nadal milczy?

TATIANA Nocą się obudził, krzyczał.

JEGOR Słyszałem.

TATIANA Potem powiedział co nieco.

Pauza.

JEGOR Jest winny?

TATIANA Nie wątpi w swoją winę.

JEGOR A co w pracy?

TATIANA Nie wiem. Nie dzwonili.

JEGOR Próbowałaś go wyciągnąć na dwór?

TATIANA Jegorze, po co ty o to wszystko pytasz?

JEGOR Co masz na myśli?

TATIANA Przecież to cię w ogóle nie interesuje. Widać, że to cię nie interesuje.

JEGOR Dlaczego?

Pauza. Jegor nie odrywa się od robienia kanapek.

JEGOR No tak, nie szczególnie.

TATIANA Po co przyjechałeś, Jegorze? To nie jest najlepszy moment, sam przecież widzisz.

JEGOR Przecież boisz się zostawać z nim sama. Z takim.

Pauza. Tatiana Milczy.

JEGOR Chociaż na jedno pytanie mogę tobie odpowiedzieć.

TATIANA Na jakie?

JEGOR Wszyscy są zabójcami. Absolutnie wszyscy. Dlatego szczególnej tragedii w tym nie widzę.

TATIANA O czym ty mówisz?

JEGOR Też jesteśmy zabójcami. Ty i ja.

TATIANA Jeśli masz na myśli…

JEGOR Właśnie. Mam nas na myśli.

TATIANA To ty zmusiłeś mnie do aborcji. Jeśli chcesz się dowiedzieć, dlaczego się rozstaliśmy, odpowiem – rozstaliśmy się, bo po tym nie mogłam już z tobą żyć.

JEGOR Też jesteś temu winna.

TATIANA (zrywa się) Nie chciałam!

JEGOR Zgodziłaś się.

TATIANA Nie chciałam! Słyszysz, nie chciałam, ono by żyło!

Drzwi się otwierają i wchodzi Iwan. Wygląda strasznie, jakby kilka miesięcy był w ciągu alkoholowym. Podchodzi do stołu, nakłada na talerz kilka kanapek i milcząc wychodzi. Jegor nie przerywa produkcji kanapek. Tatiana stoi, zakrywszy dłońmi twarz.

JEGOR Wszyscy przeszli przez zabójstwo, to znaczy, że wszyscy są równi, że nikt nie jest winny, bowiem nie ma niewinnych.

TATIANA Potem przez lata cię nienawidziłam.

JEGOR Domyślam się.

TATIANA Jak możesz? Jesteś… jak lód.

JEGOR Na odwrót, jestem namiętny, gorący, mam temperament gondoliera. Po prostu teraz jestem zajęty, robię kanapki.

Tatiana siada na swoje miejsce.

TATIANA Wiesz, czego najbardziej w życiu nienawidzę?

JEGOR (bez emocji) Mnie?

TATIANA Czekolady. Pewnie nie pamiętasz, byliśmy biedni jak… jak wszyscy w tamtych czasach.

JEGOR Dobrze pamiętam.

TATIANA Zrobili mi zastrzyk, a potem, kiedy znieczulenie ustąpiło, wszystko było tak jak było. Nic się nie zmieniło. Nic nie czułam, jak gdyby nic się nie zmieniło. Wszystko było tak, jak wcześniej. Nawet mnie nie bolało. Miałam wrażenie, że mnie oszukano, i w rzeczywistości nic się nie wydarzyło.

JEGOR Ciekawe odczucia. Ja też często mam wrażenie, że jestem oszukiwany.

TATIANA (nie zwraca na niego uwagi) A potem kupiłeś mi Snickersa. Zdobyłeś gdzieś forsę i kupiłeś Snickersa, wtedy się tylko pojawiły, te czekoladki. Całe miasto było obwieszone reklamami: „zjesz i życie stanie się lżejsze”.

JEGOR Wzruszające. A ja zapomniałem.

TATIANA Od razu po wyjściu ze szpitala. Jadłam czekoladkę, która był… nagrodą? Tak?

Pauza.

TATIANA Samo wspomnienie ma smak czekolady. Zjesz i będzie lżej…

Wchodzi Iwan. Niesie pusty talerz. Stawia go na stół, nakłada sobie kanapki. Przerywa.

IWAN Źle mi.

JEGOR (z przykrością) To idź poleż.

Iwan posłusznie odwraca się i wychodzi. Zastyga w drzwiach.

IWAN Nikt nie przychodził?

TATIANA (do Jegora) Chcę, żebyś wiedział, że jeśli znów wrócimy do tamtej historii, to ja znów zacznę cię nienawidzić.

Iwan, nie doczekawszy się odpowiedzi, wychodzi.

JEGOR Dzięki za ostrzeżenie.

TATIANA To nie było ostrzeżenie. Ja to czuję.

XI

IWAN Nigdzie nie pójdę.

TATIANA W takim razie on sam przyjdzie.

IWAN Już mi lepiej.

TATIANA Nie lepiej, uwierz mi.

IWAN Nie potrzebuję lekarza. Moja głowa jest w porządku, widzę, jaka jesteś przejęta, wszystko doskonale rozumiem. Panuję nad sytuacją. Po prostu muszę przez jakiś czas pożyć w taki sposób. To przejdzie.

TATIANA Dzisiaj, wychodząc zostawiłam ci kartkę z wiadomością.

IWAN A ja ją przykleiłem do ekranu telewizora. Klejem. Pamiętam.

TATIANA I jak ty to oceniasz? Czy to jest normalne? Popatrz w co zmieniło się nasze mieszkanie, to czyjś straszny sen.

IWAN Kontroluję moje działania. Wszystko ci mogę wytłumaczyć.

TATIANA Spróbuj.

IWAN Pomyślałem, co będzie, gdy nastąpi jakiś koniec świata, i z całej światowej spuścizny literackiej pozostanie tylko twoja notatka. Wyobrażasz to sobie, ludzie przyszłości będą się z niej uczyli czytać i pisać. Będą mówili: „Jak doskonale głosi Notatka: «Niedługo wrócę. Nie martw się. Tatiana»”.

TATIANA A po co przykleiłeś ją do telewizora?

IWAN Właśnie dlatego.

TATIANA Dlaczego, dlatego?

IWAN Daj mi spokój. To przejdzie. Muszę przez jakiś czas pożyć w taki sposób.

TATIANA Już wystarczająco długo żyjesz w ten sposób. Wyjdźmy dziś z domu, co? Razem.

IWAN Daj mi spokój.

TATIANA Nie wykręcaj się, proszę.

IWAN Daj mi spokój.

TATIANA Nawet na mnie nie patrzysz,

IWAN Daj mi spokój.

TATIANA A jeśli ja naprawdę dam ci spokój? Raz na zawsze. Dam ci spokój. Co wtedy zrobisz?

IWAN Daj mi spokój.

TATIANA Iwanie!

IWAN Daj mi spokój, suko! Słyszysz?! Daj mi spokój, suko!!! Słyszysz, co mówię?!!

Do pokoju wbiega Jegor. Zamiera w drzwiach.

IWAN Co?! Też przylazłeś mnie niepokoić?! Chcesz mnie niepokoić?!

Szybko wychodzi z pokoju. Pauza.

JEGOR Trzeba coś z tym robić, prawda?

Tatiana milczy. Jegor ogląda pokój.

JEGOR On wszystko tutaj… zmienił.

TATIANA Byliśmy bardzo szczęśliwi. Uwierz mi.

JEGOR Wierzę. Pewnie dobry człowiek z niego, jeśli tak postradał zmysły. Sumienny. Albo w jakimś celu kłamie. Jeśli kłamie, to na pewno postradał zmysły.

TATIANA On niczego nie postradał. To przejdzie. To przejściowe zaćmienie umysłu.

JEGOR Jesteś tego pewna?

TATIANA To przejdzie. On tego potrzebuje. On tak przeżywa ten okres. A potem wróci do normy.

JEGOR A ja myślę, że on poważnie zwariował.

TATIANA Wszystko w porządku, mówię ci.

JEGOR No, jeśli ty tak mówisz…

TATIANA Daj mi spokój.

JEGOR (pstryka palcami) Ależ proszę bardzo!

Idzie w stronę drzwi.

TATIANA Jegorze!

Jegor zatrzymuje się.

TATIANA Dziękuję. Wiem, że naprawdę chciałeś mi pomóc.

JEGOR Uważasz, że potrzebujesz mojej pomocy?

Pauza.

TATIANA Tak.

JEGOR Słuchaj, czy mogę mu coś poradzić? Może, to mu pomoże.

TATIANA Co?

JEGOR Niech się stanie lekkim. Do taki rzeczy trzeba mieć lekki stosunek. I wtedy wszystko przejdzie. Od razu.

XII

Iwan stoi przed drzwiami.

IWAN Kto tam?

Pauza.

GŁOS. To ja.

IWAN Znam cię?

GŁOS. Raczej nie. Ale z lekkością możemy się poznać.

IWAN Nikogo nie ma w domu. Jegora nie ma. A Tania wyszła. Zostawiła kartkę, że niedługo wróci.

GŁOS. Nie szkodzi, niech Bóg ma ich swojej opiece. Wpuścisz?

IWAN Po co?

GŁOS Nie wiem. Może się nudzisz, albo chujowo się czujesz. Mam flaszkę, umiem grać na harmonijce ustnej. Lubisz bluesa?

IWAN Lubię.

GŁOS Wszyscy normalni ludzie lubią słuchać bluesa granego na harmonijce ustnej.

IWAN I ja lubię.

GŁOS No, to otwieraj brachu, a to głupio się jakoś czuję, gdy rozmawiam przez drzwi.

Iwan zmierza do drzwi. Zatrzymuje się.

GŁOS No co się ociągasz?

IWAN A ty wcześniej tu przychodziłeś?

GŁOS Gdybym przychodził, to byś pamiętał. Otwieraj.

IWAN Źle wyglądam. Mam kiepski okres w życiu.

GŁOS Twój kiepski okres się skończył. Od teraz wiesz jak będzie?

IWAN Jak?

GŁOS (wesoło) Od teraz wszystko będzie za-je-bi-sko.

IWAN Zdarzyło ci się kiedykolwiek kogoś zabić?

GŁOS Co, chcesz bym opowiadał o tym przez drzwi?

IWAN Zabiłeś?

GŁOS Kurde, ty to masz pytania…

IWAN Zabiłeś kogoś?

GŁOS (lekko) Oczywiście, że tak. Teraz mogę wejść?

IWAN Tak.

XIII

Iwan i Tatiana.

IWAN Nazywa się Maks. Fajny jest.

TATIANA No i co ci powiedział twój fajny Maks?

IWAN W młodości miał swoją grupę rockową. On i perkusista Witiok.

TATIANA A Maks na czym gra?

IWAN Śpiewa.

TATIANA (z niedowierzaniem) No… nawet ciekawe.

IWAN Witiok, to był deprechowy gość.

TATIANA (przedrzeźnia) Gostek.

IWAN Nie gostek, tylko gość.

TATIANA Wania, czy ty mówisz to wszystko na poważnie?

IWAN A ja co, puszczałem ci oczko, czy jak? Oczywiście, że na poważnie.

TATIANA I co?

IWAN I, słuchaj. Witiok miał różne nasilenia, zazwyczaj wiosną i jesienią. Wtedy trzeba było z nim cały czas siedzieć i chlać, dlatego, że Witiok miał nie tylko deprechę, ale i skłonności samobójcze.

TATIANA Czyli trzeba było z nim chlać przez całą jesień i całą wiosnę?

IWAN Maks mówił, że to było trudne, ale możliwe. I, pewnej wiosny Maksowi przydarzył się romans z jedną hipisówą o imieniu Etylodriel.

TATIANA Etylodriel nie chciała chlać z Witkiem, tak?

IWAN Witiok nie chciał Etylodriel. Mógł widzieć tylko Maksa, czym porządnie go umęczył.

TATIANA No, jasne. Maks odszedł z tą etylową elfką, a Witiok się powiesił.

IWAN Taka ot historia.

TATIANA (wzrusza ramionami) No, jakoś… nic dodać, nic ująć.

IWAN Maks uważa, że to jego wina.

Wchodzi Jegor.

JEGOR Cześć wszystkim. Kupiłem tort.

IWAN A co to za okazja?

JEGOR Po prostu kupiłem tort. I o mało się nie pobiłem tam, w samym sklepie. Chcieli mnie naciąć na kasę. Oszukać, wyobrażacie to sobie? Pomyślałem: wezmę i rzucę im tortem prosto w mordę. Ale się powstrzymałem. W złym to guście, rzucać się tortami.

TATIANA Jegorze, mamy problemy. Przychodził Maks.

IWAN Maks jest fajny, spodoba ci się.

JEGOR I jak się miewa Maks?

TATIANA (cedząc każde słowo) Jegorze, to nie żarty. Maks przychodził pod naszą nieobecność. Przyszedł i poszedł. Rozumiesz?

JEGOR (czujnie) Wydaje mi się, że rozumiem.

TATIANA Iwanie, a czy wcześniej Maks przychodził?

IWAN Taniu, za kogo ty mnie masz, za psychola? Gdyby przychodził wcześniej, powiedziałbym o tym. Tak?

JEGOR A kiedy on planuje przyjść następnym razem?

IWAN Dzisiaj.

TATIANA Tu?

IWAN (przypomina sobie) Tak, Taniu, wybacz, że z tobą tego nie omówiłem, ale on nie ma gdzie mieszkać.

JEGOR Pozwólcie, że zostawię wam tort, a sam się oddalę. Dobrze?

TATIANA Stój! (do Iwana) Maks będzie u nas mieszkał?

IWAN Tak. Nie zgadzasz się?

TATIANA Jegorze?

Jegor rozkłada ręce, w geście: „nie mam nic do powiedzenia”.

TATIANA Iwanie, wybacz proszę. Możesz mnie przeklinać ile chcesz, ale pytam cię teraz bardzo serio: „Czy Maks rzeczywiście tu przychodził, czy go wymyśliłeś?”.

IWAN (takim samym tonem) Taniu, wybacz proszę, ale czy ja wyglądam na debila?

JEGOR (stając między nimi) Mogę odpowiedzieć za nią. Nie, nie wyglądasz.

IWAN W takim razie, może wrócimy do mojego pytania? Czy Maks może u nas przez jakiś czas pomieszkać?

Pauza.

TATIANA Niech żyje. To nasz z tobą wspólny dom.

IWAN Jegorze, czy nie masz nic przeciw, żeby nocował z tobą w pokoju?

JEGOR Bez problemu, mógłbyś nawet nie pytać.

IWAN Wspaniale. Pójdę przygotować mu pościel.

Wychodzi.

TATIANA Nie jestem gotowa położyć go do psychiatryka. Zrobią tam z niego idiotę.

JEGOR No, przestań.

TATIANA Obserwuję to codziennie, z nim jest coraz gorzej.

Jegor podchodzi do Tatiany, niezgrabnie ją obejmuje.

JEGOR Jesteś przecież taka silna. Silniejsza od wielu facetów.

ATIANA I co z tego?

Wyrywa się z objęć Jegora.

JEGOR Przynajmniej, wygląda lepiej niż przed kilkoma dniami. Może to mu pomoże.

TATIANA Ten Maks widmo mu pomoże? O czym ty mówisz, Jegorze?

JEGOR Tak, kurde… mamy sytuację…

TATIANA Nie wiem co robić.

JEGOR Może zrobić mu jakiś wstrząs? Wybić go czymś z równowagi?

TATIANA (zmęczona) Jegorze, co za amatorszczyzna? Mam wrażenie, że straciłam męża i żyję z nastolatkiem. A jeśli go przestraszysz, to zmieni się w noworodka. Ja tego nie przeżyję. Naprawdę. Nie jestem histeryczką, tak jak mówisz, jestem silna, ale gdy zrozumiem, że nie da się go przywrócić do normalności, też zwariuję.

JEGOR Też to czujesz?

Tatiana chce odpowiedzieć, ale przerywa jej dźwięk dzwonka do drzwi.

GŁOS IWANA Maks przyszedł! Sam otworzę.

XIV

Tatiana, Iwan i Jegor.

TATIANA A może Jegor nam coś opowie.

JEGOR Ile już można…

TATIANA No, nie strój fochów, opowiadaj. Iwanie, powiedz mu.

IWAN No.

TATIANA Opowiadałeś przecież o swoich przyjaciołach z tego twojego klubu, jak on się nazywa? Iwanie, pamiętasz?

IWAN Nie pamiętam.

TATIANA No, co znowu?

IWAN A co?

JEGOR Nie kłóćcie się. Chcecie usłyszeć historię?

TATIANA Jeśli cię to nie interesuje, możesz po prostu powiedzieć: mnie to nie interesuje.

IWAN Mnie to nie interesuje.

JEGOR Więc tak, miałem przyjaciela…

Iwan wstaje i wychodzi z pokoju.

JEGOR Nie przejmuj się, Taniu. Dojdzie do siebie. Widzisz, że to zwykła depresja. Komu to się tylko nie przytrafia. Więc tak, nie skończyłem…

TATIANA (roztargniona) Tak, komu to się tylko nie przytrafia. Przepraszam.

Wstaje, wychodzi za Iwanem. W drzwiach wpada na Maksa.

MAKS (odchodzącej Tani) Nie będziecie jedli dziś kolacji?

Tania nie reagując, wychodzi. Maks wchodzi do pokoju, opiera się o ścianę, w milczeniu patrzy na Jegora.

JEGOR Więc tak, nie skończyłem opowiadać: miałem przyjaciela, który twierdził, że ciężkim ludziom nie można nawet podawać ręki na przywitanie. „To niczym infekcja wirusowa – mawiał – zapytaj człowieka, czy wierzy w Boga, zanim przyjmiesz go do naszego klubu. Jeśli wierzy, wiedz, że taki człowiek żyje wyłącznie według własnych zasad, po brzegi naładowany jest rozumieniem moralności”.

MAKS To ja opowiadałem. Co prawda, trochę inaczej.

JEGOR (nie zwraca uwagi) Mawiał: „W społeczeństwie może być tylko jedno prawo, i taki człowiek będzie próbował ustanowić swoje. Jeśli ma sumienie, będzie dążył od tego, by cierpieli wszyscy”. (do Maksa) Dobrze mówię?

MAKS Coś w tym stylu. Jak zwykle przekombinowałeś, a to przeczy naszym zasadom.

JEGOR Klucz, co ty tu do diabła robisz? Nikt cię nie prosił.

MAKS (wzrusza ramionami) Tak po prostu, z ciekawości.

JEGOR A co cię interesuje?

MAKS Tak się nagle wyrwałeś. Zrozum, nie miałem z kim pić. Dowiedziałem się od naszej indyjskiej parki, gdzie przepadłeś. Gita dała mi adres. I oto jestem.

JEGOR (upewnia się) Czyli przyjechałeś tak po prostu?

MAKS Czy obowiązkowo musi być przyczyna? (konfidencjonalnie szepcze) Właśnie, wydaje mi się, że pan domu zeschizował. Naopowiadał mi takich rzeczy…

JEGOR A mi się wydaje, żeś ty zeschizował, skoroś tu przyjechał.

MAKS Mam do ciebie pytanie.

JEGOR Wal.

MAKS Co tu się pija?

JEGOR Co masz na myśli?

MAKS Kiedy przyjeżdżasz do nowego miejsca, zawsze dowiaduj się co tam się pija, i nie tylko po to, żeby trafić z trunkiem, ale też żeby postawić diagnozę.

JEGOR Tu nie piją.

MAKS To też diagnoza.

JEGOR Jaka?

MAKS Patrzę na pana domu, jaki jest… (szuka odpowiedniego słowa)

JEGOR Ciężki?

MAKS Raczej zasuszony. Myślę, że to jego wariactwo można wyleczyć, jeśli się napije, jak trzeba wypłacze, wyżali i zapomni.

JEGOR Nie sądzę.

MAKS O co się zakładamy?

JEGOR Maks, kurde, przestań się wydurniać.

MAKS Umówmy się tak: jeśli nie wyleczę twego schizola z wyrzutów sumienia, to nasz klub trzeba będzie rozwiązać. Podoba ci się taki zakład?

JEGOR (myśli na głos) Jeśli nie wyleczysz, to on ma rację, nie ty…

MAKS Tak. A jeśli udowodnię, że te cierpienia to bzdura, że to po prostu maminsynek, któremu życie dało w mordę, to… czego mogę sobie życzyć?

JEGOR Zapaliczka. W taki wypadku, to i wygrana powinna być bzdurna. Chciałeś przecież moją zapalniczkę?

MAKS (zadowolony) О, wporzo, umowa stoi!

JEGOR Zgoda.

Uściskają sobie dłonie w znak zakładu.

MAKS Zapalniczka będzie moja.

JEGOR Chciałbym, żebyś wygrał. Z powodów osobistych.

MAKS Mam jednak jeszcze małe pytanie.

JEGOR Jakie?

MAKS Będziemy dziś jedli? Jestem głodny?

XV

Dwa bardzo szybkie dialogi, odbywające się równocześnie w oddzielnych miejscach.

MAKS No popatrz. Na przykład, takie zadanie: masz trzy jabłka. Jedno oddajesz Koli.

IWAN No?

MAKS Pytanie brzmi następująco: po co, co cię naszło, żeby oddać jabłko Koli?

IWAN Maksie, myślę, że Kola to mój przyjaciel.

MAKS Czy Kola poprosił cię o jabłko?

IWAN Nie wiem. Nie?

MAKS Ni cholery cię nie prosił. Kola nawet nie wiedział o twoich jabłkach.

IWAN (skonfundowany) Do czego zmierzasz?

MAKS Dobra, wyjaśnię to inaczej…


JEGOR Czy kiedykolwiek czułaś, że jesteś wciąż oszukiwana?

TATIANA Za bardzo wszystkim ufam, żeby to czuć.

JEGOR A ja czuję. Wydaje mi się, że czasami wybuchnę, gdy ktoś spróbuje znów mnie naciąć.

TATIANA Często cię oszukują?

JEGOR Zawsze. A ty? Chcesz powiedzieć, że nigdy nie kłamiesz?

TATIANA Kłamię. Czasami to bywa niezbędne.


IWAN Jeśli tak często zmieniasz nauczycieli, to niczego się nie nauczysz.

MAKS O czym ty mówisz? Przecież nie żyjemy w średniowieczu, kiedy dla całego świata wystarczało tylko kilku proroków. W nasze dni mamy możliwość wyboru. Nikt cię nie zmusza, byś obcował z Kolą, który bez przerwy ma chrapkę na twoje jabłka. Wstajesz i idziesz dalej. I niechaj ten Kola szuka sobie innego idioty.

IWAN A jeśli ja nie mogę porzucić Koli?

MAKS Co się tak do niego przyczepiłeś? Czy mało jest takich jak on?

IWAN Ale ty jesteś jedyny taki, jaki jesteś, tak? Chyba uważasz siebie za wyjątkową istotę?

MAKS Jestem wyjątkową istotą tylko wtedy, kiedy decyduję, czy potrzebne mi są cudze jabłka, czy nie.


JEGOR Ty i ja nie jesteśmy przecież aniołami. Jesteśmy zwykłymi ludźmi, Taniu.

TATIANA (ironicznie) Jak ja mogłam tyle czasu żyć bez ciebie, co Jegorze?

JEGOR (poważnie) Nie mam pojęcia.

TATIANA I co z tego wynika?

JEGOR Nic.

TATIANA Przed chwilą wyjaśniłeś mi, że nie jesteśmy bez grzechu, że nie jesteśmy aniołami, że jesteśmy ludźmi. Tak? I co?

JEGOR (nieoczekiwanie) Zdradzałaś go?

TATIANA Iwana?

JEGOR Czy kiedykolwiek zdradziłaś Iwana?

TATIANA Nie. Dlaczego mnie o to pytasz?


IWAN Wszystko rozumiem.

MAKS Ni cholery nie rozumiesz, stary.

IWAN No co ty.

MAKS Nie odwracaj się. Chcę z tobą normalnie pogadać.

IWAN Słuchaj, przecież to brednie. Te całe jabłka…

MAKS (przerywa) Nawet, gdyby na moim miejscu był ten zmiażdżony chłopak, nigdy nie powiedziałby, że to twoja wina.

IWAN A co by powiedział?

MAKS Powiedziałby, coś w stylu, rozglądałem się na boki, a trzeba było choć raz podnieść głowę i zerknąć na podnośnik. No i mam za swoje. Nie bądź niedorajdą.

IWAN On by tak nie powiedział.

MAKS Wiesz, w czym tkwi twój zasadniczy problem? Nagle to zrozumiałem.

IWAN W czym?

MAKS Nie wiadomo dlaczego, jesteś w stu procentach pewien, że wszyscy wokół ciebie, są tacy sami jak ty.


TATIANA Nie wydaje ci się, że nie powinniśmy poruszać takich tematów?

JEGOR No cóż… po prostu jestem ciekaw.

TATIANA (sucho) A co cię jeszcze interesuje?

JEGOR Jesteśmy bliskimi ludźmi.

TATIANA Byliśmy bliskimi ludźmi.

JEGOR Pomyślałem sobie…

TATIANA Co pomyślałeś?

JEGOR Czy mogłabyś go zdradzić ze mną?

Pauza.

TATIANA Jeśli ktoś w tym domu zwariował, to na pewno ty.

JEGOR Kocham cię.

TATIANA Kłamiesz.

JEGOR (lekko się zgadza) Dobrze, kłamię. A gdybym nie kłamał?

TATIANA Nawet gdybyś nie kłamał.

JEGOR Taniu…

TATIANA Nigdy, słyszysz, nigdy nie próbuj ze mną o tym rozmawiać! Słyszysz?!!

JEGOR (gorzko uśmiecha się) Mam z tobą coraz mniej tematów na rozmowę.


MAKS Myślisz, że ktoś ma potrzebę w zrozumieniu innego człowieka? Wszyscy maja od cholery własnych problemów.

IWAN Przecież nie proszę.

MAKS Kłamiesz. Wszyscy chcą, żeby za nimi biegano i starano się ich zrozumieć. Tyle tylko, że tak nie bywa, Iwanie.

IWAN Daj mi spokój.

MAKS Będę cię słuchał tylko wtedy, gdy ty będziesz w stanie wysłuchać mnie.

IWAN Daj mi spokój.

MAKS No, i znowu to samo…

IWAN Daj mi spokój.

MAKS I ty daj mi spokój. Siedź tu sam i wspominaj wszystkie jabłka, któreś w życiu rozdał.

XVI

MAKS Czy są takie tematy, które nie wolno poruszać? Mogę opowiedzieć o sobie absolutnie wszystko. Co cię interesuje?

JEGOR W tobie mnie nic nie interesuje.

MAKS Dlatego proponuje ci grę: opowiadam o sobie jedną historię, a ty w zamian mówisz, dlaczego tu przyjechałeś. Będzie sprawiedliwie – ty mi o tym, a ja o tobie o babci.

JEGOR Idź że w dupę ze swoją babcią. Nie chcę nic opowiadać.

MAKS Gra to najważniejsza rzecz na świecie. Ty mi, a ja tobie.

JEGOR Klucz, mieliśmy iść na mecz, przez ciebie się spóźnimy.

MAKS Jeśli pamiętasz, mieszkałem z moją babcią…

JEGOR (słabo) Ole, ole, ole, ole…

Siada, całym ciałem demonstrując, że szykuje się do wysłuchania długiej, nieciekawej historii.

MAKS Jesienią ją zostawiłem, wtedy była jeszcze w siłach, a kiedy wróciłem na wiosnę do domu, już przestała wychodzić. Oddałem ją do szpitala, powiedzieli: „miesiąc-dwa w lepszym wypadku”. Pewnie nie zawracałbym sobie nią głowy, ale miała raka, tak mi się wydaje. W sumie jedyne co mogła robić, to krzyczeć.

JEGOR Po co mi to opowiadasz?

MAKS Nigdy nie opowiadałbym. Ale zrozum – to jest gra. Ponieważ, jak zwykle, nie miałem kasy na lekarstwa, to szpikowałem ją heroiną. Miałem jeszcze jakieś dojścia. Załatwiałem działkę, a wieczorem przychodziłem do jej pokoju.

Pokazuje.

MAKS Puk, puk. Anno Fiodorowno? Zastrzyk? Babka nawet znów się zaczęła uśmiechać. Razem szukaliśmy żyły, a potem wracałem do swojego pokoju. Miała odlot absolutnie… starczy. Pisała listy. Do sąsiadów, do męża, do dzielnicowego, do lekarzy, do mojej mamy, do mnie, do swego ukochanego ze szkolnych lat, do Lenina i Gagarin. Te listy były bardzo logiczne. „…I jeśli pan wątpi w istnienie plamy, o której panu piszę, to powinien pan odsunąć umywalkę, żeby przekonać się o tym osobiście”. Listy były po prosty super.

JEGOR I…?

MAKS Jedyne, czego ona ode mnie wymagała, to regularne zastrzyki i wysyłanie listów do adresatów. Zastrzyki dawałem jej regularnie, a listy kładłem do pustej walizki w przedpokoju. I pewnego razu wracam do domu i zastaję babkę martwą na podłodze. A obok leży otwarta walizka z listami. Staruszka umarła nie z powodu choroby, a z rozczarowania. Jej wiadomości nie zostały dostarczone do adresatów.

JEGOR Zwyczajna historia. Setkom staruszek nikt nawet heroiny nie zaproponuje.

MAKS Niedawno poznałem pewnego cudaka, opowiedział mi, że był kiedyś redaktorem w jakiejś gazetce, a teraz kolekcjonuje grafomanów. I ja mu te listy wcisnąłem za okrągłą sumkę. I poczułem się tak kichowo. No, przecież… ona na poważnie to pisała. A tamten z kolesiami będzie miał z tego ubaw. No to szybko się spakowałem, kupiłem bilet i przyjechałem tutaj, żeby się jakoś rozerwać. Tym bardziej, że póki trwają tam procedury spadkowe i czekam, aż wydadzą mi papiery na mieszkanie, to właściwie nie mam tam nic do roboty.

JEGOR I co, zrobiło ci się lżej?

MAKS O wiele. Zawsze robi mi się lżej od podróży. Teraz twoja kolej.

JEGOR Dobra.

Pstryka zapalniczką. Myśli.

JEGOR Wiele lat temu mieliśmy z Tatianą romans, który skończył się aborcją. Nie, nie tak. Nasza parka, te dwie odjechane lesby, zaproponowały mi, żebym im zrobił dziecko.

MAKS Pasożytki. One i mnie próbowały w to wciągnąć.

JEGOR Nieważne. A ja ich propozycję potraktowałem poważnie. No, tamta stara historia… pomyślałem – wtedy zabiłem dziecko, a teraz spłodzę jeszcze jedno. Minus jeden, plus jeden, elementarna arytmetyka, w sumie.

MAKS (śmieje się) Logicznie!

JEGOR Poszedłem do lekarza, zbadać się, i wiesz, czego się dowiaduję? Jestem bezpłodny. Nigdy nie mogłem mieć dzieci.

Pauza.

MAKS Brawo Tańka!

JEGOR (kiwa głową) Brawo… Przyzwyczaiłem się, że wszyscy wokoło próbują mnie oszukać, ale o tamtej historii zawsze myślałem, że… Krótko mówiąc, cały czas o tym myślałem. I przyjechałem tutaj.

MAKS A ona co?

JEGOR Patrzę na nią, i nie wierzę. Znaczy, wierzę jej, że mnie nie oszukała, że wtedy mnie nie zdradziła.

MAKS (z niedowierzaniem) Jegorze, co ty? Opowiadasz mi o jakimś cudzie? Jak to tam… niepokalane poczęcie? Czyś ty też skiksował?

JEGOR Na przykład, Iwan. Patrzę na niego… Na moim miejscu, on by zwariował. A może to jedyne słuszne wyjście.

MAKS Pytałeś ją?

JEGOR Chciałem. A co ona odpowie? Ja wiem, co ona odpowie. I najbardziej odrażające jest to, że jej uwierzę. Pamiętam przecież, jak to było. Bardzo się kochaliśmy, ale wtedy nie chcieliśmy dziecka, zabezpieczaliśmy się jak wariaci, a tu masz ci los.

MAKS (zdecydowanie) Wyrzuć to wszystko z głowy. Cuda się nie zdarzają. A z Iwanem, naszym panem domu, sprawa jest jasna i prosta: gość nigdy nie popadał w tarapaty. Wkrótce się z tego wyliże, i będzie normalny, tak jak my, znaczy, jak ja. Weźmiemy go ze sobą na mecz. O właśnie. (zerka na zegarek) Już czas.

JEGOR (zamyślony) Tak. Chodźmy.

Kierują się do drzwi.

MAKS Mam inny pomysł.

JEGOR To znaczy?

MAKS Wyjedźmy stąd. Długośmy tu gościli, wystarczy. Koniec końców, co ty chcesz osiągnąć? No powie ci ona: „Jegorze, wybacz, nie dochowałam tobie wierności. Ach!”. I co dalej?

Śmieje się. Jegor, trzymając klamkę, zamiera, patrzy na Maksa. Maks przestaje się śmiać.

JEGOR Czy masz sprawy, które dla ciebie są ważne? Nie?

Maks nie odpowiada. Jegor otwiera drzwi. Obaj wychodzą. Zza drzwi donosi się niegłośny śpiew Maksa:

„Jeśli obraziłeś bracie kogoś ty

To obrazę szybko zatrze czas

Nie zawracaj z drogi, po przygodę mknij

Hejże maszynisto pełny gaz!”.

XVII

Tatiana siedzi i trzyma w rękach kamerę. Pojawia się Iwan. Tatiana odruchowo chowa kamerę za plecami.

IWAN Co tam chowasz?

TATIANA Nic. (krótka pauza) Kamerę.

IWAN Trzeba zwrócić. Dawno pożyczyłem.

TATIANA Dawno.

Pauza.

IWAN A gdzie wszyscy?

TATIANA Nie wiem.

IWAN Co robisz?

TATIANA Nic. (krótka pauza) Przeglądałam nagrania.

IWAN Jasne.

Pauza.

TATIANA Jak się czujesz?

IWAN W porządku.

TATIANA Plecy nie bolą od spania na podłodze.

IWAN Mówią, że to dobre dla zdrowia.

TATIANA Mówią. (pauza) Żarówka w toalecie się przepaliła.

IWAN Trzeba kupić.

TATIANA Mówiłam ci już.

IWAN Tak. Do diabła, zupełnie zapomniałem. (ziewa) Przepraszam.

TATIANA Sama kupię, jeśli tobie trudno.

IWAN Kup.

TATIANA Iwan.

IWAN Co?

TATIANA Po prostu powiedziałam: Iwan.

IWAN No tak, Iwan. (pauza) Co z tobą?

TATIANA Co?

IWAN Wydawało mi się, że płaczesz.

TATIANA Nie, wydało ci się.

IWAN Tak, rzeczywiście. Po prostu tak sobie siedzisz…

TATIANA Jak?

Pauza.

IWAN Niedługa wszędzie zaczną latać muchy. (krótka pauza) Potem wszystko się skończy.

TATIANA Pamiętasz, rozmawialiśmy o tym, że na lato dobrze by było wynająć domek za miastem.

IWAN I co?

TATIANA Po prostu mi się przypomniało.

IWAN Chce ci się?

TATIANA A tobie?

IWAN Tak jakoś…

Pauza.

TATIANA Nic nie robię, a cały czas czuję się zmęczona.

IWAN Pij witaminy.

TATIANA No, przydałoby się.

Pauza.

IWAN Chciałem cię spytać. Jeśli zniknę na kilka dni. Co ty na to?

TATIANA Wszystko jest do omówienia.

IWAN A jeśli więcej niż na kilka?

TATIANA Czego chcesz?

IWAN Szczerze? Nie wiem.

TATIANA To się najpierw zdecyduj. A potem ustalimy.

IWAN Dobrze.

TATIANA Pójdę się położyć. Zimno mi.

IWAN Spoko. Idź.

Pauza.

IWAN Czekaj!

TATIANA (odwraca się) Tak?

IWAN Zapomniałaś kamery.

TATIANA Przecież chciałeś ją oddać? Poza tym wszystko już przejrzałam.

IWAN No tak. Oczywiście.

Siedzi sam. Włącza kamerę i patrzy na ekranik. Ma kamienny wyraz twarzy. Wyłącza kamerę. Wychodzi.

XVIII

Do pokoju wpadają Maks i Jegor. Jegor trzyma w ręku trąbkę stadionową. Obaj są lekko podpici, Maks trzyma papierowe torby. Zaczyna wyjmować z tych toreb artykuły spożywcze.

MAKS Gdzie są wszyscy?

JEGOR Tru-tu-tu-tu!

MAKS Gospodarze, szybko do nas!

JEGOR Tru-tu-tu-tu!

MAKS Nie spać, spać!

JEGOR Tru-tu-tu-tu!

Pojawia się Tatiana.

MAKS A oto i pani domu!

JEGOR Tru-tu-tu-tu!

Tatiana podchodzi i wyrywa Jegorowi trąbkę.

TATIANA Ja ci tą trąbkę wiesz gdzie zaraz wsadzę?!

MAKS Taniu, Taniu, uspokój się, świętujemy, nie kłóćmy się.

JEGOR Świętujemy.

TATIANA Co?

JEGOR Wyjeżdżam. Koniec. Dość. Napracowałem się.

MAKS A jeszcze byliśmy na meczu.

TATIANA Wyjeżdżasz?

JEGOR Tak. I zabieram Maksa ze sobą.

MAKS Jakże on beze mnie? Zawodnik numer sześć podaje piłkę napastnikowi…

JEGOR Napastnik omija pierwszego obrońcę, drugiego, trzeciego…

MAKS Podaje do tyłu. I oto jestem sam na sam z bramkarzem, dziesięć metrów, napadam, główka…

JEGOR Przejebał piłkę. Rozpaczliwy krzyk trybun…

JEGOR I MAKS (chórem) Sę-dzia ka-losz!

MAKS Jakie to było piękne.

JEGOR Najważniejsze, żeby było pięknie.

TATIANA Jak świętować, to świętować.

MAKS A gdzie Iwan?

TATIANA Jak zechce, to przyjdzie. Nie zechce – jego sprawa. (przygląda się artykułom spożywczym, bierze wysokie czarne pudełko) A to co?

JEGOR To Maks gwizdnął w supersamie.

TATIANA (karcąco) Maksymie.

MAKS (usprawiedliwia się) Nigdy czegoś takiego nie piłem. Ładne pudełko. Od razu, jak je zobaczyłem, poczułem nań taką chcicę.

JEGOR (zgadza się) Piękne. Butelka jest jeszcze piękniejsza. No, polewaj, na co czekasz?

TATIANA Oj, zaraz przyniosę kieliszki.

MAKS Po co nam kieliszki? Nauczę was pić z papryki. Odcina się górę… o tak… i mamy kieliszek i zagrychę w jednej, że tak się wyrażę, osobie. JEGOR Super. Jak na pikniku.

TATIANA Siądźmy na podłodze, co? Żeby było jak na prawdziwym pikniku.

MAKS Jestem za.

JEGOR To się przenosimy.

Rozlokowują się na podłodze.

MAKS Jak w dzieciństwie. Polewaj.

JEGOR A jak się stukać papryką?

TATIANA Toast, kto wzniesie toast?

MAKS Niech to zrobi Jegor.

JEGOR A czemu ja? Ja wyjeżdżam, lepiej niech pani domu wyda z siebie coś w rodzaju nekrologu.

TATIANA Dobrze. Wznoszę moją paprykę… Maks, no nie rżyj że.

MAKS Przepraszam. Dawaj dalej.

TATIANA Wznoszę tę oto paprykę za naszych odjeżdżających gości. Chłopaki, było z wami lekko i dobrze…

MAKS Taniu, jesteśmy głupimi zajączkami słonecznymi.

JEGOR Nie przerywaj.

TATIANA Tak, jesteście głupimi zajączkami słonecznymi, i lekko się z wami przechodzi przez trudne okresy w życiu, czy to będzie nieprzyjemny deszcz, czy nawet…

MAKS Czy nawet?…

JEGOR (rozczulony) Dziękuję. Twoje zdrowie.

Stuka się z Tanią i Maksem. Nikt nie zdążył jeszcze wypić, jak do pokoju wchodzi Iwan.

IWAN Wyszedłem na podwórko. Pierwszy raz od miesiąca. Tam jest tak obrzydliwie. Ktoś zarzygał klatkę schodową.

TATIANA Wasze zdrowie. (wypija)

MAKS Iwanie, usiądź z nami.

JEGOR Wyjeżdżam. Postanowiliśmy do uczcić. Przyłączysz się?

IWAN (wzrusza ramionami) Tak.

Tania milcząc podsuwa się, Iwan siada obok niej.

MAKS Karniaka dla pana domu.

JEGOR A my byliśmy dziś na meczu. Lubisz piłkę?

IWAN Nie.

TATIANA Wasze zdrowie.

Wypija. Maks rzuca na Tatianę osądzające spojrzenie.

MAKS Łamiesz rytm. Postąpimy tak – nikt teraz nie pije, póki nie wzniosę toastu.

JEGOR Muzyk. Cenię muzyków za doskonałe poczucie rytmu.

TATIANA Maks, możesz jednocześnie uderzać prawą ręką na pięć, a lewą na trzy?

MAKS Mogę. Czekajcie…

JEGOR O, pokaż! (do Tatiany) Próbowałem, i nigdy mi się nie udawało.

TATIANA Ty? Ty nawet piosenki o choince nie możesz czysto zaśpiewać.

MAKS Przyjaciele! Proszę o toast!

Wszyscy milkną.

MAKS (patetycznie) Chcę wypić tę paprykę za tego przecudownego pikantnego faceta, jakim jest nasz gospodarz. Takich jak on nie spotykałem, jeśli się nie mylę, już od dziesięciu lat i jest mi niezmiernie miło, że w końcu go spotkałem. Wydaje mi się, że tacy ludzie, jak Iwan, są oporą naszego społeczeństwa, naszej literatury i całego naszego kraju. Iwanie, jesteś prawdziwym człowiekiem, piję za twoje zdrowie.

JEGOR Hura!

Piją.

IWAN Dziękuję. Czy mogę w odpowiedzi wznieść toast?

TATIANA (uszczypliwie) Może nie trzeba w odpowiedzi?

MAKS Oczywiście, oczywiście! Polewaj.

JEGOR Nie za szybko? Hę?

MAKS Nie pękaj. Najgorsze co się może wydarzyć to to, że się napijemy.

JEGOR To jam gotów.

Iwan wstaje i długo zbiera myśli.

IWAN Przede wszystkim, chciałbym was przeprosić. Byliście naszymi gośćmi, zapewne w nienajlepszym okresie mego życia.

TATIANA Świetny toast. Pijemy?

IWAN Jeszcze nie skończyłem. Chcę jeszcze powiedzieć, że jest mi smutno.

MAKS Nam też jest smutno, stary! Spodobało nam się u ciebie!

IWAN Jest mi smutno, przez to, że kiedy z twojej winy ginie człowiek… (Jegor próbuje coś powiedzieć, ale Iwan przerywa mu gestem) Nawet jeśli nie z twojej winy, nawet jeśli chodzi o to, że mogłeś go uratować, ale tego nie zrobiłeś, nawet jeśli to prawda, to jest mi z tego powodu smutno, ponieważ, po tym wszyscy ludzie, nawet najbliżsi, uważają cię za wariata. (krótka pauza) Tylko dlatego, że nie mogłeś ocalić człowieka, nie podjąłeś takich działań, i nie możesz sobie tego wybaczyć.

JEGOR Iwanie, nikt nie uważa cię wariata. Naprawdę.

Iwan wypija i siada na swoje miejsce.

TATIANA Bardzo się cieszę, ze w końcu zacząłeś rozmawiać. Powiedz mi jedną rzecz – a co ja mam do tego? Czy jestem winna tego co się stało

IWAN Musisz być ze mną. Jeśli jesteś ze mną, to jesteś po mojej stronie.

MAKS Ej, nie kłóćmy się. Przecież świętujemy.

TATIANA Nikt się nie kłóci. (do Iwana) A dlaczego ja mam być z tobą? Zastanawiałeś się kiedyś nad tym?

IWAN Nie. A czy to takie ważne?

TATIANA Już nie. Posłuchaj, Iwanie – Jegor sam nie wyjeżdża. Ja z nim jadę.

MAKS Kurde Bolek…

IWAN (powoli) A-h-a.

TATIANA Mieszkanie zostawiam tobie. Na razie zostawiam. Potem się dogadamy.

IWAN Jegorze?

JEGOR Wybacz. Tak wyszło.

TATIANA Nie myślałem, że wszystko między nami tak szybko się skończy.

IWAN Ty… żartujesz?

TATIANA Już prawie miesiąc żyjemy z tobą jak obcy sobie ludzie. Zapomniałeś, że jest słowo „my”. Nie ty, i nie ja, tylko my. Mam dość.

IWAN Nie rozumiem.

TATIANA To wszystko. Tak, to już wszystko. Pamiętasz, jak w filmie: „Boli nie to, że nic nam nie wyszło. Boli to, że głupcy mieli rację”.

IWAN (ściska skronie) Jaki film?! O czym ty mówisz?!

MAKS Wania, wypij, masz wypij…

Iwan uderza Maksa po ręce, wybijając kieliszek. Wstaje. Jegor, na wszelki wypadek, też wstaje. Iwan chce coś powiedzieć, ale odwraca się i wychodzi.

JEGOR (ociężale siadając) No, kobieto, namąciłaś…

MAKS Kochani, kiedy wyście to zdążyli?

JEGOR (ignorując Maksa) Kurde, mogłabyś mnie chociaż uprzedzić. Dokąd masz zamiar jechać?

TATIANA Nie wiem.

MAKS Co? Wszystko to wymyśliłaś?

JEGOR Na wszelki wypadek uprzedzam – mi z tobą nie po drodze.

TATIANA Tak, wiem. Po prostu dłużej już nie mogłam. Prędzej, czy później też bym zwariowała.

JEGOR Jaki masz plan?

TATIANA Nie wiem.

MAKS Mam ochotę wypić. Jeśli nikt nie ma nic przeciwko…?

JEGOR Czy ty w ogóle coś wiesz? Na co liczyłaś? Że on się przebudzi? Nigdy w życiu, popatrz na niego.

TATIANA Nie wiem, co dalej robić. Nie wiem, co dalej robić.

MAKS Podziwiam waszą umiejętność tworzenia sobie problemów.

JEGOR Klucz, przestań. (Pauza. Jegor kiwa głową.) Tak, nieźle…

TATIANA Wybacz. To cię nie dotyczy.

JEGOR Teraz już dotyczy. Proponuję zakończyć nasze święto.

MAKS Szkoda. Było wesoło.

JEGOR (wstając, do Maksa) Zbieraj rzeczy, na nas już pora.

Maks też wstaje. Patrzy na Tatianę, która nadal siedzi na podłodze. Wychodzi.

XIX

Jegor przywleka swój plecak do salonu. Przy stole siedzi Tatiana. Obiema rękoma obejmuje dużą, papierową torbę, którą trzyma na kolanach.

JEGOR To twoje wszystkie rzeczy?

TATIANA Póki co, tak.

JEGOR Gdzie zamieszkasz?

TATIANA Zadzwoniłam do Olgi. No, tej wąsatej-pasiatej. Teraz jest gdzieś nad morzem. Pozwoliła mi u siebie pomieszkać.

JEGOR Jesteś wariatką. W ogóle macie tu dom wariatów. Wypisz wymaluj.

TATIANA No, cóż…

JEGOR Z tamtym (kiwa głową w stronę sypialni) rozmawiałaś?

TATIANA Nie.

JEGOR Może jakoś… zareaguje?

TATIANA Już zareagował. Sam widziałeś.

JEGOR Wydaje mi się, że jestem wszystkiemu winien.

TATIANA Po prostu ci się wydaje.

JEGOR Przecież przyjechałem… Mogę zapytać?

TATIANA Wal.

JEGOR Z góry ostrzegam, to głupie pytanie.

TATIANA A czy ty kiedykolwiek zadawałeś inne pytania?

JEGOR No, i teraz… Taniu, czy ty… czy ty mnie zdradzałaś? No, wtedy, kiedy byliśmy ze sobą?

TATIANA Rzeczywiście, głupie pytanie.

JEGOR A na serio.

TATIANA Nie.

JEGOR Niedawno się dowiedziałem, że nie mogę mieć dzieci. Co ty na to?

TATIANA Tak jak Olga.

JEGOR Mówię serio. Jak mogliśmy… jak mogłaś… (trze skronie) Uff, kurwa, zrozum, jest mi głupio, ale…

TATIANA Jegorze, kochałam cię. Ani razu cię nie oszukałam. Po prostu nie umiem. Wiesz o tym.

JEGOR Przyjmijmy, że cię o nic nie pytałem, dobra?

TATIANA Dobra.

JEGOR Ale, jednak…

TATIANA Mogę powiedzieć tobie to, co chcesz usłyszeć. Jest mi teraz naprawdę wszystko jedno. I jeśli chcesz znać prawdę, to mówię, że cię nie zdradzałam. I kropka. Przestań już mnie męczyć.

JEGOR Wybacz.

Siada na sąsiednie krzesło. Wchodzi Maks z niedopitą butelką w ręku. Stawia ją na stół.

MAKS Już zaczynam mieć kaca. Może strzemiennego?

JEGOR I gdzie są twoje rzeczy?

MAKS Już zaraz. Tylko się pożegnam z panem domu…

TATIANA Stój!

Maks otwiera drzwi do sypialni, skąd, jakby czekając na swoje entrée, wychodzi Iwan. Jest podejrzanie spokojny.

JEGOR (wzdycha) Och. Poczekam na zewnątrz.

IWAN Poczekaj tu. Chciałem powiedzieć jedną rzecz, która dotyczy też ciebie.

MAKS Chcieliśmy się tylko pożegnać, Iwanie…

IWAN Poczekaj (do Tatiany) Najpierw ty.

TATIANA Tak?

IWAN Zawsze myślałem, że ze wszystkim zdążę. Sądziłem, że jesteś moją ostatnią przystanią, więcej nie będzie żadnych dróg, po tobie nic więcej nie będzie. Odnalazłem cię. To wszystko.

TATIANA I co?

IWAN Dlatego nie możesz odejść.

TATIANA To dla mnie wielki zaszczyt. Fajnie, że tak zdecydowałeś o swoim życiu. Tyle, że ja odchodzę.

IWAN Nie możesz odejść.

TATIANA Już odeszłam.

IWAN (spokojnie) To nie jest możliwe. (do Jegora) Znaczy się tak. Teraz ty.

JEGOR (leniwie wstaje ze swojego miejsca) Słucham.

IWAN Właśnie, słuchaj…

Iwan próbuje uderzyć Jegora, ale ten robi unik i Iwan „uderza powietrze”. Próbuje uderzyć jeszcze raz, ale znów chybi. Maks łapie Iwana z tyłu za nogi, i Iwan pada. Tania odciąga Maksa od Iwana, przykrywając go swoim ciałem.

TATIANA Przestańcie! Co na was napadło?! Przestańcie, zostawcie go w spokoju!

Iwan próbuje wstać, ale nie może, Tatiana bezwładnie na nim wisi. Maks i Jegor stoją, skłoniwszy się nad nimi. Następujące dialogi Iwana i Tatiany, oraz Jegora i Maksa odbywają się praktycznie równolegle.

IWAN Puść mnie! On cię nigdzie nie zabierze…

TATIANA Wania, proszę cię, no proszę, proszę…

MAKS Może go kopnąć po żebrach?

JEGOR Czekaj, zostaw go.

IWAN Zostaniesz ze mną! Tutaj! Rozumiesz?!

TATIANA Tylko się uspokój, bardzo cię proszę!

JEGOR Hej ty, pacyfisto! Nikt jej stąd nie zabiera, słyszysz?

MAKS Trza go rypnąć, i po bólu.

TATIANA Zostawcie go!

IWAN A no, chodź no tu, ty…!

JEGOR (nie wytrzymuje) Gdzie mam iść?! Z wami się położyć?! Zupełnie żeś skiksował?

TATIANA Wania, Wania, nigdzie nie jadę, słyszysz, nigdzie nie jadę…

MAKS (do Jegora) Wygląda na to, że między nimi wszystko wraca do normy. (bierze butelkę, wypija z gwinta, podaje Jegorowi) Wypijesz?

JEGOR Daj. (wypija)

IWAN Nie odchodzisz? Nie trzymaj mnie, jeszcze z nim nie skończyłem…

MAKS Głuchy jesteś, czy co? Ona zostaje, zostaje. (do Jegora, konkretnym tonem) Myślę, że jeśli związać go taśmą klejącą…

TATIANA (zawodzi) Zostaję. Wania, zostaję, z tobą.

JEGOR (gestykuluje, jakby rozmawiał z głuchoniemym) Ona wszystko to wymyśliła. Specjalnie. Rozumiesz? Nie?

IWAN Daj mi wstać! (spokojniej) Nikomu nic nie zrobię. Obiecuję.

MAKS (do Jegora) Obiecuje. Wyobraź sobie, że właśnie uratowaliśmy sobie życie.

Iwan wstaje. Tatiana z obawą wciąż się go trzyma. Maks i Jegor stoją naprzeciw. Pauza.

TATIANA (spiesznie, przerywając milczenie) Nigdzie nie jadę.

JEGOR (z ironią) Nikt w to nie wątpił.

MAKS Słuchajcie, skończmy to wszystko jakoś elegancko. Nie zrozumieliśmy siebie nawzajem, a teraz się zrozumieliśmy. Incydent uległ wyczerpaniu, a trunek nie.

Pauza.

IWAN (do Tatiany) Przepraszam.

TATIANA Jestem po twojej stronie. Jestem z tobą.

MAKS (bierze do Jegora butelkę i daje ją Iwanowi) Wypijesz?

JEGOR (do Iwana) To wszystko jakoś głupio wyszło. Zamiast się lać i skakać sobie do gardeł, trza było lać do gardeł ten oto trunek.

XX

W tym samym miejscu. Dwie godziny później. Wszyscy są już nieźle pijani. Tatiana przytula się do Iwana, a on obejmuje ją jedną ręką.

JEGOR I tak, znaczy, wróciłem po rzeczy… Wróciłem… O czym to ja mówiłem?

IWAN (do Tatiany) Wygodnie ci się siedzi?

TATIANA Tak…

MAKS Opowiadałeś, jak na dworcu wzięli ciebie za terrorystę.

JEGOR (macha ręką) A dalej to i opowiadać nie ma o czym. Zatrzymali, sprawdzili dokumenty i wypuścili. Poszedłem do domu.

IWAN A wiecie co ja myślę? Kogoś to w ogóle ciekawi?

TATIANA Opowiedz mi, co myślisz. Jestem bardzo ciekawa.

IWAN Chcę opowiedzieć o tamtym zdarzeniu. Pewnie, nie powinienem był go uratować. Weźmy, na przykład… przeznaczenie, tak? Takie było jego przeznaczenie.

MAKS Dokładnie. Strzał w dziesiątkę. W jabłuszko, chciałem powiedzieć. Co? Myślisz – mogłem temu zapobiec… Chuja łysego mogłeś.

IWAN Prawdę mówiąc, jeśli pomyśleć logicznie – zobaczyłem, że to się zaraz zerwie…

TATIANA (jeży się) Może nie będziemy już o tym?

MAKS Taniu, nie przerywaj. Teraz trzeba.

IWAN Nie zdążyłbym. Po prostu zwyczajnie nie zdążyłbym go ostrzec. I pewnie, podświadomie to wyliczyłem i nie podjąłem żadnych działań. Dobrze mówię?

JEGOR No, w sumie tak. Pijemy?

IWAN Nie można brać na siebie cudzego losu. Człowiek nie jest w stanie żyć za dwóch. To nierealne. To pewnie prawidłowo, i tak trzeba żyć, ale to nierealne.

MAKS (dolewa wszystkim wódki) I w tym rzecz, chłopie, w tym rzecz.

IWAN (z lekka się podnosząc) A kto w ogóle powiedział, że można być za kogoś odpowiedzialnym? Kto w ogóle wymyślił wszystkie te zasady?

MAKS Nie ma żadnych zasad. Znaczy się, jakieś są, ale to zupełne dyrdymały.

JEGOR Wypijmy, mam już dość tej waszej filozofii.

IWAN Wasze zdrowie.

TATIANA Mówcie toast. A to już jak alkoholicy jacyś…

MAKS Wypijmy za to, żeby… za najcenniejsze w życiu.

IWAN Jestem stuprocentowo pewien, co jest najcenniejsze w moim życiu.

TATIANA Co?

JEGOR No starczy już, rzygać mi się chce ot tego waszego gruchania.

TATIANA Jak chce ci się rzygać, to nie słuchaj.

IWAN No już starczy! Na zdrowie!

MAKS I tak trzymać.

Stukają się, wypijają. Iwan i Tatiana całują się.

MAKS Jegor.

JEGOR Słucham cię, przyjacielu?

MAKS O niczym nie zapomniałeś, Jegorze?

JEGOR W sensie?

MAKS No, nie wiem. O jakiejś rzeczy?

JEGOR W sensie?

MAKS No, nie wiem. Może się z kimś o coś zakładałeś?

JEGOR (uderza się w czoło) No tak!

Wyjmuje z kieszeni zapalniczkę i daje ją Maksowi, który ze starannością, charakterystyczną dla pijanego człowieka, chowa ją do kieszeni.

MAKS Wspaniała rzecz.

JEGOR Po co ci zapalniczka, przecież nie palisz?

MAKS Często wyskakuję z pociągów na pełnym biegu. Wyskoczę gdzieś w tajdze, w śnieg, i będę już miał zapalniczkę.

JEGOR Następnym razem założymy się o kociołek. Na pewno ci się przyda. W tajdze.

MAKS Patrz. Gospodarze zasnęli. Trzeba wypić za ich zdrowie.

Pije.

JEGOR Widzę. Dobrze śpi się tym, kto ma czyste sumienie. Tak mnie uczono w dzieciństwie. W ogóle, dlaczego w dzieciństwie uczą nas tego, co w życiu się później ni razu nie przydaje? Nie rozumiem.

MAKS Pora stąd spadać. Murzyn swoje dzieło sprawił, gdzie pieprz rośnie się odprawił. (wstaje z trudem, patrzy na śpiących Iwana i Tatianę) Jak jemu to wszystko szybko przeszło. Wystarczyło nastraszyć i już – zostawcie mnie, nie burzcie mojego zasranego światka.

JEGOR Coś ty się tak na niego uwziął?

MAKS Nie na niego, a na ciebie. W kogo uwierzyłeś, brachu? W tego inżynierka? Ich już nie ma, rozumiesz? Oni wszyscy wymarli na chuj, jak dinozaury. Dawno temu. Powiem ci coś. (pokazuje na górę) Tam nikogo nie ma, w ogóle nikogo. (pokazuje na siebie) I wewnątrz niczego nie ma, żadnych zasad.

JEGOR A co jest?

MAKS Są tylko ludzie. Nikogo więcej nie ma…

Próbuje zrobić krok, ale o mały włos nie pada.

JEGOR Ech, brachu, to się nie uda. Siedź no tutaj, a ja zaraz przyniosę twój plecak, i będziemy brnąć przez mroki nocy.

MAKS Umowa stoi.

Prawie pada na podłogę.

MAKS Tylko nie długo, dobra?

JEGOR Chwila moment.

Jegor lekko się chwiejąc, wychodzi. Maks patrzy na śpiących gospodarzy.

MAKS (ironicznie) Miłość do grobowej deski… Gołąbeczki…

Pstryka zapalniczką. Nie zapala się.

MAKS Nie ma paliwa… Kurde, Jegor, cały ty – nosić ze sobą niedziałającą zapalniczkę…

Kładzie się na plecy. Zamyka oczy. Pauza. Do pokoju wchodzi Jegor, wlokąc za sobą plecak.

JEGOR Aż wytrzeźwiałem… Maks? Śpisz, czy co?

Siada na plecaku.

JEGOR Taniu? Wiesz, co pomyślałem? Jeśli mnie nie oszukałaś… To wiesz, co się okazuje? Taniu? Okazuje się straszna rzecz. Taniu, a może mogłaś… no, tamta aborcja… Może to było To Dziecko? Czekają nań już od dwóch tysięcy lat, a my tu… raz, i Go zabiliśmy, raz, i Zbawiciel nie przyszedł na świat… I nikomu nigdy nie będzie odpuszczone. I za co? Odkąd tu przyjechałem, cały czas o tym myślę. To pewnie brednie… Tak sobie myślę: dlaczego wszyscy dokoła są tacy lekcy? Dlaczego wszyscy są jak gdyby…, jaj gdyby wycięto im coś z głowy? Ty, Maks, ten twój neurastenik, w ogóle wszyscy. Być może dlatego, że nie narodziło się tamto dziecko? Co, Taniu? Obserwowałem Iwana, jest inny niż wszyscy. Jest po prostu… (wzdycha) Byłoby lepiej, gdybyś mnie oszukała. Naprawdę, Taniu… Nie mówiłem ci, ale takie myśli wgniatają mnie w ziemię. Ciężko jest nawet wzdychać. Tak się boję, o tym mówić. I nie mogę tego wybić sobie z głowy. A porozmawiać nie mam z kim, oprócz ciebie. A ty śpisz. Ale dobrze, że śpisz…

Bierze butelkę, ogląda ją pod światło. Odchyliwszy głowę, dopija resztki.

JEGOR Pewnie gdzieś się mylę. Przecież On nie mógł trafić się takim idiotom jak ty i ja? Prawda? Szczerze, nie jestem gotów odpowiadać za cały świat. I nikt nie jest gotów. Taniu, ja zaraz sobie pójdę. I Maksa zabiorę. Jutro musicie obudzić się tylko we dwoje, i żeby wasze życie wyglądało tak, jak wcześniej.

Spełza z plecaka, kładąc się na nim, jak na poduszce.

JEGOR Tylko nabiorę siły, troszeczkę odpocznę i pójdę. A ty się zastanów nad tym, co powiedziałem. Dobrze? To wszystko wyjaśnia. Bardzo chcę, żebyś mnie oszukała…

Jegor zasypia. Z nieba zaczyna sypać śnieg, który stopniowo przykrywa sylwetki leżących ludzi dopóty, dopóki nie powstanie równa biała powierzchnia, na której znowu można rysować, tak jak na czystej kartce papieru.

KURTYNA

V 2006 – VI 2007