Recenzje

Teaser
10/01/17

Ból nie mija, czas nie goi ran…

ZOFIA Teatr Polonia  Warszawa  Reżyseria: Beniamin Bukowski Obsada: Małgorzata Pieńkowska Premiera: 09/05/2015 Najbliższy spektakl: brak

Na malutkiej scenie Teatru Polonia, zwanej wdzięcznie Fioletowymi Pończochami, można zobaczyć jeden z tych kameralnych, niezwykłych monodramów, który zapada głęboko w serce i trudno przestać o nim myśleć. Narratorką i główną postacią monologu jest Zofia Rodowiczowa, matka porucznika Jana Rodowicza, pseudonim „Anoda”, żołnierza Szarych Szeregów i Armii Krajowej oraz Delegatury Sił Zbrojnych. Spektakl „Zofia”, doceniony przez widzów i krytyków, prezentowany był wcześniej na innych scenach, a Małgorzata Pieńkowska otrzymała za swoją rolę kilka nagród.

Monodram budują wspomnienia pani Zofii oraz wielu matek młodziutkich chłopców z pokolenia Kolumbów. Łączy je jedno – tragiczne doświadczenie związane ze śmiercią dziecka. Jak pogrzebać syna, nie tylko w dosłownym sensie? Jak pozwolić mu odejść, pożegnać go i żyć dalej? Spakować walizkę z zakrwawioną koszulą, krawatem i nigdy więcej do niej nie zaglądać. Przecież… to niewykonalne. Młoda dramatopisarka i autorka scenariusza przedstawienia, Anna Wakulik, zainspirowana historiami matek powstańców warszawskich próbuje wskrzesić pamięć, zajrzeć do serc tych kobiet, które nigdy nie przestały cierpieć, choć groby ich synów pokrył pył i czas.

Na scenie w półmroku staje skromna kobieta w czarnym kostiumie. Mówi, że ma 95 lat i przeżyła wszystkich swoich najbliższych – starszego syna Zygmusia, młodszego Janka. Przeżyła ekshumację obu… Potem odszedł mąż Kazimierz. Starość zaciera jasność umysłu, ale pamięć pewnej Wigilii 1948 roku, kiedy do drzwi zapukali funkcjonariusze UB, jest wciąż ostra i świeża. Wtedy ostatni raz widziała syna Janka. Po rewizji aresztowano go, a ona w ostatniej chwili zdążyła wsunąć mu do kieszeni kawałek opłatka… Nie wrócił. W gmachu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego był brutalnie torturowany. Potem Prokuratura i UB poinformowały, że popełnił samobójstwo, wyskoczył przez okno. Jednak ta wersja śmierci nikomu nie wydaje się wiarygodna. Jej też. Janek bohatersko walczył w Powstaniu Warszawskim, znany był z odwagi i spektakularnych zwycięstw w starciach z Niemcami. Miał 26 lat, był młody, przystojny, z planami na przyszłość (chciał zostać architektem). Jeśli taki koniec był mu pisany, to ona się pyta – po co urodziła dzieci? Okrutne stwierdzenie, raczej krzyk zbolałej duszy. Wciąż musi wstawać rano, poruszać się i zmagać z każdym dniem, minutami, sekundami, które przemijają. Ale ból nie mija, czas nie goi ran. Trwa i przypomina. Drażnią ją pytania dziennikarzy, śmiech obcych ludzi, spojrzenia w autobusach, tramwajach…

Anna Wakulik z wielkim wyczuciem i szacunkiem kreśli niezwykłe, tragiczne historie, splecione w jedną. Bez patosu, bez przywoływania tych kart historii, które mówią o bohaterstwie i ofierze młodych walczących o wolność. Nie o nich ten monodram, choć ich losy są równie ważne dla nas, Polaków. Małgorzata Pieńkowska tak mówi o swoim monologu: „Jest mi szalenie bliski. Kiedy go przygotowywaliśmy, myśleliśmy o matkach żołnierzy z powstania listopadowego, styczniowego, matkach zesłańców i żołnierzy z I wojny. Były i są samotne matki i żony kolejnych pokoleń emigrantów”.

Strzępy rozmów, fragmenty wspomnień, niedokończone zdania. Pamięć o nich zaciera się, ale nie w głowach osieroconych matek. Tutaj wciąż są przywoływane, wyraźne, ostre. Chwile słodkie czy bajki opowiadane kilkulatkom przeplatają się z innymi, kłującymi jak cierń w sercu. Nie chcą odejść i nie odejdą nigdy. Małgorzata Pieńkowska przemawia w imieniu wielu matek. W przenośni i dosłownie. Wspaniale wykorzystuje możliwości swojego głosu, jego modulację; intonacją tworzy nastrój i przywołuje obrazy, które wyciskają łzy. Każda z kreowanych przez nią postaci różni się barwą głosu. To niezwykle trudne zadanie aktorskie, wymagające doświadczenia i ciężkiej pracy. Stojąc bardzo blisko, czasem patrząc w oczy widza, Pieńkowska „wyzwala” silne stany emocjonalne, odmalowuje wieloznaczne półcienie, wyraża wątpliwości i porusza do głębi. Odpowiednie frazowanie i akcentowanie pozwala wyeksponować te uczucia, których same słowa oddać nie mogą. Całość mogłaby wydawać się chaotyczna, ale wcale taka nie jest. Umiejętność operowania głosem, do tego doskonała dykcja i płynność pozwalają aktorce przykuć uwagę widza na całe pięćdziesiąt minut, a scenografia i skromne, starannie dobrane rekwizyty są tylko ciemnym tłem. Czarna bluzka, czarne buty na obcasie. Po prostu strój kobiety w żałobie. Aktorka przeciera blat i boki stołu, jakby pielęgnowała powązkowski grób swoich bliskich. Robi to z precyzją i spokojnie. I nie będzie lamentu, krzyku, płaczu. Ból można wyrazić w inny sposób.

autor tekstu: Anna Czajkowska

Zobacz także

Barbara lubos

BARBARA LUBOS

Autor: Izabela Mikrut
21/08/2017
**Śpiewanie to wolność** **rozmowa z Barbarą Lubos** **Sztajgerowy Cajtung: Co musi być w tekście, żeby zwrócił on …
4555493

Koncerty Brandenburskie – skarby ze skrzyni Markgrafa

Autor: Wojciech Giczkowski
17/08/2017
**Chociaż Koncerty Brandenburskie (BWV 1046–1051) powstały w latach 1718-1721, to popularność zyskały dopiero w epoce Cho…
Hostel nomadow artur nowaczewski wydawnictwo iskry 2017 07 20

Podróż mentalna

Autor: Izabela Mikrut
16/08/2017
**Dzisiaj coraz mniej ludzi pozwala sobie na podróżowanie dla samego podróżowania, odkrywania szlaków z dala od cywilizac…
Timthumb.php

Z teczek

Autor: Izabela Mikrut
16/08/2017
**Zadziwiająco dużo ryzykuje Joanna Siedlecka, kiedy na marginesie opowieści o represjach wobec literatów w PRL-u wtrąca …

Add comment btn