Recenzje

„Wyzwolenie” to zły spektakl. Zły w sensie „bad” a nie „evil”. Już początek sugeruje, że może być słabo. Niestety nie jest słabo , jest źle. Zniekształcony głos z taśmy, chaotyczny reflektor i grupa osób, która w trupim tempie podąża na podesty postawione wśród widowni. i tu usłyszałem pierwsze trzaskające krzesła rezygnujących ze spektaklu widzów. kurcze po 20stu minutach spektaklu? na scenie grupa osób stawia konstrukcję z drewna i rurek, i opowiada rzeczy, których niestety nie można zrozumieć, bo połowa tekstu jest mówiona plecami do widowni, więc przy warsztacie aktorskim osób występujących, podwójnie nieczytelna i niezrozumiała. No ale może to taka zabawa aktorska, swego rodzaju performance – pomyślałem... i kolejne trzaskające krzesła wychodzących widzów. kolejna niezrozumiała scena to budowanie kostrukcji z tekturowych pudełek. Konstrukcja na brzegu sceny ukrywa resztę sceny, drewniane konstrukcje i achtorów którzy za kartonami być może się snują, może coś grają, a może rżną w karty, a może robią flaszkę – tego nie wiemy. Przed tekturową konstrukcją achtorka Paruszyńska prezentuje prawie godzinny monolog, monolog ze słuchawkami na uszach. Nie wiem co słyszy w tych słuchawkach, ale po interpretacji jestem przekonany, że w słuchawkach leci tekst, który ma wypowiedzieć, bo jest za długi , bo jest zbyt trudny na umiejętności. Kolejne krzesełka wychodzących widzów trzaskają, a achtorka krzyczy wskazując palcem wychodzącego widza „przeszkodziłeś mi” i to w sumie najciekawszy moment prawie godzinnego monologu. Cała reszta to absolutny bełkot, nic nie wnoszący, nic nie przekazujący, aktorsko koszmarnie zły! Na koniec słyszymy ze achtorka nie będzie niszczyła wizerunku Wyspiańskiego z 10tysięcznego banknotu sprzed denominacji, bo zapomniałem dodać, że cały czas po scenie i okolicach mrugają i świecą pesudo artystyczne komputerowe i obrazkowe wizualizacje. Bardzo proste i bardzo słabe. Można powiedzieć że nawet w światłach widzimy kompletny bełkot. Kolejna zaprezentowana scena , to performans z nieświeżymi warzywami, i z używanymi majtkami wyciąganymi ze spodni kolejnych wykonawców... I nagle perełka – monolog Roberta Wasiewicza, nawiązujący do Wyspiańskiej przeszłości i do teraźniejszości z placu zbawiciela, absolutnie świetny, zrozumiały i elektryzujący. I w tym momencie trzaskające krzesełka nie zostały opuszczone. bo O! Coś się na scenie zadziało! I po tej świetnej kwestii, wracamy do achtorskiego bełkotu i artystycznej wizji reżysera. Czemu sceniczne zwierze: Bartosz Porczyk służy w tym przedstawieniu jako podstawka do zwiędłych jarzyn? Czemu ten świetny aktor oprócz snucia się po scenie, nie ma na niej nic do roboty? Jeśli kupicie bilet na ten spektakl to tak jakbyście wyrzucili pieniądze przez okno. Nie warto marnować czasu i pieniędzy na coś tak bardzo złego. NIE polecam!

autor tekstu: Robert trębicki

Zobacz także

Barbara lubos

BARBARA LUBOS

Autor: Izabela Mikrut
21/08/2017
**Śpiewanie to wolność** **rozmowa z Barbarą Lubos** **Sztajgerowy Cajtung: Co musi być w tekście, żeby zwrócił on …
4555493

Koncerty Brandenburskie – skarby ze skrzyni Markgrafa

Autor: Wojciech Giczkowski
17/08/2017
**Chociaż Koncerty Brandenburskie (BWV 1046–1051) powstały w latach 1718-1721, to popularność zyskały dopiero w epoce Cho…
Hostel nomadow artur nowaczewski wydawnictwo iskry 2017 07 20

Podróż mentalna

Autor: Izabela Mikrut
16/08/2017
**Dzisiaj coraz mniej ludzi pozwala sobie na podróżowanie dla samego podróżowania, odkrywania szlaków z dala od cywilizac…
Timthumb.php

Z teczek

Autor: Izabela Mikrut
16/08/2017
**Zadziwiająco dużo ryzykuje Joanna Siedlecka, kiedy na marginesie opowieści o represjach wobec literatów w PRL-u wtrąca …

Add comment btn