Recenzje

18888662 645138839024485 4746529166680129536 n
02/09/17

„Więcej transu!”

NARKOTYKI Teatr Studio im. Stanisława Ignacego Witkiewicza Warszawa  Reżyseria: Oskar Sadowski Obsada: Tomasz Nosiński, Andrzej Szeremeta, Paweł Tomaszewski, Ewelina Żak, Rozalia Mierzicka, Natalia Rybicka , Robert Wasiewicz, Marta Zięba Premiera: 09/06/2017 Najbliższy spektakl: brak

Witkacy w tekście, który nazywał swoim „dziełkiem” po kolei rozlicza się ze wszystkimi używkami, których dane mu było spróbować i które określa jednym słowem – narkotyki. Tekst pozwala odczuć czytelnikowi trans i napięcie związane z oczekiwaniem na skutki działania substancji, lecz jednocześnie z całą stanowczością przestrzega przed ich stosowaniem. Jest szalenie aktualny, a przecież powstał niemal przed stuleciem. I nie jest to utwór łatwy do przełożenia na język teatru; tymczasem tego zadania podjął się Oskar Sadowski w realizacji Teatru Studio pt.: „Narkotyki”.

Szum miasta, ogród pełen kroplówek z kolorową substancją, pośrodku podświetlana metalowa instalacja. Spektakl rozpoczyna się dialogiem dwóch kobiet reprezentujących zupełnie odmienne typy osobowości, które Witkiewicz opisuje w swoich „Narkotykach” – asteniczkę i pykniczkę. Rozmawiają o zakupie działki, pola, ogrodu, lecz nie ma to absolutnie żadnego znaczenia i obie bohaterki są tego świadome. To tylko wstęp do wkroczenia w alternatywną rzeczywistość, w której wyobraźnia ma moc sprawczą. I już po chwili wszystko zaczyna się wydarzać: widz zostaje wprowadzony w oniryczny świat przeplatających się ze sobą przeróżnych wizji, nad którymi nikt nie jest w stanie zapanować.

Mnogość form zastosowanych przez reżysera ma na celu spotęgowanie transu i wrażenia nierzeczywistej rzeczywistości. Efektowne choreografie pomagają wytworzyć, a momentami podtrzymać tę atmosferę. Na uwagę zasługują przepiękne kostiumy Marty Kuligi balansujące na pograniczu snu i jawy. Można jednak odnieść wrażenie, że mimo wszystko to nie wybrzmiewa tak, jak powinno, a warstwa dramaturgiczna hamuje rozpęd oryginalnego tekstu i idei w nim zawartych.

Nic do spektaklu nie wnoszą nawiązania do sytuacji kobiet we współczesnym świecie (w domyśle: w Polsce). Niepotrzebnie też tekst jest uwspółcześniony, gdyż spłyca to myśl zawartą w pierwowzorze, a przecież ludzka psychika się nie zmienia. Bardzo dużo miejsca w spektaklu poświęcono problemowi toksycznych relacji z matką i wzajemnego uzależnienia, kosztem pominięcia relacji żona artysty – artysta. Konstrukcja tekstu Marcina Cecki nie pozwala na zbudowanie napięcia i wytworzenie prawdziwego chaosu. Skutkuje to dużym rozdźwiękiem między zamysłem i poglądami Witkacego na wszelkie substancje psychotropowe a tym, co można ujrzeć w samym spektaklu. W efekcie nawiązania do „Narkotyków” stają się tylko luźnymi cytatami, co mocno ogranicza rozważania na temat sztuki i człowieczeństwa. Brakuje ukazania korzystania z używek jako formy performansu, co przecież było tak istotne dla samego Witkacego.

Na podziw zasługuje zespół aktorski, który mimo niekonsekwentnie prowadzonej narracji dramaturgicznej robi wszystko, by nadać spektaklowi witkacowskiego ducha. Błyszczy zwłaszcza Paweł Tomaszewski (w roli Witkiewicza). Szkoda, że reżyser nie dał aktorom możliwości wejścia w pełną interakcję z publicznością, przez co złamanie czwartej ściany jest bardzo zachowawcze i nieszczere (a jak dobrze mogłoby wpłynąć na wymowę spektaklu można porównać choćby z „Ciągiem” Michała Buszewicza w reż. Eweliny Marciniak w Teatrze Wybrzeże). Niestety także przestrzeń jest zbyt duża, jak na tak hermetyczne przedstawienie i aktorzy nie są w stanie stworzyć i utrzymać odpowiedniego poziomu transu. Temperatura przedstawienia momentami niezamierzenie spada. Być może realizacja na mniejszej powierzchni mogłaby pomóc zachować stały nastrój na wyrównanym poziomie.

„Narkotyki” Sadowskiego to nie jest spektakl na podstawie „Narkotyków” Stanisława Ignacego Witkiewicza, to jedynie wariacja na ich temat. Jest poprawnie, ale momentami zbyt teatralnie. Brakuje przełomów i przekroczeń, których można spodziewać się zarówno po tytule, jak i po patronie teatru. Na szczęście spektakl urywa się jakby w połowie, gdy ponownie zaczyna robić się gorąco. I za to reżyserowi należą się brawa. Jest już trans, jest już Witkacy. Wtedy chce się tylko więcej i więcej. I jeszcze więcej transu. Teatralne narkotyki.

Szlus.

autor tekstu: Maria Dworzecka

Zobacz także

Z22350971v angels in america part one  millennium approaches

Jak kończą Anioły?

Autor: Judyta Pogonowicz
20/11/2017
**National Theatre Live narodził się w 2009 roku. Od tamtej pory londyński teatr transmituje swoje inscenizacje do kin na…
Dzika biblioteka

Zaglądanie do książek

Autor: Izabela Mikrut
20/11/2017
**Kiedy Paweł Dunin-Wąsowicz czyta, to choćby sięgnął po koszmarny grafomański tom zalegający w najdalszym kącie bibliote…
Ranny ptaszek plakat rawicz 1000

Zostało nam niewiele czasu

Autor: Grzegorz Ćwiertniewicz
20/11/2017
**Dariusz Taraszkiewicz jest reżyserem bardzo refleksyjno-filozoficznym. Pisałem o tym w recenzjach wielokrotnie. Między …
7c1a5e2e31 large

Jak oni śpiewają!!!

Autor: Katarzyna Szatko
19/11/2017
**Mistrzostwo wokalne studentów Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie sprawia, że chcemy bisu, nawet jeśli śpiewają o ra…

Add comment btn