URODZAJ

Paweł PRIAŻKO

URODZAJ

Tłumaczenie: Jakub Adamowicz


Paweł PRIAŻKO (ur. 1975, Mińsk) – białoruski dramatopisarz. Ukończył szkołę zawodową. Studiował w Międzynarodowym Instytucie Stosunków Społecznych na Wydziale Prawa oraz na Białoruskim Państwowym Uniwersytecie Kultury i Sztuki (specjalizacja „Dramaturgia”). Jednak żaden nie ukończył. Pracował jako ślusarz, ochraniarz, kontroler urządzeń oczyszczających.

Dramaty pisze od 2004 roku. Autor dramatów m.in. „Serpentyna” (2003) (wyróżnienie II Międzynarodowego Konkursu „Eurazja”, w nominacji „sztuka na wolny temat”, 2004), „Podaruj mnie bilet…” („Podari mnie bilet…”, został wystawiony w laboratorium dramaturgii na międzynarodowym festiwalu teatralnym „Panorama” – Mińsk, 2004), „Dynozaur” (czytanie w ramach prezentacji białoruskiej dramaturgii w Centralnym Domu Aktora, Moskwa 2005), „Ojczyzna nr 2” (wystawiona przez „Swobodnyj Tieatr” w ramach projektu „My. Samoidentyfikacja”), „Bełływood” (nominacja do nagrody IV Międzynarodowego Konkursu „Eurazja”), „Majtki” („Trusy”, festiwal „Lubimowka-2006 w Moskwie; nagroda na II Międzynarodowym konkursie współczesnej dramaturgii „Swobodnyj Tieatr”). „Udane życie” („Żizń udałaś”), wystawione w „Teatrze.doc”, otrzymało „Złotą Maskę-2010” (nagroda specjalna). Majtki zrealizowała Jelena Niewieżyna („Teatr.doc”, Moskwa) i Iwan Wyrypajew (Teatr „Na Litiejnom”, Sankt Petersburg).

W Polsce czytanie sztuki „Serpentyna” (tł. Karolina Niewiadomska) odbyło się w ramach cyklu „Dramat nieobecny” podczas międzynarodowego festiwalu teatralnego „Konfrontacje Teatralne” (6 X 2006, Lublin). Wykonanie: Ilona Zgiet i Michał Zgiet. Dzięki temu polska publiczność miała okazję po raz pierwszy zapoznać się z twórczość słynnego Białorusina. Później sztuka została opublikowana w tomie „Nowa Dramaturgia Białoruska” (pod red. Andrieja Moskwina, Warszawa, „Sowa”, 2011).

Na język polski w ramach projektu „TRANZYT” zostały przetłumaczone utwory sceniczne: „Zamknięte drzwi” (tł. Bożena Majorczyk), “Właściciel kawiarni” (tł. Natalia Pietrulewicz), „Pole” (tł. Robert Sknadaj). “Zamknięte drzwi” zostały opublikowane na łamach miesięcznika „Iskusstwo Kino” (2010/5, Moskwa). Prapremiera odbyła się na deskach „On.Teatr” w Petersburgu (26 XI 2010, reż. Dmitrij Wołkostriełow). „Pole” zostało napisana w 2008 roku. Prapremiera: Teatr „Szkoła Współczesnego Dramatu” (Moskwa, reż. Filipp Grigorian, 22 IX 2010).

Andriej Moskwin


Sad jabłoniowy. Gałęzie uginają się pod ciężarem pięknych, dużych jabłek. Młodzi ludzie zbierają jabłka, wkładają je do skrzynek. Jegor i Walerij zrywają jabłka i podają je Irze i Lubie. Dziewczyny wkładają jabłka do skrzynek.

JEGOR (podając Irze jabłko) Zbierać jabłka to całkiem fajna praca!

IRA No pewnie! (wkłada jabłko do skrzynki)

JEGOR W ogóle jest fajnie! (podaje jabłko Irze)

Ira kładzie jabłko do skrzynki.

JEGOR Czas na odpoczynek!

Chłopaki przestają zbierać jabłka.

WALERIJ To zimowa odmiana.

LUBA Dlaczego tak myślisz?

WALERIJ Zobacz sama. Weź!

Walerij podaje jabłko Lubie. Luba bierze jabłko.

WALERIJ Widzisz, jakie twarde?

LUBA (maca jabłko) A niech to, rzeczywiście.

Jegor i Ira również biorą po jabłku.

WALERIJ Ta odmiana nazywa się złota reneta. To zimowa odmiana. Mogą leżeć przez całą zimę!

JEGOR Niesamowite!

WALERIJ Teraz są niezbyt smaczne, ale za to zimą, w lutym, jak trochę poleżą…

IRA Czyli wychodzi na to, że one dojrzewają zimą?

WALERIJ Tak.

IRA Coś takiego!

WALERIJ Tylko nie można ich obijać.

JEGOR To znaczy?

WALERIJ No, to znaczy, że trzeba je delikatnie kłaść do skrzynek, wtedy poleżą długo. Nie można rzucać.

JEGOR Rozumiem.

WALERIJ Słuchajcie, czy nikt z was nie obił, nie wrzucał jabłek? Proszę, przypomnijcie sobie, bo obite jabłko zacznie gnić, a jak jedno zacznie gnić, to wszystkie pozostałe też zaczną gnić, i wtedy nie będą długo leżały. Nie przeleżą całej zimy.

LUBA Ja nie. Kładę je delikatnie, Jegor mi podaje…

JEGOR Tak. Staramy się delikatnie. Nie wiedzieliśmy, że obite jabłka długo nie poleżą, ale i tak staraliśmy się kłaść je delikatnie.

LUBA Jakoś tak intuicyjnie czułam, że trzeba delikatnie…

IRA Oj! Wydaje mi się, że jedno takie jabłko włożyłam do skrzynki!

WALERIJ Do której?

IRA Do tej. (pokazuje na skrzynkę) Zaraz je wyjmę. Chwileczkę.

Ira nachyla się nad skrzynką, zaczyna przebierać jabłka.

WALERIJ Ira, nie przebieraj ich! Lepiej wyjmuj po jednym i kładź na ziemię, albo do drugiej skrzynki. Bo tak, to one też się uszkodzą…

Walerij nachyla się nad skrzynką. Razem z Lubą wyjmują jabłka i kładą na ziemi.

WALERIJ Widzisz, ale twarde. Jaka to twarda odmiana.

Luba pomaga Irze i Walerijowi wyjmować jabłka.

IRA Słuchajcie, może ja sama bym wyjmowała? Pamiętam, jakie to jabłko, ono nie było mocno uderzone i łatwo można nie zauważyć, a ja pamiętam jak wygląda…

LUBA (pokazuje jabłko) To?

IRA Nie.

Luba kładzie jabłko na ziemi.

JEGOR Ciekawe, bo ja jakoś nie zauważyłem, żebyś wrzucała jakieś jabłko.

IRA Ja nie wrzucałam, tylko trochę mocniej położyłam do skrzynki.

WALERIJ Bardzo mocno?

IRA No, tak… mocniej niż wszystkie pozostałe.

WALERIJ A jak mocno, pokaż.

Wszyscy patrzą na Irę. Ira pokazuje, jak wrzuciła jabłko do skrzynki.

IRA No, właśnie tak wzięłam i, o tak, o tak, może troszkę mocniej mi teraz wyszło.

WALERIJ Mocniej, czy tak?

IRA Bo zaraz uszkodzę jeszcze jedno.

WALERIJ Nic strasznego. Pokaż, jak. Zjemy.

Ira bierze jabłko i rzuca.

IRA Mniej więcej tak to było.

WALERIJ W zasadzie to nie było mocno.

JEGOR Nie mocno, tak?

WALERIJ Nie mocno… Zaczekajcie. (myśli)

IRA Może jednak…

JEGOR Walera, po prostu potem…

WALERIJ Tak. Spróbujmy jednak znaleźć to jabłko. Ira, a gdzie jest to jabłko, którym demonstrowałaś?

IRA Tam.

WALERIJ Odłóż je, proszę, na bok.

IRA Aha. (odkłada jabłko na bok)

WALERIJ Żeby później, przypadkiem, nikt nie włożył go do skrzynki.

Wszyscy stoją, patrzą jak Ira wyjmuje jabłka ze skrzynki na ziemię.

LUBA Ale piękne.

JEGOR Ale jazda!

WALERIJ Są też smaczne. Słodkie są. A zimą to już w ogóle. Teraz są jeszcze twarde, a jak zimą sobie poleżą, zimą robią się takie soczyste.

JEGOR Fajnie byłoby spróbować.

LUBA No.

IRA Znalazłam. (pokazuje jabłko)

WALERIJ Pokaż.

IRA Proszę.

Ira podaje jabłko Walerijowi. Walerij bierze jabłko.

IRA O tym boczkiem…

LUBA Tym czerwoniutkim, tak?

WALERIJ Tak, czuć.

JEGOR O, pokaż.

WALERIJ (podaje jabłko Jegorowi) O, tutaj, gdzie czerwone.

JEGOR (wziął jabłko) Aha. Czuć, rzeczywiście.

LUBA Dajcie mi, dajcie mi.

JEGOR Takie lekko miękkawe.

LUBA Pokażcie.

Jegor oddaje jabłko Lubie.

WALERIJ No i co, czuć, prawda?

JEGOR No. Ledwo widoczne.

LUBA A, tak. Też czuję.

WALERIJ Ledwo co wyczuwalne, ale to by wystarczyło.

JEGOR Tak.

WALERIJ Zgnilizna pójdzie.

LUBA Ledwo można wyczuć.

WALERIJ Ale to wystarczy.

JEGOR Tak. Zgnilizna pójdzie, szybko rozprzestrzeni się na wszystkie pozostałe jabłka, odłóż je.

WALERIJ Luba, połóż je tam, przy tamtym jabłku.

IRA Daj mi, ja położę.

LUBA Masz.

Luba podaje jabłko Irze. Ira bierze jabłko.

WALERIJ Słuchajcie, jeszcze o jednym zapomniałem powiedzieć! Nie napełniajcie skrzynek po sam wierzch. Skrzynki będą potem ustawiane jedna na drugą, jabłka mogłyby się przygnieść, lepiej…

JEGOR A ja postawiłem.

WALERIJ Gdzie?

JEGOR O, tamtą skrzynkę. (pokazuje) Tamtą na tamtą. Tam jabłka, cholera… (chwyta za skrzynkę)

WALERIJ Czekaj, pomogę, razem zdejmiemy, po co się siłować.

JEGOR Dlaczego tak postawiłem…

Jegor i Walerij podnoszą skrzynkę.

JEGOR Opuszczaj.

WALERIJ Opuszczaj-opuszczaj, Jegor, stawiaj.

Jegor i Walerij stawiają skrzynkę na ziemi.

JEGOR Może się nie poobijały.

Wszyscy patrzą na jabłka w skrzynce, na której stała skrzynka, i którą przed chwilą zdjęto.

WALERIJ Dużo ich nawkładałem.

JEGOR Nie wiedziałem, Walera.

Wszyscy dotykają jabłek w skrzynce.

LUBA (dotykając jabłka) To jest miękkie.

WALERIJ Luba, wyjmij je, jak takie zobaczysz… wyjmuj, ono nie poleży.

LUBA (wyjmując jabłko) Zaniosę je do tamtych dwóch, dobrze?

WALERIJ Tak, odłóż je tam. Krótko mówiąc, wszystkie miękkie odkładajcie do tamtych dwóch jabłek.

JEGOR To może jeszcze poleży. (podaje jabłko Walerijowi)

WALERIJ (wziął jabłko) Może i poleży. Ale lepiej nie ryzykować.

IRA I to też.

WALERIJ Ira, jak czujesz, że nie poleży, to odłóż je do tamtych. I moje też odłóż. Odkładajmy wszystkie obite jabłka w jedno miejsce.

Wszyscy macają jabłka, szukają śladów po obiciach.

WALERIJ Popatrz, Jegor. Najwyżej do tej deski…

JEGOR Tak.

LUBA Walera-Walera, a to może być? (podaje jabłko)

Walera obmacuje jabłko, które podała mu Luba.

LUBA Też nie mogę znaleźć żadnej skazy.

WALERIJ Jeden diabeł wie.

JEGOR Pokażcie… (bierze jabłko z rąk Walerija) W porządku!

IRA Dajcie mi.

JEGOR W porządku, może być!

IRA Daj, ja zobaczę.

JEGOR Może być.

Jegor oddaje jabłko Irze, nachyla się nad skrzynką i obmacuje jabłka. Luba i Walerij patrzą, jak Ira obmacuje jabłko.

IRA Zaczekaj.

WALERIJ Jak ci się wydaje? (wyciąga do niej rękę, chce wziąć jabłko)

IRA Czekaj. Widzisz, tutaj, mam wrażenie, że pod skórką robi się miękko.

Walerij bierze jabłko, maca je.

WALERIJ Jegor!

JEGOR No!

WALERIJ Takie jabłka kładłeś do skrzynki?

JEGOR Pokaż.

Jegor bierze jabłko, maca je.

LUBA A co z nim?

WALERIJ Jest obite.

Jegor zanosi jabłko do obitych. Walerij nachyla się nad skrzynką, w której przebierali jabłka i mówi:

WALERIJ Tutaj już wszystko?

JEGOR Tak. Może ja…

Walerij podnosi skrzynkę, drewniane deski z dna skrzynki nie wytrzymują ciężaru i jabłka wysypują się na ziemię.

WALERIJ Kurwa! Patrzcie, jak będę stawiał skrzynkę, żebym nie przygniótł jabłek deskami.

JEGOR Aha.

Ira zbiera rozsypane jabłka.

WALERIJ Nie podnoś, nie trzeba, bo się nam zaraz wszystko pomyli.

Ira przestaje zbierać z ziemi jabłka.

JEGOR Walera, tu jedno jabłko, nawet dwa… (nachyla się nad skrzynką, którą trzyma Walerij)

WALERIJ (dalej trzyma skrzynkę) Co tam, Jegor?

JEGOR Tu dwa jabłka utkwiły między deskami skrzynki.

WALERIJ Zobacz, czy puściły sok?

JEGOR Nie jest ci ciężko?

WALERIJ Proszę, zobacz, czy puściły sok, czy nie?

JEGOR Patrzę, patrzę. (bada dno skrzynki)

WALERIJ Bo jak puściły sok i deski skrzynki będą mokre, to jabłka zaczną gnić.

JEGOR Puściły! Walera, puściły, kurwa!

WALERIJ Jak dużo?

JEGOR Dwie, nie, trzy deski są mokre… tak, trzy. Zaczekaj, jeszcze raz przyjrzę się dokładnie… (bada dno skrzynki)

LUBA Ciężko?

WALERIJ Nie. Tylko niewygodnie. Co tam, Jegor?

JEGOR Trzy deseczki, Walera. (wyprostowuje się) Trzy deseczki są zabrudzone sokiem.

WALERIJ Jasne. Au! Skurcz mnie złapał w ręce! Trzymajcie!

Wszyscy rzucają się na pomoc Walerijowi. Pierwszy zdąża Jegor.

JEGOR Trzymam, trzymam, Walera. (trzyma skrzynkę razem z Walerijem) Puszczaj!

Walerij puszcza skrzynkę. Rozciąga dłoń, zaciskając i rozciągając palce.

JEGOR Ciekawe, że się tak skrzynka połamała.

LUBA A czemu pozostałe się nie wysypują?

JEGOR Tam jedno jabłko się zaklinowało.

LUBA Jasne.

Walerij nachyla się nad skrzynką.

IRA Może pozbieram te, co upadły.

WALERIJ (zaglądając pod skrzynkę) Zaczekaj. Zróbmy najpierw to. Musimy jakoś wyjmować jabłka z tej skrzynki… wszystko jedno, tak… (wyprostowuje się) Najpierw te całe jabłka, które uda nam się wyciągnąć z tej skrzynki połóżmy… (ogląda się)

IRA Włóżmy do innej skrzyni.

LUBA Ciężko ci jest?

JEGOR Do wytrzymania. Nie. Tylko, wydaje mi się, że one zaraz wszystkie się wysypią.

WALIERIJ Ira, co powiedziałaś?

IRA Mówiłam, że może byśmy włożyli te jabłka do drugiej skrzynki, a potem je przełożymy.

WALERIJ Dobrze, zróbmy tak. Luba, Ira, przełóżcie jabłka z tej skrzynki do tamtej, która stała wcześniej na tej. Potem je przełożymy do innej.

JEGOR Tylko dawajcie szybciej.

WALERIJ Ciężko?

JEGOR Nie ciężko, tylko wydaje mi się, że one wszystkie zaraz się w cholerę wysypią.

IRA Czekaj, chwileczkę! Zaczekaj! Nie można ich kłaść do tamtych jabłek.

LUBA Dlaczego?

IRA No a co, jeśli one są ubrudzone sokiem od tych przygniecionych dnem, przecież nie do końca je przebraliśmy.

LUBA Dlaczego? Przebraliśmy je.

IRA Walera, na pewno je przebraliśmy?

WALERIJ Niech to szlag. Nie pamiętam.

JEGOR Przebraliśmy.

IRA Na pewno?

JEGOR (krzyczy) Pszczoła! Pszczoła, kurwa, w rękę… (upuszcza skrzynkę) Aj, kurwa!

Jegor macha ręką. Jabłka wysypują się ze skrzynki.

JEGOR (płaczliwie) Mam alergię na pszczoły. Kurwa, zaraz będę cały spuchnięty.

LUBA Co mamy robić?

Jegor macha ręką.

IRA Daj, spróbuję wyssać.

JEGOR No, co ty…

IRA Daj. Kiedyś swojemu tacie wysysałam… (bierze rękę Jegora) Gdzie?

JEGOR Tutaj.

IRA Widzę, tak… (zasysa użądlone miejsce)

WALERIJ To nic nie da.

IRA (spluwając) Też miał alergię na pszczoły, cały jad mu wysysałam i nic mu nie było.

WALERIJ To nic nie da.

LUBA Dlaczego?

WALERIJ Trzeba zrobić nacięcie.

LUBA Dlaczego?

Ira spluwa, zasysa.

WALERIJ Ona późno zaczęła ssać. Ira, to co teraz robisz, nic nie da, trzeba zrobić nacięcie!

Ira spluwa, zasysa.

LUBA Jegor, jak się czujesz?

JEGOR Wyglądam normalnie? Twarz nie czerwona?

LUBA Czerwona.

JEGOR No, to mam przejebane. Alergia.

IRA (splunąwszy) Gotowe. Nic tam już nie ma.

WALERIJ Trzeba zrobić nacięcie, póki nie jest za późno.

IRA Walera, przecież to nie wąż cię ukąsił.

JEGOR Ojej!

LUBA Jegor, co się dzieje?

JEGOR Oj!

IRA Już wszystko wyssałam.

WALERIJ Trzeba zrobić nacięcie. Inaczej to nic nie da. Zgadzasz się, Jegor?

JEGOR Na co?

WALERIJ Żeby zrobić nacięcie.

JEGOR Jakie nacięcie?

WALERIJ Nożem zrobić nacięcie w miejscu, gdzie cię pszczoła użądliła, żeby krew z żądłem wyciekła.

IRA Ja mu wyssałam żądło.

Walerij wyjmuje z kieszeni nóż, rozkłada go.

WALERIJ Dawaj rękę.

JEGOR Tylko nie tnij za głęboko.

WALERIJ Nie bój się.

Jegor podaje rękę Walerijowi. Walerij robi nożem nacięcie w miejscu użądlenia.

JEGOR Kurwa! (ogania się) Zgłupiałeś?!

WALERIJ Wszystko w porządku.

JEGOR Zgłupiałeś, czemu tak głęboko?!

WALERIJ Wszystko w porządku.

Z nacięcia leci krew. Walerij składa nóż.

JEGOR Kurwa.

LUBA Pokaż.

Luba bierze Jegora za rękę. Jegor krzywi się z bólu.

WALERIJ Przynajmniej teraz nie będzie alergii.

LUBA Rzeczywiście całkiem głęboko.

JEGOR Walera, zgłupiałeś?

WALERIJ Jegor! Przynajmniej alergii nie będzie.

IRA Czekaj. Mam chustkę.

Ira obwiązuje Jegorowi rękę.

IRA Nie wystarczy chustki, żeby normalnie obwiązać. Trzymaj o tak.

Jegor zaciska pięść z chustką na ranie. Wszyscy patrzą na rozsypane jabłka.

WALERIJ Zapomniałem już, gdzie są jakie jabłka… Tu są te nieobite?

LUBA Też nie pamiętam.

JEGOR Wszystkie jabłka są z jednej skrzynki.

WALERIJ Czyli te nieobite były tam?

JEGOR Wydaje mi się, że nie.

IRA Tu są wszystkie jabłka z jednej skrzynki. One wszystkie były w tej skrzynce, w której przebieraliśmy jabłka, bo Jegor za dużo ich włożył.

WALERIJ To akurat pamiętam. W gruncie rzeczy…

JEGOR W gruncie rzeczy, to one wszystkie są już obite.

WALERIJ Jegor, odejdź, proszę, tam, gdzie wcześniej stałeś. Chodzi o krew, nie chcę, żeby poleciało na jabłka.

Wszyscy patrzą na rękę Jegora i na chustkę, która cała przesiąkła krwią.

LUBA Krew nie przestaje lecieć?

Jegor ostrożnie odrywa chustkę od rany.

JEGOR Chustka przyschła.

IRA W takim razie nie ruszaj. To znaczy, że to stara krew kapie. Wszystko w porządku, chustka przyschła, a to znaczy, że rana już nie krwawi… Jegor, nie ruszaj.

JEGOR Znów zaczęła krwawić.

IRA No i po co ją ruszałeś? (patrzy na ranę Jegora) Tak, znowu krwawi. Podnieś rękę i potrzymaj ją wysoko nad głową.

Jegor podnosi rękę.

IRA Tak. Właśnie tak.

WALERIJ I stań tam, dobrze? Póki nie zdecydujemy, co robić z tymi jabłkami, co się tu walają.

JEGOR Dobrze.

LUBA Wiecie, co ja myślę…

JEGOR Kurwa! Cieknie do rękawa! (opuszcza rękę)

IRA Nie opuszczaj.

JEGOR Ira, krew mi cieknie do rękawa.

IRA Pokaż, zobaczę.

JEGOR Po co masz patrzeć, kiedy ja czuję.

LUBA Jegor, mam zapasową podpaskę…

JEGOR Dziękuję.

LUBA Ale nie wiem…

JEGOR Dziękuję, Luba.

LUBA Właściwie mi też jest potrzebna.

JEGOR Luba, dziękuję, nie potrzebuję jej. Zaraz samo przejdzie.

IRA Masz już mokry rękaw.

LUBA Chwilę… (grzebie w kieszeni)

JEGOR Nic nie trzeba, powiedziałem. Zaraz samo…

LUBA Proszę.

Luba podaje Jegorowi podpaskę.

JEGOR Luba, nie trzeba, dziękuję.

LUBA Dlaczego nie chcesz?

JEGOR Nie potrzeba.

WALERIJ Weź, przyłóż sobie.

IRA Właśnie.

JEGOR Ale przecież nie potrzebuję! Jeszcze tego mi brakowało, żeby sobie podpaskę przyczepiać! (niespodziewanie upada, tracąc przytomność)

Wszyscy podbiegają do Jegora, starają się go ocucić. Walera policzkuje go.

WALERIJ Jegor! Jegor! Ocknij się!

Jegor ocknął się.

IRA Bogu dzięki!

JEGOR Co się stało, zemdlałem?

LUBA Straciłeś przytomność?! Ale nas wystraszyłeś!

WALERIJ Jegor, wszystko w porządku?

JEGOR Tak. Wszystko w porządku… (siada)

IRA Pokaż rękę.

Wszyscy patrzą na rękę Jegora.

WALERIJ W porządku… (odchodzi)

LUBA Boli?

JEGOR Tyle co nic.

WALERIJ Słuchajcie, co robimy z jabłkami? Proponuję, żebyśmy je wszyscy pozbierali na jedno miejsce.

IRA Tak, one wszystkie i tak są już poobijane.

LUBA Dorzućmy je do tych obitych, co wcześniej zebraliśmy.

Jegor mówi, dalej siedząc na ziemi.

JEGOR O, tam je zebraliśmy. (wstaje z ziemi) Zaraz pokażę, gdzie. IRA Pamiętamy, wiemy.

JEGOR A no, skoro tak.

Jegor podchodzi do Walerija, patrzą jak Luba i Ira noszą jabłka i kładą je w jednym miejscu.

JEGOR To się porobiło.

WALERIJ No.

LUBA (dalej nosi jabłka) Walera, a skąd wzięła się taka nazwa?

WALERIJ Złota reneta?

LUBA Tak.

WALERIJ Jeden diabeł wie.

Luba i Ira dalej noszą jabłka. Walerij wyjmuje paczkę papierosów i zapalniczkę.

JEGOR Daj jednego.

Jegor i Walerij zapalają papierosa. Luba i Ira dalej noszą jabłka.

WALERIJ Ira, Luba, odpocznijcie!

LUBA Zaraz skończymy, wtedy odpoczniemy!

Luba i Ira dalej noszą jabłka.

JEGOR Ale powietrze, no nie?

WALERIJ No.

Słychać, jak gdzieś nieopodal stuka dzięcioł.

LUBA O! Kukułka!

WALERIJ To dzięcioł.

LUBA Dzięcioł, tak?

WALERIJ Dzięcioł.

LUBA Ira, to dzięcioł, czy on mnie nabiera?

IRA Dzięcioł. Kukułka robi tak: kuku-kuku, a dzięcioł stuka. Posłuchaj.

LUBA Dokładnie. Tuktuk-tuktuk-tuktuk.

Luba i Ira skończyły nosić jabłka, wszystkie złożyły w jeden stos.

WALERIJ Zaraz dopalę i naprawimy skrzynkę z Jegorem…

IRA Tak.

WALERIJ I pomyślimy, co dalej.

Walerij ogląda się.

JEGOR Czego szukasz?

WALERIJ Mojej torebki, tam jest młoteczek… kurwa.

JEGOR Myślisz, że jest pod jabłkami?

WALERIJ Ira, nie zwróciłaś może uwagi, jak tam jabłka zanosiłyście, czy nie leżała tam czasem moja torebka?

IRA Oj, wiesz, nie widziałam jej.

LUBA Była, tylko jakoś nie było kiedy jej zabrać.

WALERIJ Cóż, trudno. (gasi papierosa)

LUBA Chciałam ją stamtąd wziąć, ale jakoś nie było kiedy!

Walerij podchodzi do jabłek, Jegor gasi papierosa.

LUBA Nie było kiedy! Nie było kiedy… Co ja poradzę?!

Walerij nachyla się i rozgarnia jabłka.

LUBA Ale głupek ze mnie!

IRA Przestań.

Walerij wyciąga z góry jabłek swoją torebkę. Jabłka rozsypują się, turlają się po ziemi. LUBA Ułożę je! Nic-nic, ja je ułożę!

Luba podchodzi do jabłek.

IRA Daj, pomogę.

Ira podchodzi do Luby. Walerij odchodzi nieco na bok, przysiada.

JEGOR Co tam masz? (podchodzi do Walerija)

Walerij szuka czegoś w torebce. Luba i Ira znów zbierają jabłka do kupy.

JEGOR Czego szukasz?

WALERIJ Młoteczka. (wyjmuje z torebki młoteczek)

JEGOR Podaj. (bierze młoteczek od Walerija)

WALERIJ Gdzieś też miałem gwoździki. (grzebie w torebce)

JEGOR Po co?

WALERIJ Zaraz naprawimy skrzynkę. (wyjmuje pudełko z gwoździami)

JEGOR Pokaż, co to za gwoździe. (bierze od Walerija pudełko z gwoździami) Super.

Walerij wyprostowuje się, patrzy, gdzie położyć torebkę.

JEGOR I co, potrafisz to wszystko zrobić?

WALERIJ Widziałem, jak to się robi. Dziewczyny! Luba, Ira!

Luba i Ira odwracają się.

WALERIJ Zobaczcie, kładę tutaj moją torebkę…

LUBA Aha.

WALERIJ Nie zasypcie jej czasem.

LUBA Dobrze.

Walerij kładzie torebkę we wskazanym miejscu. Ira i Luba zebrały wszystkie jabłka.

IRA Walera, co mamy dalej robić?

LUBA Pozbierałyśmy wszystkie jabłka.

WALERIJ Co dalej? (zamyśla się) Wiecie co, na razie sobie odpocznijcie. My z Jegorem zreperujemy skrzynkę, a potem zobaczymy, co robić dalej.

IRA Dobrze.

WALERIJ To gdzie jest ta nasza skrzyneczka?

JEGOR A tutaj, Walera!

Walierij bierze połamaną skrzynkę, obraca ją. Wszyscy zebrali się i obserwują.

WALERIJ Tak. Widzisz, co się stało?

JEGOR Zaczekaj. (kładzie młotek i gwoździe na ziemi) Nie. Nie kapuję.

WALERIJ Gwoździe puściły od tego ciężaru…

JEGOR Domyśliłem się!

WALERIJ Sam widzisz…

JEGOR Jasne! Gwoździe puściły od ciężaru…

LUBA Jakiego ciężaru?

WALERIJ Jabłek, Luba. Zobacz sama.

LUBA Tak.

IRA Wszystko jasne, po prostu…

WALERIJ Tak…

JEGOR Widzisz, Luba, dno…

WALERIJ Cicho teraz, dajcie mi… (opuszcza skrzynkę)

JEGOR Zaczekaj, chciałem wyjaśnić i pokazać Lubie, co się stało.

Jegor zabiera Walerijowi skrzynkę.

JEGOR Popatrz.

Walerij otwiera pudełko z gwoździami.

WALERIJ Pudełeczko zaraz szlag trafi.

JEGOR Co?

WALERIJ Rozeschło się. (ogląda gwoździe)

JEGOR No, patrz, tak będzie szybciej.

LUBA Tak.

JEGOR Pod ciężarem jabłek odeszło dno skrzynki. Gwoździe puściły, wylazły…

WALERIJ Może skrzynka była zawilgocona…

JEGOR Tak. Możliwe, że była.

WALERIJ Albo jeszcze coś innego, licho wie, co. (wybiera gwoździe)

LUBA I tak nie rozumiem.

JEGOR No, popatrz tutaj.

LUBA No tak, teraz rozumiem.

JEGOR Zrozumiałaś?

LUBA Zrozumiałam. Jak mi wszystko wyjaśniłeś, to do mnie dotarło.

WALERIJ To te będziemy wbijać. (patrzy na wybrane gwoździe)

JEGOR Pokaż.

Jegor podchodzi ze skrzynką w rękach do Walerija, chce wziąć od niego gwoździe. Walerij, nie dając gwoździ, mówi:

WALERIJ Jegor, postaw skrzynkę.

JEGOR Pokaż, jakie będziemy wbijać.

Walerij podaje Jegorowi gwoździe. Jegor stawia skrzynkę, bierze gwoździe, patrzy na nie.

JEGOR Pordzewiałe są.

WALERIJ Nie szkodzi. Ujdą.

Jegor, trzymając gwoździe w ręce, przygląda się skrzynce.

JEGOR Wiesz, Walera, to brzoza.

WALERIJ Ja tam nie wiem.

JEGOR Brzoza, mówię ci.

WALERIJ Skąd wiesz tak szybko?

JEGOR Po fakturze widać. Popatrz, to brzoza, na sto procent. Na pewno brzoza. Walera, no przecież to nie sosna. Brzoza, brzoza, widzę przecież. A gdzie młotek?

WALERIJ Najpierw powyciągaj stare gwoździe.

JEGOR Tak właśnie zrobię. Potrzymaj, proszę.

Jegor oddaje gwoździe Walerijowi.

JEGOR Czym je wyciągniesz?

WALERIJ Ręką. Lekko wyjdą.

Jegor bez trudu wyciąga gwoździe ze skrzynki.

JEGOR Rzeczywiście. Luba, chodź, będziesz trzymała stare gwoździe.

LUBA Aha, dawaj.

Jegor kładzie Lubie na dłoń gwoździe, które wyciąga ze skrzynki.

JEGOR To chyba wszystkie. (obraca skrzynkę, aby ją postawić)

LUBA Walera, co mam zrobić z tymi gwoździkami?

WALERIJ Daj mi.

Luba oddaje Walerijowi stare gwoździe. Jegor stawia skrzynkę.

JEGOR Młotek, gwoździe, Walera, gdzie to wszystko jest?

WALERIJ Tu są gwoździe. (podaje Jegorowi gwoździe)

JEGOR (wziął gwoździe) Świetnie. A…

IRA Tutaj. (podaje Jegorowi młotek)

JEGOR (bierze młotek) Super. Dziękuję. Tak.

Wszyscy obserwują Jegora. Jegor przykłada do skrzynki deseczkę, która odpadła i, przyłożywszy gwóźdź, nieumiejętnie wbija go młotkiem. Gwóźdź lekko wchodzi w drewno, dociskając deseczkę do skrzynki.

LUBA Nieźle. Dwa razy walnął i przybił, zuch chłopak.

JEGOR Dawaj drugi gwóźdź. Sorry, to ja mam gwoździe, ale matoł ze mnie.

Jegor przykłada gwóźdź do deseczki.

WALERIJ A nie dziwi cię, że ten gwóźdź tak lekko wszedł?

JEGOR I co z tego?

WALERIJ Wbiłeś go w stare miejsce.

JEGOR No tak, a co, tak właśnie chciałem.

WALERIJ No, to sam pomyśl, jak to się teraz będzie trzymało, jak go przybiłeś w stare miejsce?

Walerij bez trudu wyciąga deseczkę, którą dopiero co przybił Jegor.

JEGOR Coś takiego. Racja. Ale głupek ze mnie.

LUBA A dlaczego tak się stało?

JEGOR Bo dwa razy wbiłem gwóźdź w to samo miejsce. Dokładnie dlatego.

LUBA Dwa razy w to samo miejsce, tak?

WALERIJ Nigdy nie należy wbijać gwoździa dwa razy w to samo miejsce. Do tej samej dziurki. Wtedy nie będzie się trzymał. Jeśli już, to trzeba wziąć grubszy gwóźdź, ale nie znalazłem takich grubszych.

JEGOR Wszystko jasne. (wyjmuje z deski gwóźdź, który przybił)

WALERIJ Luba, zrozumiałaś?

Luba kiwa potwierdzająco. Jegor znowu nastawia deseczkę i przykłada gwóźdź.

WALERIJ Tylko uderz mocniej, nie tak…

JEGOR Rozumiem.

Jegor ranną ręką przytrzymuje gwóźdź, uderza w niego młotkiem. Gwóźdź się zagiął.

IRA Zagiął się.

LUBA Aj! To skurczybyk.

JEGOR Walera, czemu on tak?

WALERIJ Źle walnąłeś, trzeba od pięści, o tak… (wykonuje kilka uderzeń niewidzialnym młotkiem) A ty walnąłeś tak. (demonstruje uderzenia Jegora)

Luba i Ira uśmiechają się.

WALERIJ (wykonując wyobrażone uderzenia) Od łokcia. Rozumiesz, jak…

JEGOR Rozumiem-rozumiem.

WALERIJ Jak dzięcioł. Spróbuj jeszcze raz.

JEGOR Jak powiedziałeś?

WALERIJ O tak, pięścią. (pokazuje)

JEGOR No, teraz wszystko rozumiem.

WALERIJ Dawaj, spróbuj jeszcze raz. (tłumi beknięcie)

Jegor wyrzuca pogięty gwóźdź. Walerij podnosi go i mówi:

WALERIJ Można go jeszcze wyprostować i użyć.

Jegor przykłada gwóźdź do deseczki i uderza w niego młotkiem. Gwóźdź się zagiął.

WALERIJ Chyba gdzieś musiał się trafić sęk.

JEGOR I co? Od tego gwóźdź by się zgiął?

WALERIJ Daj no ten gwóźdź.

Jego podaje Walerijowi pogięty gwóźdź.

WALERIJ Nie ten, prosty.

JEGOR Aha.

Jegor podaje Walerijowi właściwy gwóźdź.

LUBA Co wy tam takiego ciekawego robicie?

WALERIJ Daj młotek.

JEGOR Walera, sam chcę przybić.

WALERIJ Daj młotek.

JEGOR No dobrze.

Jegor podaje Walerijowi młotek. Walerij bierze młotek i mówi:

WALERIJ Odejdź, proszę.

Jegor odchodzi. Walerij przykłada gwóźdź do deseczki, a deseczkę do skrzynki, mówi:

WALERIJ Właśnie tak to się robi.

Walerij, wiele nie myśląc, krótkim, mocnym uderzeniem od pięści, trafia w swój palec.

WALERIJ Kurwa! (macha ręką z rannym palcem)

JEGOR W palec?

Walerij jeszcze raz przykłada gwóźdź do deseczki, a deseczkę do skrzynki, i wiele nie myśląc, krótkim, mocnym uderzeniem od pięści, znów trafia w ten sam palec.

WALERIJ Kurwa! (rzuca młotek)

Luba i Ira starają się nie patrzeć na Walerija, żeby się nie śmiać.

JEGOR Co? Znów w palec?

WALERIJ Do kurwy nędzy, ale boli!

IRA Walera, daj, popatrzę.

WALERIJ Nie ma na co patrzeć! Powiedziałem, nie ma na co patrzeć! Bierz młotek. (podnosi młotek) Jegor, chodź tu.

Jegor podchodzi do Walerija.

WALERIJ Podaj jeszcze jeden gwóźdź.

JEGOR Masz. (podaje gwóźdź) Może ja?

WALERIJ (bierze gwóźdź) Przykładasz. Patrz. (przykłada gwóźdź do deseczki, a deseczkę do skrzynki) Przyłożyłem.

JEGOR No.

WALERIJ I spokojnie, bez nerwów… (spokojnie uderza w gwóźdź, gwóźdź wchodzi w drewno) bez nerwów… bez nerwów.

Gwóźdź wszedł w drewno, deseczka jest przybita.

WALERIJ Wszystko jest przybite. Dokładnie. Najważniejsze – bez nerwów.

Jegor patrzy uważnie na przybity przez Walerija gwóźdź.

JEGOR Walera, a mi się zdaje, że on wszedł obok.

WALERIJ Jak obok?

JEGOR (nachylając się nad skrzynką) Sam popatrz, może ja się mylę. On…

Walerij nachyla się nad skrzynką.

JEGOR On wszedł w tę deseczkę… (wyprostowuje się) A w samą skrzynkę poniżej – nie.

WALERIJ Widzę.

IRA Co wam się tak nic nie udaje? (nachyla się nad skrzynką)

Walerij wyprostowuje się.

IRA Co? (patrząc na skrzynkę) Przecież wygląda, że wszystko w porządku. (nachyliwszy się, dalej patrzy na skrzynkę)

Walerij wyciąga rękę w kierunku Jegora. Jegor podaje mu gwoździe.

WALERIJ Nie te.

JEGOR Trzymaj. (podaje pogięte gwoździe)

LUBA Co tam macie takiego ciekawego, że się tak gapicie?

Luba nachyla się nad skrzynką obok Iry. Pochylony Walerij młotkiem wyprostowuje gwoździe.

IRA Walera wbił gwóźdź nie tam, gdzie trzeba.

LUBA Gdzie?

IRA Sama szukam.

Jegor mówi do prostującego gwoździe Walerija.

JEGOR Chcesz użyć ich powtórnie?

Walerij milczy, prostuje gwoździe.

LUBA Walera, a gdzie żeś wbił ten gwóźdź, że jest nie tak jak trzeba?

Walerij milczy, zbiera gwoździe. Jegor mówi do Iry i Luby.

JEGOR Odejdźcie, proszę.

Ira i Luba wyprostowują się. Walerij podchodzi do swej torebki. Jegor zamierza przybić deseczkę.

LUBA Przybijesz tę deseczkę?

JEGOR Tak. Spróbuję.

Walerij grzebie w torebce. Luba i Ira odchodzą nieco na bok. Jegor bierze młotek, gwóźdź, przykłada go do deseczki, a deseczkę do skrzynki.

IRA Czekaj, wyprostuję!

JEGOR Wszystko jest wyprostowane.

Ira prostuje deseczkę, którą zamierza przybić Jegor.

JEGOR Ira, mogę już przybijać?

IRA Tak. (przytrzymuje deseczkę) Tylko nie walnij w palec, dobrze?

JEGOR Lepiej weź rękę.

IRA Wal.

JEGOR Ira, mówię poważnie, weź lepiej tę rękę…

IRA Wal już.

JEGOR Jak chcesz, będziesz potem żałować.

IRA Wal.

Jegor podnosi młotek, ale nie przybija gwoździa.

JEGOR Nie mogę. Ira, weź ręce. Dopiero drugi raz w życiu wbijam gwóźdź!

IRA Na litość Boską, wal wreszcie.

Jegor wali w gwóźdź, jeden raz, drugi.

IRA No, widzisz.

Jegor przybija gwóźdź do deseczki.

IRA No, a tak się bałeś.

JEGOR Ira, przytrzymaj, proszę, drugą deseczkę.

Ira przystawia deseczkę do skrzynki.

IRA Tutaj?

JEGOR Ciut na prawo… Świetnie!

Jegor przykłada gwóźdź do deseczki. Walerij wyjął z torebki kawałek czarnej izolacji, wydmuchuje z niej kurz. Nie patrzy, jak Jegor reperuje skrzynkę. Luba obserwuje Irę i Jegora.

JEGOR Ira, będę walił.

IRA Wal.

Jegor uderza w gwóźdź, gwóźdź wchodzi w drewno. Po przybiciu deseczki, Jegor mówi:

JEGOR Nawet fajnie się wbija te gwoździe!

IRA No.

LUBA Ostatni został?

JEGOR Tak. Ira, trzymaj.

Ira przykłada deseczkę w odpowiednie miejsce skrzynki. IRA Wal.

Jegor przykłada gwóźdź i przybija deseczkę.

JEGOR Gotowe. To wszystko. Super.

Ira zabiera ręce. Jegor bierze skrzynkę. Luba patrzy na Jegora.

JEGOR Walera, to wszystko. Skrzynka gotowa. Co robimy dalej?

Walera odstawia torebkę, wyprostowuje się.

WALERIJ Włóżmy do niej wszystkie obite jabłka. I odstawmy na bok, żeby nie pomylić.

Wszyscy podchodzą do zwalonych na kupę jabłek. Jegor niesie skrzynkę. Stawia ją przed jabłkami i, patrząc na nią, mówi:

JEGOR Cholera…cholera.

IRA Co znowu, Jegor, coś źle przybił?

JEGOR Nie. (wyprostowuje się)

Walerij zagląda do skrzynki.

LUBA Co tam jest jeszcze nie tak?

Walerij wyprostowuje się. Ira i Luba zaglądają do skrzynki.

JEGOR Widziałeś?

WALERIJ Tak.

JEGOR No, to co robimy? Ja już nie mogę.

WALERIJ Nie można tak tego zostawić.

JEGOR Pewnie, że nie.

LUBA i IRA Powiedzcie nam!

WALERIJ Wbiłem ten gwóźdź obok. Trafił w deseczkę, a w skrzynkę już nie.

IRA Jasne.

WALERIJ Teraz on tam utkwił.

LUBA A!… A gdzie?

Wszyscy prócz Jegora nachylają się. Walerij pokazuje, gdzie wystaje gwóźdź.

WALERIJ Sami widzicie.

LUBA Mocno tam tkwi, skubany.

JEGOR Myślę, jakby go wyciągnąć.

Walerij wyprostowuje się.

JEGOR No właśnie, Walera, myślę, jakby go stamtąd wyciągnąć. Ale głupek ze mnie, że od razu nie popatrzyłem dokładnie.

WALERIJ Przestań, to nie twoja wina. (zamyśla się)

LUBA Ira, widzisz, gdzie on utkwił?

IRA Już widzę. O, tam popatrz, takie coś srebrzystego i ostrego.

LUBA Ja już go dawno widzę. Myślałam, że ty nie widzisz.

IRA Ktoś się może skaleczyć.

Ira i Luba wyprostowują się.

JEGOR Zaraz je z powrotem powyciągam.

IRA No, coś ty?!

WALERIJ Nie gadaj. Nic nie trzeba wyciągać.

JEGOR To co innego mam zrobić?

WALERIJ Nic nie trzeba wyciągać.

LUBA Szkoda pracy.

WALERIJ Nic nie trzeba wyciągać.

JEGOR Tak czy inaczej, jakoś go trzeba stamtąd wyciągnąć.

WALERIJ Wyciągnąć trzeba na pewno, nikt nie zaprzecza.

LUBA Tylko pracy szkoda.

JEGOR A potem ktoś pójdzie po jabłka i…! To może być każdy!

WALERIJ A no właśnie.

JEGOR Wyciągam wszystkie, bez dwóch zdań. (bierze skrzynkę)

WALERIJ Postaw skrzynkę. Postaw.

JEGOR No, postawiłem. Tak czy siak trzeba będzie wyciągać. Walera, są jeszcze gwoździe?

Walerij nie odpowiada. Podchodzi do swojej torebki.

IRA Oczywiście nie można tego tak zostawić.

JEGOR Nikt nie zamierza tego tak zostawiać.

IRA Bo co by było, gdyby, na przykład, dziecko…

JEGOR Ira, nikt nie zamierza tego tak zostawiać.

IRA Bo wtedy zadziałałoby prawo Murphiego. Jeśli coś może pójść źle, to pójdzie.

Wszyscy patrzą, jak Walerij grzebie w swojej torebce.

JEGOR Zaraz Walera coś znajdzie…

Walerij wyjmuje z torebki kombinerki. WALERIJ (trzymając kombinerki) Cholera, gwóźdź się zgiął. Nie szkodzi. Żeby się nie giął, trzeba wziąć kombinerki. Co to takiego, kombinerki? To takie narzędzie. JEGOR Super.

WALERIJ Można nimi wyciągać gwoździe. (podchodzi do skrzynki) Jegor, jak myślisz, można wyciągnąć kombinerkami gwóźdź tak, żeby on się nie zgiął?

JEGOR Jeden diabeł wie.

WALERIJ A wy, dziewczyny, co sądzicie? Też nie wiecie. Nie. No, to patrzcie.

Walerij podnosi skrzynkę, stawia ją sobie na nodze. Jegor chce mu pomóc. WALERIJ Nie trzeba, nie trzeba, dzięki.

LUBA Ciekawe, co on będzie nimi robił…

Wszyscy patrzą, jak Walerij wyciąga gwóźdź ze skrzyni.

JEGOR No, będzie nimi wyciągał.

Walerij ostatnimi siłami wyciąga gwóźdź, stawia skrzynkę na ziemi i trzymając w ręce kombinerki z wyciągniętym gwoździem, mówi:

WALERIJ I po wszystkim. Teraz włóżmy do niej wszystkie jabłka. LUBA Aha.

Walerij podchodzi do swojej torebki. Jegor, Ira i Luba wkładają jabłka do skrzynki.

LUBA Teraz już nie trzeba się starać. Można je wrzucać byle jak. I tak są już poobijane.

Walerij odkłada kombinerki do torebki i zapala papierosa. Pozostali dalej wrzucają jabłka do skrzynki. Szybko i byle jak.

JEGOR I co z nimi teraz będzie, Walera?

WALERIJ Nie wiem. Może na powidła pójdą. Albo świnie zjedzą.

JEGOR Raczej na powidła, tak.

WALERIJ Na pewno nie poleżą długo.

IRA Walera, a co jeszcze mogą z nimi zrobić?

WALERIJ Puree dla dzieci mogą zrobić.

Luba wrzuca do skrzynki ostatnie jabłko. Jegor bierze skrzynkę.

JEGOR Odejdź, odejdź…

WALERIJ Ostrożnie.

JEGOR Spokojnie, Walera, dam radę.

Jegor podnosi skrzynkę. Dno skrzynki nie wytrzymuje, jabłka się wysypują.

JEGOR Kurwa! (rzuca skrzynką)

LUBA Co za dzień!

JEGOR (depcze jabłka) Kurwa! Kurwa!… Kurwa! Pieprzone jabłka, kurwa mać!

WALERIJ Dość już, Jegor, przestań.

Jegor depcze jabłko, ale noga poślizgnęła się na skórce i Jegor upada.

LUBA Jegor, uderzyłeś się?

Jegor siada odwrócony do wszystkich plecami. Ira podchodzi i coś mu szepcze na ucho.

LUBA Trzeba je choć spróbować. Żeby wiedzieć, co to za jabłka.

WALERIJ Są pyszne.

IRA (do Jegora) Zgoda?

Jegor wstaje.

JEGOR Takie piękne jabłka są na jabłoniach, a my tych z ziemi nie możemy zebrać.

Wszyscy patrzą na rozsypane jabłka.

JEGOR Co ja z tą skrzynką zrobiłem? (zauważa skrzynkę) A, tam jest, widzę.

Jegor idzie po skrzynkę, podnosi ją, ogląda.

IRA Igor, co z nią?

JEGOR To te trzy, które przybijałem. Te się oderwały. Bo przybijałem w stare dziurki. Bo bałem się walnąć w palec Iry. Wydawało mi się, że jak ciężar rozłoży się równomiernie, to się nie oderwą. Walera, są gdzieś jeszcze jakieś gwoździe?

WALERIJ Są przecież w skrzynce.

JEGOR A, no tak.

LUBA Znowu będziecie przybijać? No i słusznie, nie można tak tego zostawić.

JEGOR Luba, nikt nie zamierza tego tak zostawiać.

WALERIJ I jeszcze te dwa gwoździki, które prostowałem i zginałem.

LUBA Ira, nie chcesz się przejść?

IRA Słuchajcie, chłopcy, my byśmy poszły z Lubą na trochę, nie będziecie teraz potrzebowali naszej pomocy?

JEGOR Nie. (stawia skrzynkę w odpowiedniej pozycji)

WALERIJ Idźcie, tylko niedaleko, żebyśmy nie musieli was potem szukać po całym sadzie.

LUBA My tylko tam za gruszę.

IRA Idziemy.

Ira i Luba odchodzą.

JEGOR Walera, a gdzie gwoździe i młotek? O, młotek już widzę. (idzie po młotek)

WALERIJ Weźmy jeszcze raz obejrzyjmy ją dokładnie… (podchodzi do skrzynki, bierze ją do rąk) Nieźle…

JEGOR Ej, Walera, wystarczy to przybić i już. Idiota ze mnie, że cię wtedy nie posłuchałem… (z młotkiem w ręce) Odejdź, ja to zrobię.

WALERIJ (oglądając skrzynkę) Wbijałeś tylko w stare dziurki? I w skrzynce i w deseczkach?

JEGOR Nie, w deseczce wbijałem w stare, a w skrzynce wbijałem na nowo. Wymyśliłeś coś, Walera?

WALERIJ Okazało się, że ta skrzynka to straszny szajs.

JEGOR Masz jakiś pomysł?

WALERIJ No, sam zobacz. (pokazuje skrzynkę) Patrz, patrz tutaj. (z łatwością wyłamuje odłamki drewna ze skrzynki) Patrz tutaj, jeden odłamek, drugi odłamek…

JEGOR Cholera, rzeczywiście.

WALERIJ Trzeci odłamek, czwarty odłamek.

JEGOR Przegniła jest.

WALERIJ Piąty odłamek.

JEGOR A potem oni chcą, żeby jabłka długo leżały!

WALERIJ Szósty odłamek…

Luba z Irą wracają.

JEGOR Coś takiego! A potem oni chcą, żeby jabłka długo leżały.

WALERIJ Luba, chodź zobaczyć.

LUBA Już idę. (podchodzi do Walerija)

IRA Co tam? (podchodzi do Walerija)

JEGOR Cała skrzynka jest przegnita!

Ira i Luba patrzą na skrzynkę w rękach Walerija.

WALERIJ Widzisz, Luba, szósty odłamek. (pokazuje odłamek, który dopiero co z łatwością oderwał)

LUBA Pokaż. (bierze odłamek z rąk Walerija)

IRA Luba, pokażesz potem?

WALERIJ (stawia skrzynkę na ziemię) Sam widzisz, Jegor!

LUBA Proszę. (podaje odłamek Irze)

JEGOR Oni są bezczelni! A potem chcą, żeby jabłka… żeby zbiory długo się przechowywały.

IRA (wiercąc odłamkiem) Tak. (odrzuca odłamek)

JEGOR Chyba cię to przekonało, Ira?

IRA No, tak.

WALERIJ W takim razie proponuję, żebyśmy zrobili coś takiego. Chwileczkę, wezmę skrzynkę. (bierze skrzynkę stojącą obok niego) Jest pusta. (podchodzi do jabłek)

JEGOR Walera, będziesz do niej wkładał jabłka?… Walera, będziesz wkładał jabłka?

WALERIJ (stawia skrzynkę obok miejsca, w którym zostały zebrane jabłka) Teraz wszystkie obite jabłka włożymy do tej skrzynki.

JEGOR Dobrze. I co dalej?

IRA Przecież jest połamana.

WALERIJ Ostrożnie włożymy do niego wszystkie obite jabłka i zostawimy karteczkę z informacją, że ta skrzynka… skrzynka jest połamana i dlatego postawiliśmy ją z boku, tak?

JEGOR No.

WALERIJ Zostawimy na niej karteczkę. Ira, masz długopis i jakąś niepotrzebną kartkę papieru?

IRA Zaraz zobaczę, miałam w kieszeni jakiś długopis.

LUBA Ja mam papier.

IRA (wyjmuje z kieszeni długopis) Proszę, Walera, znalazłam długopis, (podaje Walerijowi długopis) a papieru nie wzięłam.

LUBA Przecież mówię, że mam papier. Żeby tylko długopis chciał po nim pisać.

JEGOR Co tam masz?

LUBA Pudełko od podpasek.

WALERIJ Pokaż.

LUBA To ono, proszę. (podaje pudełko od podpasek) Próbuj, nie wiem, czy się uda.

Walerij bierze pudełko, próbuje, czy długopis po nim pisze.

LUBA Wzięłam podpaski na wszelki wypadek, a tu nawet pudełko się przydało.

WALERIJ Pisze bardzo dobrze.

LUBA Nie chciałam brudzić sadu.

WALERIJ Super. Naprawdę super. Sytuacja się wyjaśnia.

JEGOR Po prostu zajebiście. To wszystko. Co teraz robimy?

WALERIJ Teraz zbierzmy wszystkie obite, porozrzucane jabłka do tej skrzynki. Wszystko pozbieramy i zostawimy w jednym miejscu, napiszemy karteczkę, że skrzynkę należy podnosić ostrożnie, bo nie ma dna.

JEGOR Rzeczywiście mogą się rozsypać, trzeba je brać ostrożnie, wtedy nic nie powinno im się stać.

WALERIJ Tak. Zaraz wyrwę te deseczki z dna.

Walerij bierze skrzynkę i odrywa deseczki z dna skrzynki. Musi użyć dość sporą siłę.

Wszyscy patrzą na Walerija.

LUBA Powiadają, że są trzy rzeczy, na które można patrzeć bez znudzenia.

JEGOR Jakie?

LUBA Jak płonie ogień. Na wodę. I jak pracuje człowiek.

WALERIJ To wszystko.

JEGOR Wspaniale.

WALERIJ My to zrobiliśmy. (wyrzuca oderwane deseczki)

JEGOR Wspaniale, Walera, wspaniale.

WALERIJ Tak. Zaraz postawimy… tutaj postawimy skrzynkę. (stawia skrzynkę na ziemi)

IRA Nasza pechowa skrzyneczka.

JEGOR Dokładnie. Dobrze powiedziane, Ira. I my razem z nią pechowi.

WALERIJ Zbierajcie do niej jabłka.

IRA Kładźcie byle jak. Byle włożyć.

JEGOR Dobrze, Walera.

Luba, Jegor i Ira wkładają rozsypane jabłka do połamanej skrzynki. Walerij coś pisze na pudełku od podpasek. Luba mówi, dalej zbierając jabłka:

LUBA Walera?

WALERIJ (dalej pisząc) Co?

LUBA To są najlepsze podpaski.

WALERIJ Rozumiem.

LUBA Aha.

JEGOR Coś ty tam napisał? (przestaje zbierać jabłka, podchodzi do Walerija)

Luba i Ira dalej zbierają jabłka.

JEGOR Pokaż.

Walerij podaje Jegorowi notatkę. Jegor czyta, oddaję notatkę Walerijowi.

JEGOR Może być. No, cóż. (patrzy jak Ira wkłada ostatnie jabłko do skrzynki)

LUBA Dacie mi też przeczytać? Coś ty tam napisał? (podchodzi do Walerija)

WALERIJ Proszę. (podaje Lubie notatkę)

JEGOR Ira, co się stało?

IRA (grzebie w kieszeni ubrania) Nic takiego. Często tak mam.

JEGOR Zatkany nos?

IRA No. (próbuje wkroplić krople do nosa) Czytaj, co tam Walera napisał.

WALERIJ O, właśnie! Proszę przeczytać. Nic nadzwyczajnego.

LUBA (czyta) „Ta skrzynka jest połamana”.

LUBA „Nie ma dna. Proszę ostrożnie załadowywać. Jabłka są obite”.

IRA Niech to szlag, skończyły się.

Luba podaje notatkę Walerijowi.

LUBA A jakie to krople?

IRA A, niech to.

LUBA Ira?

IRA Co?

LUBA Jakie to krople?

IRA Pinosol.

JEGOR Nie możesz wytrzymać bez Pinosolu?

IRA Bez niego w ogóle nie mogę oddychać.

Walerij podchodzi do skrzynki z obitymi jabłkami.

IRA Niech to szlag. Zaraz nos mi się zatka…

LUBA W ogóle nie możesz oddychać bez Pinosolu?

IRA Beznadzieja, no nie? A gardłem, to ja w ogóle nie mogę oddychać.

JEGOR Niesamowite.

IRA Duszę się. Mogę oddychać tylko nosem.

Walerij próbuje przymocować notatkę do skrzynki. Ira masuje nos.

JEGOR Walera, słyszysz?

WALERIJ No?

JEGOR Weźmy ją przyciśnijmy od góry skrzynką.

WALERIJ (patrząc na skrzynkę) Co ty tam chcesz ściskać?

JEGOR O notatce mówię. Postawię na górze jeszcze jedną skrzynkę, a ty wciśniesz między nie notatkę. No, chodź! (podchodzi do dwóch skrzynek z jabłkami)

LUBA Skończył ci się?

IRA (dalej masuje nos) No.

LUBA Och, ten Pinosol.

JEGOR (zdejmując górną skrzynkę) Dolną weźmiemy, dobrze? (stawia skrzynkę na ziemię) Niech się jabłuszka przewietrzą. Widzisz, ktoś już je zbierał przed nami.

LUBA Skrzynkę nazbierali!

JEGOR No.

LUBA Ale dużo zebrali!

JEGOR No.

Jegor chwyta dolną skrzynkę, podnosi ją, jabłka wysypują się.

LUBA Trzymaj, trzymaj! O, cholera!

W skrzynce nie ma dna. Jegor, trzymając skrzynkę, mówi:

JEGOR Walera, co to było? (opuszcza głowę, widzi, że w skrzynce nie ma dna)

LUBA Ale jaja! W tej skrzynce też nie ma dna.

IRA Słuchajcie, ja chyba długo nie wytrzymam.

LUBA Dusisz się?

IRA Potrzebuję Pinosolu. Za piętnaście minut zacznę się dusić, bo nie mogę oddychać przez gardło.

LUBA A ja, jak pobędę dłużej na świeżym powietrzu, to rośnie mi ciśnienie. W mieście nie jest aż tak źle, ale w lesie i w sadach bardzo. Już czuję, ja cała się trzęsę.

IRA To ciśnienie rośnie.

LUBA No, właśnie. Wiem.

JEGOR (trzymając skrzynkę) A ta to w ogóle nie miała dna. Na to wychodzi, Walera, no nie?

WALERIJ Nie szkodzi. Zaraz ją naprawimy. Choćbym miał paść trupem, to zbiorę te jabłka, rozumiecie? (patrzy na jabłonie)

JEGOR No, teraz to już jest przejebane na maksa, nie sądzicie, przyjaciele? (ogląda się) No i co teraz z nimi robić? Rozsypały się na wszystkie strony. Przez tę przeklętą skrzynkę one teraz długo nie poleżą. Krótko mówiąc, Walera, pozbieram te cholerne jabłka i postawię tę połamaną skrzynkę tam, gdzie stała.

WALERIJ Dobra. Ira, możesz jeszcze pracować?

IRA Nie wiem.

WALERIJ Trzeba by pozbierać te jabłka do końca, rozumiesz?

JEGOR Ira, trzeba je dozbierać, bo…

IRA Rozumiem, ale ja… po prostu nie jestem w stanie bez kropel. Gdybym miała Pinosol, to bym zbierała choćby do rana.

WALERIJ Nikt nie zamierza tkwić w tym sadzie do rana. W ciągu piętnastu minut uporamy się ze wszystkim. Już mam potąd tych jabłek!

LUBA Słuchajcie, ja też już prawie nie mogę przez to swoje ciśnienie.

JEGOR Walera, żeby nie przedłużać, ja pozbieram te, które się rozsypały, z powrotem do tamtej skrzynki.

WALERIJ Zaczekaj.

LUBA Bez dna?

JEGOR Na co tu czekać, Walera?

Ira próbuje dosięgnąć jabłek zwisających z gałązek. Gałązki są zbyt wysoko.

IRA Widzicie (podskakuje) Widzicie?… widzicie? Do żadnych już nie dosięgam!

LUBA Spróbowałabym tylko, jak smakują. (wybiera jabłko)

JEGOR Zaraz tam wejdę, strząsnę na chuj i po kłopocie.

WALERIJ Zaczekaj.

Luba próbuje ugryźć jabłko. Walerij bierze skrzynkę.

WALERIJ Nie szkodzi, zaraz nam się przyda do czego innego. Będziemy nim strącać inne jabłka. Odejdźcie.

LUBA Ale nawet ugryźć ich nie można! (próbuje znowu ugryźć jabłko)

WALERIJ Odejdźcie, proszę.

LUBA Złamałam ząb! (wyrzuca jabłko) Cholera! Jak nic, złamałam ząb!

Pada śnieg. Luba sprawdza ilość zębów.

JEGOR No, Walera, ja też mam dosyć! Śnieg już zaczął padać! Ja też nie mogę zbyt długo przebywać na dworze. W zeszłym roku byłem na dziennym oddziale w szpitalu. Cierpiałem chyba na agorafobię.

IRA Chyba czy cierpiałeś?

JEGOR No, może to była depresja. Robiło mi się niedobrze na dworze. W mieszkaniu było w porządku, a jak wyszedłem na dwór, to chujnia na całego. Wszystko się kręci, w ogóle panika… Przedtem przez pół roku nie wychodziłem. Po prostu nie było potrzeby.

IRA Jak cię leczyli?

JEGOR Dożylnie Aktowegin, dawali Klomenal, to taki antydepresant, i Xanax.

WALERIJ (trzymając skrzynkę) Ten Xanax jest fajna rzecz.

JEGOR Pewnie! Tylko, że odstawić go to koszmar!

Jegor zdecydowanym krokiem podchodzi do drzewa. Dalej pada śnieg. Ira i Luba skuliły się zziębnięte.

IRA Złamany?

LUBA Tak. Wiesz, dentysta mi mówił, że mam wczesną fazę paradontozy. Nie mogę gryźć nic twardego.

Jegor włazi na drzewo.

WALERIJ Zaczekaj, pomogę ci!

JEGOR Nie trzeba. Co to takiego! Na drzewo nie wejdę, czy co?

Walerij podchodzi do Jegora. Jegorowi nie udaje się samodzielnie wejść na drzewo.

JEGOR Walera, jakoś mi nie wychodzi.

WALERIJ Dawaj, podsadzę cię.

JEGOR No to dawaj. Utrzymasz?

WALERIJ Utrzymam.

Walerij pomaga Jegorowi wejść na drzewo.

JEGOR Aha! (idzie po drzewie) Przez ten Xanax śnią ci się koszmary! A odstawić nie mogę! Będę trząsł!

WALERIJ Dawaj!

JEGOR Wszyscy odeszli?

WALERIJ Tak, dawaj, trząś!

Walerij odbiega.

LUBA On teraz będzie potrząsał drzewem?

WALERIJ Tak.

Jegor trzęsie drzewem. Spadają jabłka, ale niezbyt wiele.

LUBA Nie spadło zbyt wiele.

WALERIJ Bo zbieramy niedojrzałe.

JEGOR (z drzewa) Co tam? Niedużo spadło, tak?

WALERIJ Bo są jeszcze niedojrzałe, to dlatego! Trzęś, a ja będę jeszcze rzucał skrzynką!

Jegor trzęsie drzewem, Walerij rzuca skrzynką, podnosi ją i rzuca ponownie.

LUBA Po co zbierać niedojrzałe?

IRA Żeby ptaki nie rozdziobały.

JEGOR (z drzewa) Słyszysz, tylko mnie nie zabij tą swoją skrzynką! Zimno jest, już złażę!

Śnieg pada dalej. Jegor złazi z drzewa. Ira i Luba stają obok Walerija, patrzą, jak Jegor złazi z drzewa.

JEGOR Skakać?

WALERIJ Skacz, już niewysoko!

Jego skacze na ziemię.

JEGOR No, nawet fajnie było. Fajnie jest łazić po drzewach. I co tam, dużo natrzęśliśmy?

Wszyscy patrzą na rozsypane jabłka.

JEGOR No, tak. One nie chcą spadać! Z całych sił trząsłem, do cholery!

WALERIJ No co, dziewczyny, nie zamarzłyście jeszcze?

LUBA Nie wiem.

IRA A co jeszcze trzeba zbierać?

JEGOR Walera, chcesz jeszcze coś zbierać? Popatrz! (wskazuje na rozsypane jabłka) LUBA Walera! Walera!

WALIERA Zaczekaj. Dziewczyny! Ira, Luba! Ostatni raz! No, trzeba je dozbierać! Zróbmy tak! Luba z Irą. Ira, możesz jeszcze oddychać?

IRA No, na razie mogę, a co?

WALERIJ To pozbierajcie z Irą jak najszybciej te rozsypane. A ja z Jegorem spróbujemy czegoś jeszcze.

JEGOR Co spróbujesz?

WALERIJ Mam sznur…

LUBA Walera, a gdzie mam je kłaść?

WALERIJ Co? A, zbierajcie, rzucajcie na kupę i już. Zbierzcie wszystkie na jedną kupę.

IRA No, co tam Luba, ostatni raz, idziemy?

Luba i Ira rzucają jabłka na jedną kupę.

LUBA Co za cholerne jabłka!

Walerij podchodzi do swojej torebki.

JEGOR Co tam masz? (podchodzi do Walerija)

WALERIJ Sznur. (grzebie w torebce) Taki zajebisty sznur. (wyjmuje z torebki sznur)

JEGOR Pokaż. (bierze sznur) No tak… niczego sobie. Czyli chciałbyś…

WALERIJ (wyprostowuje się) Zaraz go przerzucimy przez konar i z dwóch stron pociągniemy.

JEGOR A jak konar się złamie?

WALERIJ Trudno. I tak trzeba zebrać jabłka.

JEGOR W sumie, to masz rację. To dawaj. (strzepuje śnieg z włosów)

Walerij podchodzi do jabłoni. Ira i Luba dalej zbierają jabłka. Walerij przerzuca sznur przez konar.

JEGOR Zuch chłopak. Za pierwszym razem. Zupełnie jak Indianin Joe. (łapie za koniec sznura) No to co, dawaj, ciągniemy.

Walerij i Jegor ciągną za sznur.

JEGOR Kurwa, ale ciężko!

WALERIJ No.

Walerij i Jegor ciągną za sznur. JEGOR A-a-a!

Gałąź trzeszczy.

WALERIJ Uważaj!

Gałąź łamie się i spada. Śnieg dalej pada. Wszyscy patrzą na złamaną gałąź.

LUBA Niesamowite.

IRA To wyście to sznurem zrobili?

WALERIJ (do Jegora) Dawaj.

JEGOR Tak, Ira, sznurem.

Walerij i Jegor wyciągają sznur spod gałęzi. Luba i Ira obserwują Walirija i Jegora. Jegor i Walerij trzymają sznur.

WALERIJ Dawaj, o, tamtą gałąź.

JEGOR Piękna gałązka. Widzisz, Luba, ile na niej jabłek?

LUBA No.

WALERIJ Daj, zarzucę.

JEGOR Masz. (oddaje sznur)

Walerij przerzuca sznur przez gałąź. Jegor chwyta za koniec sznura. JEGOR Ciągnij!

Jegor i Walerij ciągną sznur.

JEGOR A-a-a!

LUBA Trzeba mieć dużo siły, co nie, Ira?

Gałąź trzeszczy, łamie się i spada.

WALERIJ I po wszystkim. (wyciąga sznur)

JEGOR O, kurwa, ile na niej jabłek.

LUBA No, teraz dobrze widać.

JEGOR Ale zajebistą gałązkę złamaliśmy.

IRA Muszę kończyć. Nos mi się zatyka.

WALERIJ Idziemy. (zwija sznur) I tak dużo zrobiliśmy.

IRA Po prostu nie mogę już oddychać nosem.

WALERIJ Idziemy, już idziemy. Rzućcie to.

LUBA Też już dłużej nie mogę być na dworze.

Wszyscy patrzą na połamane gałęzie, rozsypane jabłka. Walerij idzie w kierunku swojej torebki.

JEGOR No cóż, to co mogliśmy, to zebraliśmy.

WALERIJ W porządku. Wszystko w porządku, Jegor. (wkłada sznur do torebki)

JEGOR Na pewno w porządku?

WALERIJ Oczywiście! Zebraliśmy ze dwa razy więcej, niż ci przed nami! (podchodzi do pozostałych)

IRA No, tak.

LUBA To co, idziemy?

WALERIJ Tak, idziemy.

JEGOR Walera, jakie masz dzwonki w komórce?

WALERIJ A pełno wszystkiego. (wyjmuje komórkę) Nu Virgos, Meładze… a to jest piosenka Serja Tankjana.

JEGOR Z System of a Down?

WALERIJ (szuka dzwonka) Tak… O, jest…

Słychać piosenkę „Sky is Over” w wykonaniu Serj Tankiana, wszyscy odchodzą. Nad zdewastowanym sadem zapada noc, wschodzi księżyc. Pada śnieg.

XI 2007