Loteria

Lech Brywczyński

Loteria

Dramat w jednym akcie

MOTTO:

" - nie walczę

używam techniki pijanej mniszki

nigdy nie ma mnie tam

gdzie uderzasz"

Joanna Ślósarska

OSOBY:

Monika

Kasia

SCENA PIERWSZA

W kuchni, przy stole, siedzą dwie młode kobiety. Jedzą śniadanie.

Monika: - (sięgając po bułkę) Jakoś dzisiaj głodna jestem... Najem się porządnie, bo będę musiała dłużej zostać w pracy.

Kasia: - Tak? Dlaczego?

Monika: - Trzeba zrobić bilans półrocza. Żmudna i czasochłonna robota.

Kasia: - Zapłacą wam za nadgodziny?

Monika: - Żartujesz? Szef powiedział: będzie więcej pracy, ale nie więcej pieniędzy. I słowa dotrzyma.

Kasia: - Dowcipniś! W naszym dziale też mają takie poczucie humoru. W ogóle cała ta firma... (smaruje dżemem kanapkę) Gdzie przepadłaś wczoraj wieczorem? Wyszłaś tak nagle...

Monika: - Sorki, zapomniałam ci powiedzieć. Byłam z Markiem w muzeum, oglądaliśmy obrazy.

Kasia: - Naprawdę? To musiało być strasznie nudne.

Monika: - (z uśmiechem) Było całkiem fajnie. Nie wiedziałam, że on tyle wie o malarstwie.

Kasia: - To do niego podobne.

Monika: - Powiedział, że nie ma dobrych i złych artystów. Że jeśli ktoś ma talent, to jest wielkim człowiekiem, a wielkość nie podlega ocenom w kategoriach dobra i zła.

Kasia: - Takie tam gadanie. W normalnym życiu jest inaczej. Wszystko podlega ocenom. I plotkom.

Monika: - Ale musisz przyznać, że to facet na poziomie.

Kasia: - Wiadomo. Prawdziwy intelektualista. (bierze łyk herbaty, odstawia filiżankę) Ale zupełnie nie w moim typie. Ja potrzebuję kogoś bardziej... zwykłego.

Monika: - On nie jest zwykły? Nawet jeśli ma większy mózg od prezesa, to przecież jest w naszej firmie tylko kierowcą.

Kasia: - A my kim tam jesteśmy? Biurowym personelem od czarnej roboty. (po chwili) Może on powinien pójść na jakieś zaoczne studia?

Monika: - Nie ma na to pieniędzy, jego rodzina żyje bardzo skromnie. Wiem, bo widziałam.

Kasia spogląda z ukosa na Monikę, ta udaje, że tego nie zauważa.

Kasia: - Bywasz u niego w domu? Poznałaś jego matkę? Widzę, że się zaangażowałaś...

Monika: - Bez przesady. Byłam może ze dwa razy, na krótko. Z jego matką rozmawiałam tylko przez chwilę. On to nawet by chciał, żeby nasze kontakty jakoś się sformalizowały, ale mi się nie spieszy.

Kasia: - (żartobliwie) Czekasz na księcia z bajki?

Monika: - Coś ty! Znasz mnie, to wiesz, że jestem realistką. (bezwiednie stuka widelcem w talerz) Chcę zachować swobodę wyboru, jak długo się da.

Kasia: - Rozumiem... Za to ten Robert... Dalej się do ciebie przystawia?

Monika: - (potakując) Namolny typ. Przy każdej okazji proponuje mi randkę. To spacer, to jakiś koncert. Ale najczęściej zaprasza mnie do kina na jakąś głupią komedię.

Kasia: - Poszłaś z nim kiedyś?

Monika: - Mowy nie ma. Nie znoszę go.

Kasia: - To rzeczywiście prostak. Ale pewny siebie. I bogaty.

Monika: - Wiadomo, synalek prezesa. Myśli, że mu wszystko wolno. Za każdym razem, jak mu odmawiam, mówi: „Kiedyś i tak się zgodzisz. I powiesz do mnie Robi, bo tak nazywają mnie ci, którzy mnie lubią”.

Kasia: - Robi? Naprawdę? Co za palant! (śmieje się, zasłaniając dłonią usta) Niech się umówi z Zośką, ona by się na pewno zgodziła.

Monika: - Pasowaliby do siebie... (uśmiecha się, a potem pociąga łyk herbaty) Mieliby wspólne tematy.

Kasia: - Wieśniackie. Nie chciałabym tego słuchać. (śmieje się) Ona nie mówi, tylko duka. Ale ogólnie to poczciwa dziewczyna.

Monika: - Tak. Nieskomplikowana. Poza tym dostarcza rozrywki, całe biuro się z niej śmieje. Nie żeby jej dokuczyć, ale po prostu... Trudno się czasem powstrzymać.

Kobiety jedzą przez chwilę w milczeniu.

Kasia: - (sięgając po jogurt) Wiesz, że Zośka chciała tutaj z nami mieszkać?

Monika: - Co? Nic o tym nie wiem.

Kasia: - Namawiała mnie, żebyśmy ją wzięły, bo wynajmując mieszkanie we trójkę wyjdzie nam taniej.

Monika: - Kiedy to było?

Kasia: - Jakieś dwa miesiące temu. Ale spławiłam ją.

Monika: - Czemu mi nie powiedziałaś?

Kasia: - Wiedziałam, że i tak byś jej tu nie chciała.

Monika: - Fakt. Ciasno jest i bez niej. Kogoś innego to bym w ostateczności wzięła, żeby zaoszczędzić na czynszu. Ale ona? Nigdy!

Kasia: - Może i szkoda, miałybyśmy ubaw.

Monika: - Jak będę się chciała pośmiać, pójdę do cyrku. Wolę obejrzeć klauna niż Zośkę. (śmieje się, potem sięga po paczkę papierosów) Zapalisz?

Kasia: - Nie, dzięki. Nie chcę wracać do nałogu.

Monika: - A ja palę, bo nie chcę przytyć. Ty masz dobrze, zawsze byłaś szczupła. Ja muszę uważać.

Kasia: - Nie przesadzaj, zgrabna z ciebie laska.

Monika przypala papierosa, zaciąga się dymem.

Monika: - Którego dziś mamy?

Kasia: - Dwudziestego kwietnia.

Monika: - Zapłaciłaś za pokój za ten miesiąc?

Kasia: - A to ja mam płacić w tym miesiącu?

Monika: - Pewnie, ja przecież płaciłam w marcu.

Kasia: - Rzeczywiście... Jutro pójdę z pieniędzmi do właścicielki mieszkania.

SCENA DRUGA

Monika stoi przy gazowej kuchence, co jakiś czas mieszając drewnianą szpatułką na patelni. Słychać szybkie kroki, drzwi się otwierają, do kuchni wpada podekscytowana Kasia.

Kasia: - Słyszałaś?

Monika: - O czym? Dobrze, że jesteś, właśnie robię sobie jajecznicę. Podzielę się z tobą. Kasia: - Daj mi spokój z jajecznicą. Sama też stracisz apetyt, jak się dowiesz.

Monika: - Co się stało?

Kasia: - A stało się, stało... Padniesz, jak usłyszysz. Lepiej usiądź.

Monika: - Zwariowałaś? (wpatruje się z niepokojem w twarz Kasi) Mów wreszcie!

Kasia: - Zośka! Ona... Wygrała w LOTTO!

Monika: - Zośka? Też mi wiadomość. Wygrała parę stów albo i tysiaka... Co mnie to obchodzi?

Kasia: - To nie było parę stów. To było parę milionów, a konkretnie osiem. Osiem milionów!

Monika odkłada szpatułkę. Podchodzi do najbliższego krzesła, siada.

Monika: - Nie wierzę... Jak to się stało?

Kasia: - Normalnie, poszła do kolektury i posłała kupon na chybił-trafił.

Monika: - Wiem, jak się gra. Ale żeby tak nagle, osiem milionów...

Kasia: - Ktoś musi czasem wygrać, padło na nią.

Monika: - Nie miało na kogo paść! Też zagrałam, jakiś miesiąc temu. I co z tego? Na moim kuponie była tylko jedna prawidłowa liczba.

Kasia: - Trzeba mieć szczęście, tu sprawiedliwości nie ma. (kładzie torebkę na stole, siada na krześle naprzeciwko Moniki) Życie to loteria.

Monika: - A gdzieś w ogóle sprawiedliwość jest? (nerwowo stuka palcami o blat stołu) Żeby akurat Zośka, taka debilka...

Kasia: - Ja też uważam, że... Że jej się nie należało. (kręci głową z niedowierzaniem) Co byś zrobiła z taką kasą?

Monika: - Powiem ci, jak wygram. Teraz to możesz zapytać Zośkę, bo ona ma ten problem.

Kasia: - A żebyś wiedziała, że zapytam. (wzdycha) Chciałabym mieć takie problemy...

Monika: - Chyba jutro pójdę do kolektury i puszczę parę kuponów.

Kasia: - Oby ci się poszczęściło... (po chwili, z niepokojem) Co tak śmierdzi?

Monika: - Moja jajecznica! (zrywa się na nogi, podbiega do kuchenki, wyłącza gaz pod patelnią) Tak się zagadałam! Gaz był za duży. (miesza na patelni, ale po chwili odkłada szpatułkę) Zupełnie przypalona, nie do zjedzenia... Co za różnica? I tak straciłam apetyt.

Kasia: - A nie mówiłam?

SCENA TRZECIA

W kuchni, przy stole, siedzą dwie młode kobiety. Piją kawę.

Monika: - Moja komórka to grat, muszę sobie kupić nową. Może będzie jakaś promocja.

Kasia: - Ja też. Dobry telefon będzie mi potrzebny, bo mam nową pracę.

Monika: - Naprawdę? (z zaciekawieniem) Ile będziesz zarabiać? Więcej niż u nas?

Kasia: - Pewnie, że więcej. Inaczej bym nie odchodziła.

Monika: - To gratuluję! (wstaje, podchodzi do Kasi, obejmuje ją i całuje) Kiedy zaczynasz?

Kasia: - Już jutro! Przechodzę z firmy do firmy za porozumieniem stron. Było z tym trochę problemów, ale udało mi się wszystko załatwić.

Monika: - Ty, to może i ja bym tam przeszła? Skoro dobrze płacą... (siada na swoim miejscu) Co to za firma?

Kasia: - Mogłabyś przejść, ale... Nie wiem czy będziesz chciała.

Monika: - Jak to?

Kasia: - Bo ta firma... To Zosia ją założyła. Za pieniądze z wygranej.

Monika nieruchomieje, a potem nerwowo poprawia dłonią włosy.

Monika: - (półgłosem) Nasza głupia Zośka? (po chwili) To chyba rzeczywiście wolę zostać tam, gdzie jestem.

Kasia: - (patrząc na swoje paznokcie) To była bardzo dobra oferta. Trudno odmówić...

Monika: - Nie ma sprawy, Kasiu. Szczerze ci gratuluję. Więcej zarobisz, ustawisz się jakoś.

Kasia: - Ty też na pewno znajdziesz jakąś lepszą pracą. Wszyscy mówią, że jesteś najlepsza i najmądrzejsza.

Monika: - Tak... Od dziecka tak było. Często słyszałam, że przerastam swoich rówieśników intelektualnie, że czeka mnie wielka przyszłość, osiągnę sukces... I co z tego? Życie daje mi codziennie lekcję pokory. (dopija kawę do końca) Rozmawiałaś z Zośką? Ona cię przyjmowała do pracy?

Kasia: - Tak.

Monika: - Bardzo się zmieniła się? Odbiła jej palma?

Kasia: - Nie, nie odbiło jej... Jest normalna. Tyle, że jest teraz bardzo pewna siebie, stanowcza.

Monika: - A taka była szara myszka... Patrz, jak pieniądze wpływają na człowieka.

Kobiety milczą przez chwilę, unikając nawzajem swojego wzroku.

Kasia: - Wyprowadzam się. Stać mnie teraz będzie na wynajęcie mieszkania.

Monika: - Kiedy zabierasz rzeczy?

Kasia: - Pojutrze. Mam już nawet klucze.

Monika: - Szybko się uwinęłaś. (po chwili) Będzie mi ciebie brakowało.

Kasia: - Dobrze nam tu było razem... Ale wiesz, samodzielne mieszkanie to co innego niż wspólny pokój... Poza tym, stamtąd będę miała bliżej do pracy.

Monika: - Będziesz mogła dłużej pospać rano. Tak jak lubisz.

Kasia: - Otóż to! (odsuwa od siebie filiżankę) A ty? Dasz sobie sama radę z czynszem? Znajdziesz kogoś na moje miejsce? Mogę popytać...

Monika: - Nie trzeba. Poradzę sobie.

Kasia: - (wstając) To ja już pójdę. Muszę wpaść do biura, zapoznać się ze swoim nowym miejscem pracy, z obowiązkami. Żebym mogła jutro od rana normalnie pracować. Monika: - O tej porze? Późno już.

Kasia: - Szefowa mnie poprosiła. Znaczy Zosia... (podchodzi do Moniki, całuje ją na pożegnanie) To cześć.

Monika: - Cześć.

Kasia podchodzi do drzwi, ale w progu zatrzymuje się na chwilę.

Kasia: - Może pójdziemy jutro wieczorem do centrum handlowego? Połazimy po sklepach, pogadamy...

Monika: - Nie, jutro nie mogę. Jestem umówiona. Innym razem.

Kasia: - Na pewno jeszcze będzie okazja.

Monika: - Będzie. Jakby co, to zadzwonię.

Kasia wychodzi. Monika otwiera torebkę, wyjmuje z niej paczkę papierosów i zapalniczkę. Wkłada papierosa do ust, usiłuje przypalić, ale nie udaje się jej to, bo drżą jej dłonie. Odkłada papierosa, sięga po telefon komórkowy. Po chwili wahania wybiera numer.

Monika: - Co u ciebie, Bercik? Tak, to ja. Monika. Dziwisz się, że dzwonię? Niepotrzebnie. Tyle razy mnie namawiałeś, że w końcu postanowiłam... Cieszę się, że ty się cieszysz. A zatem oboje mamy powody do radości. Dziś to już nie, ale może jutro... O której? Zgoda. (lekko stuka palcami w blat stołu) Jaki to będzie film? Komedia? Świetnie. (odgarnia włosy z twarzy) W końcu będę miała jakąś okazję, żeby się pośmiać. (wstaje) To jesteśmy umówieni, Bercik. Pa!

Monika wyłącza telefon. Chodzi przez chwilę po pokoju, a potem zatrzymuje się i z rozmachem rzuca telefonem o ścianę. Komórka rozpada się na kawałki. Monika wolno podchodzi do kanapy, siada. Nieobecnym wzrokiem przygląda się szczątkom telefonu.

KURTYNA