Recenzje

Goplana plakat a.zebrowski
23/10/16

Wielki powrót Żeleńskiego na narodową scenę

Goplana Teatr Wielki - Opera Narodowa  Warszawa  Reżyseria: Janusz Wiśniewski Obsada: Karolina Sołomin, Edyta Piasecka, Anna Bernacka, Mariusz Godlewski, Wioletta Chodowicz, Katarzyna Trylnik, Rafał Bartmiński, Arnold Rutkowski, Małgorzata Walewska Premiera: 21/10/2016 Najbliższy spektakl: 22/03

Pomysł, by powierzyć wystawienie „Goplany” Władysława Żeleńskiego znakomitemu reżyserowi Januszowi Wiśniewskiemu, nie był ze strony dyrekcji Opery Narodowej żadnym ryzykiem artystycznym. Doświadczony artysta już w 1979 roku wystawił w poznańskim Teatrze Nowym „Balladynę” Juliusza Słowackiego. Było oczywiste, że kameralna opera zyska tylko w rękach twórcy-erudyty. Do tego w dziele, wznawianym po prawie siedemdziesięciu latach na scenie Opery Narodowej, dyrygowanie orkiestrą powierzono Grzegorzowi Nowakowi, który zaledwie dwa miesiące temu na festiwalu „Chopin i jego Europa” przypomniał nam, jak doskonale można zagrać dwie kompozycje Feliksa Nowowiejskiego, stworzone w charakterystycznym dla tego kompozytora brzmieniu i z bogatą instrumentacją. Były to mocno ilustracyjne uwertury do baletu „Król wichrów” oraz do opery „Legenda Bałtyku”. Na początku XX wieku „Goplana” z ogromnym powodzeniem była wystawiana w Krakowie, we Lwowie i w Warszawie, a potem została niesłusznie zapomniana. Obecna premiera to szansa na powrót wielkiego polskiego kompozytora do europejskiego kręgu muzyki.

Janusz Wiśniewski skorzystał z szansy, którą jest wystawienie wielkiego utworu, bardzo mocno osadzonego w polskiej tradycji, napisanego w sposób pełen odniesień do polskiej muzyki ludowej, ale przede wszystkim nawiązującego bezpośrednio do „Balladyny”. Dla reżysera była to okazja do aktualizacji dziedzictwa kultury i wskazania widzom, jak obecnie odbierana jest tradycja chrześcijańska. Aby łatwiej było nam pojąć stan obecnej duchowości narodu, do dość skomplikowanej intrygi miłosnej reżyser wprowadził obrazy charakterystyczne dla jego wcześniejszych przedstawień. Mamy więc interesujące i umotywowane psychologiczne rozwiązanie wielokąta miłosnego pomiędzy głównymi bohaterami. Ponadto z powodu uczestnictwa w wątku miłosnym Królowej duchów jeziora i jej służek (Skierki i Chochlika) przypomina się nam ludowa wiara w dziwotwory i hybrydy. Stwory te pojawiają się jednak tylko na ogromnych wizualizacjach, bo Królowa jeziora i jej towarzyszki (a potem i sam Grabiec) funkcjonują w towarzystwie ludzi na tych samych prawach. Stąd już tylko jeden krok do wprowadzenia na scenę całego korowodu postaci, których nie było ani u Słowackiego, ani u Żeleńskiego. W niemym pochodzie nad jeziorem, w chacie wdowy, ale przede wszystkim w zamku Kirkora pojawiają się postaci groteskowe, śmieszne i niepozbawione erotyzmu. W programie przedstawienia mamy podaną ich dokładną liczbę wraz z informacjami, z którego obrazu pochodzi inspiracja reżysera. Niemi bohaterowie nabierają na scenie życia i przestają być tylko świadkami wydarzeń. Zwłaszcza w scenie balu w akcie III kreują rzeczywistość i doprowadzają do krwawego finału. Główna winowajczyni zostanie osądzona i ukarana.

Styl inscenizacji charakterystyczny dla Janusza Wiśniewskiego zostaje w tym przedstawieniu bardzo rozwinięty. Z budy jarmarcznej przenosimy się na zamek, ten o dziwo przypomina wielką jadłodajnię, po której przesuwa się korowód groteskowych postaci. Postać żółtego Chrystusa i towarzyszących Bretonek z obrazu Emila Noldego, skwapliwie pozwalających mu odpocząć strażników spod krzyża, a także pozostałe osoby z tego danse macabre wskazują na samotność Syna Bożego. Współcześni nam ludzie są dzisiaj daleko od spraw wiary. Wszyscy zgromadzeni na scenie sprawiają wrażenie jakby znaleźli się tam zupełnie przypadkowo, są całkowicie niezainteresowani osobą Chrystusa: przechodzą lub zwyczajnie odchodzą do domostw, jakby nic się nie stało. Twórca najnowszej realizacji czerpie nie tylko z literatury, lecz także ze światowego dorobku plastycznego, a w tym przypadku także ze wspaniale wykorzystanej spuścizny muzycznej sztuki europejskiej. Bo choć kompozycja Żeleńskiego jest bardzo polska, to na balu w zamku słyszymy także walca i tarantellę. Właśnie ta scena najbardziej przemawia do widza i choć jest zapowiedzią finału, to przede wszystkim niesie w sobie przesłanie autora inscenizacji, który pyta o nasze miejsce w kulturze i powód odejścia od naszej tradycji.

Podobnie zreinterpretowano w operze postacie sióstr. W wywiadzie zamieszczonym w programie do przedstawienia Grzegorz Nowak podkreśla, że reżyser chciał pogłębić psychologicznie i uwiarygodnić każdą z postaci. Alina w wykonaniu doskonałej Katarzyny Trylnik jest ironiczna i bardzo współczesna, gdy śmieje się na myśl, że siostra mogłaby ją zabić. Balladyna to diablica, która nie cofnie się przed niczym. Przebiegła i niewahająca się przed podłością w realizacji swoich zamiarów. Ten demoniczny charakter bohaterki znakomicie podkreśliła w swojej kreacji Wioletta Chodowicz. Zakochana Goplana, świetna w tej partii Edyta Piasecka, z czasem staje się bardzo ludzka i wysługuje się Chochlikiem (cudowna Anna Biernacka). We wspomnianym wywiadzie Grzegorz Nowak zaznaczył, że w tej operze słowo dla śpiewaka jest drugorzędne, bo u Żeleńskiego liczy się fraza, która jest poruszająca i nasycona. W ten sposób osiągamy harmonię i równowagę w muzycznej interpretacji dzieła. Dla malkontentów był tekst wyświetlany w dwóch językach nad sceną. Największe poruszenie wśród widzów wywoływało każde pojawienie się na scenie Małgorzaty Walewskiej, która doskonale wykreowała charakter swojej roli. Raz była sprzedajną matką, która chciała córkom zapewnić lepszy los, a potem żałosną kobietą, która nie potrafi zrozumieć, jak mogła na podstawie pomówienia wyrzec się zaginionej Aliny. Jak wielka tragiczka zapowiada straszny koniec, domagając się od Balladyny ściągnięcia opaski z czoła. W jej śpiewie każde słowo było tak samo ważne i istotne.

Kirkor, którego świetnie zagrał Arnold Rutkowski, jest władcą, który poza bogactwem niewiele jest w stanie zaproponować. Kostryn w interpretacji Mariusza Godlewskiego od początku nie potrafi ukryć swoich uczuć, w efekcie zdradza swojego pana i przyjaciela. Najciekawszą postać miał do zagrania Rafał Bartmiński. Pięknie śpiewał jako prosty chłopak szukający przygód miłosnych, a jeszcze lepiej, gdy uwolniony przez Goplanę mógł grać rolę wielkiego pana. Jego kreacja jest niczym współczesne spojrzenie na nieoczekiwany awans społeczny.

Zapomniana „Goplana” Władysława Żeleńskiego jest znakomitym utworem, stwarza pole interpretacyjne dla realizatorów i wykonawców. Do tego z przyjemnością słucha się polskich tańców narodowych, które wcale nie są prostym przeniesieniem muzyki ludowej, bo kompozycja zaledwie imituje brzmienie kapel. Melodie są pełne urody i budują nastrój zadumy lub trwogi. Scena finałowa zadziwia słuchaczy demonicznymi fletami, odtwarzającymi błyskawice, i muzyczną imitacją pioruna.

Premierowi widzowie byli zapewne pod wrażeniem niezwykłej interpretacji „Goplany”. Zaskakująca jest nie tylko jej warstwa sceniczna – mocno podbudowana psychologicznie w rysunku postaci, lecz także muzyczna – silnie zakorzeniona w polskiej tradycji i czerpiąca z naszej ludowości. Realizacja Janusza Wiśniewskiego i Grzegorza Nowaka będzie mocną pozycją repertuaru Opery Narodowej, zwłaszcza że tak pięknych nawiązań do spuścizny po Juliuszu Słowackim nie było nawet w roku 2009, który był przecież jego rokiem jubileuszowym.

Ludomił German, autor libretta, pisał równocześnie jego wersję niemiecką. Twórcy chcieli zaprezentować swoje dzieło także widzom niemieckim i włoskim. Realizacja ich marzeń nastąpi niebawem, ponieważ 3 listopada 2016 roku spektakl „Goplana” będzie transmitowany za pośrednictwem platformy Teatru Wielkiego – Opery Narodowej vod.teatrwielki.pl oraz na platformie theoparaplatform.eu. Jest szansa na powtórzenie sukcesu „Strasznego dworu” Stanisława Moniuszki, który w internecie obejrzało 170 tys. widzów. Już 3 listopada o godzinie 18.50 widzowie na całym świecie będą mogli zobaczyć kolejną polską operę w doborowej obsadzie, m.in. z Małgorzatą Walewską, Wiolettą Chodowicz, Edytą Piasecką, Katarzyną Trylnik oraz Arnoldem Rutkowskim i Rafałem Bartmińskim.

autor tekstu: Wojciech Giczkowski

Zobacz także

2e9cf1834073a26fafd18c0360fc

Życiorys myśliciela

Autor: Izabela Mikrut
18/07/2017
**Aleksander Hercen w ujęciu Wiktorii Śliwowskiej wypada bardzo barwnie nie tylko jako działacz i wolnomyśliciel – ale ró…
9788380971639

Studia

Autor: Izabela Mikrut
17/07/2017
**Chociaż pierwsze dzienniki Agnieszki Osieckiej są bardzo naiwne i pełne pensjonarskich wynurzeń, warto je prześledzić, …
Piotr machalica fot.piotr dlubak 800x533

PIOTR MACHALICA

Autor: Izabela Mikrut
17/07/2017
**Mój ukochany Młynarski** **rozmowa z Piotrem Machalicą** **Sztajgerowy Cajtung: Nie: kiedy, nie: dlaczego, ale JA…
5931630d565ad.jpg

Przygotowania do ślubu

Autor: Izabela Mikrut
17/07/2017
**Matka i brat Willow żyją raczej na uboczu, z dala od lokalnej społeczności. Po śmierci ojca kobieta przeprowadza się do…

Add comment btn