Recenzje

S 315 x
10/09/17

Poliamoria oczami Krystyny Jandy

POMOC DOMOWA Och-Teatr  Warszawa  Reżyseria: Krystyna Janda Obsada: Mirosław Kropielnicki, Barbara Wypych, Katarzyna Gniewkowska, Krzysztof Dracz, Krystyna Janda, Małgorzata Kocik Premiera: 09/09/2017 Najbliższy spektakl: 28/12

Marc Camoletti napisał „La bonne Anna” w 1958 roku i wystawił jako swoje pierwsze przedstawienie w Théâtre des Capucines, gdzie było grane 1300 razy. Niewiarygodne, ale to właśnie ta sztuka wprowadziła styl zwany „teatrem de Boulevard", który później z powodzeniem wszedł na sceny polskie. Premiera odbyła się dopiero 4 grudnia 1971 roku w Teatrze Powszechnym w Łodzi. Obecnie ma on w swoim repertuarze tę farsę, ale w nowym tłumaczeniu, dostosowanym do obecnych czasów przez Bartosza Wierzbiętę, specjalizującego się we współczesnych adaptacjach lingwistycznych dialogów filmowych. Do podboju polskich scen (dzieło francuskiego dramaturga możemy obejrzeć także w Krakowie, Wrocławiu) postanowiła przyłożyć swoją rękę Krystyna Janda – jako reżyserka. Chwała jej za to, bo to przypomnienie wielkiej kreacji Ireny Kwiatkowskiej, która grała Annę w 1972 roku w Teatrze Syrena, gdzie wystawiono ją pod tytułem „Perła”. Ponadto Janda sama zagrała komediową rolę Beaty, czyli tytułowej pomocy domowej.

Do obsady zaprosiła znanych sobie doskonale kolegów i koleżanki, z którymi dobrze czuje się na scenie. Czasami ta wspólna zabawa zamieniała się w wyjście z roli, bo wielka aktorka potrafi swobodnie szarżować słownictwem i grą, a nawet kostiumem. Widownia to wszystko kupuje i śmieje się do rozpuku.

Tymczasem sam początek nie zapowiadał takiej zabawy. Stereotypowe dialogi między służącą i państwem nie brzmiały zrazu śmiesznie i bardzo przypominały inne przedstawienia tego typu grane w teatrach rozrywkowych. Nie jest to może przygana, ale raczej wydawało się, że to wszystko już gdzieś oglądaliśmy. Sztywny pan domu w wykonaniu Krzysztofa Dracza, przypominająca ubiorem tuzin znanych polskich celebrytek Katarzyna Gniewkowska i służąca (Krystyna Janda), pyskata, narzucająca się i pociągająca po cichu alkohol, nie wywołali euforii do momentu, dopóki na scenie nie pojawił się Mirosław Kropielnicki w roli eleganckiego, choć wystraszonego kochanka pani domu.

Od tego momentu mamy do czynienia z zabawną interpretacją poliamorycznego związku, czyli fascynacją kimś, kto nie jest zagrożeniem dla relacji małżeńskich. Pomoc domowa dobrodusznie pozwala się państwu wyszumieć, choć do prawdziwej zdrady zapewne nie dojdzie. Dzięki jej błyskawicznej reakcji na sytuację kryzysową, małżeństwo znów daje poczucie stabilności i przetrwa następne dwadzieścia lat. Druga część przedstawienia jest grana w oparach znikającego alkoholu, ale aktorzy potrafili wyjść z tej koszmarnej sytuacji z elegancją i taktem.

Krzysztof Dracz, zafascynowany ponętnymi kształtami ślicznej Barbary Wypych, potrafił stworzyć kreację rozbuchanego samca. Ostatecznie to jego rola pokazała, że tak naprawdę poliamoryczna osoba chce mieć tylko jedną stałą partnerkę. Barbara Wypych bardzo przypominała swoją grą niejaką Mariolkę z kabaretu Paranienormalni, ale być może takie teraz są dziewczyny, które za wszelką cenę chcą wyjść za mąż, a tymczasem na swojej drodze spotykają tylko żonatych mężczyzn. Niemniej zagrała wiarygodnie i co najważniejsze – stworzyła żywą, śmieszną postać, a nie lalkę Barbie.

Sama Krystyna Janda momentami z trudem radzi sobie w damsko-męskim galimatiasie i choć w końcu uda się jej nad nim zapanować, to cały czas przeszkadza jej widownia, która od połowy przedstawienia śmieje się bez przerwy. Aktorka stworzyła postać cwanej służącej, która w tym domu czuje się dobrze i choć nie potrafi zapanować nad swoją chciwością i pociągiem do drinków, to przede wszystkim dba o to, aby małżeństwo chlebodawców przetrwało, choć wcale nie musi się ono opierać na wyłączności seksualnej, bo pan to przecież dla niej bardzo atrakcyjny mężczyzna.

Podczas oglądania spektaklu na pewno wiele osób na widowni zadawało sobie pytanie o własne związki i to jest wartość dodatkowa tego przedstawienia. Ze względu na obsadę ma ono zagwarantowane setki prezentacji, ale poza humorem wnosi ono w nasze szybkie życie wiele pytań dotyczących nas samych i na takie przemyślenia warto wybrać się do Och-Teatru.

autor tekstu: Wojciech Giczkowski

Zobacz także

Z22350971v angels in america part one  millennium approaches

Jak kończą Anioły?

Autor: Judyta Pogonowicz
20/11/2017
**National Theatre Live narodził się w 2009 roku. Od tamtej pory londyński teatr transmituje swoje inscenizacje do kin na…
Dzika biblioteka

Zaglądanie do książek

Autor: Izabela Mikrut
20/11/2017
**Kiedy Paweł Dunin-Wąsowicz czyta, to choćby sięgnął po koszmarny grafomański tom zalegający w najdalszym kącie bibliote…
Ranny ptaszek plakat rawicz 1000

Zostało nam niewiele czasu

Autor: Grzegorz Ćwiertniewicz
20/11/2017
**Dariusz Taraszkiewicz jest reżyserem bardzo refleksyjno-filozoficznym. Pisałem o tym w recenzjach wielokrotnie. Między …
7c1a5e2e31 large

Jak oni śpiewają!!!

Autor: Katarzyna Szatko
19/11/2017
**Mistrzostwo wokalne studentów Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie sprawia, że chcemy bisu, nawet jeśli śpiewają o ra…

Add comment btn