OPIUM

Witalij KOROLOW

OPIUM

Tłumaczenie: Jakub Adamowicz


Witalij KOROLOW (ur. 1983, Mińsk) – dramaturg. Absolwent Wydziału Historycznego Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego w Mińsku (2006). Twórca spotów reklamowych.

Autor utworów scenicznych: Posterunkowi, albo przezwyciężane przeciwdziałanie (Uczastkowyje, ili prieodolewajemoje protiwodiejstwije, 2014), Królewna Marsa (Princessa Marsa, 2015), Opium (2015).

Inscenizacje: Posterunkowi, albo przezwyciężane przeciwdziałanie (Republikański Teatr Białoruskiej Dramaturgii, 25 II 2015, reż. Jelena Siłutina).

Prapremiera sztuki Opium: 15 IV 2016, reż. Aleksandr Marczenko. Spektakl został zrealizowany przez Centrum Sztuk Wizualnych i Teatralnych „ART. Corporation” (Mińsk). Środki na jego realizację w wysokości 2.100 euro (45 mln białoruskich rubli) zostały zebrane za pośrednictwem białoruskiego portalu społecznościowego.

Andriej Moskwin


Osoby:

MAMA

KOLA – starszy brat

ANDRIEJ – młodszy brat

DONIA – przyjaciel Koli

STAS – przyjaciel Andrieja

TANIA – dziewczyna Andrieja

Akcja rozgrywa się współcześnie, w miasteczku Rohaczów nad Dnieprem.

SCENA 1

Po powrocie z pracy do domu, Kola dzwoni do drzwi, mimo że klucze ma w kieszeni. Mama otwiera drzwi. Kola wchodzi do przedpokoju i od razu zaczyna zdejmować buty. MAMA Co tam u ciebie, wszystko dobrze?

KOLA W porządku.

Kola zdjął buty i kurtkę, przechodzi do łazienki i myje ręce. Mama pozostaje w przedpokoju.

MAMA Jest ciepły barszcz, nalać?

KOLA Nie trzeba.

MAMA Dlaczego? Świeżutki, dopiero co ugotowałam…

KOLA Mówię, że nie chcę.

Pauza. Kola wyciera ręce i zauważa złamany haczyk w łazience.

Haczyk się złamał?

MAMA Oj, to ze mnie taka niezdara. Andriej leżał w wannie, uczył się, nie spojrzałam, że światło się świeci. On tak po cichu leżał, szarpnęłam za klamkę. Chyba wystarczy go tylko przykręcić?

KOLA Przykręcić, podkleić… (po pauzie) Uczył się w wannie?

MAMA Tak…

Kola idzie do pokoju, siada na kanapie. Mama idzie do pokoju za Kolą, siada na fotelu. (kontynuując) A przedtem cały dzień siedział w pokoju. Nawet próbowałam go wygonić na dwór, żeby choć trochę pobył na słońcu.

Nie czekając, aż Mama skończy, Kola włącza telewizor – lecą Wiadomości. (kontynuując) …dopiero pod wieczór wyszedł. Wreszcie. Cały dzień się uczył, nawet w wannie.

KOLA Myśmy już przekroczyli normę wody za ten miesiąc.

MAMA Ale on przecież rzadko tak leży w wannie…

KOLA Pal go licho, niech sobie leży ile mu się żywnie podoba. Po prostu szlag mnie trafia przez te ich (wskazuje na telewizor) normy! Woda, światło… Wiesz, jak oni liczyli te normy? Zbadali zużycie wody w całym kraju w danym miesiącu, według liczników. Potem biorą i dzielą to wszystko na wszystkich ludzi. I wiesz, ile im wyszło? Sto czterdzieści litrów na człowieka.

MAMA Tak, sto czterdzieści na dobę…

KOLA A zdajesz sobie sprawę, że na wsiach żyją ludzie, którzy w ogóle nie korzystają z wodociągów? Ani z elektryczności. Ich również policzyli!

MAMA Acha…

KOLA Rozumiesz przecież, że ja, na przykład, zużyłem dwieście osiemdziesiąt litrów w miesiącu, a jakiś dziad we wsi nie zużył nic, bo w ogóle nie ma wodociągu, czerpie wodę ze studni.

MAMA Jasne… A jakżeby inaczej? Kiedy mieszkaliśmy z rodzicami we własnym domu, to mieliśmy tylko studnię żadnych wodociągów nie było.

KOLA No właśnie, a potem oni podzielili te czterysta osiemdziesiąt na dwóch i wyszło sto dwadzieścia… Sto czterdzieści na każdego.

MAMA Tak… wszędzie te normy… A mówią, że jesienią znów podrożeje i światło, i czynsz.

KOLA Niech spadają!

Kola wyłącza telewizor.

Pauza.

MAMA Tamara, no ta, spod dwudziestego dziewiątego bloku, mówiła, że skradziono komuś rower. Był przywiązany, to znaczy przypięty. (pauza) Pewnie wezwali milicję. (po przerwie) Powiedziałam dziś Andriejowi, żeby może swój na piętro wnosił, choć i to może być mało, nawet u nas, nie daj Bóg, mogą ukraść.

KOLA Jego rower ma już z osiem lat, nikt go nie będzie chciał.

Pauza.

MAMA Widziałeś dzisiaj Loszkę w pracy?

KOLA A co?

MAMA Nic, tylko, jak spotkam Kuzminiszną, to ona ciągle mówi «pozdrów swojego Kolkę». Mówi, że Loszka jest zadowolony z jej pracy, i dziękuje mi, że pomogłeś mu znaleźć pracę…

KOLA (cicho) Niech spierdala.

MAMA Co?

KOLA Nic. (po pauzie) Czy coś chcesz ode mnie?

Pauza.

MAMA Koleńka, dałbyś mi w tym miesiącu troszkę więcej pieniążków na jedzenie, dobrze? Chociaż z trzysta tysięcy. Bo biodrówka wieprzowa na bazarze jest już po siedemdziesiąt osiem tysięcy. A w sklepie to już w ogóle po dziewięćdziesiąt widziałam. Dobrze?

Pauza.

KOLA Zobacz… (wychodzi do przedpokoju, wyjmuje z kurtki pieniądze i wraca) To milion osiemset. To ci wystarczy na jedzenie i leki? Wystarczy na miesiąc?

MAMA Wystarczy. A co się stało?

KOLA Zwolnili mnie.

Pauza.

MAMA No coś ty, poważnie?

KOLA Tak, poważnie.

MAMA (westchnąwszy lękliwie) Kola, ale co się stało?

KOLA „Co się stało”… Zwolnili mnie!

MAMA No ale powiedz coś! (po pauzie) Na własną prośbę chociaż? Co zapisali w papierach?

KOLA Za nieusprawiedliwioną nieobecność.

MAMA Ty co, pijany poszedłeś do pracy?

KOLA Nie.

MAMA No powiedz, co się stało?

KOLA Jakaś gnida buchnęła pięć sedesów z magazynu. A zwalili wszystko na mnie, cholera jasna.

MAMA A milicja?

KOLA Jaka milicja? To któryś z pracowników wyniósł, rozumiesz? To nie kradzież ani włamanie. Któryś pracownik zapisał lewą fakturę, wyniósł, a zwalili wszystko na mnie.

MAMA A dlaczego na ciebie?

KOLA No dlatego, że jestem odpowiedzialny za te pieprzone sedesy!

MAMA I co, nie mogłeś nic powiedzieć?

KOLA Powiedziałem, że jak zwalą to na mnie, jak będą ode mnie egzekwować spłatę ich wartości, to ja piszę zawiadomienie na milicję, żeby znalazła tego, kto naprawdę ich skroił. Sanycz sam rozumie, że to nie ja, a jak gliny zaczną węszyć po moim zawiadomieniu, to im tam wszystkie dokumenty przewertują, a tego woleliby uniknąć. (pauza) Krótko mówiąc, postanowili, że nie będę nic płacił. Ale, żeby mnie jakoś ukarać, zwolnili mnie, jakoby za nieobecność.

MAMA To koniec! Teraz żadnej normalnej roboty nie znajdziesz…

KOLA Chyba żartujesz! „Nie znajdę”… Zaraz popytam chłopaków i po kłopocie.

MAMA Oj-oj-oj… Trzeba szybko coś znaleźć… (po pauzie) Ja też popytam.

KOLA Kogo?

MAMA No, sąsiadów i jeszcze kogoś.

KOLA Sam sobie dam radę, dobrze?!

Pauza.

MAMA Siostrzeniec Tamary jest dozorcą. Mówiła mi, że on zarabia dwa i pół miliona.

KOLA Mamo, do licha, jaki dozorca?!

Pauza. Kola znów włącza telewizor, ale tym razem nastawia go dużo głośniej. Wiadomości jeszcze się nie skończyły.

MAMA Musimy robić jak Tamara, do spłuczki włożyć plastikową, dwulitrową butelkę, wtedy przy spłukiwaniu zużywa się mniej wody.

SCENA 2

Stas siedzi przed notebookiem i gra w czołgi, z głośników wydobywa się warkot silnika IS-7 (ciężki czołg „Iosif Stalin-7”), którym kieruje Stas.

STAS (sam do siebie) Gdzie się chowasz, gnoju? (pauza) A, niech to! Rozwalił nasz czołg, bydlak!

Słychać dzwonek do drzwi.

(krzyczy w stronę przedpokoju) Otwarte, wejdź!

Pauza.

Dzwonek dzwoni jeszcze raz.

(cicho) O, rany… (krzyczy głośniej w kierunku przedpokoju) Andriej! Wejdź, mówię.

Po jakimś czasie do pokoju wchodzi Andriej. ANDRIEJ Cześć.

STAS Wejdź.

Andriej podchodzi do stołu i staje za plecami Stasa.

ANDRIEJ Grasz?

STAS Co on, kurde, zrobił? Zaraz wykończę tego faszystę! Został im tylko ten sukinsyn Maus.

ANDRIEJ Dwóch na jednego.

STAS Nasz czołg właśnie blokuje gnoja. (po pauzie) Sam mu kurde teraz przywalę. (po pauzie) Kurczę… Ale powolna jest ta pieprzona IS siódemka…

Pauza. IS-7 jedzie pod górkę.

ANDRIEJ No i dupa blada.

STAS Kurczę, zaraz ta Mysz mnie tu złapie i wszystko szlag trafi…

Pauza. IS-7 w końcu podjeżdża pod górkę, ale zostaje tam ostrzelany przez Mausa.

Sukinsyn! Cholera, wiedziałem.

ANDRIEJ Wal w podwozie.

STAS Wiem co mam robić…

Pauza. IS-7 strzela.

Cholera, nie przebił go! Kurwa-a-a…

ANDRIEJ Odwróć się lufą…

STAS Wiem przecież…

Pauza. Maus drugim wystrzałem niszczy IS-7.

Kurwa-a-a… To sukinsyn, drań hitlerowski!

ANDRIEJ Czoło przebił?

STAS No żeż kur… Ale mi przywalił z golda, sukinsyn.

Pauza. Chłopaki patrzą na statystyki walki.

I ofensywa ni chuja nie dała…

Stas w końcu podaje rękę Andriejowi.

ANDRIEJ Sam jesteś?

STAS Tak, rodzinka w gości pojechała. Chodź, zapalimy.

ANDRIEJ Jakoś mi się nie chce.

STAS No, co ty? Chodź, na balkonie można. (po pauzie, wyjmuje z kieszeni paczkę papierosów) Mam, poczęstuję.

ANDRIEJ Po cholerę mam palić, nie chcę.

STAS Jak sobie chcesz, a ja zapalę. (wskazując na notebooka) Będziesz grał?

ANDRIEJ (kiwa potwierdzająco głową) Aha.

STAS (wybierając czołg) Jedź kwasem, wygrasz ze wszystkimi.

Stas wychodzi na balkon zapalić, a Andriej siada przed notebookiem i w milczeniu gra czołgiem „Klim Woroszyłow-1s”

Pauza. (z balkonu) Jaka mapa?

ANDRIEJ Moskwa.

STAS (z balkonu) Moskwa jest całkiem spoko.

ANDRIEJ Aha…

Pauza.

STAS (z balkonu) Jesteś w topie?

ANDRIEJ Nie, w dupie.

STAS (z balkonu) Nie jedź pierwszy, niech topy przełamują linię obrony, a ty strzelaj z oddali.

Pauza.

(z balkonu) Zaraz wybierzemy dla mnie rower.

ANDRIEJ Co?

STAS (z balkonu) Mówię, że zaraz wybierzemy rower. Poprosiłem rodziców, żeby mi kupili rower. (po pauzie) No, a co? Niedługo będę się uczył w Mińsku, mam tam uchodzić za jakiegoś niedojdę?

Pauza.

Stas wraca do pokoju i patrzy na notebooka.

Kurczę… Po cholerę tam polazłeś? (po pauzie) Schowaj się za domem.

Pauza. Czołg Andrieja zostaje zniszczony.

Mówiłem przecież, nie wyłaź. Dobrze, walić to, wybierzmy lepiej rower.

Andriej ustępuje Stasowi miejsca przy notebooku.

Weź taboret z kuchni.

Andriej wychodzi z pokoju.

(głośno) Zamierzam wziąć Fuji.

Andriej wraca z taboretem i siada obok Stasa. (kontynuując) Tolan, mój braciszek cioteczny, właśnie takim śmiga. Koła mają dwadzieścia dziewięć cali.

ANDRIEJ To ten, co w Mińsku mieszka?

STAS Uhm. On jeździ nim na uniwersytet, mówi, że dużo ludzi tak robi… O, zobacz, Fuji Nevada. Jest model 1.7, jest 1.9…

ANDRIEJ No, to taka norma, nic specjalnego.

STAS No a jaki byś chciał?

Pauza.

(czyta ze strony www) obręcze dwukomorowe, hamulce tarczowe…

ANDRIEJ A jak nie zdasz?

STAS Co ty, wiesz ile razy chodziłem na te pojebane korepetycje? Co prawda gówno mi dały. Myślisz, że nie nazbieram tych dziesięciu punktów?

ANDRIEJ Żeby dostać się na płatne, trzeba mieć minimum dziesięć, tak?

STAS Dokładnie tak. Te głupie dziesięć punktów to każdy idiota nazbiera.

ANDRIEJ A ja, z tego co liczyłem, to będę potrzebował minimum jakieś dwieście – dwieście dziesięć z trzystu, cholera.

STAS Zdasz, nie bój się. Będziemy śmigać po Mińsku, przywieziesz swój rower, a ja swój. (po pauzie) A nie, nie będziemy mieć czasu, tu zrobimy polowanko, tam bzykanko (śmieje się) Bzykałeś się już z tą swoją Tanieczką?

ANDRIEJ (uśmiechając się) Kur…

STAS Co, jeszcze nie dała?

ANDRIEJ Pewnie, że nie.

STAS Kurczę, coś słabo się starasz.

ANDRIEJ W porządku.

Pauza. Stas patrzy na notebooka.

STAS Krótko mówiąc, trzeba brać 1,7. W tamtym są dwadzieścia cztery biegi, a w tym – dwadzieścia jeden. (po pauzie) I widelec jest w tamtym z blokadą, a w tym nie.

ANDRIEJ No, tak. On kosztuje sześć dziewięćset?

STAS Uhm.

ANDRIEJ A ile starzy ci dali?

STAS Powiedzieli, że dadzą ze sześć baniek. Ale ojciec mówił, żeby patrzeć na takie zwyczajne, powiem im, że te tanie są gówno warte, ale oni i tak nic nie kapują. (po pauzie) Czarny chyba będzie najlepszy, co nie?

ANDRIEJ Bo ja wiem… Mnie szary się bardziej podoba.

STAS Szary? (po pauzie) Kurczę, a może szary? (po pauzie) No tak, szary jakoś lepiej wygląda. Przekonałeś mnie, biorę go. (po pauzie) No dobra, przejdźmy się do knajpy, posiedzimy sobie.

ANDRIEJ Do knajpy?

STAS No, piwka się napijemy. (po pauzie) Czy może chcesz jeszcze dzisiaj zakuwać?

ANDRIEJ Nie, cały łeb mam już wypełniony tymi wojnami: pierwsza opiumowa, druga, okazuje się, że i trzecia była…

STAS To na co czekasz? Idziemy.

ANDRIEJ Słuchaj, a może u ciebie posiedzimy?

STAS E, tam… Co będziemy tam robić we dwójkę? W knajpie przynajmniej są ludzie. (po pauzie) Postawię ci, chcesz?

ANDRIEJ Ale ja nie dlatego, po prostu nie chce mi się leźć to tej knajpy.

STAS Dawaj, chodźmy. Postawię ci jednego…

ANDRIEJ (przerywając) Przecież mówiłem, że nie chce mi się.

STAS Postawię ci za ten rower, do cholery!

ANDRIEJ Przecież żeś go jeszcze nie kupił.

STAS Więc postawię ci z wyprzedzeniem, potem już nie będę. Okej?

Pauza.

W takim razie…

Stas wychodzi z pokoju.

ANDRIEJ A ty dokąd?

Stas wraca do pokoju z napoczętą litrową butelką whisky.

Whisky?

STAS A bo co?

ANDRIEJ Ojca?

STAS (popijając) Uhm. (podaje butelkę Andriejowi) Proszę.

ANDRIEJ Nie będzie mnie paliło?

STAS Przecież tylko troszkę się napijemy, żeby nam się weselej szło do knajpy. No, dawaj!

Andriej bierze łyka.

SCENA 3

Mama stoi przy płycie kuchennej. Do kuchni wchodzi Kola i siada przy stole.

MAMA Nakładać?

KOLA A gdzie mały?

MAMA Wysłałam go po chleb, zaraz przyjdzie.

KOLA To zaczekam.

Pauza.

MAMA Słuchaj, a co to za prawo o darmozjadach przyjęli?

KOLA Jak nie przepracujesz iluś tam dni w roku, to musisz zapłacić podatek.

MAMA Aj-aj-aj… (po pauzie) Może i ty będziesz musiał płacić ten podatek?

KOLA Mamo, żeby się załapać na ten podatek, trzeba by nie pracować sto dwadzieścia albo ileś tam dni.

MAMA Oj, któż to wie, jak to tam jest?

KOLA Ja wiem.

Pauza.

MAMA Nie mówiłeś jeszcze Andriejowi?

KOLA A na co mu to wiedzieć?

MAMA No, może i masz rację, on i tak teraz tylko o nauce myśli. (po pauzie, słysząc hałas dobiegający z przedpokoju) Chyba przyszedł?

KOLA (w stronę przedpokoju) Mały, to ty?

ANDRIEJ (z przedpokoju) Nie, nie ja.

KOLA (do przedpokoju) Nie zapomniałeś kupić chleba?

Do kuchni w chodzi Andriej i kładzie chleb na stole. ANDRIEJ Nie było zwykłego, wziąłem „Wodar”.

Andriej siada przy stole. Kola kroi chleb.

KOLA (do Andrieja) I jak tam, zakuwasz?

ANDRIEJ Zakuwam.

KOLA No to… (uśmiecha się) Ile lat trwała wojna stuletnia?

ANDRIEJ Nie zagniesz mnie, sto szesnaście!

KOLA Brawo, mądralo, coś tam wiesz. (głaszcze Andrieja po głowie) A jakie to lata?

ANDRIEJ Po co pytasz? Przecież sam nie masz pojęcia. (po pauzie) Jak tam praca?

KOLA (poważnie) Spytałem, jakie lata?

ANDRIEJ Czego ty tak? (po pauzie) Tysiąc trzysta trzydzieści siedem – tysiąc czterysta pięćdziesiąt trzy.

KOLA (po pauzie) Wiesz, że mnie zwolnili?

ANDRIEJ Jak to?

KOLA Tak to!

Pauza.

ANDRIEJ Serio?

KOLA Tak.

Pauza.

ANDRIEJ I co teraz?

KOLA A nic. (po pauzie) Szukam czegokolwiek.

ANDRIEJ I jak?

KOLA Popytałem chłopaków. Na razie nic.

ANDRIEJ To dupa blada teraz.

Pauza.

KOLA Słuchaj no, spróbuj tylko nie zdać!

ANDRIEJ Wiesz ile punktów trzeba mieć, żeby się dostać na dzienne?

KOLA A czemu ty w ogóle czytasz te bzdury? Zwolniłem cię przecież od wszystkich obowiązków, masz tylko siedzieć i się uczyć. (po pauzie) I co, trudno się dostać?

ANDRIEJ Na płatne łatwo.

KOLA Zwariowałeś? Jakie płatne?

ANDRIEJ Ja tylko powiedziałem, że na płatne można się dostać o wiele łatwiej.

KOLA Jasne, że łatwiej. Jak jest hajs, to w ogóle żyć jest łatwiej. (po pauzie) Masz się dostać na dzienne. Bez dwóch zdań. Dostaniesz miejsce w akademiku, będziesz mógł dorabiać. Może jeszcze sam będziesz mamie pomagać.

ANDRIEJ (cicho, do Koli) No tak, ty przecież teraz nie możesz…

MAMA (stawiając talerze na stole) Oj, byle by zdał. Tyle się uczy.

Mama wychodzi z kuchni.

KOLA Pojebało cię, czy co?!

ANDRIEJ Czego chcesz ode mnie? I tak ślęczę nad tymi książkami jak skazaniec.

KOLA Tu jest potrzebny rezultat. Widzisz, jak teraz cholernie trudno o pracę. Chcesz tu przesiedzieć całe życie?

ANDRIEJ Słuchaj, a to, że dopiero co skończyłem szkołę, to się nie liczy? Czy ja cię proszę o forsę na korki?

KOLA Jakie tam korki, u licha? Niedługo nie będzie czego żreć!

ANDRIEJ Uczę się! Zdam, to zdam. Sam. Nie, to nie, pójdę na budowę do roboty.

KOLA Jaka, kurde, budowa? Ja nic nie mogę znaleźć, to kto ciebie weźmie? Nawet do wojska się nie nadajesz, a budowa ci w głowie.

ANDRIEJ Dobrze, że ty się nadawałeś. Odbiło ci kompletnie…

KOLA Oż, ty szczeniaku… (po pauzie) Taki bezczelny się zrobiłeś? Siedzisz w domu, nic nie robisz. (po pauzie) Od teraz żresz za swoje, zrozumiałeś?!

ANDRIEJ A ty z czego będziesz żył, z mamusinej emerytury?

KOLA Zaraz się doigrasz…

Pauza.

Do kuchni wchodzi Mama ze słoikiem z ogórkami.

MAMA (stawiając słoik na stole) Kola, otwórz, zjemy trochę ogórków.

KOLA Niech mały otworzy. Może ręce mu z dupy wyrastają?

MAMA Kola… (do Andrieja) Co się stało?

ANDRIEJ (otwierając słoik) Nic, ja tylko będę teraz jadać oddzielnie, za swoje… KOLA (przerywając) Zamknij się.

Pauza.

MAMA Co to w ogóle ma znaczyć? Chcecie mnie przedwcześnie do grobu wpędzić?! Kola!?

KOLA Mamo, wszystko w porządku, uspokój się!… Nikt nie będzie jadać oddzielnie. (do Andrieja) Mały, wystarczy, że będziesz postępował zgodnie z sumieniem, dobrze? Ucz się tyle, ile trzeba, nikt od ciebie niczego nie wymaga.

ANDRIEJ Przecież sam zacząłeś.

KOLA Koniec już, zmieńmy temat. (po pauzie) Smacznego.

Mama siada przy stole. Wszyscy zaczynają jeść.

Pauza.

(podając kromkę chleba Andriejowi) Połóż sobie to na chleb, czemu jesz bez chleba?

Andriej bierze kromkę chleba i ją gryzie.

Ej! Starczy tych dąsów, kujonie!

ANDRIEJ (wreszcie się uśmiecha) Za Stalina to bym napisał na ciebie donos, że nie pracujesz, a korzystasz z mienia społecznego.

KOLA (uśmiechając się) Nie zagniesz mnie, musiałbym nie pracować powyżej stu dni.

ANDRIEJ Byłbym bohaterem jak Pawlik Morozow.

MAMA No dosyć tego, najpierw zjedzcie, a potem dowcipkujecie.

Pauza.

KOLA Mamo, a co ty wtedy mówiłaś o Tamarze?

MAMA A ja już włożyłam butelkę do spłuczki, dwulitrową.

KOLA Chodzi mi o tego jej siostrzeńca, co jest dozorcą.

MAMA Co? Mam zapytać?

KOLA (po pauzie) Zapytaj. Mają wakat?

ANDRIEJ Zapytaj o dwa.

KOLA Oj tam, ty to się ucz, jeszcze zdążysz znaleźć pracę.

MAMA Dobrze, Kola, zapytam.

KOLA Żeby jakoś przeżyć, aż znajdę coś normalnego.

ANDRIEJ Słyszałem, że wcale nie tak łatwo się tam dostać.

KOLA Ty wszystko wiesz.

ANDRIEJ Naprawdę.

KOLA Lepiej się zajmij jedzeniem.

Pauza. Rodzina je.

Któryś z chłopaków z pracy mówił, że jego znajomy pojechał na Ukrainę.

MAMA Przecież tam jest wojna, po co?

KOLA Pracować.

MAMA Jaka tam może być praca? Na odwrót, to oni do nas jadą.

KOLA Skoro pojechał, to znaczy, że jakaś jest.

ANDRIEJ Co robi, walczy?

KOLA No, nie wszyscy tam przecież walczą, jest robota na tyłach, techniczna…

MAMA Bądźcie cicho, obydwaj. (do Koli) Żebyś więcej o tym nawet nie pomyślał, zrozumiałeś?! (po pauzie) Jedzcie.

Pauza.

ANDRIEJ A po co włożyłaś butelkę do spłuczki? Dziwiłem się, czemu się zaczęło tak kiepsko spłukiwać…

SCENA 4

Kola siedzi na ogrodzeniu cmentarnym, obok widać wbite w ziemię dwa szpadle, ręce Koli są ubrudzone ziemią.

Kola wyjmuje z kieszeni komórkę, ostrożnie, żeby nie pobrudzić ekranu, wybiera numer i przytrzymuje telefon ramieniem.

Pauza.

KOLA (do telefonu, wycierając ręce jedna o drugą) No, co tam, zabraliście już ciało? (po pauzie) Nazwisko – Szutejko? (po pauzie) Czyli w grobie rodziny Szutejko grzebiemy? (po pauzie) Wykopałem dół, tam gdzie wczoraj pokazywaliście, tam są dwa pomniki i tam… (nagle milknie; po pauzie) No tak, tak… (spogląda na bok) Piąty rząd od lewej… (po pauzie) Dobrze, powiedz mi jeszcze: czy sami zakopiecie, czy mam na was czekać? (po pauzie) To wszystko, pójdę już w takim razie. (po pauzie) Słuchaj! Jutro o ósmej? (po pauzie) W bazie? (po pauzie) No, wszystko… (po pauzie) No? (Pauza. Kola chwyta ręką za jedną z łopat.) No, zaniosę do stróżówki, tam gdzie zwykle, tak? (po pauzie) Dobrze, to wszystko, na razie. (ostrożnie wyłącza telefon i wkłada go do kieszeni)

Po pewnym czasie do Koli podchodzi Andriej z pięciolitrową plastikową butelką, do połowy napełnioną wodą.

ANDRIEJ To wszystko? Myjemy ręce?

KOLA (wstając) Tak, sami zakopią. (bierze od Andrieja butelkę) Daj, poleję.

Pauza. Kola leje wodę, Andriej myje ręce.

ANDRIEJ Jutro też pomóc?

KOLA Nie, więcej nie trzeba.

ANDRIEJ Czemu, chętnie pomogę, przynajmniej można się rozruszać.

KOLA Jutro jestem na wyjeździe.

ANDRIEJ Nieboszczyków będziesz nosić?

KOLA Tak.

ANDRIEJ Pewnie to niezbyt przyjemne, co nie?

KOLA Jak nie zdasz, to się dowiesz czy to przyjemne, czy nie. (po pauzie) Kurde, jasne, że nieprzyjemne… Obcy ludzie…

Pauza.

ANDRIEJ Innych ofert zero?

KOLA No lej.

Kola daje butelkę Andriejowi, który polewa wodą ręce Koli.

Pauza.

ANDRIEJ A co, serio patrzą na papiery?

KOLA Patrzą, kurde… Myślą, że za pijaństwo wyleciałem albo za jakąś kradzież, cholera ich wie, boją się mnie brać.

ANDRIEJ A co tam tak naprawdę się stało, za co się wywalili?

KOLA No, mówiłem przecież, te pieprzone kible zwalili na mnie.

ANDRIEJ A ty nawet nie wiedziałeś, kto je wyniósł?

Pauza, Andriej kończy myć ręce. Kola stawia butelkę na ziemię.

KOLA Właśnie, że wiem, kto…

Pauza.

ANDRIEJ To czemu nikomu nie powiedziałeś?

KOLA Wiesz, kto to? Loszka, ten skurwiel, syn Kuzminicznej.

ANDRIEJ Kuzminicznej, koleżanki mamy?

KOLA Ten, psia krew! (po pauzie) Wynosił je wieczorem i mówił „Kolka, nie zdążyłem wypełnić faktury, jutro doniosę, znasz mnie przecież”… Sukinsyn!

ANDRIEJ I co?… nie doniósł?

KOLA Tak. Potem gadał: „Ja nic nie wiem, nie ma faktury, znaczy, że nic nie brałem. To ty jesteś odpowiedzialny, więc odwal się ode mnie”…

ANDRIEJ Nikomu o tym nie powiedziałeś?

KOLA A kij mu w oko! Potem tamta idiotka by mamie żyć nie dała… (po pauzie) I tak bym nie mógł niczego udowodnić. Niech spada na bambus!

ANDRIEJ Ta-a-ak, niech to szlag…

Pauza.

KOLA A przecież to ja go tam ściągnąłem! Właściwie to poręczyłem za niego, wyobrażasz sobie? Za tę gnidę… (po pauzie) No dosyć, niech spada na chuj ze swoimi kiblami. (po pauzie) Wiesz, mały, znalazłem robotę.

Pauza.

ANDRIEJ Serio?

KOLA No.

ANDRIEJ To ta praca, w sprawie której dzwonił siostrzeniec cioci Tamary?

KOLA O nie, tamto to było gówno, nie praca.

ANDRIEJ A co?

KOLA Krótko mówiąc… Pojadę na Ukrainę.

Pauza. Andriej patrzy na brata.

ANDRIEJ No coś ty?…

KOLA A nic. Pamiętasz Donię Gorbacza? Przyjechał z półtora roku temu, obżarliśmy się z nim jak świnie.

ANDRIEJ To ten twój kumpel z wojska?

KOLA Tak.

ANDRIEJ No i…?

KOLA Krótko mówiąc, zadzwoniłem do niego, myślałem, że może ma jakieś kontakty, no może się trafi jakaś robota w Homlu, bo on stamtąd pochodzi, a jak trafiłoby się coś sensownego, to bym tam pojechał. Przecież służyliśmy z nim w wojskach inżynieryjnych.

ANDRIEJ No i…?

KOLA No więc on tam teraz jest.

ANDRIEJ W Donbasie?

KOLA No, przecież mówiłem, że tam jest i na tyłach robota, rozumiesz? On tam właśnie jest. Jak byliśmy w wojsku, zrobiliśmy specjalność „operator koparki”. A tam akurat potrzebują takich specjalistów.

ANDRIEJ I co on tam robi, kopie okopy?

KOLA Jest mechanikiem, obsługuje sprzęt inżynieryjny.

ANDRIEJ I co, ty też chcesz?

KOLA „Chcesz”… Tam płacą normalnie.

ANDRIEJ Jak?

KOLA No, podpytywałem go… Krótko mówiąc, za miesiąc wychodzi… tyle, co tu za pół roku… za wynoszenie umarlaków. Rozumiesz?

ANDRIEJ Ale ty się przecież nie znasz na koparkach?

KOLA Jak to się nie znam? W wojsku kopałem nimi bez problemu.

ANDRIEJ To czemu nie zgłosisz się do jakiegoś auro serwisu?

KOLA Kurczę, ale porównałeś!

Pauza.

ANDRIEJ A jak ci każą walczyć?

KOLA No, Donia jest tam już pół roku, mówi, że nigdy nic takiego nie miało miejsca… Jakby co, to można w każdym momencie zwiać, nikt tam nie będzie mnie zmuszał do atakowania. Nawet broni nie wydają.

ANDRIEJ A jak dostaniesz kulę w łeb?

KOLA Kurde, Andriej! Co ja jestem, jakiś debil, czy co? Jak tam będzie rzeczywiście niebezpiecznie, to po chuj mi to, pierwszego dnia spieprzę stamtąd. (po pauzie) Przecież Donia by nie kłamał. Jaki miałby powód?

Pauza. ANDRIEJ Nie wiem…

KOLA Co „nie wiem”?!

ANDRIEJ Ja bym tutaj coś poszukał na twoim miejscu…

KOLA Słuchaj, mały?! Jak teraz nie zdasz, to będziesz na moim miejscu, rozumiesz?

ANDRIEJ Kurczę… Jak chcesz jechać z mojego powodu, to nie trzeba, dobra? Nie zdam – to nie.

KOLA Andriej, wiesz ile kosztuje „Spiriwa”? To, co mamie na płuca przepisali. Siedemset sześćdziesiąt tysięcy z inhalatorem! A wiesz na ile wystarcza tubka? A ile jeszcze prócz tego potrzeba? (po pauzie) Kurwa, mam dwadzieścia sześć lat, a nie mam gdzie dziewczyny przelecieć. Groby, kurwa, kopię! (bierze łopatę i rzuca ją na bok) Umarlaków, kurwa, noszę! (po dłuższej pauzie) Krótko mówiąc, Andriucha, zdecydowałem – jadę. (po pauzie) Dziś wieczorem powiem mamie.

SCENA 5

Tania siedzi przy plastikowym stole w ulicznej kawiarni. W tle gra radio – to piosenka „Opium dla nikogo” w wykonaniu zespołu Agata Kristi.

Po pewnym czasie do Tani podchodzi Andriej, stawia na stół dwa jednakowe kubki z kawą i plastikowy talerzyk z dwoma ciastkami.

ANDRIEJ Ta jest z mlekiem. (siada przy stole obok Tani i próbuje swoją kawę) Nie pij teraz, gorąca.

Pauza. Tania patrzy na bok, Andriej – na Tanię.

Może pójdziemy jutro do kina?

TANIA A co dają?

ANDRIEJ Nie wiem, można zobaczyć.

TANIA Późno już…

ANDRIEJ Dlatego mówię jutro.

TANIA Nie wiem… (po pauzie) W dzień?

ANDRIEJ No tak… (po pauzie) Można wieczorem, jak chcesz…

TANIA Po co? Dwa razy drożej by wyszło… Pauza. ANDRIEJ Chodźmy dzisiaj, na ostatni?

TANIA Eee… (po pauzie) Pewnie musisz się jeszcze uczyć…

ANDRIEJ Przecież zdążę.

TANIA Jakoś mi się nie chce…

Pauza. Andriej gryzie kawałek ciastka.

ANDRIEJ Czemu nie jesz ciastka?

Pauza. Tania popija kawę.

Wystygła?

Tania w milczeniu jeszcze raz popija kawę.

TANIA A jak nie zdasz? Ja wyjadę… I wychodzi na to, że się nie zobaczymy? Co najwyżej następnego lata.

ANDRIEJ Gdybym nawet nie zdał, to i tak jesienią przyjadę do ciebie do Mińska. (po pauzie) Znajdę tam pracę.

TANIA Gdzie?

ANDRIEJ No… choćby na cmentarzu, przy kopaniu dołów.

TANIA Jakie doły? A gdzie będziesz mieszkał?

ANDRIEJ Słuchaj… Zakuwam jak opętany, może jeszcze zdam. (po pauzie) Może i pójdę na płatne.

TANIA Na płatne?

ANDRIEJ Nie wiem, może Kola pomoże… (po pauzie) Zdam, mówię ci.

Pauza. Andriej pije kawę, je ciastko, Tania nawet nie pije kawy.

ANDRIEJ (kładąc swoją rękę na rękę Tani) Taniu… No, co takiego się stało?

TANIA (zabrawszy rękę) Słuchaj… (po pauzie) Może na razie nie będziemy się spotykać tak często?

ANDRIEJ To znaczy?

TANIA Przecież i tak niedługo wyjadę.

ANDRIEJ I co z tego? (po pauzie) Przecież zdam. I przyjadę do ciebie.

TANIA A jak nie zdasz?

ANDRIEJ Słuchaj, Taniu… Co się stało?

Pauza. Tania popija kawę.

Przecież mówię: zrobię wszystko, żeby pojechać do Mińska. Zdam.

Pauza.

Co jest nie tak?

TANIA Nic… Ja tylko mówię, żebyś zdał i się przeprowadził do Mińska.

ANDRIEJ Ale nie będziemy już spędzali ze sobą tak dużo czasu?

Pauza.

TANIA Andriej, pójdę już do domu.

ANDRIEJ Zaczekaj… Ty tak przez to… że nie będę cię tam mógł… do restauracji albo…

TANIA (przerywając) Co?!

ANDRIEJ Ty nie z powodu pieniędzy?

TANIA Kurczę, Andriej! Przecież ci mówiłam… Zróbmy przerwę, dobrze?

ANDRIEJ Po prostu przez jakiś czas nie będziemy się widywać, tak?

TANIA Uhm.

ANDRIEJ A po za tym wszystko będzie jak dawniej, tak?

TANIA No, tak.

ANDRIEJ No, ale tak serio… Wszystko jak było, tak?

TANIA Tak.

ANDRIEJ Nic się nie stało, zgadza się?

TANIA (wstając) Nic się nie stało. To tyle, idę do domu.

Andriej wstaje.

Nie trzeba.

ANDRIEJ Odprowadzę cię.

TANIA Mówię, że nie trzeba.

Pauza. Andriej próbuje pocałować Tanię w policzek. Tania odwraca się.

TANIA Nie trzeba, Andriej. To tyle, na razie.

ANDRIEJ Mogę dziś do ciebie zadzwonić?

TANIA Nie, nie trzeba. Potem sama do ciebie zadzwonię.

Tania wychodzi.

SCENA 6

Mama robi na drutach w kuchni.

Do kuchni wchodzi Kola.

MAMA Przekąsisz coś? Gołąbki jeszcze zostały, podgrzej makaron.

KOLA Nie… (po pauzie) Napiję się herbaty.

MAMA Jest świeży chleb, weź sobie.

Pauza, Kola nalewa do czajnika wodę z kranu, stawia go na płytę kuchenną, następnie w milczeniu stoi i patrzy na czajnik.

MAMA Wszystko w porządku?

KOLA Uhm.

Pauza.

MAMA Ciężko ci w tej nowej pracy?

KOLA Co tam może być ciężkiego?

MAMA A czy… zaprawę trzeba samemu mieszać?

KOLA Tak… sam ją mieszam…

MAMA A są przecież takie… betoniarki ręczne.

KOLA Nie, ja pracuję łopatą.

MAMA (ciężko westchnąwszy) Tak… tak mało płacą za taką ciężką pracę…

KOLA (odwróciwszy się do Mamy) Tak, ogólnie to gówniana praca.

MAMA I nie da się znaleźć nic lepiej płatnego?

KOLA Nie… u nas się nie da.

Pauza. Mama i Kola przez jakiś czas w milczeniu patrzą na siebie.

MAMA No nic. W telewizji powiedzieli, że od następnego miesiąca podniosą emeryturę.

KOLA O ile?

MAMA Powiedzieli, że o półtora procenta.

KOLA To dobrze.

MAMA Zawsze coś.

KOLA Na dwa mleka starczy?!

MAMA Niedługo (kiwa w stronę drzwi) Andriej zda, dostanie stypendium…

KOLA I co? Myślisz, że to mu starczy na wszystko? (po pauzy) A jak nie zda?

MAMA Co zrobić? Pójdzie do ciebie na budowę pracować…

Pauza.

KOLA Mamo, wiesz, gdzie ja pracuję? (po pauzie) Nie pracuję na budowie, pracuję w „Ritualu”!

MAMA W jakim „Ritualu”?

KOLA Pogrzeby, rozumiesz? Mogiłę wykopać, przewieźć nagrobek.

MAMA Przecież mówiłeś…

KOLA (przerywając) Chcesz, żeby mały też tam pracował?

Pauza.

MAMA Dlaczego nic nie mówiłeś?

KOLA A myślisz, że dlaczego nie mówiłem?

Pauza.

MAMA No i co zrobić? Później znajdziesz coś lepszego…

KOLA Mamo, mam kolegę z wojska, nazywa się Denis Gorbacz. On teraz pracuje za granicą, namawia mnie na wyjazd. Dobrze płacą.

MAMA W Rosji?

Pauza.

KOLA A jak w Rosji, to w porządku?

MAMA (ciężko westchnąwszy) Na Ukrainie, tak?

KOLA A mogłem cię okłamać…

MAMA (przerwawszy) O, jej! Na Ukrainie…

KOLA Mamo, posłuchaj! Gdyby tam było niebezpiecznie, to bym cię okłamał i po wszystkim. A ja ci mówię, że tam jest wszystko w porządku.

MAMA (głośno) Andriej! Chodź tutaj.

KOLA Posłuchaj mnie! Nie jadę walczyć! To praca na tyłach, gdzie nikt w ogóle nie strzela, rozumiesz?

MAMA Nigdzie nie pojedziesz!

Do pokoju wchodzi Andriej.

Andriej, słyszałeś?

ANDRIEJ Słyszałem.

MAMA Zachciało mu się jechać na wojnę!

KOLA Na jaką wojnę?! Czy ty w ogóle słyszysz, co do ciebie mówię?

MAMA Powiedziałam: na żadną Ukrainę nie pojedziesz!

KOLA Dobrze, mamo, najpierw mnie posłuchaj, dobrze?

MAMA Po co mam cię słuchać? Powiedziałam, nigdzie nie pojedziesz!

KOLA Pojadę!

MAMA (zaczyna płakać) Chcesz mnie zaraz wpędzić do grobu?

KOLA Ja tam będę obsługiwać urządzenia. Wcale nie wojskowe! Na przykład traktory będę naprawiał.

MAMA Jakie traktory? Masz mnie za kompletną idiotkę?!

KOLA Jest taka maszyna, która kopie transzeje. Na tyłach! Tam, gdzie nie strzelają, tam gdzie trzeba tylko budować pozycje, rozumiesz?

MAMA Jak to nie strzelają?! O czym ty w ogóle mówisz?! Tam przecież jest wojna!

KOLA Wcale nie, myślisz, że po ludziach puszczają serie z automatów, a ci kopią spokojnie okopy?! Na przykład, trzeba wzmocnić fortyfikacje miasta, w którym mieszkają ludzie, w którym panuje spokój…

MAMA (przerywając) Jaki tam spokój? W wiadomościach mówią, że cały czas któreś miasto jest ostrzeliwane z tych „Gradów”!

KOLA Mamo, chłopaki są tam, gdzie nie strzelają! Donia jest tam już pół roku, rozumiesz?

MAMA Jaki Donia?!

KOLA Mój kolega z wojska, jest tam już pół roku i wszystko u niego w porządku.

MAMA A jak cię zabiją?! Nie zniosłabym tego!

KOLA Właśnie, że nie zabiją, do cholery! On opowiadał, że przez te pół roku nawet nie słyszał, jak strzelali!

MAMA W wojsku byli! Co to za kolega?! Ja go nawet nie znam! „On opowiadał”! Może on chce cię zwerbować!

KOLA Oż, cholera jasna… Jakie „zwerbować”?!

MAMA Może pojedziesz i poślą cię walczyć!

KOLA Gdzie poślą?! Co ja… niewolnikiem jestem, czy co?! Jestem fachowcem, do cholery, jadę obsługiwać sprzęt. W rodzaju buldożera, rozumiesz?

MAMA (do Andrieja) A ty czego tak stoisz i milczysz?! Powiedz mu!

ANDRIEJ Co powiedzieć?

MAMA Żeby nigdzie nie jechał, baranie jeden!

Pauza.

KOLA Niby dlaczego mam nie jechać, co? Rozumiesz, że tam nie ma żadnej wojny? Pomyśl sobie, że jadę tam tylko kopać doły. Tak jak teraz, do licha! Tyle, że płacą dziesięć razy więcej!

MAMA Na co te pieniądze, jak cię zabiją?!

KOLA Posłuchaj wreszcie! Jeszcze raz ci mówię: tam nie strzelają, tam jest bezpiecznie! Też nie jestem głupi, żeby pchać się pod kule! No właśnie po cholerę mi te pieniądze, jak mnie tam zabiją?! Obiecuję ci, że jak tam będzie choć odrobinę niebezpiecznie, to natychmiast wrócę do domu!

MAMA Ależ oczywiście, że tam jest niebezpiecznie! Andriej, powiedz mu! Przecież czytasz w internecie, co tam się wyprawia!

ANDRIEJ Skoro on wie dokładnie, że będzie na tyłach…

MAMA Co ty w ogóle wygadujesz?! Chcesz, żeby go tam zabili?!

KOLA Mamo! On chce, żebym tam pojechał, zwyczajnie trochę zarobił i spokojnie wrócił.

MAMA Kola… No, jakoś się obejdę bez tych leków, bez tego wszystkiego…

KOLA Oj tam, do cholery… Jak to się obejdziesz? Znów będziesz się dusiła?

MAMA I bardzo dobrze, uduszę się, umrę, a wtedy jedź sobie, gdzie ci się podoba! Daj mi umrzeć spokojnie i jedź sobie choćby na Ukrainę, choćby… do Afganistanu, gdzie chcesz! ANDRIEJ Mamo, uspokój się…

KOLA Mamo… Mówię ci: wszystko będzie dobrze. Zarobię tam normalne pieniądze i spokojnie wrócę. Mały zda na studia, więc będzie dobrze. Może nawet na płatne wystarczy.

ANDRIEJ Jakie znowu płatne?

KOLA Mały! (do mamy) Przynajmniej ten zasraniec ma choć trochę oleju w głowie. Jeśli się go nie wyśle to Mińska, to co tu z niego będzie? Pójdzie mogiły kopać, tak jak ja? A tam, jakie perspektywy się przed nim otwierają!

MAMA Kola, czy ty rozumiesz, że ja żyję tylko dla was? Myślisz, że ja któregoś z was kocham bardziej? Jak coś ci się stanie, to ja tego nie przeżyję! Rozumiesz?!

KOLA Pewnie, że rozumiem! Ale nic mi się nie stanie.

MAMA Jak to nie stanie?! Toż to wojna! Tam się wszystko może zdarzyć! (do Andrieja) Co on takiego wymyślił?! Weź mu przemów do rozumu!

KOLA Nic nie wymyślił. Mamo, mówię ci…

MAMA (przerywając) Dobrze! To wszystko! Jak chcesz mnie za chwilę wpędzić do grobu – jedź! Powiedziałam: nigdzie nie pojedziesz! To tyle! Koniec dyskusji!

SCENA 7

Andriej siedzi w pokoju przy komputerze. Słychać sygnał przychodzącego połączenia w skype. Andriej pogłaśnia głośniki i rozpoczyna wideorozmowę. Na ekranie komputera widać Kolę: ma na sobie mundur w barwach ochronnych, znajduje się w lesie, na tylnym planie widać ognisko, słychać głośne męski głosy.

ANDRIEJ Cześć! Słyszysz mnie?

KOLA Siema, mały!

ANDRIEJ No, co słychać?

KOLA Co u ciebie?

ANDRIEJ W porządku, a u ciebie?

KOLA Halo, Andriucha! O kurczę, widzę cię!

ANDRIEJ Wszystko dobrze u ciebie?

KOLA Jest zajebiście! Andriucha!

ANDRIEJ Zaczekaj, zaraz zawołam mamę.

KOLA Stój! Andriucha?

ANDRIEJ Co?

KOLA Gdzie jest mama?

ANDRIEJ Zaraz zawołam, u sąsiadki.

KOLA Nie-nie, na razie nie wołaj, słyszysz?

ANDRIEJ Czemu?

KOLA (uśmiechając się) Andriu-u-ucha! Ja tu jestem z chłopakami!

ANDRIEJ Czemu nie dzwonisz przez telefon?

KOLA Po cholerę mi telefon?!

ANDRIEJ Drogo?

KOLA Nie o to chodzi… Ktoś może podsłuchiwać…

ANDRIEJ Oj tam, komu potrzebne twoje pogaduszki?

KOLA Kurczę, poważnie mówię! Chłopaki mówią, że potem w domu mogą… Aj! Chuj z nimi! Andriu-u-ucha!

ANDRIEJ No powiedz choć, co tam u ciebie słychać?

KOLA Wszystko w porzo, serio! Rozpaliliśmy ognisko, pieczemy szaszłyk, popijamy samogonem… Zajebioza!

ANDRIEJ Jesteś tam, gdzie ci obiecali, tak?

KOLA Tak, wszystko jest jak trzeba! Kopiemy okopy, stałe stanowiska ogniowe, rowy. „Budowle obronne według planu”, kurczę blade.

ANDRIEJ Ale na tyłach, zgadza się?

KOLA Tak, tak, braciszku!

ANDRIEJ No, to najważniejsze…

KOLA Andriucha! Równi goście tu są, wiesz?

ANDRIEJ Jesteś z tym swoim Donią?

KOLA (krzyczy w stronę ogniska) Donia!

DONIA (z daleka) Czego?

KOLA (krzyczy w stronę ogniska) Dońka, dawaj, chodź tutaj na chwilę! (do Andrieja) Andriucha, zaraz Donia przyjdzie!

DONIA (podchodząc) Czego drzesz mordę, chodźmy żreć mięso…

KOLA Mówię, chodź tutaj!

Donia podchodzi do Koli i patrzy na ekran.

DONIA Kogo tam masz?

KOLA (objąwszy Donię za ramiona) Patrz, to mój mały!

DONIA Siema!

ANDRIEJ Cześć.

DONIA (bije się dłonią w pierś) Donia jestem!

ANDRIEJ Przecież do nas przyjeżdżałeś.

KOLA (do Doni) No przecież znasz Andriuchę!

DONIA Nie tam…

KOLA Przyjeżdżałeś do mnie, pamiętasz?

DONIA Coś takiego!

KOLA Pamiętasz mojego małego?

DONIA Nie tam…

KOLA Cholerny pijus!

Pauza. Donia i Kola śmieją się.

DONIA To na razie, idę na szaszłyki.

KOLA Idź, ja zaraz…

Donia odchodzi do ogniska.

KOLA Mały! Równi goście tu są! Wiesz?

ANDRIEJ Uhm.

KOLA Naprawdę! Poszedłem do wsi… Kurde-e-e! Ale dziewczyny są w tej wsi! Marina i ta… (po pauzie) Mniejsza z tym! Ojciec Mariny pędzi samogon, poszedłem do nich, jego nie było… Ja pierdolę, ale się tam zasiedziałem! Całą noc… (po pauzie, śmiejąc się) Kurczę, mówię ci, przywiozę ze sobą żonę! Słyszysz, będę miał Chochłuszkę za żonę, okej?

ANDRIEJ (uśmiechając się) Okej.

KOLA Chłopaki postarali się, żeby to się nie wydało, rozumiesz?! Ni chuja nikomu nie powiedziałem, że się zasiedziałem, a chłopaki… No, po prostu nachwalić się nie mogę! Prawdziwi ludzie! Nie jakieś chuje niemyte! Ludzie, kurde! Rozumiesz? Andriuchaaa!…

ANDRIEJ Rozumiem-rozumiem…

KOLA No to by było tyle, pokrótce…

ANDRIEJ Płacą ci chociaż?

KOLA Andriucha?

ANDRIEJ Co?

KOLA Jajco! (śmieje się) Do rzeczy! (poważnie) Forsę, tak jak mówili, przelewają na kartę, już sprawdzałem. Jutro pojedziemy do miasta, tam w banku pokażą co i jak i zrobię przelew do was, jasne?

ANDRIEJ Acha.

KOLA Dobrze! Jak tam te twoje testy, zaliczasz?

ANDRIEJ No właśnie historię przedwczoraj pisałem, jeździłem do Homla.

KOLA Ile punktów dostałeś?

ANDRIEJ Dowiem się dopiero za dwa-trzy tygodnie.

KOLA Ale odpowiedziałeś chociaż na dużo pytań?

ANDRIEJ W normie, prawie wszystko wiedziałem.

KOLA A, niech cię, mądralo! Jak zdasz, to dopiero będzie zajebiście!

ANDRIEJ (patrzy w stronę przedpokoju) Mama przyszła…

KOLA To trochę odejdę…

Pauza. Kola odchodzi od ogniska, męskie głosy są nieco cichsze. Do pokoju wchodzi Mama.

ANDRIEJ Mamo, Kola dzwoni.

MAMA Jak to, przez komputer?!

ANDRIEJ O, patrz, morda na cały ekran.

Andriej wstaje z krzesła, na jego miejsce siada Mama.

MAMA Kola?!

KOLA Cześć, mamo.

MAMA No, co tam synuś u ciebie?

KOLA Jest wspaniale, widzisz, palimy ognisko, piekliśmy szaszłyk.

MAMA Wszystko w porządku u ciebie, dlaczego nie dzwonisz?

KOLA No przecież właśnie dzwonię.

MAMA Jesteś tam w spokojnym miejscu?

KOLA Tak, mamo, wszystko w porządku, mówię ci. W ogóle jest bardzo spokojnie, tak jak mówili. Kopiemy okopy, i to wszystko.

MAMA Na tyłach, tak?

KOLA Tak, tak, mamo. Wszędzie spokój i porządek…

MAMA No a jedzenia wystarcza, karmią was jakoś?

KOLA No pewnie! Mówiłem przecież, że szaszłyk pieczemy.

MAMA To Bogu dzięki! Synuś… (zaczyna płakać)

Andriej obejmuje Mamę ramieniem.

ANDRIEJ Mamo…

KOLA Ty płaczesz? (po pauzie, uśmiechając się) Ale się rozbeczała! Sama widzisz, że wszystko jest dobrze?

MAMA No i Bogu dzięki…

KOLA Dość, nie płacz już. Mały, weź jej powiedz.

MAMA Andriej dobrze napisał test z historii powszechnej.

KOLA Już wiem! Niedługo wszystko zda, ja wrócę i wszystko będzie dobrze. (po pauzie) Mamo!

MAMA (uspokoiwszy się) Co, synuś?

KOLA Jutro w mieście zrobię przelew. Później zadzwonię i powiem jak odebrać pieniądze, dobrze?

MAMA Na domowy, tak?

KOLA Tak, zadzwonię na domowy, ktoś będzie w domu, tak?

MAMA Tak-tak, cały dzień będę w domu.

KOLA To zadzwonię gdzieś tak o czwartej, może piątej po południu.

MAMA Dobrze-dobrze.

KOLA No to będę kończył, bo mi bateria padnie.

MAMA Będziesz dzwonił, dobrze?

KOLA Słuchajcie, jutro zadzwonię z miasta, pojutrze jeszcze przez skype'a się połączę, mały, będziesz w domu?

ANDRIEJ Będę-będę.

KOLA No właśnie. A potem, to znaczy pewnie z tydzień albo dwa, będę niedostępny. Przeniesiemy się w nowe miejsce, mówią, że tam nie da się złapać sygnału.

MAMA Jak to?

KOLA Nic takiego. Wszystko jest w porządku, cały czas powtarzam. Po prostu nowe miejsce, tam nie ma tych wież telekomunikacyjnych, w lesie nie łapie sygnału.

MAMA Kola, tam też jest spokojnie?

KOLA No, oczywiście, a co? Mówię ci: jesteśmy na tyłach, kopiemy rowy, to wszystko. Pomyśl sobie, że pracuję na zwykłej budowie.

MAMA (znów zaczyna płakać) Uważaj tam…

KOLA Mamo, proszę, nie zaczynaj znowu… Oczywiście, ja zawsze na siebie uważam. Wszystko jest w porządku.

Pauza. Mama wyciera łzy.

KOLA Coś jeszcze?

MAMA Na pewno tam wszystko dobrze?

KOLA Tak, mamo, jest dobrze. Wy tam też uważajcie na siebie. (po pauzie) Muszę kończyć. Jutro zadzwonię.

MAMA Cześć.

KOLA Mały?!

ANDRIEJ Co?

KOLA Szkoda, że nie mogę ci dać kuksańca. (śmieje się)

ANDRIEJ (uśmiechając się) Trzymaj się,

KOLA Na razie.

SCENA 8

Andriej siedzi na ławce przy wejściu do klatki schodowej i trzyma ręce w kieszeniach bluzy.

ANDRIEJ (uśmiechając się) Cześć.

TANIA (uśmiechając się) Cześć.

Andriej schyla się, żeby pocałować Tanię w policzek. Tania nie sprzeciwia się.

No cóż, gratuluję!

ANDRIEJ Dziękuję.

TANIA Wszystko jest już pewne na sto procent?

ANDRIEJ No raczej tak. Jeszcze nie przysłali zawiadomienia, ale z punktów wynika, że na pewno zdałem.

TANIA Zuch z ciebie. Byłam pewna, że zdasz.

ANDRIEJ A ja nie do końca, szczerze mówiąc.

TANIA No ale widzisz, to ja miałam rację.

ANDRIEJ Tak, miałaś…

Pauza. Andriej i Tania uśmiechają się.

TANIA Kiedy pojedziesz do Mińska, gdzieś w środku sierpnia?

ANDRIEJ No, gdzieś tak pod koniec pewnie. Może jeszcze zdążę Kolę zobaczyć, jak wróci wcześniej.

TANIA A czemu miałby wracać wcześniej? Jakieś problemy, czy co?

ANDRIEJ Nie… Przeciwnie, wszystko jest w porządku. (uśmiechając się) Tęskni po prostu.

TANIA Dobrze mu tam płacą przynajmniej?

ANDRIEJ No tak, w normie. Już przesłał tu pieniądze.

TANIA On jest w samej Moskwie, tak?

ANDRIEJ Tak, pracuje tam na budowie.

TANIA No tak, jasne…

Pauza.

ANDRIEJ W ogóle, to chciałem ci… (wyjmuje ręce z kieszeni bluzy, w jednej z nich jest są perfumy) Taki skromny podarunek.

Andriej podaje Tani perfumy. Tanie je bierze.

TANIA O jejku! Oryginalne?

ANDRIEJ (uśmiechając się) Tak, Opium, Yves Saint Laurent.

TANIA Z jakiej to okazji?

ANDRIEJ No… przecież zdałem.

TANIA (uśmiechając się) Ty zdałeś, a prezent dla mnie?

ANDRIEJ Tak wyszło…

Pauza. Tania przestaje się uśmiechać i podaje Andriejowi perfumy.

TANIA Andriej… Nie trzeba, dobrze?

ANDRIEJ Dlaczego? (po pauzie) Za swoje je kupiłem. Zarobiłem.

TANIA Nie o to chodzi.

ANDRIEJ Taniu, to naprawdę tylko podarek. Przyjacielski.

TANIA Andriej, przyjaciele nie obdarowują się ot tak… Nie mogę tego przyjąć.

Pauza. ANDRIEJ Taniu, o co chodzi?

TANIA Proszę, nie teraz…

ANDRIEJ Co nie teraz?

TANIA Nie zaczynajmy znów.

ANDRIEJ Czego nie zaczynajmy?

TANIA Naszego związku.

ANDRIEJ No ale my się tylko na pewien czas rozstaliśmy?

Pauza. TANIA Andriej, czy ty naprawdę nie rozumiesz?

ANDRIEJ Czego nie rozumiem? No, co się stało?

Pauza.

TANIA Nie będziemy się już spotykać.

ANDRIEJ Ale dlaczego?! (po pauzie) O co chodzi?! Przecież niedługo przeprowadzę się do Mińska, będziemy razem. Nawet akademik jest tam blisko ciebie. Ty zaraz wyjedziesz, a ja już za dwa tygodnie pojadę za tobą. Przecież chciałaś, żebym zdał. To zdałem!

Pauza. Tania milczy.

A może chodzi o pieniądze? (bierze perfumy z rąk Tani) No, przecież kupiłem perfumy. Sam na nie zarobiłem! (po pauzie) W Mińsku też będę dorabiał. Znajdą się pieniądze. (po pauzie) Wszystko się ułoży. No, Taniu?

TANIA Andriej, naprawdę nie rozumiesz? Co w ogóle mają do tego pieniądze?

ANDRIEJ To o co chodzi? Co się stało?

Pauza.

TANIA Nic się nie stało… Po prostu nie mogę się z tobą spotykać.

ANDRIEJ Ale dlaczego nie możesz?! (po przerwie) Przecież cię kocham…

Pauza.

TANIA Ale ja cię nie kocham… (po pauzie) Nie mogę, rozumiesz? Wybacz…

Tania odwraca się i wchodzi do klatki schodowej.

SCENA 9

Andriej siedzi w kuchni przy stole. Przed nim leży zamknięty notebook, otwarta butelka niedrogiej whisky, dwa puste kieliszki, puszka ze szprotkami, pałeczki krabowe, bochenek chleba, inne zakąski. Andriej nalewa whisky do kieliszka i w milczeniu pije. Słychać dzwonek do drzwi. Andriej wychodzi z kuchni. Z przedpokoju dobiegają głosy. Po pewnym czasie w kuchni pojawia się Stas, za nim podąża Andriej.

STAS Mamy twojej nie ma?

ANDRIEJ Nie, wyszła…

STAS (z uśmiechem patrząc na stół) O-o-o! Widzę, że nieźle sobie, kurczę, dogadzasz!

ANDRIEJ Dawaj, siadaj…

Andriej i Stas siadają przy stole, Andriej nalewa whisky do kieliszków.

STAS (podnosząc kieliszek) Za co pijemy?

ANDRIEJ Za gówno…

STAS A ty co?! Choćby… Za egzaminy możemy się napić, za to, żeśmy zdali i tak dalej!

Trącają się kieliszkami, piją. Stas robi sobie kanapkę ze szprotkami.

STAS Przyszło zawiadomienie z uniwerku?

ANDRIEJ Uhm.

STAS No to, kurczę, co taki przybity jesteś? Przecież nawet na dzienne się dostałeś!

ANDRIEJ Co z tego… Tania mnie rzuciła.

STAS Jak to? Zupełnie rzuciła?

ANDRIEJ Najzupełniej…

STAS (po pauzie) No i chuj z nią! I tak ci nie dawała.

ANDRIEJ (po pauzie) Dupa blada, jeśli mam być szczery…

STAS (nalewając jeszcze po kieliszku) Nie ma co rozpamiętywać… (podsuwa kieliszek Andriejowi) Dawaj, za mińskie dziewczyny! Wiesz ile zaliczysz studentek w Mińsku? Takich Tani to tam masz, kurde, na pęczki!

Piją.

(śmiejąc się) Najebiemy się tam tyle, aż chuje będą bolały!

Andriej uśmiecha się.

Dadzą miejsce w akademiku?

ANDRIEJ No, powinni, do cholery, tam jest napisane, że czarnobylcom dają w pierwszej kolejności.

STAS No to w ogóle wszystko ułożyło ci się zajebiście! Będziesz mógł zaliczać laski nie ruszając się z akademika! Będę cię odwiedzał, może dla mnie też coś wykombinujesz.

Stas się śmieje, Andriej się uśmiecha.

(nalewając whisky) Trzeci toast za miłość!

Piją.

ANDRIEJ (patrząc na butelkę) Coś szybko się uwinęliśmy…

STAS Jakiś problem? Mamy prawo! W końcu jesteśmy studentami, u licha! Trzeba się przyzwyczajać.

ANDRIEJ (uśmiecha się i obejmuje Stasa ramieniem) Naprawdę jesteśmy studentami!

STAS No, tak! (po pauzie) Znalazłem zajebistą piosenkę W Kontakcie, serio! (pokazuje na notebooka) Pokaż, zapuszczę ją.

ANDRIEJ (podsuwa notebook Stasowi) Możesz wejść z mojego konta.

STAS (patrząc na notebook) O kurczę, ale grupy śledzisz: „Cytaty wielkich polityków”! (uśmiechając się) Pewnie Kliczko?

ANDRIEJ Przyda się, jak będę studiował historię.

STAS (czyta z notebooka) „Telewizja w jej obecnej formie jest opium dla amerykańskiego narodu”. Richard Mille… Sukinsyn Nixon, trzydziesty siódmy prezydent USA. Pedał!

ANDRIEJ Nixon?

STAS Przecież wszyscy jankesi do pedały!

ANDRIEJ Czemu pedały?

STAS A czemu nie? Takiemu Obamie mało było Iraku i Afganistanu, już w Rosji skurwysyn mąci!

ANDRIEJ W jakiej Rosji? Co ma do tego Obama?

STAS No a kto wprowadził tę juntę do chochlandii? Te Poroszenki, chujeszenki, Jaceniuki, ci Żydzi…

ANDRIEJ Na Ukrainie obecnie jest rząd proamerykański, zgadza się?

STAS No pewnie, do kurwy nędzy!

ANDRIEJ Dobrze, a wcześniej jaki był?

STAS Normalny był!

ANDRIEJ No jaki? Prorosyjski?

STAS No, mówię, że normalny.

ANDRIEJ To w czym Rosjanie są lepsi od Amerykanów?

STAS Kurde… We wszystkim! Za Janukowycza Ukraińcy mogli przynajmniej żyć normalnie. A teraz ni chuja nie mają! I bardzo dobrze! Nie chcieli normalnie żyć z Rosją w przyjaźni – niech mają za swoje. Chuj dla was, a nie gaz! Spadajcie do gejropy, do swoich pedałów. ANDRIEJ To co dobrego jest w tej twojej Rosji? Że ma gaz i ropę?

STAS Kurwa! Poucz się historii! Rosja, ZSRR wyzwoliło całą Europę od faszystów.

ANDRIEJ Co to ma wspólnego z Ukrainą?

STAS Żydo-Sasi chcą rozwalić Rosję, tak jak ZSRR. A potem mamy ni chuja nie mieć, jak Chochły?

ANDRIEJ Kurczę, Stas… Czy ty w ogóle rozumiesz, co wygadujesz?

STAS Wszystko rozumiem!

ANDRIEJ Już dobrze, Stas, chuj z nimi… (po pauzie, pokazując na notebooka) Zapuść piosenkę, którą chciałeś.

STAS Kurde… Chodźmy zapalić.

ANDRIEJ Chodźmy. Do wanny, tam jest okap.

Andriej i Stas wchodzą do łazienki, siadają na skraju wanny i zapalają. Przez pewien czas palą w milczeniu.

STAS No, kurczę, przecież się uczysz historii!

ANDRIEJ I co z tego?

STAS No, Amerykańcy, to przecież nasi historyczni wrogowie!

ANDRIEJ Kurde, jacy historyczni wrogowie? Pojebało cię?

STAS Chyba ciebie pojebało! Nie widzisz, kurwa, co oni wyrabiają w Donbasie?

ANDRIEJ Kto, Amerykańcy?

STAS Faszyści, którzy ssą im chuja. Poroszenko, ten chujeszenko, Jarosz-chujarosz. Toż to jebani faszyści.

ANDRIEJ Czy ty w ogóle wiesz, kim naprawdę są faszyści?

STAS Kurwa… Tylko nie pleć mi tu głupot. Kim są faszyści? Faszyści to te pierdolone sukinsyny, które spaliły Chatyń! Powinieneś dobrze wiedzieć, że to nie Niemcy spalili Chatyń, tylko Chochły-policaje?

ANDRIEJ No, tak.

STAS Właśnie! Banderowcy! A w Odessie kto palił ludzi żywcem? Jasne, że oni, faszyści pieprzeni. Potem ich ci… prawosekowcy pałkami dobijali! Ludzi, kurwa! Ludzie skakali z okien, żywcem ich palili, te pedały! I w Donbasie też byłby taki sajgon. I na Krymie, kurde!

ANDRIEJ Co na Krymie? Przyszliby banderowcy i zaczęli palić ludzi?

STAS Tak, do cholery! Ci prawosekowcy jebani jechali już na Krym pociągami! To ci, którzy teraz walczą w Donbasie.

ANDRIEJ A z kim oni tam walczą? Z pokojowymi obywatelami Noworosji?!

Stas wstaje, Andriej dalej siedzi na skraju wanny.

STAS Tak, kurwa! A z kim?! Ludzie bronią się przed Prawym Sektorem, przed faszystowską juntą!

ANDRIEJ Górnicy i traktorzyści, tak?

STAS Tak, kurwa! A kto?!

ANDRIEJ A Rosjan tam nie ma?! Nie widziałeś na YouTube? „Przejdź za trotuar”! Czy ktoś u nas tak mówi na chodnik? Poza tym ciągle ich tam łapią.

STAS Kurwa! Złapali, skurwiele, żołnierzy DRL, dali im tekst do odczytania, chuj mogą zrobić!

ANDRIEJ Kurczę… Przecież rosyjskie ministerstwo obrony już przyznało, że to ich żołnierze!

STAS Byli żołnierze!

ANDRIEJ Akurat! Byli użyci…

STAS I co z tego?! Żołnierze się zwolnili, albo wzięli urlop i pojechali bronić ludzi przed faszystami!

ANDRIEJ Jaki urlop? Jak się zwolnili? Skąd mają rosyjską broń? Karabiny na bazarze kupili? Zresztą oni sami mówią, że ni chuja się nie zwolnili!

STAS Bo ich tam, kurwa, torturują! Wszystko co chcesz ci powiedzą!

ANDRIEJ Wiesz, co im tak naprawdę powiedzieli? Że, skoro oni są byłymi żołnierzami, a zatem ochotnikami, to międzynarodowe prawo ich nie dotyczy i oni są nie jeńcami wojennymi, a terrorystami. I będą sądzeni za terroryzm. Dlatego oni mówią prawdę, bo nie chcą dostać dwudziestu lat za terroryzm.

STAS Kurwa! Gdyby rosyjscy oficerowie kadrowi walczyli w Chochlandii, to już dawno chuj by z niej został! Już dawno Pskowska dywizja desantowa byłaby we Lwowie!

ANDRIEJ Niewiadomo, ile z tej twojej dywizji zostało! Ilu wróciło Kamazami w trumnach?!

STAS Noż kurwa, całą armię chochłacką można rozpieprzyć jedną rotą desantowców!

ANDRIEJ A zechcą ci twoi desantowcy gdzieś lecieć, jak ich zwolnią od razu po tym jak się wzniosą w powietrze?!

STAS Pojebało cię, kurwa! Nikt ich nie zwolni!

ANDRIEJ Właśnie, kurwa, że zwolni! Oczywiście nigdzie nie polecą! Przecież to wojna hybrydowa! Taką hybrydową wojnę może prowadzić tylko hybrydowy kraj! Jedyne co taki kraj może, to wysyłać tam urlopowiczów, kurwa, byłych! A potem rzucać ich tam do walki, jak kiedyś kolumnę czołgów w Groźnym!

STAS Coś ci się pojebało, mądralo!

ANDRIEJ Oczywiście, chuj kogo to obchodzi! „Baby nowych narodzą”! A co, kurwa, z ich rodzicami!? Nic nie mówią, żeby dostać odszkodowanie, które będą mogli przehulać. Skurwiele chcą jak najszybciej pochować dzieci, żeby się nażreć do syta… Nawet zwierzęta tak nie postępują z potomstwem!

STAS Weź już, kurwa, przestań!

Stas trąca Andrieja w ramię. Andriej traci równowagę, uderza skronią w róg wanny i wpada do środka.

Stas przez pewien czas stoi i, ciężko oddychając, patrzy na wannę. Kurwa, Andriucha! (po pauzie) Andriucha, kurwa… (lekko nachyla się nad wanną) Andriej! (dotyka Andrieja) Kurwa… Kurwa!

Stas wyciera ręce o spodnie, szalonym wzrokiem rozgląda się we wszystkie strony, odkręca wodę i zaczyna prysznicem polewać Andrieja. Po paru sekundach wrzuca prysznic do wanny, potem odkręca wodę w umywalce i wybiega z łazienki, zamykając za sobą drzwi, następnie wybiega z mieszkania.

Po pewnym czasie.

Do mieszkania wchodzi Mama, w rękach trzyma torebkę i otwartą kopertę z listem.

MAMA (od razu po wejściu do przedpokoju, wesoło) Andriej, widziałeś, Kola napisał list! Taki na papierze, wyjęłam ze skrzynki. (patrzy w stronę łazienki, wyjmuje list) Słuchaj! Jeszcze nie czytałam… (podchodzi do drzwi łazienki i czyta) „Cześć, mamo. Mały nigdy nie zagląda do skrzynki, dlatego wiem, że to ty zaczniesz czytać. Ale pewnie nie będziesz czytać sama, bo domyślam się, że Andriucha jest gdzieś blisko, pewnie jak zwykle siedzi przy komputerze. Ciebie też pozdrawiam, zasrańcu! Oderwij się na chwilę od kompa, nic ci się nie stanie. (uśmiecha się, po pauzie) Sporo ludzi tu pisze listy, bo wielu rodziców nie ma komputera ani internetu. Jak widzisz, nie zawsze też można się dodzwonić. Ten list dojdzie na pewno wcześniej, niż do was zadzwonię po powrocie z mojej leśnej wyprawy. Dlatego postanowiłem do was napisać tradycyjnym sposobem. U mnie wszystko w porządku. Jak już wam mówiłem, pracuję tam, gdzie jest spokojnie. Dalej kopię. Wprawdzie tutaj, w lesie, maszyn prawie nie ma i prawie wszystko robimy ręcznie. Ale płacą mi tyle samo, co wtedy, jak byłem mechanikiem. Tak więc u mnie wszystko dobrze. Nie ma za bardzo o czym pisać. Ale myślę, że i tak będzie wam przyjemnie przeczytać ten list. Co tam jeszcze u mnie? Pogoda jest dobra, jest już całkiem ciepło, wcześniej nocami było dość zimno w namiotach, nawet się przeziębiłem. Ale teraz jest już całkiem ciepło, nawet w nocy. Czuję się dobrze. Karmią oczywiście nie tak smacznie jak ty małego, ale da się przeżyć, nie głoduję. Nie wiem, co jeszcze napisać. Ty… (głośniej) Ty, Andriucha, uważaj na siebie i zachowuj się. Jak wrócę, dostaniesz się na ten swój uniwersytet, wyjedziesz do Mińska, tam w akademiku się wyhulasz. A teraz, w domu, spędzaj jak najwięcej czasu z mamą. Teraz ona nie ma nikogo prócz ciebie”. (w stronę wanny, uśmiechając się) Zrozumiałeś? (czyta dalej) „A ty, mamo, pilnuj tego urwisa, żeby mniej grał a więcej się uczył. Nawet jak już dostał się na studia, niech i tak coś czyta, przyda mu się, będzie miał potem łatwiej. Kończy mi się papier, więc będę się streszczał. Ogólnie wszystko u mnie w porządku, tęsknię za wami, ale to nic, niedługo przyjadę i znów będziemy wszyscy razem. Całuję cię mamo, a dla ciebie, mały, kuksaniec”. (uśmiecha się, w oczach widać łzy z radości)

2015