Recenzje

„Matce Courage” się nie odmawia. Od jakiegoś czasu mówi się o renesansie dramatu Brechta w dobie rozmaitych społeczno-politycznych perturbacji.

Michał Zadara pozostaje stosunkowo wierny swojej metodzie inscenizacyjnej, opartej na specyficznej praktyce czytania tekstu. Można tę praktykę nazwać po prostu wiernością adaptowanemu utworowi (stąd słynne braki skreśleń), czyli orientacją „do tekstu”. Z drugiej strony spektakle Zadary stanowią reprezentację perspektywy „nad tekstem” – ponad pulą nawarstwionych na przestrzeni lat kontekstów, tradycją odczytań, spuścizną inscenizacyjną. Za apogeum takiej strategii można uznać przeczytane z całą naiwnością i literalnością „Dziady”; próba oderwania tekstu od interpretacyjnych zapośredniczeń poskutkowała obnażeniem tekstualnej podszewki.

Oczywiście, w widowiskach Zadary zawsze pojawia się pewien naddatek. W przypadku „Matki Courage i jej dzieci” wartość naddaną stanowi przeniesienie akcji dramatu w dystopijne realia, być może wcale nie tak odległe. Spektakl Teatru Narodowego rozgrywa się w czasie anomii po rozpadzie Unii Europejskiej. Błękitne hełmy i kamizelki unijnych żołdaków nijak nie przystają do niegdysiejszych idei. Taki rys rzeczywistości funkcjonuje wyłącznie jako sztafaż – wszak podobną funkcję pełniła wojna trzydziestoletnia w utworze Brechta. W analogiczny sposób można postrzegać inne przedstawienia Zadary, choćby „Zbójców, w których Schillerowskie „lasy czeskie” przeistaczają się w porzucone przez deweloperów pustostany. Reżyserskie zmiany jawią się tym samym jako doraźny retusz, niegenerujący nowych sensów. Nie można jednak uczynić z tego zarzutu. Modyfikacje pozwalają wyrwać tekst z zastanego historycznego powietrza, a cały proces odbywa się bez radykalnej przewrotki.

Powróćmy do kwestii sztafażu. Bertolt Brecht napisał dramat „Mutter Courage und ihre Kinder” w 1939 roku w trakcie pobytu na emigracji. Data powstania utworu jest znamienna; Europa znalazła się na progu wojny (postać niemej Katarzyny jest z reguły interpretowana przez krytyków jako ucieleśnienie sprzeciwu wobec faszyzmu). Doświadczenie wojny odcisnęło się na wrażliwości Brechta, pomimo tego, że autor nigdy nie trafił na front (w 1918 roku został jedynie oddelegowany do pomocy w lazarecie). Niemniej wspomnienia konfliktu znalazły ujście w pierwszych utworach, choćby w „Werblach w nocy”. „Matka Courage”, zainspirowana ponoć niemiecką powieścią pikarejską, jawi się już jako zdecydowany głos – zarówno antywojenny, jak i antykapitalistyczny. Czas wojny równa się uwiądowi wartości. Lata mordęgi niepostrzeżenie zlewają się z kolejnymi, tryb gładko zazębia się z następnym, zębatki historii składają się w jednostajną całość. Przeskoki czasowe w dramacie zostały zarysowane praktycznie niepostrzeżenie; wojna trzydziestoletnia zdaje się być upiornym kontinuum. Bezpośrednie zaznanie okropieństw świata nie wpływa w żaden sposób na upór Anny Fierling, naiwnie wierzącej w możliwość zbicia interesu na nieszczęściu innych. Zastosowanie słynnego V-effekt, wypracowywanego choćby za pośrednictwem rozbijania akcji rozlicznymi songami, nie przeszkodziło wczesnym widzom w identyfikacji z postacią markietanki. Figura matczynego poświęcenia okazała się zbyt silnie zakorzeniona w odbiorczej świadomości. Martin Esslin wskazywał na fakt, że w zamyśle autora zakończenie dramatu miało jednoznacznie wskazywać na głupotę Fierling (pomimo utraty wszystkich swoich dzieci matka Courage nie odrobiła moralnych korepetycji z pola bitwy). Brecht starał się zachęcić widzów do powzięcia krytycznej refleksji dotyczącej rozwiązań militarnych. Cóż, publiczność, ludek wybitnie niepokorny, zareagował nadspodziewanie pozytywną emocją. Ów obrót spraw sprowokował pisarza do wprowadzenia fundamentalnych poprawek w strukturze działa.

Zadara dokonał znacznej zmiany czasu i przestrzeni. Jest to dość logiczne posunięcie. Owszem, wojna trzydziestoletnia istnieje w powszechnej świadomość typowego Europejczyka, nie wywołuje w nim jednak żadnych emocji. Dokonano zatem przeniesienia „Matki Courage” w naznaczony rozpadem Unii Europejskiej rok 2025, głównie za sprawą scenografii Roberta Rumasa i kostiumów Julii Kornackiej. Znajdujemy się w Warszawie, na co wskazuje umieszczona z boku sceny makieta. Na scenie przez cały czas są obecni pomocnicy, nakierowujący kamerę na budynki miniaturowej stolicy. Rejestrowany obraz zostaje wyświetlony na ogromnym projektorze.

Projekcja wideo sugeruje, że Warszawa obróciła się w znacznym stopniu w dymiące zgliszcza. Zrujnowane drapacze chmur czy rozstawione gdzieniegdzie namioty sugerują zaawansowany etap działań wojennych. W zobrazowaniu rozmiarów klęski unika się ideologicznej przepychanki; plakatowy wydaje się jedynie kadr lokalu opatrzonego nazwą „tylko polskie jadło”, będącego niegdyś miejscem serwującym kebab. Nie ma tu żadnej taniej agitki, buńczucznego szermowania sloganami. Zdecydowany plus.

Rumas eksponuje sztuczność świata przedstawionego. W oczy rzuca się przede wszystkim makieta oraz obecność muzyków w głębi sceny. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że krawędzie przestrzeni gry zaznaczono czerwoną taśmą, uwydatniając sceniczną „pudełkowość”. To zabieg iście Brechtowski, choć zrealizowany w nieoczywisty sposób. W obrębie nienaturalnego przestrzennego kartonu tańczą napędzane klasowym interesem figurynki. O smaczkach wymyślanych przez Rumasa można mówić długo. Uwagę przykuwa przede wszystkim wysłużony mercedes reprezentujący wóz markietanki (choć nie jest to zupełnie nowy element scenografii; gruchoty na kółkach pojawiały się i w „Dziadach”, i w „Zbójcach”).

Danuta Stenka jako matka Courage nie igra z empatią widza bez potrzeby; to dzierżymorda, krzepka handlara, kawał cynicznego babska. Wiele mówi o niej strój – ciężkie wojskowe buty, luźne spodenki khaki, męska kurtka, polarowa bluza z kapturem. Fierling została uposażona w niezbędną mądrość życiową, skoro praktycznie na samym wstępie stwierdza „co to za pułkownik, skoro potrzebuje odważnych żołnierzy”. Rola Stenki jest, zgodnie z tym co sugerował Brecht, pełna sprzeczności. Aktorka mistrzowsko lawiruje między matczynymi odruchami a nieposkromioną manifestacją przemocy, choćby w scenach dyscyplinowania dorosłych już dzieci. Courage to osoba pozbawiona sentymentów, działająca zerojedynkowo, kalkulacyjnie. Okoliczności wymuszają na niej nieludzkie zachowania, choćby w scenie kiedy dowiaduje się o śmierci syna. Kobieta maskuje wszelkie emocje, będąc zresztą w trakcie karcianego rozdania przy stoliku polowym. W konsekwencji Stenka nigdy nie grzęźnie w łatwej afektacji, nie napręża niepotrzebnie strun współczucia.

Kattrin Barbary Wysockiej kreuje wręcz podręcznikową postać wzniosłej – choć niezdolnej do artykulacji krzywd – ofiary. Niemniej Wysocka co najmniej dwukrotnie współtworzy bardzo sugestywne sceny. Zgwałcona w lesie Kattrin mości się pod podwoziem samochodu, rzucając z wściekłością darowane przez matkę czerwone buciki. Kattrin uderza w bęben w wiosce Halle, łypiąc z nienawiścią na wieśniaków z (nie)bezpiecznego dystansu podestu ulokowanego nad sceną. Kattrin spluwająca i pokazująca środkowy palec, odżegnując się radykalnie od lansowanego do tej pory obrazu zahukanego indywiduum. Niestety, role drugoplanowe nie obfitują w warte zapamiętania momenty (nijaki Pastor Zbigniewa Zamachowskiego, jazgotliwa lampucera Yvette Ewy Konstancji Bułhak, Paweł Paprocki i Karol Dziuba jako dość bezbarwni synowie matki Courage).

Na szczęście twórcy nie próbują mizdrzyć się do widza za pośrednictwem formalnej ekwilibrystyki; rewolucjonizm Brechta w tym aspekcie dawno zwietrzał, więc nie warto bezmyślnie wchodzić w wyżłobione lata temu koleiny. Surowy aranż songów, za które odpowiada Jacek „Budyń” Szymkiewicz wyklucza możliwość zbytecznej aktorskiej wirtuozerii. To utwory stworzone do wykonywania z kciukami zaczepionymi o krawędzie kieszeni, chuligańskie melodie przerywane splunięciem na padół łajdaków. Zadara tworzy świat – być może zbyt uproszczony, nie trącający bebechów – ale jednak idący z (odmłodzonym co nieco) duchem Brechta. Rozczarowanie? Trochę tak, nie ukrywam; aktorska anemia większości zespołu rozmywa wymowę całości. A jednak jest porządnie (czy „porządne” można nazwać wrogiem „dobrego”?); to Brecht, którym raczej nie można się rozczarować. Chyba że ktoś oczekuje po „Matce Courage” czegoś więcej, choćby dawno zapomnianego oddechu rewolucji. Te bomby czekają na rozbrojenie w głębokich piwnicach.

autor tekstu: Agata Tomasiewicz

Zobacz także

19274817 1427164810737142 6654716997798241477 n

„Tajemnice Katedry" w Teatrze Rampa

Autor: Wojciech Giczkowski
22/06/2017
**Gala „Orły Targówka” w Teatrze Rampa zgromadziła liczną publiczność, oczekującą na wskazanie kolejnych laureatów zaszcz…
Received 1503437496368213

Wojna to nie jest miejsce dla kobiet

Autor: Iwa Poznerowicz
20/06/2017
**Swietłana Aleksijewicz, laureatka literackiej Nagrody Nobla z roku 2015, w swoich książkach porusza bardzo trudne temat…
Emotionheader28671470

Następny festiwal już za rok!

Autor: Anna Czajkowska
20/06/2017
**Tegoroczny Międzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu dobiegł końca i ostatni spektakl pod tytułem „Vai Vem”, który zaprezento…
281 720x400

Porządek

Autor: Izabela Mikrut
17/06/2017
**Richard Schickel, krytyk filmowy, który zaprzyjaźnił się z Martinem Scorsese wybrał najlepszy z możliwych sposób przepr…

Add comment btn