D z i a d y ( P o l s k i e ) c z ę ś ć V

Wojciech Giczkowski

Dziady (Polskie)

Część V

Czyli

„Opuszczony przez Boga kraj”

Komedia

Osoby:

Czarownice:

Bezdomna I

Bezdomna II

Bezdomna III

Pan Postoja Walski

Senator Kmieć

Poseł Burak

Ksiądz Tuliński

Pani Ewa

Pani Małgorzata

Konrad

Ksiądz Raszyński

Biskup Szlaski

Kruszyna

Scena I

Czarownice z Dworca Centralnego

(Scena przedstawia podziemny peron dworca . Przeraźliwy hałas przejeżdżających pociągów i megafonów. Na scenie trzy bezdomne , stare kobiety otoczone swoim majątkiem ruchomym. Widać dwie ławki i jedno legowisko z kartonu, z którego wyłania się w trakcie monologu mała kobieta.)

Bezdomna I – Spałam. Ktoś przechodził i rzucił mi pieniądze. Oddałam całą kwotę policji. Nie chcę mieć żadnych pieniędzy. To z ich powodu zawsze miałam kłopoty.

Bezdomna II – Na złość powiem. Może coś zjemy. Mam prawie dobre winogrona, jeszcze żółte banany i pomidory, które znalazłam w śmietniku koło supermarketu. Przy Tesco wyrzucili jogurty, którym dopiero wczoraj skończył się termin ważności. W spożywczaku dali mi jeszcze dobre bułki.

Bezdomna III – Chętnie skorzystam. Nie wychodziłam dzisiaj poza dworzec i gdyby nie Heniek z budowy to zrobiłabym chyba pod siebie.

Megafon (głos Jana Pawła II) – Pociągi jadą, samochody pędzą, autokary podążają, samoloty lecą.

Człowiek pędzi, leci.

Zostawia żonę, dzieci.

Kobieta goni, leci,

Zostawia męża dzieci.

Wszyscy gonią chwile, szczęścia szukają,

Gdzieś są, czasami wracają.

(Bezdomne na ławce przygotowują wspólną kolację.)

Bezdomna II – Na złość powiem. Tak, te dziewczyny ze sklepu potrafią nam współczuć. Same często pochodzą z małych popegeerowskich wiosek. Przyjechały w poszukiwaniu szczęścia do dużego miasta a tu ich nikt nie chce. Są niepewne i pełne obaw. Nie mają zaufania do zwykłych ludzi z miasta, ale pewnie są mądre, kulturalne i wykształcone. Dostają pracę tylko jako sprzedawczynie czy kelnerki. Są samotne i młode, spragnione wielkiej miłości. Tymczasem chłopcy - Polacy wyjechali.

Dla nich zostają murzyni i hindusi z ..Bangladeszu. Sama słyszałam jak taki Bambo przekonywał ładną malutką Polkę, że wszystkie panny to dziwki, a tylko ona jedyna jest porządna. Prawie dała się przekonać, bo prawie rozumiała jego suahili-angielski. Na koniec już siłą ciągnął ją do starego Fiata namawiając na wino w domu.. Tym razem nie pojechała. Bała się ilu ich tam na nią czeka. Serce ma pojemne, dobrze, że jest tam miejsce na współczucie dla takich jak my.

(Na scenie pojawiają się kolejni podróżni. Podróżny I to wysoki, starszy mężczyzna. Zmęczony, choć wysportowany, po przejściach ukryty alkoholik, w towarzystwie młodej, wysokiej, atrakcyjnej kobiety )

Bezdomna I – Patrząc na tych wyjeżdżających to jawią mi się jak upiory, które po długim, intensywnym życiu nie mogą znaleźć dla siebie miejsca na jego śmietniku. Włóczą się , karmią padliną i co gorsze przenoszą niby liberalne poglądy jak zarazę. Ja jestem odporna i choć czytam cała prasę jaką znajdę w koszu to nie dam sobie poprzestawiać w mózgu. O zobaczmy co jest tutaj. Może są jeszcze puszki.

(przerywa jedzenie i grzebie w stojący opodal koszu na śmieci. Wyciąga triumfalnie dwie puste puszki. Depcze je i chowa do plastikowej reklamówki.)

Jutro sprzedam na Grzybowskiej. Tam dobrze płacą.

Bezdomna II – Na złość powiem. O tego tam to ja znam . Klasyczny przykład do twojej tezy. To były sportowiec. Grał na całym świecie, a potem został trenerem w siatkówkę , czy jakoś tak. Alkohol i laski wykończyły go. Zostawił żonę i synów w Gdańsku, a sam z byłą sekretarką najlepszego kumpla wyjeżdża do Birmingham. Ten kumpel to mafioso, więc mu nie daruje uwiedzenia lachociąga. Musi wyjechać. Ona zostanie tam kelnerką, a on nocnym stróżem. Z zazdrości, nie mogąc kontrolować tego co ona robi gdy jest sama zmieni pracę na dzienną i będzie jeździł wózkiem widłowym w magazynie.

Bezdomna III – A o żonie i dzieciach będzie pamiętał?

Bezdomna II – Zapomni. Czasem dzieciom paczkę wyśle z ciuchami. Aby nie płacić alimentów podczas nauki starszego syna ściągnie go do pracy, do Anglii. A ta jego panna. Ona? Na złość powiem. Ta laseczka, będzie tkwić przy nim, bojąc się porzucenia. Finansowo wesprą ją rodzice z Polski, którzy będą przysyłać paczki i pieniądze, ale w tajemnicy przed gościem - na jej prywatne konto.

(Podróżny II to starszy mężczyzna pojawia się w towarzystwie kobiety, która mogłaby być jego matką )

Bezdomna III – Taki stary a też ucieka z tego pogorzeliska jakim stała się dla niego Polska?

Bezdomna II – Na złość powiem. Ten to kelner, który wcześnie owdowiał. Od 27 lat opiekuje się nim żona kolegi z pracy. Swojego męża już wiele lat temu wysłała na zachód, aby nie przeszkadzał jej w pieprzeniu się z kelnerem. Nerwowy był i potrafił znaleźć ją ukrytą z kochankiem aż w Łodzi, a tymczasem w domu płakały porzucone małe dzieci. Dziś mąż i dzieci zasuwają na saksach, a ona za ich pieniądze pieściła o rok młodszego od siebie kochanka. Miała jednak nie fart. Ulubieniec poznał jej przyjaciółkę, też o rok młodszą.

Bezdomna III – Ta babcia, jest tą młodszą?

Bezdomna II – Nie, jej była przyjaciółka. Ona ma zaledwie 56 lat, ale to ona na tamtą mówi babcia. Ze strachu przed przyjaciółką i kochanką uciekają do Lincoln w Anglii. Będą pakowali kurczaki w lodowni, ale tamta nie da im żyć w spokoju. Kupiła i rozdała znajomym trzy komórki. Śledzi ich każdy krok - nawet w googlach na mapie satelitarnej! Na złość powiem. Ze strachu nigdy nie wrócą do kraju. A emigracja i związane z tym trudniejsze warunki do życia spowodują, że ich relacje staną się staranniejsze i pełne mobilizacji.

(Podróżny III to mężczyzna w średnim wieku. Elegancki i wykształcony. Samotny, ale ciągle rozmawia z kimś przez komórkę )

Bezdomna III - Ten to chyba z wizytą?

Bezdomna II – A nie! To pan doktor . Ginekolog. Wyjeżdża do Hiszpanii. Samochód już tam jest. ... Powiem. Teraz był przekonać ambitną żonę, aby też wyjechała i zamieszkała w ciepłej Andaluzji. Wyrzucili go z pracy z hukiem, bo mąż pacjentki doniósł, że jest pijany. W rzeczywistości rozpijał ich znudzony ordynator pijaczyna.

Bezdomna I – To ciekawe? Dlaczego tak wielu ginekologów pije? Czy jest to problem psychiki, bo zobaczył tak wiele nagich kobiet, a może to defekt fizyczny, bo tyle gołego przed nim, a on nie może.

Bezdomna III – Tak, tak czasami listonosz dogodzi lepiej od specjalisty.

Bezdomna II – Tak, nie trzeba umieć pisać by być poetą. Ten jednak nie wróci do Polski, a żona sprzeda dom i przeniesie się na zawsze. Z czasem, po studiach dobije do nich syn, któremu jest absolutnie obojętnie gdzie mieszka. Ożeni się z filipinką i rozpłynie się we mgle, daleko hen! Na złość...

Bezdomna I – Dlaczego ludzie o pewnej stabilizacji szukają w emigracji ucieczki od kłopotów w pracy, w małżeństwie? Wykształconym wydaje się, że odległość i czas będzie goił rany albo rozproszy nieporozumienia. To media kreowały wyjazd zagranicę jako panaceum na wszystkie problemy życiowe. Wielu w to uwierzyło.

Megafon – ( głos Benedykta 16 )

Człowiek pędzi, leci.

Zostawia żonę, dzieci.

Kobieta goni, leci,

Zostawia męża dzieci.

Polacy, Wasza ojczyzna

To świat cały, któremu jesteście potrzebni,

Nie zapominajcie jednak, że macie też swój dom.

Bezdomna I – A ja nie chcę stąd uciekać i podążyć w nieznane. Tu jest mój dom. Jak trzeba do Boga to usiądę w ławce przed samym ołtarzem. Proboszcz nawet lubi, gdy takie zabłąkane duszyczki stają przed oczami parafianom. Lepiej gdy jesteśmy w kościele, a nie jako konkurencja z wyciągniętą łapką przed.

Bezdomna III – To prawda. Ostatnio w trakcie mszy pogonił Rumunów ze schodów przed kościołem. Dla mnie też tutaj jest moje miejsce na ziemi. Rano byłam „na kratkach” przy budynku Telekomunikacji na Mazowieckiej. Było kilku przyjaciół. Dziadek, Szambonurek i Hutnik. Zrzuciliśmy się na wiśniówkę za 2.40. Dałam tylko 20 groszy, ale podzieliliśmy się równo. Trochę mnie po niej rozebrało. Podciągnęłam kieckę do pępka i pokazałam ..cipkę. Zapytałam, który chciałby się zabawić?

Bezdomna I – I co? Wszyscy?

Bezdomna III – I co! I nic! Nikt Przyszła ta puszczalska flądra. Danka, co tam ma mieszkanie po mężu. Ze złości nie daliśmy jej wypić. Wyzwała nas od popaprańców i zastraszyła, że wiśniówka to mózgojeb, który zniszczy nasze szare komórki. Dyskutowaliśmy potem do czego nam takie komórki potrzebne i dlaczego nazywają się szare a nie na przykład wilgotne.

Bezdomna II – Bo takie kwestie należy zaliczyć do tak zwanych trudnych pytań lub pytań bez odpowiedzi. Bo kto wie gdzie załatwia się bezdomny? Albo. Gdzie grzebani są umierający w Polsce Wietnamczycy. Na złość .....

Bezdomna I – Na pierwsze znam odpowiedź. Ja zraszam dzieciom piaskownice. Jak Heniek ma zamkniętą budowę. A na drugie nie wiem, ale podobno w samej Warszawie żółtków jest 60 tysięcy. Musi więc ich umierać w tygodniu przynajmniej kilku. Chyba nas sobą nie karmią? Choć kto wie? Na Placu Konstytucji nie ma już ptaków. Pewnie zjedli je ludzie jako farsz w chińskim żarciu.

Bezdomna III – Ee. Mylisz z jedzeniem psów. Kto jadłby szpaki i wróbelki?

Bezdomna I – Odjechali. Będzie trochę spokoju na peronie. Można się teraz spokojnie przespać. Potem będzie ekspres z Moskwy. Przyjadą emigranci do Polski. Jak ten świat głupio skonstruowany. Nasi opuszczają kraj. Piękny, płaski, zielony niezbyt zaludniony i jadą tam gdzie teoretycznie jest gorzej, bo na Kanary, które są wulkanicznymi wyspami, albo jeszcze dalej bo do Islandii. O rany, gdzie to jest? Już kiedyś tak było w Polsce, gdy z przeludnionej Kielecczyzny ludzie z drewnianą walizeczką i scyzorykiem w kieszeni emigrowali tam, gdzie woda czysta, a ziemia płaska i zielona. Skutek tego był pozytywny. Nastąpiło ogólne mieszanie krwi. Nowi, młodzi i ambitni narzucali nowe zwyczaje a sami przejmowali co ważniejsze stanowiska. Pokażcie, który starosta czy prezydent pochodzi z danego miasta. Z reguły są nowi, w pierwszym lub drugim pokoleniu. Tak jak kiedyś Niemcy przynosili do Polski nowinki techniczne i ekonomiczne, tak oni przeszczepiają na nowy teren liberalizm i lewactwo, aby ludzie byli tolerancyjni dla przybyszy.

Bezdomna III – Może w naszej wielkiej, nowoczesnej emigracji jest też jakiś inny cel. Lepszy, wyższy niż zwykła pogoń za pieniądzem. Przecież jesteśmy narodem wybranym?

Bezdomna I - Wielu Polaków niewinnych pójdzie na wygnanie. Zostanie bez swojego kąta. Da się wykorzystać, a nawet zabić. Kobiety cześć utracą, nawet o tym nie wiedząc. A tutaj ziemia nasza będzie okradana i znów zagrabiana jak 200 lat temu, ale teraz inaczej. Ludzie nawet nie zauważą jak wszystko tracą. Banki to zrobią w majestacie naszego prawa i przy naszej ogólnej radości, bo tak będą mówiły nam ładne panie w telewizorach i jeszcze lepiej bo po polsku wytłumaczą nam eleganccy panowie na nerwowych debatach. Przestaniemy mieć własne zdanie, a nasz mózg zastąpią nam dyktujące poglądy gadające głowy ze szklanego ekranu. Ci wyśmiewani dziś emigranci, tam na obczyźnie odkryją to co jest ukryte pod zimną, suchą i plugawą skorupą. W Dublinie, czy w Lincolnie odkryją czym nasz naród różni się od nasyconego bogactwem narodu zachodu. Podczas pobytu w tłumie wielkich i bogatych odkryją największą wartość polskości. Obśmiane przez dziennikarzy mądrych gazet polactwo nabierze dla niego nowej wartości. Stanie się posłannictwem. Staniemy się zbawicielem starych ogłupiałych narodów.

(Słychać nadjeżdżający pociąg i typową zapowiedź z megafonu)

Megafon – (głos premiera) Wracają, wracają

Do Polski wracają.

Z bogatych i rozumnych tłumu.

Za nic mają Londyny, Paryże, Bruksele.

Bezdomna III – To ten opóźniony z Brukseli. Coraz więcej nim przyjeżdża. Może to powroty? Jak myślicie?

Bezdomna I – Nie to jeszcze nie ta pora. Powrót to obciach. Wobec dziewczyny, żony, rodziny. Nawet dzieci myślą, że w Islandii jest lepiej.

Bezdomna II – O tego młodego to znam. Ma na imię Konrad. Przyjechał z misją. Popołudniu ma umówione spotkanie u swojego biskupa. Wie co chce.

Bezdomna I – Co taki młody może wiedzieć. Brakuje mu życiowego doświadczenia. To my siedząc przed dworcem na ławce widzimy i dowiadujemy się więcej.

Bezdomna II – Ee, co ty wiesz. Są jeszcze w Polsce rodziny normalne. Tam dzieci wychowuje się zgodnie z tradycją. Konrad właściwie był wychowywany przez dziadków. Pobożna matka uczyła go, że modlitwa jest nieodłączną częścią dnia. Na emigracji znalazł się w nagrodę. Po prostu jako genialny fizyk i informatyk wygrał dwuletnie stypendium w Oksfordzie. To tam zetknął się z drugą stroną życia Polaków na obczyźnie. Chce ich nawracać i dlatego mimo młodego wieku ma zapowiedzianą wizytę u biskupa. Będzie ciekawie. Zetknięcie dwóch postaw życiowych. Z jednej strony nieskażona konformizmem z czasów komuny postawa młodego wojującego katolika, z drugiej strony Biskup, o którym Ipeen nie mówi inaczej niż kolaborant, a zaskoczeni „prawdziwi” dziennikarze szukają haków, aby udowodnić, że nie była to podpisana, bez żadnego zobowiązania kartka. Zobaczymy kto wygra tę konfrontację?

Bezdomna I –Według mnie młody. Już samo zauważenie wielkiego problemu rozłąki, to pół drogi na znalezienie rozwiązania. On ma rację to wyzwanie dla parafii, ale po drodze trzeba zahaczyć o biskupa. U niego szuka pomocy i powinien ją znaleźć.

Bezdomna II – Oj, będzie duże zaskoczenie. Ale któż z nas jest bez grzechu. No na przykład My. Jesteśmy bez grzechu?

(Kobiety myślą poważnie i intensywnie, aby po chwili wybuchnąć szatańskim śmiechem.)

Konrad jest bezgrzeszny. Musi więc tę pomoc dostać. Tylko czy to będzie to czego oczekuje on i jego otoczenie. Oj zobaczymy?

Scena II

Biesiada charytatywna

(Wnętrze bardzo eleganckiej restauracji. Przy bogato zastawionym stole siedzą trzej panowie, członkowie organizacji charytatywnej. Jedzą i piją. Są zaaferowani. )

Pan Postoja Walski – Z poprzedniego roku działalności naszej organizacji, a konkretnie z balu charytatywnego pozostało nam trochę pieniędzy, więc pozwoliłem sobie panów zaprosić na dzisiejszy lunch, aby omówić przede wszystkim cel na jaki zbieramy fundusze z tegorocznej choinki i jak je podzielimy. Trzeba gadać konkretnie, bo dobije do nas jeszcze jeden gość. Znacie go panowie. To ksiądz Tuliński. Tak, tak ten sam, co policja na podwórku jego parafii odkryła kontener pampersów czy papierosów. Muszę z nim uzgodnić odpisy od podatków. Radzę skorzystać. Zawsze miał właściwą pieczątkę z Gniezna ze sobą.

Senator Kmieć – Pan Panie Prezesie ma duże doświadczenie i chętnie posłuchamy pańskiej propozycji, bo nie chciałbym, aby wyszło jak gdzieś w gminie z kozami!

Poseł Burak – Kozami? Pierwsze słyszę! Z jakimi kozami?

Kmieć - Gdzieś wymyślili, że podarują do najuboższej gminy w powiecie po kilka kóz dla jednej rodziny. Kozy miały karmić rodzinę i się rozmnażać. Załatwiono odbiorcę na młode kozy, które po odkarmieniu miano później eksportować do Włoch. Zanim jednak jakakolwiek koza miała młode kózki wszystkie oprócz jednej zjedzono. Ta ocalona stała się ulubienicą dziecka i dlatego oszczędzono jej losu pozostałych. Żadna nie znalazła się na włoskim stole. Zjedli je chłopi z małopolskiej wsi.

Burak – Rozumiem. Wędka stała się rybą.

(Wszyscy się śmieją.)

Walski – Właśnie musimy uniknąć takich sytuacji, aby nie stać się pośmiewiskiem mediów. Mam zapewniony udział wszystkich ważnych telewizji i wystąpienie naszego przedstawiciela w dwóch telewizjach śniadaniowych.

Burak – A kto ma wystąpić?

Walski – (ze śmiechem) Możemy to teraz ustalić. Może według zapotrzebowania? Ale, ale! Przypuszczalny dochód z imprezy wyniesie..? Z biletów z 20 tysięcy, od sponsorów 50 tysięcy i z aukcji dzieł sztuki oraz z loterii dziesięć. Razem możemy liczyć na 100 tysięcy?

Kmieć – A wydatki? Artyści dzisiaj strasznie sobie liczą.

Walski – Pomyślałem o tym. Na prowadzącego wybrałem tego chłopaczka z programu „Biegnijmy razem”. Ma tendencję spadającą i na myśl o lansie wśród biznesmenów i w telewizji zgodził się za darmo i za koszty. Tak samo pozostali. Każdy potrzebuje pokazać się na naszym targowisku próżności. Lans i poczucie, że jest się na fali tak jak serialowe gwiazdki. Najdroższa jest sala i catering, ale my musimy mieć najlepsze miejsce i najlepsze żarcie. Chcesz dostać musisz dać.

Burak – Brakuje więc tylko – po co? Albo raczej na co lub dla kogo? Kto więc będzie uszczęśliwiony. Musi to być ktoś, kto będzie uradowany i nie będzie zbytnio dociekał skąd i dlaczego tak mało. Może dla Stowarzyszenia Chórów Orkiestr Strażackich? Nie to mało przekonywujące. A ludzie pomyślą, że to łapówka dla ludowców. Wiem, wiem dla młodych wiolinistów z kółka przy Domu Kultury na Burakowskiej.

Kmieć – Pomyślą, że robisz to Pan po znajomości.

Burak – Ha, ha. Przypadkowa zbieżność nazwisk mój Panie.

Walski – Panowie proponuję dla Pokrzywdzonych przy Przesiedleniach. Temat aktualny, wartki i mogą być odszkodowania w postaci bonów. Będzie potem od kogo kupować.

Kmieć – Jeśli tak panowie to beze mnie. Przepraszam, ale muszę opuścić to towarzystwo.

Walski – Ależ senatorze o co chodzi? Nie rozumiem?

Burak - Chodzi o osobę ich prezesa - pana Skarbimirskiego. Postąpił niegodnie wobec obecnego tutaj pana senatora Kmiecia. Pamięta Pan - senator zakupił na przetargu tę atrakcyjną działkę koło Parku... A ten prezes ogłosił w mediach, że to przekręt bo ogłoszenie o przetargu PKS dał tylko w takiej lewicowej gazetce, której nikt nie czyta, a ten kto przeprowadził przetarg zaraz przeszedł na emeryturę i dorabia sobie w biurze senatora na koszt podatników. Ale to nie koniec. Pan Przegrodzki podjął, w tym samym czasie starania o przyjęcie Skarbimirskiego do naszego stowarzyszenia. Zrobił się skandal. Bo oto mieli usiąść obok siebie dwaj śmiertelni wrogowie.

Kmieć – Bez przesady tylko jeden wróg i to mały, ale patrząc na niego dostawałem szału. Pan Panie Walski tego nie zna bo firma delegowała pana wtedy do Nowego Jorku.

Burak – Patrząc na niego byłeś brązowy na twarzy. Ponieważ wynik głosowania co do przyjęcia na członka był na korzyść Skarbimirskiego potraktowaliśmy sprawę honorowo i na następnym zebraniu otwarcie kolega Wiesław wprost ogłosił, że wśród nas siedzi osoba niegodna, bo donosząca do prokuratury i mediów na naszego kolegę.

Kmieć – Tak. Co miał zrobić biedaczek. Wstał oburzony. Coś tam poględził o honorze i ideałach oraz zasadach szczytnych naszej organizacji. I wyszedł i nie wrócił. Napisał list z prośbą o skreślenie, ale to już nikogo nie interesowało. Najważniejsze, że stracił ochotę na walkę ze mną. Dał spokój sprawie.

A ja? Niedługo zacznę budowę apartamentowca dla starych, bogatych ludzi.

Walski – Pouczająca historia. Niestety ludzie są niegodziwi. Wracając do celu. To kto? O jest nasz gość!

(Do stolika podchodzi mężczyzna w średnim wieku, w towarzystwie niezwykle atrakcyjnej kobiety po trzydziestce. Kobieta wyraźnie czuje się swobodnie i zachowuje się poufale wobec swojego towarzysza.)

Walski – Panowie pozwolą. Ksiądz Tuliński i pani..?

(Następuje prezentacja, wszyscy się witają.)

Tuliński – Pani Ewa. Jest ze mną. Prowadzi moje sprawy. Można więc mówić swobodnie o konkretach. Jaki jest pana problem Panie Walski.

Walski – Myślę, że to problem każdego z nas, który zarabia trochę pieniędzy. Nie chcę oddać ich nie wiadomo komu, czyli tym złodziejom z urzędu skarbowego. Wolę zrobić darowiznę na kościół. Oczywiście za określoną odpłatnością.

Tuliński – Panowie mam mało czasu, bo po południu muszę być w kurii u Biskupa. Coś musi być ważnego, bo wezwał mnie w trybie natychmiastowym i nie pomogły tłumaczenia, że buduję kościół w zapyziałej dziurze. Duża to kwota?

(Walski nachyla się i mówi mu do ucha. Ksiądz zdziwiony, podnosi brew i wykazuje rosnące zainteresowanie. )

Tuliński – Pan wie, że w tym roku Ministerstwo Finansów wprowadziło pewne zmiany w darowiznach na organizacje kościelne. Kwota darowizny musi być udowodniona przekazem na konto kościoła. Niestety trzeba sobie zaufać i całą kwotę przelać na konto parafii, a wtedy ja po potrąceniu swojej prowizji w wysokości 15 procent oddaję do panów rąk własnych pozostałą kwotę. W ten sposób wszyscy zyskują. Panowie praktycznie nie płacicie wcale podatku, a ja pracuję na rzecz moich owieczek i chwałę bożą.

Pani Ewa – Nie zapominaj o budowie naszego domu w Gnieźnie. Gdzie chcesz mieszkać na stare lata. W Domu dla emerytowanych księży? Tam nie usiądziesz na łóżku, a już zabiorą twoją walizkę z ciułanymi przez lata oszczędnościami. Nawet nie dowiesz się kto i na co zużyje twoją kasę oszczędności czyli czarną walizkę.

Walski – To rzeczywiście zmienia postać rzeczy z dwóch powodów. Po pierwsze trzeba mieć taakie pieniądze, aby je przekazać na konto księdza, a po drugie, no właśnie ee.. sprawa wiary, czy inaczej mówiąc zaufania. Nawet w przypadku zacięcia się tej prostej relacji, może ksiądz powiedzieć nam, że to poszło na szczytny cel, czyli budowę kolejnego kościoła w naszym biednym kraju.

Pani Ewa – W zeszłym roku nie miał Pan jakoś zahamowań!

Tuliński – Tak, ale wtedy to była tylko opłata, czyli prowizja za wypełniony akt darowizny, teraz zaś potrzeba nie tylko chęci do współpracy, ale także spełnienia tych dwóch warunków, o których mówi pan prezes. Tutaj panie prezesie jest numer konta, na który należy przekazać całą kwotę. Pozostawiam to panom razem z numerem telefonu. Jeśli odpis od podatku nadal interesuje panów to proszę o kontakt i powołanie się na dzisiejszą rozmowę. Numer konta w moim banku proszę wziąć od pana prezesa. Niestety muszę spieszyć do biskupa. Dziękuję za poczęstunek i proszę wybaczyć. Służba boża to nie drużba. He, he..

Walski – Jeszcze tylko jedna sprawa. Czy sprzęt audio to u księdza można jeszcze zamawiać? Mam kilku konkretnych klientów.

Tuliński – Tak, oczywiście. W każdej chwili służę katalogiem. Do widzenia panom.

(Para żegna się i odchodzi. Kelnerzy sprzątają, a biesiada trwa dalej.)

Burak - Co to za temat z tym sprzętem? I co to za pani Ewa?

Walski – A, pani Ewa to...żona księdza. Była wdową po zaprzyjaźnionym adwokacie. Podobno najpierw pomagał biednej wdowie, ale jakoś szybko wprowadziła się jako gospodyni do niego na plebanię. ...A jeśli chodzi o sprzęt to ma on dojście to taniego audio i video. Wiecie takie spady z ciężarówek. Jak to mówią z ciężarówek, które się rozbiły, a sprzęt wyparował. Jak dostanę katalog to chętnie udostępnię.

Panowie! Czekam na propozycje.

Burak – Wieś zrobiła się za bogata i nikt w nią już nie uwierzy. Służba zdrowia odpada, bo lekarze za dużo zarabiają na darowanym im sprzęcie. Wszystkie organizacje protestują.

Kmieć - Aha. Pokaż lekarzu co masz w garażu. Za dużo zarabiają. Za dużo chcą. Wszyscy nawet staruszkowie patrzą im na ręce lub z wizytami przenoszą się do publicznej służby zdrowia. Nikt teraz nie chce darować „zaniedbanym” szpitalom sprzętu, bo wszyscy myślą, że jest wykorzystywany do prywatnej praktyki.

Burak – Właśnie. Zostają sierotki i młode talenty. Wybierzmy ten co zawsze dom dziecka i już. Tylko trzeba ukonkretnić. Na przykład wyposażenie w pracownię komputerową. To się da zrobić tanio.

(Panowie kiwają głowami, a prezes coś notuje.)

Walski – To proponuję tak. 20 tysięcy na sierotki, a reszta na wysoki procent do amerykańskiego banku. Tego co zawsze. No powoli nasza organizacja robi się bogata. Jak upadnie ... to będzie co dzielić.

(do restauracji wraca samotnie ksiądz Tuliński i podchodzi do stolika.)

Tuliński – Panowie! Mam mały problem. Mam kilka mieszkań i problem z ich zarządzaniem. Nie znacie kogoś kto mógłby w moim imieniu zarządzać tym majątkiem i po potrąceniu kosztów i wynagrodzenia przesyłać pieniądze na moje konto. Rozumiecie, że nie mogłem o tym mówić przy pani Ewie, bo i tak za dużo wie. Cóż trzeba płacić za chwile słabości.

Kmieć – Dużo ksiądz ma tych mieszkań?

Tuliński – Tutaj, w tym mieście to ... siedem.

Kmieć – Mam takiego specjalistę. Co prawda innej opcji niż ksiądz, ale ... warto. Pewność, zaufanie i dyskrecja. Proszę oto jego wizytówka. Proszę powołać się na mnie.

Walski – Może ksiądz pójdzie z nami na sylwestra. Mały dwór w Grochowiskach. Nikt nikogo nie zna. Moja żona będzie bardzo zadowolona z takiego towarzystwa.

Tuliński – ( po długim wahaniu ) Nie jednak nie. Proszę pozdrowić żonę. Dziękuję panom. Do widzenia. Aha , jeszcze jedno! Jeśli ktoś potrzebuje małej, szybkiej pożyczki to chętnie służę.

(ogólne zaskoczenie i cisza.)

Kmieć – A procent jaki? Jeśli wolno spytać? Tuliński – Zwyczajnie. Procent dziennie. To jeszcze nie lichwa!

(odchodzi, a panowie kończą biesiadę.)

Walski – Tak to nie lichwa. Lichwiarze biorą dziesięć procent na tydzień. Czyli bez grzechu i warto!

Kmieć – Te pańskie sierotki to dzisiaj temat już mocno zgrany. Nikt się na to nie nabierze. Nawet dzieci specjalnej troski mają dość swoich fundacji. Trzeba temat świeżego, nie ogranego i na czasie. Musi brzmieć groźnie, ale i przyjaźnie.

Burak – Mam taki temat. Podobno mają problem z gruźlicą na Ukrainie czy Białorusi. Co Panowie na to?

Kmieć – Ten wątek zagraniczny jest ciekawy. Afganistan. Podobno tam buduje się szkoły. Albo inny modny temat. Woda dla Afryki. Co to za problem wybudować kilka ujęć wody w Nigerii. To bardzo mili ludzie. Od wielu lat są obecni na naszym rynku.

Burak – Idzie Pan zgodnie z modą. Amerykańską. My jednak jesteśmy teraz krajem unijnym i powinniśmy wspierać sąsiadów. Najlepiej Ukraińców. Blisko, a związki narodowe są oczywiste. Czyli i patriotycznie i charytatywnie.

Walski – Dobre, a nawet bardzo dobre, bo łatwe w wykonaniu. Czyli jak zawsze. Pieniądze pozostałe pójdą na wsparcie bratniej organizacji na ... Ukrainie, a potem wrócą do nas . To pewniejsze niż kontakt z Niemcami czy Amerykanami. Oni są podejrzliwi i patrzą nam na ręce. Mogą patrzeć bo są czyste, tylko czy muszą patrzeć tak nieufnie?

Scena III

W biskupich antyszambrach

Sekretarz biskupa ks. Raszyński – Witam Panie Konradzie. Biskup Szlaski prosi, aby chwilę Pan poczekał. Ma gościa. Dziś duży ruch u nas. Pan z Anglii? Wiem. Wiem wszystko o Pana osiągnięciach. Ksiądz Stanisław z polskiej parafii nie może pana nachwalić. Jest dumny z pańskich osiągnięć. O mam tutaj jego opinię: „Był w mojej parafii młody student Konrad, niesłychanie wierzący. Wyjechał na stypendium do Oksfordu, ale zaczął ewangelizować, nieść słowo boże wśród starych i nowych emigrantów. Teraz za nim powinien pojechać ksiądz z Polski i stworzyć polską parafię.” No, no. To jest rekomendacja. Wywołał Pan burzę . Zabraknie u nas powołań, aby zapełnić lawinowe zapotrzebowanie na polskich księży i to gdzie? Nie do Ghany, czy Gwinei, ale do środka bogatej Europy.

Konrad – (mówi wyraźnie, z ogniem w słowach) Światło, które miało tam przyjść ze wschodu ciągle jeszcze nie przyszło.

(do gabinetu wchodzi elegancka kobieta, która jawnie kokietuje ks. Raszyńskiego. W trakcie rozmowy próbuje wcisnąć mu kopertę z pieniędzmi)

Pani Konopa – Małgorzata, panieńskie nazwisko Konopa. Miałam zgłosić się do biskupa. W wiadomej sprawie.

Ks. Raszyński – Sprawie. Wiadomej. Przepraszam, nie mam pani w terminarzu.

Pani Konopa – Sprawa osobista. Dotyczy mnie osobiście, a konkretnie mojej pomyłki życiowej. Dlatego sprawę musi rozstrzygnąć sąd konsystorski. Tyle kobiet w życiu oszukano (mówi ze łzami w oczach), tylko dlaczego mnie też?

Ks. Raszyński – Pani będzie uprzejma zaczekać w przedpokoju. Poinformuję Księdza Biskupa o pani wizycie. Proszę cierpliwie czekać. (P. Konopa wychodzi). Co za baba. Mąż stary , ale bogaty. Kochanek młody, ale łakomy na jej pieniądze i do tego żonaty. Kto się w tym połapie. Wracając do rozmowy. Co to za światło ze wschodu?

Konrad - Światło płynie, ale po drodze ( ze śmiechem ) napotyka takie progi zwalniające, jak ten( pokazuje głową w kierunku drzwi, za którymi znikła p. Konopa). Obowiązkiem Kościoła jest służba wiernym i dzielenie się z nimi słowem bożym, a także pomoc najbardziej potrzebującym. Czy pani gwałtownie potrzebująca rozwodu, bo nalega na nią kochanek jest taką osobą? Wątpię! Takie jednak są obowiązki kurii. Takim osobom też trzeba pomagać i tłumaczyć. Czy jednak taka biurokracja nie stoi na przeszkodzie w wykorzystaniu dziejowej sytuacji i niesieniu posłannictwa bożego wśród zagubionych na emigracji i tych , którzy za naszym przykładem chcą wrócić do kościoła. Drugiej takiej okazji może już nie być. Ba, możemy już nie zdążyć. Przykład powrotu Blaira do matki kościoła był przez krótki okres zaraźliwy, ale warunki islamu są ( z zadumą ) atrakcyjne dla wątpiących.

Ks. Raszyński – Wszyscy jesteśmy równi w oczach Pana. Także ta Pani. A także Ci, którzy poszukują pocieszenia w innej wierze.

Przewiduje się także, że rozpadnie się co trzecia emigracyjna rodzina. Ma Pan negatywną wizję, a może nawet jednostronną ocenę sytuacji.

Konrad – Nie, nie. Myślę pozytywnie. Ta sytuacja jest inspirująca do twórczego stawienia czoła rzeczywistości.. To w nią wpisuje się stare i trwałe polskie doświadczenie – rzeczywistość emigracji. Wszędzie, nawet tutaj w kraju. Jesteśmy młodą emigracją i nawyki narodu, z którym mamy się łączyć i asymilować są nam ciągle obce, a przede wszystkim rażą nas. Tamci przyglądają się nam z zaciekawieniem. Jesteśmy jak małpa z zoo. Inna, obca i frapująca.

Ks. Raszyński – No, aż tak się od nich nie różnimy. Mamy wspólne chrześcijańskie korzenie. Ten sam rodowód.

Konrad – Czyżby. Na Boże Narodzenie nie nadają żadnego programu o charakterze religijnym, aby nie obrazić uczuć religijnych napływowej ludności z Azji, Dalekiego i Bliskiego Wschodu czy Afryki. Jedyny film we wszystkich programach telewizji pokazywał Świętego Mikołaja jako ochlapusa i dziwkarza. Do tego był puszczony o godzinie osiemnastej, tak aby mogły go oglądać dzieci. Przykłady mogę mnożyć, że nie wspomnę o wzmożonej propagandzie dotyczącej związków homoseksualnych i tak dalej..

Ks. Raszyński – Tak to rzeczywiście są problemy dotyczące krajów chrześcijańskich z rządami lewackimi i liberalnymi. Jestem przekonany, że sytuacja jest przejściowa.

Konrad - Przejściowa? Ona pokazuje, że cały kościół potrzebuje natychmiastowej reformy. Zapominamy, że każdy z nas miał żyć w zgodzie z wiarą w zwykłych okolicznościach a szczególnie w pracy. Prawdziwa miłość chrześcijańska do świata charakteryzuje obecnie tylko nas - Polaków i dlatego w mediach całego świata pokazuje się nas jako ludzi zacofanych. A tymczasem to My jesteśmy pracowici, cierpliwi, serdeczni i pokorni. Jesteśmy jak wzorce z poradników dostępnych w każdej księgarni. Czy musimy być tacy idealni – jak pracownicy protestanckiej korporacji .Powinniśmy uwierzyć we własną mądrość życiową, słuchać siebie. Dla świata nasza wiara jest staroświecka, czyli mówiąc młodzieżowo jest obciachem. Jestem jednak pewny, że już krótko!

(rozmowa zostaje przerwana wejściem z prawej strony Biskupa Szlaskiego i księdza Tulińskiego. )

Biskup – Oto i właśnie Pan Konrad. Panie Konradzie ksiądz Tuliński został wyznaczony przeze mnie, aby objął pańską parafię w Anglii. Jest doskonałym organizatorem i ekonomistą. Byłby doskonałym proboszczem w tych niecodziennych warunkach, jakie istnieją w środowisku chrześcijan anglikańskich. Znany jest także ze swej pracy na rzecz ekumenizmu i zapewne szybko znalazłby wspólny język ze środowiskiem angielskiego kościoła. Niestety jest przekonany, że jeszcze ciągle jest potrzebny w swojej parafii. Budowa nowego kościoła w Zawileniu jest w toku i byłaby wielka strata dla naszej diecezji gdyby uległa przerwaniu. Wiecha już wisi, a dom parafialny jest dumą całej gminy. Muszę więc znaleźć nowego kandydata. A nie jest to łatwa sprawa do załatwienia od ręki, ba nawet w ciągu kilku dni.

Ks. Raszyński – Właśnie już wcześniej wspomniałem o tym panu Konradowi.

Konrad - Czy budowany kościół jest jedynym domem bożym w Zawileniu? To chyba nie jest takie małe miasto?

Ks. Tuliński - Nie, nie parafii jest pięć, a moja właśnie piąta. Jednakże powstaje w nowej części miasta. W budowanej za wiaduktem nowej części miasta.

Ks. Raszyński – To piękne osiedle domków, zwane przez miejscowych „zatoką świń”.

Ks Tuliński – Zwykłe ludzkie gadanie. Zazdrość, bo kościół ku chwale bożej pnie się ciągle w górę i już teraz dominuje nad okolicą.

Konrad - A wikary? Jaki to człowiek? Czy on nie mógłby kontynuować dzieła księdza. Tu pięć parafii, a u nas kościołów do koloru i wyboru, tylko pasterzy brakuje.

Biskup – Wikary to wspaniały ksiądz. On też wyjedzie. To zostało ustalone wcześniej. Do Australii. Tak daleko, więc zamówienie na niego zostało złożone już bardzo dawno.

Konrad – Do nas nawet linią autokarową jedzie się stąd tylko kilka godzin. To nie Antypody. Nawet z parafią w Zawileniu można utrzymywać zażyłe kontakty.

Biskup – Można. Dlatego ksiądz Tuliński otrzymał ode mnie trzy dni na zastanowieniu się i poinformowanie kurii jak rozwiązać tę sprawę. Myślę, że propozycja będzie dojrzała i najbardziej korzystna dla wszystkich zainteresowanych stron.

(Do Konrada )

Specyfika współczesnego rynku pracy, a przede wszystkim gospodarka wolnorynkowa wymusza nowe rozwiązania nawet na działalności kościoła. Proces będzie się pogłębiał, bo wejście do Unii wymusiło migrację ludzi ze wsi do miasta i na emigrację. Dzisiejsze decyzje są ratunkiem dla zagrożenia przed jakim staje człowiek, a przed wszystkim instytucja małżeństwa. Już dziś modlimy się o powołania wśród ludzi młodych nie tylko do służby bożej, ale i do zakładania rodzin.

Konrad – Tak księże Biskupie, ale kapłan na emigracji ma rozwinąć poczucie potrzeby obcowania z Bogiem i życia w zgodzie z poczuciem godności dzieci bożych. To tam ludzie bardziej łakną kontaktu z wiarą. Chcą, aby był taki, jaki mieli jeszcze w dzieciństwie lub domu.

Biskup – Tak ma Pan rację. Samo życie w wierze to tylko obcowanie z religią. To świątynia i kapłan umożliwiają wiernemu kontakt z Bogiem. Wiedzieli to już pierwsi chrześcijanie.

(Do gabinetu ponownie wpada pani Konopa, z interwencją do sekretarza. Na widok Biskupa i ks. Tulińskiego staje wpół kroku.)

Ks. Tuliński – Małgorzata! Co ty tu robisz?

Pani Konopa – Tadeusz! To ty, ty jesteś księdzem? Mówiłeś, że jesteś informatykiem! Dlatego ciągle jesteś w delegacjach.

Ks. Tuliński – Tak ..Pani Małgorzato, takie mam zainteresowania poza pracą duchowną. Pani poczeka w przedpokoju. Zaraz porozmawiamy. Jestem teraz bardzo zajęty.

Pani Konopa – Ktoś mi mówił, że ktoś podobny do Ciebie odprawiał nabożeństwo w Grudziądzu, ale to była kobieta i pomyślałam, że mi to opowiedział z zazdrości o Ciebie, albo że jest napuszczona przez mojego męża.

(Wszyscy słuchają oniemieli, a biskup z lekkim uśmiechem.)

Biskup – Pani do mnie, w sprawie rozwiązania małżeństwa. Zdaje się potrzeba konieczna, a przyczyny niezwykłe. Proszę poczekać jeszcze chwilkę zaraz panią przyjmę. Chyba będziemy mieli o czym porozmawiać. Pani mąż to ten znany poseł z partii chłopskiej. Znam, znam. To dobroczyńca wielu naszych poczynań na rzecz porzuconych matek z dziećmi. Porozmawiamy. Za chwileczkę. (odprowadza ją do drzwi. Do zebranych.)

Tak duchowość splata się rzeczywistością.

(zamyślony przygląda się ks. Tulińskiemu, a pozostali kryją zażenowanie.)

Wracając do naszej rozmowy.

Konrad – Modlić się można wszędzie - nawet w cysternie, jak podała ostatnio prasa białoruska. Modlić się można bez kapłana. Robi się jednak niebezpiecznie, bo wierni stają się podatni na wszystkie reformatorskie nowinki. Zaczyna się wprost mówić o kapłaństwie wśród kobiet i o konieczności rezygnacji z niewygodnego , w dzisiejszych czasach celibatu. Ludzie pytają mnie wprost, czy dzisiaj młody wierzący rzymski katolik to członek jakiejś sekty. Dziewczyny pytają mnie, czy praktykujący młody chłopak nie jest czasem jakimś zboczkiem, z kłopotami w życiu osobistym?. Tłumaczenie wcale nie jest łatwe. Szybciej rozlicza się towarzysko kogoś kto został joginem i wyjechał do Indii lub islamistą i wyprowadził się do Kairu, bo tam w tych egzotycznych krajach ludzie żyją zgodnie z religią.

Ks. Raszyński - Coś w tym jest. Ostatnio obserwowałem w pociągu kobietę, Polkę w czarczafie. Chyba wyszła za muzułmanina i zmieniła wiarę. Wprost pęczniała z dumy. Biskup – Księże drogi. ( do ks.Tulińskiego ) Chyba musimy coś sobie wytłumaczyć. Tak serdecznie. Wprost od serca. Nie jak na spowiedzi, ale jak człowiek człowiekowi. Opowiemy sobie o problemach wynikających z błądzenia i z faktu, że czasami nie mamy się kogo poradzić. A spowiednik z odległej parafii nie rozumie lub nie chce zrozumieć naszych problemów.

Ks. Tuliński – To jest jak objawienie. Taka krótka rozmowa Waszej Eminencji z Panem Konradem uświadomiła ogrom wyzwań i ich ewangelizacyjny charakter stojący przed księdzem, który ma poprowadzić parafię w Anglii. Jestem przekonany,...że ksiądz zaproponowany przez kurię właściwie będzie kontynuował moją pracę w parafii zawileńskiej. Jest gotów podjąć od razu to zbożne dzieło i proszę o błogosławieństwo na tę nową drogę. To nie misja, ale charakter pracy wydaje mi się zbliżony.

Konrad – Tak ma ksiądz rację. Taka praca na emigracji nas uczłowiecza. Wieszcz przewidywał, że Polska będzie zbawicielem narodów i przez długie lata na wiele sposobów próbowaliśmy tę wizję wytłumaczyć. Profetyzm nie przewidywał, że to My - zacofany, rzymskokatolicki naród, który rozpełzł się po całej Europie, ba nie tylko, będzie teraz nawracał zliberalizowanych Hiszpanów i mówiących stoma językami emigrantów w Dusselldorfie. Nasz rząd już chce, wypełniając bezwiednie tę misję nawrócić na demokrację Irakijczyków i Afgańczków. A oni nawet nie próbują zrozumieć co to egalitaryzm i liberalizm. To nie mieści się w ich pojmowaniu świata. Prosty chłop z zapadłej pakistańskiej wsi nie chce zmian bo to burzy jego spokój. My zaś chcemy wyciągnąć ich z mroków średniowiecza, w których podobno tkwią.

Co w zamian. Wieś bez kobiet. Jak w Polsce.

Biskup – Pan panie Konradzie widzi problem historiozoficznie. Ja okiem pasterza. Owieczki się rozpełzły po ogromnej równinie. Trzeba je znów zgonić pod swoje oko. Tym okiem w pana parafii będzie ksiądz Tadeusz. Jest do tego przygotowany i jak teraz dokładnie widzę nawet powołany. Pan zaś może wrócić do swojej pracy naukowej. Będziemy , jestem o tym przekonany, jeszcze z Pana dumni. Poproszę więc księdza Tadeusza ponownie do siebie. Dziękuję Panie Konradzie i do zobaczenia po niedzielnej mszy. Niech ksiądz sekretarz sprawdzi, czy ta pani jeszcze czeka. Potrzebuję jeszcze chwilę zwłoki.

(sekretarz wychodzi i zaraz wraca rozkładając ręce.)

Ks. Raszyński – Znikła. Rozpłynęła w powietrzu. A tak jej zależało na wizycie.

Biskup – Wróci. Zły szeląg wraca.

+

Epilog

Talk show w TV PAKT

(Na scenie jest studio telewizyjne z dużym telebimem. Z przodu stoi elegancki stół z pięcioma krzesłami. Gospodynią programu jest Małgorzata Konopa, a jej gośćmi osoby poznane w części III. Bileterki teatru wchodzącym na widownię dawały wcześniej kartoniki z tytułem sztuki oraz z napisem Yes i No na odwrotnych stronach. Każdy kartonik jest numerowany, ale numer zaczyna się od 157… Na telebimie cały czas pojawiają się obrazy pokazujące zbliżenia twarzy osób siedzących na widowni. Obraz się zmienia i nikt nie może wiedzieć kiedy kamera pokaże go na ekranie.Wszyscy mają mieć wrażenie, że uczestniczą w rzeczywistym programie telewizyjnym i można ich obecnie obserwować na ekranie odbiornika TV w domu. )

Konopa – Witam telewidzów w kolejnym programie z cyklu „ Pytania o Polskę”. Witam publiczność zgromadzoną w studiu, która na żywo będzie reagowała na nasze wypowiedzi i po raz pierwszy w historii tej audycji głosowała na tak lub nie. Ale o tym potem.

Dzisiaj naszymi gośćmi są Senator Apolinary Burak, Pan Poseł Władysław Kmieć oraz znany przedsiębiorca Pan Leonard Postoja Walski. Zaprosiłam także do programu Biskupa Alfreda Szlaskiego. Obowiązki przeszkodziły mu w udziale w programie, ale zaproponował nam osobę księdza Tadeusza Tulińskiego, który właśnie jedzie do Anglii, aby objąć tam polską parafię. Witamy serdecznie księdza, który jest obecny w studiu naszej regionalnej stacji.

(Na ekranie telebimu pojawia się ksiądz Tuliński, który kiwa głową. )

Tuliński – Dobry wieczór Pani Redaktor, witam panów, witam publiczność w studio i przed telewizorami.

Konopa – Proszę Państwa – tematem dzisiejszych „Pytań o Polskę” są Pieniądze. Pieniądze potrzebne nam do życia i do niczego, czyli dla samej potrzeby posiadania. Aby jak powiedział klasyk: bogato umrzeć. Są zdobywane ciężką pracą, dziedziczone, a nawet wygrywane. Szukamy ich wszędzie. Pod sobą, za sobą. W pracy , w domu i na ulicy. W kraju i zagranicą. Dla siebie, dla bliskich, dla innych. Na potrzeby własne, cudze i na... chwałę bożą. Metody jakich używamy do ich zdobycia są czasami proste i oczywiste, ale czasami złe lub haniebne. Czasami same przychodzą do nas. Spadają z nieba. To są wygrane w totolotka, znalezione lub... znaleźne. Bywają też podrzucone.

Łączymy się teraz z Dworcem Centralnym gdzie naszym rozmówcą jest bezdomna Pani..., która nie chce podać nawet imienia. Stała się głośna w mediach z powodu niezwykłego wydarzenia.

( Na telebimie pojawia się Bezdomna I w towarzystwie swoich bezdomnych koleżanek. )

Witam Panią! Telewidzowie chcieliby dowiedzieć się w jaki sposób została Pani właścicielką dużej kwoty pieniędzy?

Bezdomna I – Nie wiem! Spałam na ławce, a ktoś kto przechodził obok mnie położył mi na kolanach kopertę z pieniędzmi. I tyle.

Konopa – Dużo jest tych pieniędzy?

Bezdomna I – Bardzo dużo. Nie liczyłam. Zaraz zaniosłam na komisariat.

Konopa – Dlaczego Pani nie liczyła i dlaczego oddała Pani całą kwotę Policji?

Bezdomna I – To proste. Kasa nie była moja. Może ktoś zgubił?

Bezdomna II – Albo ukradł!

Bezdomna III – Albo kogo zabił dla nich!

Konopa – Czy po wyjaśnieniu pochodzenia tych pieniędzy Policja zwróci je Pani?

Bezdomna I – Po co? Ja ich nie chcę. Dość mam kłopotów przez nich. Co mnie naciągali po policjach. Wystarczy. Oni wiedzą co robić.

Konopa – Gdyby to jednak były Pani pieniądze? Na co Pani by je przeznaczyła? Co jest Pani w życiu najbardziej potrzebne?

Bezdomna I – Pieniądze to kłopoty tylko. Ja ich nie potrzebuję. (zastanawia się.) Dałabym na bezdomnych. Kuchni Brata Alberta, schronisku, aby było za darmo całą zimę, a nie za dziesięć złotych za dobę. Wykupiłabym też abonament dla bezdomnych w dworcowej toalecie.

Bezdomna III – O! O! Co to za przyjemność latać z.. za potrzebą po całym mieście. Wiecie kiedy człowiekowi jest zupełnie obojętnie?

Bezdomna II – Kiedy już ma w porach! (Śmieje się.)

Konopa – Dziękuję Pani za wypowiedź. Teraz poproszę o głosowanie publiczność w studio. Czy Bezdomna z Dworca powinna winna dostać od Policji z powrotem całą sumę? Głosujemy na tak, czy tylko dziesięć procent znaleźnego i tutaj głosujemy na nie. O pomoc w liczeniu poproszę nasze urocze hostessy. ... Liczymy. .... Dziękuję. .... Czy wynik jest zaskakujący? O komentarz poproszę Pana Senatora, który jest nie tylko prawnikiem, ale znanym ustawodawcą.

Kmieć – Każda forma kontaktu z vox populi jest dla nas ludzi przygotowujących ustawy i głosujących nad ich wprowadzeniem w życie, bo czasami tylko jesteśmy ich pomysłodawcami, sposobem na zrozumienie oczekiwań zwykłych ludzi. Czy jednak mamy jeszcze w naszym otoczeniu ludzi zwykłych? Historia pieniędzy bezdomnej kobiety, bo to są jej pieniądze, pokazuje że mimo ogromnych potrzeb kieruje się ona wysokimi normami etycznymi. Postępuje zgodnie z prawem, mimo wielkich potrzeb własnych.

Konopa – No właśnie. Czy zatajenie faktu otrzymania pieniędzy i przeznaczenie ich na zakup mieszkania dla siebie byłoby złe, a norma etyczna niska? Skoro bezdomna to osoba niezwykła, jak mówi Pan senator, to chyba wolno jej postępować niekowencjonalnie?

Kmieć – (myśli.) Nie chcę używać nowomowy, ale to jest fakt i w mojej opinii byłoby to niezgodne z prawem. To jest fakt medialny i wszyscy już o nim wiedzą.

Konopa – A co o tym myśli publiczność. Zagłosujmy! Czy bezdomna powinna zataić fakt otrzymania pieniędzy i przeznaczyć je na zaspokojenie własnych potrzeb? Hostessy pomogą mi w liczeniu. ... Dziękuję. .. Jak taki wynik skomentuje Pan Walski, który jest znanym powszechnie filantropem?

Walski – Czy to, że wszyscy znają już tę historię w jakikolwiek sposób zabrania skorzystania z pieniędzy przez bezdomną? Ta pani jest niezwykła, bo nie myśli o sobie i nie chce nie swojego.

Bezdomna I – Przepraszam, że się wtrącam. Czy my wyglądamy na jakieś dziadówki? (pokazuje na siebie i swoje koleżanki.) Swój honor mamy. Zdarzy się nam, że śpimy w kanałach. Nie znaczy to, że za każdą cenę sięgamy po cudze. (Jej koleżanki potakują i próbują coś dodać.)

Burak – Lud polski ma w sobie dumę, którą i zaborcy i okupant chcieli zniszczyć za wszelką cenę. Miał wystarczyć spirytus w określonej dawce, tak abyśmy zapomnieli o tym kim jesteśmy. Nie wystarczył. Potrafimy się podnieść z każdego upadku z podniesionym czołem. Różnie się na to mówi: klasa , kindersztuba, a czasami ogólnie po prostu honor. W każdych okolicznościach. Poproszę o oklaski dla tej Pani.

(Oklaski, także publiczności.)

Konopa – Jak powiedziałam na początku metody pozyskiwania pieniędzy są zaskakujące. Czasami budzą skrajne opinie. Czy pieniądze podarowane lub pożyczone oszustowi matrymonialnemu są zdobyte przez niego w sposób uczciwy? A może pozyskanie tych pieniędzy to najgorszy proceder, bo oparty na krzywdzie ludzkiej, łzach i oceanie miłości osoby porzuconej. Przede wszystkim zaś na bezwzględności oszusta. O kilku lat Policja poszukuje człowieka, który wyłudził od kobiet miliony. Ostatnio dziesięć milionów dolarów. Nie ma wyglądu amanta. Wręcz przeciwnie. Jest staruszkiem. Ma siedemdziesiąt osiem lat, farbowane włosy, niski i jest praktycznie bezzębny. Policja go szuka, ale My, nasza telewizja mamy go przed kamerą. Pokazujemy pana, który jest poszukiwany jako Kazimierz Kruszyna od tyłu i niestety śledztwo dziennikarskie zobowiązuje nas do nie zdradzania, gdzie znaleźliśmy poszukiwanego. Wcale nie tak daleko.

(Na telebimie pokazuje się tył głowy starszego mężczyzny, który odpowiada rześko i ochoczo. )

Kruszyna – Witam telewidzów. Pozdrawiam wszystkie moje panie. Od razu mówię, że wrócę i oddam każdy grosz.

Konopa – Panie Kruszyna, czy jak się teraz Pan nazywa?.. W naszym programie rozmawiamy o tym do czego może posunąć się człowiek, aby mieć pieniądze. Czy Pan znany jako oszust matrymonialny, te słynne miliony dolarów to Pan wyłudził, czy zostały Panu podarowane, a może tylko pożyczone. Wiemy, że podpisywał Pan jakieś zobowiązania i weksle. Na przykład Pani Joannie….

Kruszyna – Bardzo proszę bez nazwisk, to ja nie pokazuję twarzy, a pani chce ośmieszyć kobietę przed całym światem. Pieniądze , o których Pani mówi pozyskałem oczywiście w sposób uczciwy i za każdym razem zostałem poproszony abym je wziął i zainwestował w jakieś przedsięwzięcie, które je zwielokrotni. To chciwość, moim zdaniem była główną przyczyną inwestowania we mnie, a dopiero potem uczucie. Czasem bardzo głębokie, to prawda. Jak kocham do końca, do zatracenia się w miłości.

Konopa – Ale serce ma Pan jakoś podzielne. Według danych Policji szuka Pana ponad czterdzieści kobiet.

Kruszyna – Tylko czterdzieści? Hm.. Dane naszych dzielnych policjantów chyba są niepełne. Inwestorek było więcej i ciągle ich nie brakuje.

Konopa -Czy nie ma Pan wyrzutów sumienia. Jest Pan osobą bardzo wierzącą. Czy to co robi Pan nie jest grzechem? Czy Pan się z tego spowiada?

Kruszyna – Tutaj gdzie jestem nie ma spowiedzi powszechnej mogę więc co niedziela przystąpić do komunii. Grzech? Co w tym przypadku ma być grzechem. Nie zadawałem się z mężatkami. Wszystkie moje znajome inwestorki to panny, wdowy, a w najgorszym przypadku rozwódki. Szóste przykazanie nie zostało nigdy przekroczone.

Konopa – Jak pozostałe przykazania Dekalogu? Z tym pytaniem zwrócę się do księdza Tadeusza Tulińskiego, którego jeszcze raz witam z naszego regionalnego studia.

(Na ekranie telebimu pojawia się twarz księdza Tulińskiego, wyraźnie zaskoczonego programem i jego prowadzącą.)

Tuliński – Hipokryzja odpowiadającego kryje się nie tylko w tym, że wydaje mu się, że jest osobą bezgrzeszną, ale przede wszystkim w przekroczeniu co najmniej czterech przykazań. Czyli szóstego – nie cudzołóż, siódmego – nie kradnij, dziewiątego – nie pożądaj żony bliźniego swego i dziesiątego – ani żadnej rzeczy, która jego jest. W nowym tłumaczeniu dekalogu jeszcze jaśniej będą widoczne te przekroczenia przeciwko normom moralnym obowiązującym nas od wieków. Dla wiadomości tego Pana warto przypomnieć sobie, że istnieje pięć warunków sakramentu pokuty, w którym nie tylko trzeba żałować za grzechy, ale przede wszystkim wykonać zadośćuczynienie wobec Boga i... bliźniego.

Konopa – (Wyraźnie ironizuje) Czy ksiądz jako człowiek może jednak zrozumieć naszą ułomność. Czy księdzu nie zdarzają się odstępstwa od norm moralnych i postępować niezgodnie z tymi wymienionymi wcześniej przykazaniami?

Tuliński – W kościele rzymsko–katolickim nie ma obowiązku głośnej, publicznej spowiedzi. Zapewniam jednak, że w pełni kontroluję swoje postępowanie. Mam nadzieję, że w obecnej parafii, a za jakiś czas w nowej angielskiej moja ewangelizacja czy wręcz apostolstwo spotykają się ze zrozumieniem parafian.

Walski - Co do naszej ułomności chciałbym dodać, że dzisiejsze czasy sprzyjają opacznemu rozumieniu norm postępowania społecznego. Filmy i reportaże dostarczają co chwila przykładów jak ludzie zostali milionerami w sposób niegodny. Spopularyzowano hasło, że pierwszy milion to trzeba ukraść, a następne …łatwo się zarobi. Mit ciężkiej pracy zastąpiono mitem łatwych pieniędzy. Lata komuny nauczyły nas, że czy się stoi czy się leży... To jest hasło, którego nie mogła wymyślić propaganda Goebelsa. Cwaniactwo oszusta matrymonialnego jest porażające, bo za chwilę wmówi nam, że te panie nie chciały korzystać z usług firm finansowych i banków, ale wciskały mu pieniądze do rąk z prośbą o spokojną i bezpieczną starość. I kto to mówi?... Mieszkaniec Domu Spokojnej Starości, bo tak naprawdę tylko tam nadaje się ten pan.

Konopa – Zanim, podsumujemy oba dzisiejsze przypadki poproszę o głosowanie publiczność w studiu. Czy Pan Kruszyna miał prawo zatrzymać podarowane i pożyczone jemu pieniądze, ponieważ zamierza je pomnożyć i oddać pniom, które mu zaufały. A kobiety, które mu je podarowały robiły to według obowiązujących norm prawnych, czyli się zabezpieczały wekslami i odpowiednimi umowami pożyczki.

Głosujemy, a urocze hostessy pomogą mi w liczeniu.

(Trwa liczenie, a następnie na scenę wniesiona jest aparatura do losowania. )

Panowie znamy poglądy naszej publiczności. Jej aktywny udział w programie zostanie za chwilę wynagrodzony, ale teraz poproszę kolejno naszych zaproszonych gości o komentarz do tego głosowania. Panowie! Czy chciwość może być zastąpiona hojnością? O komentarz poproszę osoby znane ze swojej działalności charytatywnej.

Burak – Czy chciwość ludzi przejmujących majątek i dobra ruchome po zlicytowanych przez komornika, często bardzo biednych ludzi, to także przekroczenie przekazania. Idziemy w tym programie za daleko dopatrując się zmiany norm etycznych tam, gdzie tego nie ma. Odpowiedzmy sobie na pytanie. Czy wygrywając na wyścigach konnych lub w totolotka i przejmując kwoty obstawione przez przegranych kierujemy się chciwością i krzywdzimy tych, którzy je przegrali?

Kmieć – Czwarta władza dobrowolnie interpretuje fakty. Czarne robi się białe, a dobro staje się złem.

I odwrotnie. To dziennikarze pomagają ludziom w opacznym rozumieniu oczywistości. Na podstawie tego co tutaj obserwujemy widzimy jak zmienia się pojmowanie istniejących od tysięcy lat przykazań bożych. Dobrze się stało, że w chwili obecnej tłumaczy je na nowo i reinterpretuje.

Czy dziś Kain musiałby zabijać Abla. Pozbawiłby go wszystkiego w inny - bardziej wyrafinowany sposób.

Konopa – W ten sposób doszliśmy do ostatniego głosowania w naszym programie. Proszę państwa o podnoszenie karteczek z potwierdzeniem lub zaprzeczeniem.

Czy w dzisiejszym , nowoczesnym pojmowaniu Dekalogu nastąpiło zrównanie pewnych przykazań i nie kradnij znaczy to samo co : nie pożądaj żadnej rzeczy , która jego jest. Głosujemy!

(Trwa głosowanie, a hostessy liczą glosy.)

O komentarz poproszę księdza Tulińskiego, który choć jest daleko to na żywo uczestniczy w przekazie telewizyjnym naszego programu.

Tuliński – Zwrócę uwagę, że na tak postawione pytanie możemy doszukiwać się paraleli także w przykazaniach nie cudzołóż i nie pożądaj żony bliźniego swego. Nowe tłumaczenie Ewangelii według apostoła Mateusza z języka greckiego nie jest przeznaczone dla uczonych teologów i mądrych tego świata. Zostało ono zrobione z myślą o przeciętnym zjadaczu chleba. Czy jednak współczesny człowiek potrzebuje Dekalogu? Takie pytanie możemy postawić sobie po tym programie. Ogólne przyzwolenie społeczne do odbiegających od normy zachowań społecznych staje się regułą. Permisywizm ów wkrada się w nasze normy i oceny w sposób niezauważalny, ale ciągły i drąży nasze społeczeństwo. Normą staje się tolerancja wobec takich zachowań, po to, abyśmy nie poczuli na własnej skórze odrzucenia. Tymczasem Dekalog w nowym tłumaczeniu jasno wykłada jak zrozumieć nasze grzechy. Konopa – Już trzy tysiące lat istnieje Jerozolima, a Dekalog jeszcze dłużej. Jest normą postępowania ludzi na całym świecie, Mam nadzieję, że dzisiejszy program pozwolił państwu przed telewizorami i publiczności zgromadzonej w studio zrozumieć, że niedaleko od siebie leżą chciwość i pożądanie. Droga do pieniędzy jest brukowana, ale nie w naszym wydaniu. Producent programu znalazł sponsora i teraz odbędzie się losowanie osoby spośród publiczności, która zdobędzie naszą nagrodę – pięć tysięcy złotych. Urocza pani Hostessa wylosuje teraz pierwszą cyfrę numeru, który jest na karcie do głosowania.

(Hostessa losuje i podaje cyfrę.)

Hostessa – Jeden.

Konopa – Kto z państwa ma kartę zaczynającą się od cyfry jeden? Ręka do góry. Proszę kontynuować losowanie.

Hostessa – Pięć.

Konopa – Kto ma kartę zaczynającą się od piętnaści? Ręka do góry. Co dalej?

Hostesa – Siedem.

Konopa – Sto pięćdziesiąt siedem. Czyja karta zaczyna się od takiej liczby? Dziękuję i poproszę o losowanie ostatniej cyfry?

(Hostessa wybiera dowolną cyfrę, ale musi być taka, aby na widowni ktoś ją posiadał.)

Konopa – Kto z państwa ma wylosowany numer? Gratuluję zwycięzcy. Dziękuję wszystkim, a przede wszystkim zaproszonym naszym gościom. Do zobaczenia za tydzień. W następnym programie zastanowimy się nad tym czy jesteśmy purytańscy?

(Po chwili dodaje konfidencjonalnie. )

Że ktoś wygrał to fakt,

Nagroda jest w telewizji Pakt

Wygrany, niech ją odbierze, nie zwleka,

Bo na niego Berdyczów czeka.

                                          K O N I E C