Recenzje

Na początek chciałbym się wytłumaczyć. Po pierwsze: „Królowa Śniegu” w reżyserii Piotra Cieplaka to spektakl dla dzieci, więc pewnie – nieświadomie – mam wobec tego przedstawienia wymagania mniejsze niż wobec teatru w pełni dorosłego. Po drugie: nie jestem już, niestety, dzieckiem, więc jednak mimo wszystko patrzę na „Królową…” z dorosłego punktu widzenia i nie umiem odebrać jej tak, jak zrobiłoby to dziecko. Mam więc związane ręce, przytępioną ironię. Wytłumaczywszy się ze swojej dwustronnej niemocy, stwierdzam – „Królowa Śniegu” to spektakl piękny, będę się kłócił jeśli ktoś powie, że jest inaczej.

Baśń Andersena jest wspaniała. Jak dla mnie – ma to, co musi mieć literatura wybitna: tajemnicę, to wrażenie nieskończoności, które pojawia się po przeczytaniu ostatniego zdania. No bo jak takie zdanie ma się nie podobać (cytuję przekład Stefanii Beylin i Stanisława Sawickiego, bo to mój przekład, przekład mojego dzieciństwa; Piotr Cieplak wykorzystał nowy, pewnie dużo dokładniejszy – Bogusławy Sochańskiej): „Siedzieli więc oboje, dorośli, a jednak dzieci, dzieci w sercach, i było lato, gorące, błogosławione lato”. Kiedy przypominałem sobie tekst Andersena przed pójściem do Narodowego, pomyślałem sobie, że jeśli reżyserowi uda się w jakiś niepojęty dla mnie sposób odtworzyć magię Andersena, magię tego zdania (i innych też, bo inne nie gorsze) – to będzie to spektakl cudownej urody. Udało się, co tu owijać w bawełnę, udało się.

Świetnie, że Cieplak pozostał wierny Andersenowi w jednym, bardzo w moim przekonaniu ważnym, elemencie. Kiedy czytamy „Królową Śniegu” po latach – mając dodatkowo za sobą obejrzaną całą masę kreskówkowych wersji tej baśni – dziwimy się, że tak mało jest postaci samej Królowej. Tak: w „Królowej Śniegu” Królowej Śniegu jest jak na lekarstwo. Niewiele o niej wiadomo, mówi tylko parę zdań. Można się jedynie domyślać. Jest piękna i zła. Jest złem doskonałym? Tym niebezpieczniejszym, że idealnym, zachwycającym? I w Narodowym właśnie taka jest Królowa Śniegu – niedostępna, daleka, cicha. W scenie porwania (czy raczej: oczarowania) Kaja pojawia się w swoich saniach (które przypominają raczej skrzyżowanie klasycznego mercedesa 300 SLR ze śnieżnym powozem, który znamy z kultowych ilustracji Jana Marcina Szancera), zabiera go, znika. Później pojawi się dopiero na sam koniec, gdy dzielna Gerda przybędzie uratować swojego przyjaciela. To działa moim zdaniem na wyobraźnię – ta nieobecność, nieoczywistość przyczyny nieszczęść Gerdy i Kaja.

Cieplak powołał do życia nową postać – granego przez Zbigniewa Zamachowskiego Pana Gadułę. Poradził sobie tym samym z dwoma problemami. Pierwszy – to narracja Andersena, opowieść snuta przez kogoś, kto wszystko wie, a jednocześnie jakby towarzyszy Gerdzie w czasie jej przygody. Drugi – to, jak mniemam, potrzeba ogrania, odciążenia najmłodszych osób występujących w spektaklu. Przez kilka pierwszych chwil Kaja i Gerdę gra para małych dzieci – i Zbigniew Zamachowski pomaga im w dzielnym wypełnieniu swojej misji. Dzięki temu zabiegowi możemy niejako zobaczyć bardziej rzeczywisty upływ czasu – co jest następnym elementem silnie podkreślonym przez Andersena. Później Gerdę uroczo gra Dominika Kluźniak, a uratowanym Kajem okazuje się Karol Pocheć.

Aktorsko spektakl prezentuje się świetnie, ale trzeba podkreślić, że jest to aktorstwo, które podporządkowuje się baśniowym wizjom. Spokojnie można sobie wyobrazić każdą osobę z obsady szarżującą, popisującą się, grającą – by tak to ująć – bardziej. Ale nie o to tu przecież idzie. To teatr, który ma coś powiedzieć najmłodszym widzom o poświęceniu, miłości, o sile czasu – i aktorzy mają być pośrednikami, mają umożliwić dzieciom dostęp do treści. Chociaż, rzecz jasna, jest w przedstawieniu też kilka ról – powiedzmy – typowo rozweselających, radosnych, zabawiających dzieci: Jerzy Łapiński jako czarodziejska staruszka, właścicielka pięknego ogrodu; Ewa Bułhak i Tomasz Sapryk jako para wron, które pomagają Gerdzie dotrzeć do celu; czy Przemysław Stippa jako cudny książę, który miał być wytęsknionym Kajem, ale okazał się jedynie kolejnym pomocnikiem małej dziewczynki. Tylko że nawet te najbardziej wyraziste role są tłem dla wyprawy Gerdy; to ona jest najważniejsza, to na niej trzeba się skupić.

Inna jeszcze rzecz – scenografia. Niektóre części scenografii stworzonej przez Andrzeja Witkowskiego to prawdziwe cuda. Najbardziej zapadający w pamięć jest, wspomniany już przed chwilą, ogród staruszki, w którym Gerda zostaje na chwilę w czasie swoich poszukiwań. Ruchome obiekty tworzą ogród wciąż na nowo, kolorowe kwiaty wychodzą z soczystej zieleni, cały ogród „tańczy”, prezentuje swoje skarby. Chce się na to patrzeć i patrzeć. Co zresztą Cieplak umożliwia; tam gdzie Andrzej Witkowski zaczyna szaleć, reżyser zwalnia tempo spektaklu, żebyśmy mogli nacieszyć się wyczarowaną estetyką. Inna tonacja opanowuje scenę Bogusławskiego, kiedy trafiamy razem z Gerdą do kryjówki rozbójników. Robi się wtedy mrocznie, bez mała industrialnie, mechanicznie. Ale zaraz znowu jest chwila absolutnie śliczna, kiedy Gerda wyrusza w ostatnią część wyprawy razem z nowym przyjacielem, poczciwym reniferem (znakomity Waldemar Kownacki).

Taki to jest spektakl – śliczny, ale daleki jednocześnie od cukierkowatej błahości. Piotr Cieplak wiedział, że trzeba publiczność oczarować, by zechciała wejść w świat Andersena. A jeśli ktoś się oczarować da, jeśli zachwyci się baśniową dekoracją – to na koniec wzruszy się, słysząc słowa ocalonego Kaja: „Gerdo, kochana, mała Gerdo! Gdzieś była tak długo? I gdzie ja byłem?”. Pytania, które dorośli mogą sobie po spektaklu zadać. Pytania, na które nikt jeszcze nie wymyślił dobrej odpowiedzi. Bo z Królową Śniegu nie ma żartu, zawłaszcza nas sobie na długo. Królowa Śniegu. Królowa Czasu. Gdzie byłeś, kiedy życie zaczęło ci uciekać? Gdzie?

autor tekstu: Karol Płatek

Zobacz także

Fot0166 btw photographers maziarz rajter

Prezentacje najlepszych dramatów Strefy Kontaktu II

Autor: Jarosław Klebaniuk
25/03/2017
**24 marca 2017 roku na dużej scenie Wrocławskiego Teatru Współczesnego zaprezentowane zostały inscenizacje fragmentów si…
14635697171630523.jpg

Obok

Autor: Izabela Mikrut
25/03/2017
**Przeszła ta książka praktycznie bez większego echa na rynku wydawniczym – i słusznie, bo Maria Dłużewska w zasadzie cał…
Gra w butelke biografia ireneusza iredynskiego

Barwna postać

Autor: Izabela Mikrut
25/03/2017
**Biografia Ireneusza Iredyńskiego pełna jest zagadek, domysłów lub legend kreowanych przez samego autora. Dlatego też „G…
Pol na pol fot andrzej rams 0387 net

Dzieląc skórę na niedźwiedziu

Autor: Julianna Błaszczyk
21/03/2017
**Kiedy starsza kobieta, do której już lata temu przypisano epitet „umierająca”, ostatecznie odejdzie z tego świata, jej …

Add comment btn