Recenzje

27797941 1653091201418363 8835284063954354355 o
12/02/18

Na premierę „Uczty” szłam z lekką obawą. Mimo, że Garbaczewski wydaje się być w szczycie formy po świetnych „Chłopach” to z racji specyfiki tekstu Platona – jestem filologiem klasycznym, tekst znam w przekładzie i w oryginale – nie potrafiłam go sobie wyobrazić jako spektaklu atrakcyjnego dla współczesnego widza. Tam po prostu bardzo dużo mówią, a my żyjemy przecież w świecie krótkich informacji i szokujących obrazów. Długie rozmowy o ideach, bez nerwowego i agresywnego przerzucania się wyświechtanymi frazesami, znikają powoli z przestrzeni debaty publicznej. Szczęśliwie okazało się, że bałam się niesłusznie. Platon przeniesiony na scenę Nowego Teatru brzmi świeżo i jest zdecydowanie czymś więcej niż atrakcyjną gratką dla miłośników filozofii i antyku.

Autorka scenografii, Aleksandra Wasilkowska, (po raz kolejny u boku Garbaczewskiego) zbudowała na scenie gigantyczną konstrukcję ze skrzyń. Przywodzi ona na myśl schody antycznych budowli odarte z onieśmielającego marmuru: współczesna wersja Partenonu z Ikei. Stanowi on doskonałą ramę dla aktorskiego agonu, który trzyma poziom przez cały czas trwania spektaklu. Grupka biesiadników zmęczonych imprezą z poprzedniego dnia zbiera się, by spędzić razem kolejny wieczór. Postanawiają porozmawiać o Erosie, czyli o miłości. Każdy z zebranych będzie chwalił boga najlepiej jak potrafi. Dodatkowo zobaczymy scenę samobójstwa Sokratesa. Widza czeka więc zbiór mini aktorskich etiud. W wykonaniu zespołu Nowego – sama przyjemność.

Antyczny tekst, w przekładzie Andrzeja Serafina, brzmi w ich ustach naturalnie, bez pretensji, bez dydaktyki, bez koturnu. Dopisanych kwestii jest bardzo niewiele, reżyser nie mami widza wplatając do scenariusza obce fragmenty, dodał jedynie kilka żartów, mrugnięć oka, które pomagają rozładować ciężar tekstu. Dzięki tej wierności oryginałowi spektakl nie narzuca się jako komentarz do współczesnej sytuacji społeczno-politycznej, którymi jesteśmy w teatrze zalewani. Tak jest dobrze. Owszem, teatr powinien być blisko życia, a te komentarze są często cenne i potrzebne, a jednak „Uczta” jest wyczekiwaną przeze mnie chwilą wytchnienia: spektakl poświęcony rozmowie o tym, co właściwie w życiu najważniejsze bez nadmiaru modnych środków wyrazu artystycznego. Estetyka tej kompozycji: scenografia Wasilkowskiej, kostiumy Blaszewskiego (coś pomiędzy grecką togą a strojami bohaterów „Gwiezdnych wojen”) spojone nienachalną muzyką Duszyńskiego są kompresem na przesycone stroboskopami i brokatem oczy współczesnego widza. Spokój i piękno bez popadania w pretensjonalność. W przedstawieniu nie brakuje także charakterystycznego dla tego reżysera ironicznego humoru (nawiązującego zresztą do poprzednich jego spektakli): przyjemnostki takie jak choćby dwie poruszające się skrzynie (elementy scenografii) przypominające kosmiczne łaziki z wypustkami, imitującymi męskie i żeńskie organy rozrodcze, czy młodziutki Bartosz Bielenia jako staruszek ubrany w pampers z kosturem w ręku.

Nie chcę streszczać i przypominać problematyki poszczególnych wystąpień Agatona (wspaniała, nowa w zespole, Jaśmina Polak)i jego ferajny, żeby nie zabierać widzom przyjemności rozkoszowania się ich wystąpieniami w teatrze. Pozwolę sobie przywołać jedną tylko scenę, która została wmontowana w konstrukcję przedstawienia niczym filmowa retrospekcja, i która jest modelowym przykładem dobrze wyważonych proporcji pomiędzy humorem a powagą: powabna Diotyma (Magdalena Cielecka), leżąc na łóżku w udrapowanym prześcieradle, rozmawia z Sokratesem (Jacek Poniedziałek), który w tej sytuacji zdaje się być dużo bardziej zainteresowany praktyczną stroną erotyki niż jej teoretycznym wymiarem. Sokrates też człowiek. Miłość fizyczna, miłość do ciała, nie jest niczym gorszym czy gorszącym – jest piękna, dobra i potrzeba do pełnego ukochania otaczającego nas świata.

Mimo wszystko Sokrates zostanie oskarżony o gorszenie młodzieży wyniszczającym nihilizem, a skazany na wygnanie wybierze śmierć i wypije truciznę (w tej roli puszka Coca coli). Pochwała wolnej miłości była kłopotliwa już w starożytnych Atenach.

Garbaczewski wystawił Platona, którego chce się słuchać i oglądać nawet więcej niż jeden raz. Na potrzeby antycznego tekstu odszedł od charakterystycznego dla siebie, maksymalnego szpikowania sceny nowymi technologiami; tym razem jest bardziej kameralnie. Jeśli nie udało mi się przekonać wszystkich do wycieczki na Madalińskiego, to dodam jeszcze, że podczas przedstawienia można się posilić (wina co prawda nie podają, ale jest bita śmietana), trzeba tylko usiąść w pierwszym rzędzie. Prawdziwa uczta – satysfakcja gwarantowana.

Aleksandra Majewska – doktorantka Instytutu Filologii Klasycznej UW i absolwentka Laboratorium Nowych Praktyk Teatralnych Uniwersytetu SWPS. Obecnie współpracuje również z gazetą Didaskalia oraz portalem e-teatr jako członek Nowej Siły Krytycznej.

autor tekstu: Aleksandra Majewska

Zobacz także

Jestem

Biblijni królowie

Autor: Anna Czajkowska
21/02/2018
**IX interdyscyplinarny festiwal wielkopostny Gorzkie Żale/Nowe Epifanie, który rozpoczął się w Warszawie w Środę Popielc…
816231c06b661b3e3c4827a8a67b4906 full

Pasja

Autor: Izabela Mikrut
20/02/2018
**Sy Montgomery kocha zwierzęta. Fascynują ją też ptaki – ze względu na piękno i inteligencję, na mechanizmy, których lud…
3c nie pozwolisz zyc czarown

Tortury

Autor: Izabela Mikrut
20/02/2018
**Jest ta powieść bardzo krótka, a do tego autor, Tomasz Kowalski, nie podaje w niej zbyt odkrywczych motywów. Opowieść p…
C4cc21ab4bdb60b77a5b837afa017e36 full

Na szczycie

Autor: Izabela Mikrut
20/02/2018
**„Annapurna” to klasyczna publikacja, która dzisiaj znakomicie uzupełnia półkę z literaturą górską. A że wspinacze dzięk…

Add comment btn