Recenzje

Krystyna Meissner kierowała Wrocławskim Teatrem Współczesnym przez trzynaście lat. Jej dyrekcję wspomina się z życzliwością i szacunkiem. Między innymi dlatego, że dbała o wysoki poziom artystyczny. Niektórzy bardzo za nią tęsknią. Za nią i za poziomem. Kiedy ustępowała ze stanowiska, miała siedemdziesiąt dziewięć lat. Nie czuła się w żadnym razie staruszką, o której można przeczytać w baśniach, bajkach czy sagach. Była dziarską kobietą, która zapałem i energią mogłaby obdzielić niejedną dużo młodszą od siebie osobę. Nie oznacza to, że nie miała świadomości swojego wieku. Wydaje się jednak, że nie traktowała starości w kategoriach wyroku.

Przedstawienie „Hopla, żyjemy!” powstało w oparciu o autorski scenariusz reżyserki, która luźno inspirowała się twórczością Gabriela Garcíi Márqueza. Główna akcja dzieje się w domu spokojnej starości, zwanym przez bohaterów „domem powolnego umierania”, prowadzonym przez zakonnice. Meissner przedstawia je jako kobiety głęboko nieszczęśliwe. Oddały się Bogu, bo najprawdopodobniej nikt inny ich oddania nie pragnął. Od blisko pięćdziesięcioletniej siostry przełożonej (Renata Kościelniak) emanuje zło, które wciąż w niej wzbiera. W krótkim monologu przyznaje, że życie przelatuje jej przez palce i że tak naprawdę niczego konkretnego w nim nie osiągnęła. Gardzi podopiecznymi, złorzeczy im, śmieje się z nich, ich żywotność usypia lekami nasennymi. Nie ulega wątpliwości, że to z zazdrości o ich pełną uniesień młodość. Na każdym kroku strofuje młodsze siostry, będące i opiekunkami, i animatorkami kultury w posępnym ośrodku. Dusi ich spontaniczność, ich wesołość. Za chwilę staną się podobne do niej. Albo jeszcze gorsze… Siostrzyczki nie zdradzają swoich pragnień, ale łatwo się domyślić, że nie marzą o dożywotniej służbie Bogu…

Spektakl otwiera wymowna ballada rockowa zespołu The Eagles - „Hotel California”. Słowa piosenki odzwierciedlają poniekąd stany umysłów poszczególnych bohaterów, ich tęsknotę za wiatrem we włosach, młodzieńczym balansowaniem między niebem a piekłem, ekskluzywnymi autami, spontanicznym tańcem, namiętnością, fizycznością, winem, a przede wszystkim - wolnością. Ze słów piosenki można dowiedzieć się również sporo o ich obecnym położeniu. Oto znaleźli się w miejscu, które tylko pozornie jest dla nich miłe i bezpieczne, w miejscu, w którym można zamieszkać o każdej porze roku, w miejscu, w którym właściciele bogacą się na ludzkiej krzywdzie i ludzkiej samotności, w miejscu, z którego można się wymeldować, ale nigdy się z niego nie wyjdzie. Mieszkańcy domu, siedzący na krzesłach ułożonych wzdłuż świetlicowych ścian, słuchają piosenki płynącej z odbiornika w zadumie, ogromnym skupieniu i potęgującym się na oczach publiczności smutku. Najprawdopodobniej odtwarzana jest im każdego ranka, powtarzana jest jak mantra, ale wątpliwe, by oczyszczała i uspokajała ich zbolałe dusze. Kiedy radio milknie, pensjonariusze zabierają swoje krzesła i ustawiają je w różnych zakątkach ponurej sali. Za każdym razem wszyscy bezbłędnie trafiają na swoje siedziska. Przyzwyczaili się do nich, ale nie do ośrodka, w którym, mimo pełni sił, muszą żyć.

Meissner zadbała o to, by bohaterowie różnili się od siebie nie tylko wyglądem, ale i charakterem. Dzięki różnorodnym postaciom, udało jej się zbudować ciekawy świat starszych ludzi. Wszystkich łączy jedna myśl: „Kurwa, ja tutaj nie pasuję”. Tak sparafrazowałbym przesłanie opowiedzianej historii, zachęcając jednocześnie do wybaczenia mi użycia wulgaryzmu, bo i w spektaklu niewybrednych słów, choć zgrabnie i subtelnie wypowiadanych, nie brakuje. Dom starości jest koedukacyjny. Mieszka w nim Bigotka, która zapomnienia i ratunku szuka u samego Boga, choć w młodości prawdopodobnie z wiarą niewiele miała wspólnego (ciekawa - zabawna kreacja Irminy Babińskiej), szydercza, ale nieszczęśliwa Stara Zgreda (Marlena Milwiw w świetnej artystycznej formie i jak zawsze - z klasą), Wariatka, wpychająca sobie pod sukienkę ubrania, imitując w ten sposób upragnioną, ale niezrealizowaną ciążę (Irena Rybicka doskonale sportretowała bohaterkę z zaburzeniami psychicznymi), Marzycielka z zabawnymi kucykami z rzadkich włosów (Teresa Sawicka znakomicie uwydatniła infantylizm swojej postaci). W męskiej grupie pensjonariuszy znalazł się Dowcipniś, który, pomimo wieku, wciąż „coś by wymiętosił” i „coś zamacał” (w tej roli nieoceniony, niezwykle utalentowany Bolesław Abart), Staruch (Jerzy Glapa), Romantyk (Edward Kalisz) i Podrywacz (Krzysztof Kuliński). Wszyscy wymienieni bohaterowie są indywidualistami i każdy z nich jest tak samo ważny. Nie ich jednak Meissner uczyniła głównymi postaciami, choć bez ich obecności trudno byłoby zbudować tak prawdziwą atmosferę.

Głównymi bohaterami są Ona (Ewa Dałkowska) i On (Jacek Piątkowski). To ich spotkanie staje się najważniejszym wątkiem sztuki. Spotykają się w domu opieki po ponad pięćdziesięciu latach. W młodości połączyła ich miłość, której kres położyli rodzice - ze względu na młody wiek kochanków. Ona wyszła za mąż za szanowanego i statecznego mężczyznę (Zdzisław Kuźniar), On wiódł swoje, typowo męskie, życie. Po krótkiej wymianie zdań między nimi (dialogi zasługują za uwagę nie tylko ze względu na moralną głębię, ale i na język) widzowie nie mogą mieć wątpliwości, że uczucie przetrwało. Stało się wręcz jeszcze mocniejsze. Dojrzała nie tylko miłość duchowa. Wzmogło się również pożądanie. Na drodze do grzechu staje siostra przełożona, która, niczym małe dzieci, wysyła ich do swoich pokojów. Ale nie tylko ona. Tym razem związek ten nie podoba się dzieciom kobiety. Córka, która odwiedza ją w ośrodku (Elżbieta Golińska - bardzo zasadnicza i wyrazista w tej roli), jest nie tylko oburzona postępowaniem matki, ale wręcz zgorszona miłostkami starych ludzi. Z uczucia kpi sobie również jej syn (Maciej Tomaszewski), który stara się wyperswadować niemądry pomysł współżycia (i fizycznego, i duchowego) partnerowi matki. Stereotypowe myślenie bierze górę: siedemdziesięciolatkom seks powinien zostać zakazany… Co robią sobie z tego młodzi duchem starcy? Przenoszą się... Albo lepiej nie. Widzowie powinni podążyć za nimi sami... Zdradzę tylko, że para pensjonariuszy, na przekór światu, na przekór części publiczności, staje przed widownią w strojach Adama i Ewy… Piękne, niezwykle taktowne, wzruszające i budujące… Po raz pierwszy wyszedłem z teatru przekonany, że nagość na scenie była uzasadniona. Wyszedłem także oszołomiony aktorstwem Ewy Dałkowskiej. Wstyd się przyznać, ale w teatrze, poza spektaklami telewizyjnymi, nigdy wcześniej jej nie widziałem. Gdy zostawała na scenie sama, choć krucha, wypełniała ją całą sobą. Lekkość, prawdziwość, błyskotliwość, spontaniczność, dystans - oto tylko niektóre zalety jej scenicznego warsztatu.

Spektakl kończy optymistyczna piosenka w wykonaniu wszystkich aktorów. Trudno oprzeć się wrażeniu, że wizja zaproponowana przez Krystynę Meissner jest nieco wyidealizowana. Na razie. To się zmieni, kiedy starość w naszej kulturze przestanie być tematem tabu, kiedy runie cholerny kult młodości. Meissner przywróciła starości jej godność, pokazała, że jest równoprawna z innymi okresami życia. Istnieje się pomimo upływu lat, a zatem powinno się żyć pełnią życia - niezależnie od płci i orientacji seksualnej. Meissner na oczach publiczności uznała prawo ludzi starszych do miłości - i tej cielesnej, i tej duchowej. „Hopla, żyjecie!” - woła do nich z humorem. Powinni korzystać z tego przywileju, pamiętając, że miłość jest tą wartością, dzięki której życie nabiera sensu.

Grzegorz Ćwiertniewicz - doktor nauk humanistycznych (historia filmu i teatru polskiego po 1945 roku), polonista, wykładowca akademicki, pedagog, autor wydanej pod koniec 2015 roku biografii Krystyny Sienkiewicz - "Krystyna Sienkiewicz. Różowe zjawisko"; jego teksty można przeczytać w „Polonistyce”, „Teatrze”, „Dyrektorze Szkoły”, „Kwartalniku Edukacyjnym” i "Edukacji i Dialogu"; współpracował jako recenzent z Nową Siłą Krytyczną Instytutu Teatralnego im. Z. Raszewskiego w Warszawie, wortalami: „Dziennik Teatralny”; od 2013 recenzent wortalu „Teatr dla Was”.

autor tekstu: Grzegorz Ćwiertniewicz

Zobacz także

F9bcc1342d0 patrz jak tancze

Cud tańca

Autor: Izabela Mikrut
25/04/2018
**Wszystkie koczki są do siebie podobne. Tu nie ma miejsca na indywidualizm, mimo że każda z małych dziewczynek ćwiczącyc…
Psikus

Dwa pokolenia

Autor: Izabela Mikrut
23/04/2018
**Takiego przebiegu akcji nikt by się chyba nie spodziewał, a już na pewno nie dziadek i wnuczek zmuszeni – mimo oporów t…
Z gory widac tylko nic arek borowik 600x850

Udziwnianie świata

Autor: Izabela Mikrut
23/04/2018
**Arka Borowika za tę książkę można jednocześnie pokochać i znienawidzić, ale nic dziwnego, skoro autor już w podtytule z…
6230a151426980b05428f16d501b

Nad dachami

Autor: Izabela Mikrut
23/04/2018
**Miłość do gór łączy wspinaczy i fanów literatury górskiej. A że w ostatnich latach na rynku szczególną popularnością za…

Add comment btn