Recenzje

Td sluga2pa promoww
19/06/17

Szczepaniak THE BEST!

Sługa dwóch panów Teatr Dramatyczny - scena im. G. Holoubka Warszawa  Reżyseria: Tadeusz Bradecki Obsada: Łukasz Wójcik (D), Kinga Suchan, Mariusz Wojciechowski, Tomasz Budyta, Krzysztof Szczepaniak, Anna Szymańczyk, Maciej Wyczański, Andrzej Blumenfeld, Mateusz Weber, Agata Góral, Piotr Bulcewicz, Waldemar Barwiński Premiera: 27/01/2017 Najbliższy spektakl: 09/09

Przedstawienie Tadeusza Bradeckiego w Teatrze Dramatycznym grane jest od pół roku, a ciągle gromadzi dużą widownię. Reżyser łączy pantomimę, farsę, komedię w arcydziele światowej dramaturgii. Ma do wykorzystania zespół fantastycznych aktorów. Przywrócenie polskiemu teatrowi „Sługi dwóch panów” Carlo Goldoniego to zasługa Giorgio Strehlera, który zjawił się w Warszawie ze swoim teatrem w 1959 roku i od tego czasu powróciła moda na wystawianie sztuk z wprawkami do dell’arte.

Do takiego przedstawienia potrzebny jest aktor, który potrafi zagrać tytułową rolę, nie zapominając o błyskawicznym tempie narracji, bez pozostawiania czasu na pauzy i bez psychologizowania. Tempo to podstawa tej roli, a widz, który śmieje się bez przerwy, nie ma czasu na myślenie o tym, co działo się przed chwilą. Przedstawienie trwa prawie trzy godziny, a ma minąć jak dwa kwadranse z dwudziestominutową przerwą. Dotychczas jako doskonałych odtwórców komedii dell'arte historia teatru zapamiętała Wiesława Gołasa w „Paradach” (w reżyserii Ewy Bonackiej) oraz Piotra Fronczewskiego w tej samej sztuce z 1978 r. (w reżyserii Krzysztofa Zalewskiego). I oto w Teatrze Dramatycznym w Warszawie pojawił się aktor, który z łatwością nawiązuje do historycznych inscenizacji. Krzysztof Szczepaniak zagrał sługę Arlekino, który udaje nierozgarniętego i prostodusznego, by wykorzystać słabości swoich pracodawców. Robi to w sposób przekomiczny, połączony z ogromną sprawnością fizyczną. Szczepaniak potrafi wszystko; moduluje głos, perfekcyjne „łyka muchy”, żongluje talerzami, jednocześnie mówi monolog oraz dokonuje pełnego obrotu swoim ciałem. Widzowie cały czas żałują, że musi to wszystko robić w weneckiej masce, tak jak prawie wszyscy pozostali członkowie zespołu.

Nowy przekład dokonany przez Jana Polewkę świetnie nawiązuje do naszej rzeczywistości. Nieco unowocześnione dialogi idealnie pasują do niby weneckiej gwary, wzbogaconej współczesnymi piosenkami włoskimi, wykonanymi z ogromnym wdziękiem zwłaszcza przez Annę Szymańczyk, która jako Smeraldyna stara się z werwą i charakterystycznością rodem z dell’arte dorównać niezmordowanemu Szczepaniakowi. Robi to z takim wdziękiem, że swoją wenecką urodą i żywiołowością zdobywa serce każdego widza.

Bradecki tak ustawił cały zespół, że w przedstawieniu każdy element gra jak w szwajcarskim zegarku. Komiczni starcy chodzą zgodnie z konwencją na przygiętych nogach. Nie do rozpoznania jest Andrzej Blumenfeld jako Dottore Lombardo, a Mariusz Wojciechowski w roli Pana Talone Bosonosi pokazuje, na czym polega tradycja sztuki jeśli chodzi granie tej formy w polskim teatrze. Również młodzi kochankowie są eleganccy i zgodnie z naturą dzieła Goldoniego nie uciekają od konwencji bliskiej bufonadzie. Agata Góral występuje gościnnie w roli Beatrycze z Turynu. Dzięki swoim doskonałym walorom zewnętrznym przez pół sztuki gra swojego brata, przebrana w męski kostium. Zresztą również z ogromnym wdziękiem. Jej ukochanym jest Waldemar Barwiński. To mocna postać całego zespołu. Floryndo Aletuso z Turynu w jego interpretacji przez całe przedstawienie rywalizuje w głupawymi pomysłami Arlekina. Robi to bardzo skutecznie, a mimo tego pozostawia po sobie wspomnienie człowieka pełnego elegancji i włoskiej finezji.

Trudno jest odróżnić kolor rudy od weneckiego blond. Jan Polewka, autor przekładu, kostiumów i scenografii, dokonał w tej materii niemożliwego. Piękną Wenecję, w interesującym rozplanowaniu przestrzennym, odmalował w kolorze szaro-brązowym. Zniknął jej urok i malowniczość. A że na lagunie kolory wyglądają zupełnie inaczej, przypomina znękanym widzom obraz Wenecji pokazywany w przerwie przy odsłoniętej kurtynie. Jednak jest to jedyny słaby punkt tego przedstawienia, które po półrocznej eksploatacji jest grane tak, jakby premiera miała miejsce zaledwie wczoraj.

autor tekstu: Wojciech Giczkowski

Zobacz także

Barbara lubos

BARBARA LUBOS

Autor: Izabela Mikrut
21/08/2017
**Śpiewanie to wolność** **rozmowa z Barbarą Lubos** **Sztajgerowy Cajtung: Co musi być w tekście, żeby zwrócił on …
4555493

Koncerty Brandenburskie – skarby ze skrzyni Markgrafa

Autor: Wojciech Giczkowski
17/08/2017
**Chociaż Koncerty Brandenburskie (BWV 1046–1051) powstały w latach 1718-1721, to popularność zyskały dopiero w epoce Cho…
Hostel nomadow artur nowaczewski wydawnictwo iskry 2017 07 20

Podróż mentalna

Autor: Izabela Mikrut
16/08/2017
**Dzisiaj coraz mniej ludzi pozwala sobie na podróżowanie dla samego podróżowania, odkrywania szlaków z dala od cywilizac…
Timthumb.php

Z teczek

Autor: Izabela Mikrut
16/08/2017
**Zadziwiająco dużo ryzykuje Joanna Siedlecka, kiedy na marginesie opowieści o represjach wobec literatów w PRL-u wtrąca …

Add comment btn