Recenzje

Pecha ma coś ostatnio Szekspir. Gdy już pojawia się na teatralnym afiszu, to albo trafia pod przymiarki nowomodnych ideologii, albo kończy jako szkolny spektakl dla dojrzalszej od młodzieżowej publiczności. Nagle okazuje się, że ,,Otello" jest utworem rasistowskim, ,,Poskromienie złośnicy" promuje (anty)feminizm, a ,,Wieczór trzech króli" jest tekstem genderowym. Człowiek wczytuje się w dramaty Stratfordczyka i aż niedowierza, ile ludzie potrafią tam odnaleźć tropów.

Podobnie jest z ,,Kupcem weneckim", utworem, który jest kojarzony głównie z zawartymi w dramacie wątkami antysemickimi. I te ostatnie są faktycznie tam obecne, o czym pisał już Stephen Greenblatt. Problem tkwi w tym, że nie można ich traktować jako pierwszoplanowych zagadnień zawartych w ,,Kupcu...". Tymczasem to one są kamieniem węgielnym chociażby jednego z epizodów ,,Opowieści afrykańskich" Warlikowskiego. W lubelskim Teatrze Osterwy zapowiadano premierę spektaklu odchodzącego całkowicie od dotychczasowych interpretacji ,,Kupca...", a... No właśnie.

Widowisko na Narutowicza 17 było zapowiadane jako przedstawienie podejmujące przede wszystkim temat obecności pieniądza we współczesnym świecie. Pojawiła się więc szansa na opowiedzenie historii ukazującej relacje biznesu i etyki. Tekst Szekspira może być dzisiaj ciekawy właśnie jako próba znalezienia odpowiedzi na pytanie: jak daleko można się posunąć w osiąganiu finansowych celów? Jaki wpływ na to mają czynniki zewnętrzne, społeczne? Tymczasem w przypadku spektaklu Łysaka nie mamy do czynienia z niczym nowym. Tym, co wysuwa się w inscenizacji przyszłego dyrektora Powszechnego na pierwszy plan, jest kwestia antysemityzmu.

Czyli pojawia się temat wałkowany w kulturze/mediach aż do skrajności. Lubelska realizacja operuje przy tym zwykłymi stereotypami. Twórcy rysują tutaj silną opozycję - biedny, zgnębiony Żyd kontra podli Wenecjanie - chrześcijanie. Ten wątek (nie wierzę, że mimowolnie) staje się zasadniczą kwestią poruszaną w spektaklu. I tak towarzysze Bassania rysują na domu Shylocka gwiazdę Dawida na szubienicy. Sługa Lancelot (Daniel Dobosz) zmazuje ją, by za chwilę ponownie odmalować. A dorobienie kamerdynerowi charakterystycznego wąsika uważam za chwyt tani jak wmawianie publiczności, że wydzieranie się na scenie jest znakiem wielkiego cierpienia.

Komuś jest mało? Wenecjanie polewają dom Shylocka benzyną z kanistra, a podpala go... Jessica (Marta Sroka). Skojarzenia z Pasikowskim są tutaj jak najbardziej na miejscu. Znacząca jest także scena sądu. Tłum ubranych na czarno mężczyzn z długimi nosami (symbol kłamstwa) niemalże linczuje Hebrajczyka. Głośne obelgi towarzyszą ciągłemu piętnowaniu Żyda. Ostateczny wyrok brzmi zaś jak upokorzenie: zwrot majątku i przymus ochrzczenia sprowadzają Shylocka do roli (dosłownie) posłusznego psa. Chrzest staje się pogrzebem - zgromadzeni rzucają w winnego garściami piasku. W dodatku wielokrotnie powtarzają wyraz ,,miłosierdzie!". Krytyka hipokryzji mieszczaństwa jest o tyle nietrafna, że wykrzywia pojęcie wykrzykiwanego słowa. Przecież nie ma miłosierdzia bez chęci skruchy... Oczywista tendencyjność tego wątku jest wadą o tyle, że to właśnie owe zagadnienia wysuwają się na plan pierwszy. W konsekwencji w przedstawieniu królują stereotypy i pójście po najmniejszej linii oporu.

A szkoda, bo Łysakowi udaje się wyłuskać parę ciekawych spostrzeżeń. Znakomicie jest pokazana relacja: Porcja (Marta Ledwoń) - mężczyźni. Kobieta nie chce angażować się w związek z reprezentantem płci przeciwnej. Szukanie męża traktuje jako spełnienie woli zmarłego ojca. Dlatego też słowo ,,tata" pojawia się u niej jako okrzyk wręcz rytualny. To, co przekonuje w ciekawej roli Ledwoń, to ukazanie obrazu młodej dziewczyny, która nie potrafi zaangażować się w stały związek. Książęta Maroka i Aragonii okazują się być ludźmi próżnymi, goniącymi za doraźną sławą i korzyściami. Wymowne jest przy tym zastąpienie głowy pajaca w jednej ze szkatułek statuetką Oscara. Ale Porcja wcale nie idzie ślepo za Bassaniem (Wojciech Rusin). Ten ostatni jest bowiem typowym cwaniaczkiem, co aktor akcentuje nawet charakterystycznym sposobem mówienia. Młodzi w tym widowisku są ludźmi skupionymi na zabawie, paleniu i piciu. Bassanio ewidentnie wykorzystuje dobroć Antonia (Jerzy Rogalski), samemu będąc spłukanym nierobem. Jedyną możliwością porozumienia wydaje się być stan narkotycznego upalania przy dźwiękach ,,Sempre me quedara" Bebe. Albo rozpusta seksualna, w końcu Porcja, Neryssa i Jessica zamykają się we własnym gronie erotycznych zabaw (a jakże, wątki lesbijskie muszą się pojawić!). Postać córki Shylocka może też budzić zastanowienie nad stanem relacji rodzice - dzieci, a także nad kwestią uświadamiania sobie swojego pochodzenia. Zwłaszcza, że Sroka pokazuje te wahania w znakomity sposób. Szkoda, że te wątki pozostają tak naprawdę na uboczu.

Łysak kładzie nacisk na sprawę pierścienia. Porcja i Neryssa (Halszka Lehman) dają biżuterię swoim wybrankom, zastrzegając by jej nikomu nie oddawali. Ci jednak łamią przyrzeczenie. Wzruszająca jest sekwencja, w której obojętni wobec siebie Bassanio i Porcja zaczynają traktować sprawę pierścienia jako jedyny fundament dla ich ewentualnego związku. Wspominałem już o wątku ,,miłosierdzia". Reżyser spektaklu akcentuje właśnie takie momenty sprzeczności słów i czynów, niestety nie dostrzega moralnych subtelności warunkujących oba przypadki.

A mogło być tak pięknie... Mocna i pełna potencjału jest scena, w której Shylock wygłasza ostrą przemowę o prawie własności. Ciekawe zarysowanie postaci Jessiki, a także tła społecznego, mogły poskutkować ciekawym przedstawieniem. Niestety, tak się nie stało. Dlaczego kolejnym adaptatorom ,,Kupca..." nie przychodzi do głowy, by zapytać o jedną, prostą rzecz: skąd wzięły się majątki Shylocka i Antonia? Jakimi metodami obaj handlarze je zdobyli? Komu mogli się narazić? Warto pamiętać, że nienawiść rzadko kiedy bierze się z powietrza. Współczesny Shylock byłby raczej figurą biznesmena, który doprowadził kiedyś do bankructwa dobrze prosperujący zakład, traktując pracowników jak wyrobników. I chyba w ten sposób można byłoby spróbować dotrzeć do pokładów ,,Kupca...", które okazałyby się współczesne. A tak pojawiła się po prostu teatralna wersja ,,Pokłosia", ze wszystkimi tego filmu uproszczeniami i nieścisłościami.

Strasznie chaotyczną strukturę ma to widowisko. Nachalnie wyciąga wspomniany już wątek na pierwszy plan, a cierpią na tym interesujące spostrzeżenia dotyczące relacji psychologicznych. No, ale w takich już czasach żyjemy: najpierw publicystyka, potem człowiek.

autor tekstu: Szymon Spichalski

Zobacz także

Z22350971v angels in america part one  millennium approaches

Jak kończą Anioły?

Autor: Judyta Pogonowicz
20/11/2017
**National Theatre Live narodził się w 2009 roku. Od tamtej pory londyński teatr transmituje swoje inscenizacje do kin na…
Dzika biblioteka

Zaglądanie do książek

Autor: Izabela Mikrut
20/11/2017
**Kiedy Paweł Dunin-Wąsowicz czyta, to choćby sięgnął po koszmarny grafomański tom zalegający w najdalszym kącie bibliote…
Ranny ptaszek plakat rawicz 1000

Zostało nam niewiele czasu

Autor: Grzegorz Ćwiertniewicz
20/11/2017
**Dariusz Taraszkiewicz jest reżyserem bardzo refleksyjno-filozoficznym. Pisałem o tym w recenzjach wielokrotnie. Między …
7c1a5e2e31 large

Jak oni śpiewają!!!

Autor: Katarzyna Szatko
19/11/2017
**Mistrzostwo wokalne studentów Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie sprawia, że chcemy bisu, nawet jeśli śpiewają o ra…

Add comment btn