Recenzje

Odd luna plakat
28/02/18

Najlepsze są te historie, które dobrze się kończą

Odd i Luna Wrocławski Teatr Lalek Wrocław Reżyseria: Przemysław Jaszczak Obsada: Premiera: 24/02/2018 Najbliższy spektakl: brak

Najnowsza premiera we Wrocławskim Teatrze Lalek zachwyca. Po prostu. Przedstawienie „Odd i Luna” z pewnością przypadnie do gustu nie tylko najmłodszym widzom, ale również dorosłym. Przede wszystkim ze względu na świetną techniczno-artystyczną stronę tego pokazu, ale nie tylko. Ten spektakl, choć opowiada dość prostą, jednoznaczną historię, z której płynie bardzo klarowny przekaz, zawiera wiele głębokich nawiązań, których odczytanie znacznie poszerza jego znaczenie.

Odd to siedmioletni chłopak, który zmaga się z problemem wielkiej jajko-głowy. Żyjąc z dużym ciężarem, nie tylko w sensie fizycznym, ale głównie psychicznym, nieustannie kontroluje wszystkie swoje ruchy, postanowienia i decyzje, patrząc na nie przez pryzmat ewentualnej krzywdy, jaką zaznać mogłaby jego głowa. Nie skacze, nie biega, nie jeździ na rowerze, unika towarzystwa rówieśników i w szkole, i w czasie wolnym. Powód? W ferworze zabawy łatwo stracić równowagę, uderzyć się, przewrócić, co może mieć niemałe konsekwencje. Jakie? Trudno przewidzieć, jednak, chciałoby się powiedzieć, patrząc na ciągły strach i nieustępującą ani na chwilę ostrożność bohatera – strzeżonego Pan Bóg strzeże. Z kolei Luna, druga tytułowa postać, to szkolna koleżanka Odda. Podobnie jak jej kolega, również zmaga się z wykluczeniem. W przeciwieństwie do bohatera z nietypową głową Lunę wyróżnia co innego – kolor skóry. Obawiając się o to, że będzie wyśmiewana i wskazywana palcami przez innych, alienuje się oraz ciągle – pod pozorem bólu głowy, brzucha, a nawet rzęsy – przebywa we własnym pokoju. W obu przypadkach, jak to na ogół w tego typu historiach bywa, wszystko się zmienia, gdy obie postaci natrafiają na kogoś, kto zaakceptuje ich inność – Odd pozna niesforną „pszczółkę”, a Luna wodnego kolegę - latającą rybę.

Myślę, że w wyraźny sposób należy pochwalić wszystko to, co składa się na wizualną stronę tej inscenizacji. Przedstawienie w reżyserii Przemysława Jaszczaka zachwyca przede wszystkim zagospodarowaniem sceny, umuzycznieniem i wykorzystaniem wizualizacji, potęgujących rozmach tego pokazu. Sama scenografia wydaje się dość prosta. Na scenie znajduje się kilka ruchomych platform, większych lub mniejszych, bardzo umiejętnie i szeroko używanych. Aktorzy płynnie wykorzystują ich potencjał, dzięki czemu dość mała powierzchnia okazuje się naprawdę dobrze zagospodarowana, pozostając jak najbardziej atrakcyjną dla widza – głównie tego najbardziej wymagającego, którego uwaga uzależniona jest od ruchu i dynamiki. Również oświetlenie wydaje się dobrze przygotowane, choć – na co należy zwrócić uwagę – niepotrzebnie zostaje uproszczone w kontekście – powiedzmy – płciowym. Skoro spektakl traktuje o inności, wychodzeniu poza ramy, akceptacji oraz prawie do bycia odmiennym, kolorystyka, która wiąże daną scenę z konkretnym bohaterem, nie powinna powielać utartych stereotypów, obecnych między innymi na poziomie tradycyjnego pojmowania „męskości” lub „dziewczęcości”. W przedstawieniu Odd zostaje „przypisany” do koloru niebieskiego – towarzyszy mu oświetlenie w tej barwie, a rekwizyty, które jego postać wykorzystuje, również utrzymane są w tym kolorze; z kolei Luna jako dziewczyna związana zostaje w podobny sposób z kolorem różowym.

Oglądając najnowszą propozycję wrocławskiego teatru, nie sposób się nudzić. Mam jednak wrażenie, że nawet dla najmłodszego widza ważniejsza od walorów rozrywkowych będzie w tym wypadku refleksja nad samotnością oraz wyobcowaniem bohaterów. Relacje postaci z otoczeniem, zarówno te negatywne, związane z odtrąceniem, jak i te pozytywne, wynikające z integracji i zrozumienia, poprowadzone zostały w taki sposób, by z jednej strony łatwo można było rozkodować zawarte w nich prawdy (o potrzebie akceptacji, tolerancji oraz konieczności nawiązywania kontaktów), a z drugiej, by realizowały się w sposób daleki od sztampy. Właściwie dotąd, zastanawiając się nad postacią Odda, trudno mi powiedzieć, czy jego obawy i wycofana postawa wynikają z faktu posiadania niecodziennej głowy, czy raczej z toksycznych relacji z własną matką.

Przedstawienie, ku uciesze i tych młodszych, i tych starszych widzów, kończy się dobrze – finałowa scena szczęśliwie zespala historie dwóch tytułowych postaci. Cała opowieść została oparta na zrozumiałych problemach psychologicznych, których rozwiązanie w tym wypadku prowadzi do prostych wniosków, jednak – co należy pochwalić – nie tyle podanych wprost, powiedzianych moralizatorskim głosem z pozycji wyższości, ile wyraźnie zasugerowanych, zobrazowanych doświadczeniami bohaterów. Ostatnia scena zachwyca najmocniej, bo poza płynącymi wnioskami pozwala wyłuskać coś jeszcze – świetnie dostrzegalne także dla młodszego odbiorcy, wkomponowane w tekst dramatu związki frazeologiczne, wymownie odnoszące się do konkretnych postaci. Dowiadujemy się w ten sposób, że matka Odda przestała być kurą (w domyśle – domową), a Gunn, dziewczynka-pszczółka, dostała skrzydeł. I wreszcie - co najważniejsze – Odd nawiązał przyjaźń, dzięki której przestał obchodzić się z własną głową jak z jajkiem.

autor tekstu: Kamil Bujny

Zobacz także

743442556o

Z wyobraźni

Autor: Izabela Mikrut
18/05/2018
**A jeśli kiedyś sztuczna inteligencja zwróci się przeciwko człowiekowi, który powołał ją do istnienia? A jeśli roboty op…
Straszkapospokitafotdagmara sowa

Czego się boimy?

Autor: Wojciech Giczkowski
18/05/2018
**„E, to tylko pająk – ja to znam”, krzyczały dzieci na przedstawieniu Teatru Grupa Coincidentia z Białegostoku. Sztuka o…
738427914o

Nowe podejście

Autor: Izabela Mikrut
17/05/2018
**Paweł Fortuna doskonale wie o tym, że ludzie mają dość nachalności sprzedawców, unikają wszechobecnej reklamy, zbywają …
747377691o

Portrety z epoki

Autor: Izabela Mikrut
17/05/2018
**Jak wyglądał chuligan w PRL-u – wie chyba każdy, kto kiedykolwiek zainteresował się codziennością polskich ulic w drugi…

Add comment btn