Recenzje

Wesele teatr polski
16/03/15

Między jawą a snem czyli „Wesele” Wyspiańskiego w Polskim

WESELE Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie, Scena Kameralna Warszawa  Reżyseria: Krzysztof Jasiński Obsada: Szymon Kuśmider, Jarosław Gajewski, Marcin Kwaśny, Joanna Trzepiecińska, Natalia Sikora, Jerzy Schejbal, Lidia Sadowa, Ewa Makomaska, Paweł Krucz, Piotr Cyrwus, Agata Myśliwiec, Andrzej Seweryn Premiera: 29/01/2015 Najbliższy spektakl: brak

„Wesele” Stanisława Wyspiańskiego zagościło po raz piąty na scenie Teatru Polskiego, tegoroczna premiera odbyła się w 102 rocznicę otwarcia teatru. Reżyserii spektaklu podjął się Krzysztof Jasiński, założyciel i wieloletni dyrektor krakowskiego Teatru STU. Wcześniej swoje adaptacje, niektóre niezapomniane i przełomowe, prezentowali tacy reżyserzy jak: Aleksander Zelwerowicz w 1922 roku, Jerzy Rakowiecki w 1961 i dwukrotnie Kazimierz Dejmek – w 1984 i 1991. Znów pojawia się pytanie, czy po raz kolejny warto pochylać się nad Wyspiańskim, nad dramatem tylekroć interpretowanym, obdarzanym nowymi znaczeniami – czasem takimi, o których nawet sam autor nie śnił? Reżyser spektaklu, Krzysztof Jasiński, ma jedną odpowiedź – tak. Między innymi po to, aby przypominać kolejnym pokoleniom teksty o najwyższej wartości literackiej. To ważne w dobie, gdy wulgaryzacja języka literackiego jest czymś powszechnym i nie oburza tak, jak kiedyś. I jeszcze dlatego, by zachować kody kulturowe budujące tożsamość Polaków, aby młodzież znała fragmenty utworów, które jej dziadkowie bez zająknięcia cytują. Tylko w ten sposób można zachować ciągłość historyczną i narodową. Ponadto w poezji tego dramatu, w jego nierealności kryje się jeszcze spory potencjał. Warto go wykorzystać do snucia kolejnej opowieści o nas, o narodzie i jego wolności.

„Wesele” w reżyserii Jasińskiego jest inne niż np. wersja Dejmka, którą wiele lat temu miałam przyjemność oglądać. Nic dziwnego, bo czasy, nasze poglądy, układy społeczno-polityczne są inne. Zapewne spektakl Jasińskiego nie będzie przełomowy. Zresztą nie krytykom o tym decydować, lecz widowni. To ona nadaje znaczenie przedstawieniom. Jak mówią twórcy „Wesela”, najważniejsza jest więź z widownią, znalezienie wspólnego języka, a dzieje się to w konkretnym czasie – w trakcie trwania spektaklu. Często teksty klasyczne, pozornie archaiczne i przestarzałe, budzą żywsze reakcje niż współczesne sztuki. A to oznacza, że są uniwersalne i dla widza aktualne. Poruszają jakieś struny w duszy, których nowsze nie potrafią dotknąć. Takim tekstem jest „Wesele”. Dramat Wyspiańskiego nie dzieje się w konkretnym czasie i konkretnym miejscu, czyli w Bronowicach roku pańskiego 1900. Dzieje się w duszy Polaka. Jest magiczny, przesycony symboliką, odwołującą się do naszych narodowych doświadczeń, historii, ale i siły.

Jasiński skrócił tekst, obsadę zmniejszył do 11 osób, a kwestie należące do usuniętych postaci włożył w usta innym bohaterom. Jak sam mówi: „Wybrałem postaci, które mają konkretne współczesne odniesienia i pomogą zdemaskować chochoła w każdym z nas”. A całość przesiąknięta jest duchem malarstwa i Matejki (Wyspiański był przecież jego uczniem). Obrazy mistrza zawisły nad widownią niczym w pracowni i silnie wiążą się ze sceniczną akcją spektaklu. Wszystko dzieje się w jednym pomieszczeniu – izbie przyległej do sali tanecznej. Scena to przestronna oranżeria z witrażami na tylnej ścianie i szklanymi drzwiami prowadzącymi do ogrodu, mrocznego i nieodgadnionego. Oprócz tego na środku stoi prosty stół, na nim kieliszki, butelki, dookoła krzesła. Na tym tle rozgrywa się cały dramat. W czasoprzestrzeni oderwanej od jakiejś konkretnej epoki. Od czasu do czasu uchylają się drzwi i wpada muzyka – znane wszystkim kawałki disco polo, do których obecnie tańczymy na weselach. Wraz z muzyką na scenę wbiegają kolejne postaci , by wziąć udział w tym, co stanowi istotę spektaklu – dialogu i monologu oraz grze wyobraźni.

W drugiej części spektaklu, tej odrealnionej i magicznej, w tym samym miejscu śnią się bohaterom widma, budzą się emocje i idee. Fizyczny brak postaci fantazyjnych to bardzo ciekawy zabieg. Wszystko rozgrywa się jedynie w umyśle i duszy Gospodarza, Czepca, Poety, Dziennikarza, Pana Młodego i Panny Młodej. W spektaklu mieszają się różne tony, tak umiejętnie i naturalnie wprowadzone przez samego Wyspiańskiego – powaga, dowcip, sarkazm, melancholia, fantazja i subtelność. A nade wszystko tajemniczość i jakaś nie do końca odkryta przepowiednia. Istotnym, momentami silnie dominującym elementem spektaklu są multimedialne projekcje. Szczerze mówiąc, uważam je za mniej udany fragment inscenizacji. To prawda – wprowadzają element współczesny, tworzą imponujące tło, jednak burzą nieco magię. Co więcej – technicznie nie są doskonałe i dlatego irytują. I straszą. A chyba nie o to chodzi w „Weselu”. Wizualizacje nie pomagają w budowaniu gęstej od znaczeń atmosfery. Ale też nie niszczą jej, za co brawa należą się aktorom, którzy znakomicie radzą sobie z tekstem Wyspiańskiego. Trzeba przyznać, że reżyser z powodzeniem wykorzystał potencjał, który tkwi w samym tekście. Piękna polszczyzna, słowa żywe, wypowiadane wzorowo, z zachowaniem wszelkich zasad poprawnej wymowy brzmią niesamowicie. Reżyser zachował elementy gwarowe obecne w oryginalnym tekście. W ustach aktorów pięknie układa się melodyjny wiersz Wyspiańskiego, jego niełatwe frazowanie i muzyczna płynność rytmu. Zachwycają przyśpiewki wykonywane przez Gospodynię (w tej roli Joanna Trzepiecińska), znane powiedzenia, które na stałe weszły już do naszego języka.

Zderzenie tradycji z nowoczesnością i ich wzajemny dialog są dla reżysera bardzo ważne. Aktorzy noszą piękne, stylowe kostiumy z epoki, przemawiają językiem Polaków sprzed ponad wieku, ale bawią się przy dźwiękach współczesnych popowych piosenek. Niektóre ich gesty są typowe dla ludzi naszych czasów. A końcowa, głośna scena z wykorzystaniem laserów i z Jaśkiem w roli głównej to chyba najsilniejszy współczesny akcent. Dzięki temu Jasiński jeszcze mocniej uwypukla uniwersalność sensów znaczeniowych „Wesela”, „żeni” tradycję i współczesność, pozwala im dopełniać się wzajemnie. I nie jest prawdą, że młodych ludzi nie interesuje ten temat. Dowodem na to są żywe reakcje podczas spektaklu, wspólny śmiech, rzęsiste brawa. Po przedstawieniu odbyła się rozmowa z twórcami, aktorami i panią etnograf na temat samego dramatu, ale i całej obyczajowości związanej z obrzędem zaślubin i weselem. Widzowie w różnym wieku, również młodzież, z uwagą słuchali dyskusji i wyjaśnień. Młodzi ludzie zadawali pytania dotyczące samej inscenizacji oraz miejsca „Wesela” we współczesnym polskim teatrze. Nie ukrywam, że takie zainteresowanie dziełem naszego wybitnego dramaturga cieszy i napawa optymizmem!

autor tekstu: Anna Czajkowska

Zobacz także

1 aut

Ciekawość

Autor: Izabela Mikrut
28/05/2017
**Trzeba przyznać, że Magdalena Jastrzębska wie, jak zainteresować odbiorców życiorysem nieznanej im postaci z zamierzchł…
Diavolina

Uczucie

Autor: Izabela Mikrut
27/05/2017
**W 1902 roku Olimpiada Czertkowa ujrzała Gorkiego po raz pierwszy. Ponad trzydzieści lat później on - zniedołężniały, do…
F3aa06629e

O kobietach

Autor: Izabela Mikrut
24/05/2017
**Jarosław Molenda na pytanie postawione w podtytule książki „Podboje Boya. Tadeusz Żeleński – kobieciarz czy feminista” …
14948503677088831 jpg gallery.big iext49417621

Wymiana doświadczeń

Autor: Izabela Mikrut
23/05/2017
**Wszyscy znani publikują książki – w zasadzie dzisiaj sława zobowiązuje do tego, by zaistnieć na rynku wydawniczym. Nie …

Add comment btn